Jak i dlaczego powstała 27 Wołyńska Dywizji Piechoty AK? PDF Drukuj Email
Wpisany przez Bogusław Szarwiło   
piątek, 10 lutego 2017 22:48

Gdzie było AK jak OUN-UPA mordowało Polaków na Wołyniu? Dlaczego Polskie Państwo Podziemne dopuściło do rzezi ludności cywilnej? Dlaczego tak późno 27 WDP AK pojawiła się na Wołyniu, gdyby to było wcześniej to nie doszło by do wymordowania ludności polskiej? Takie i wiele innych zapytań znajdowałem przez lata w komentarzach do opisów tragicznych losów Polaków na ziemi wołyńskiej. Znajdowałem również i peany na temat 27 WDP AK, która jakoby powstała do walki z OUN- UPA. Jako potomek żołnierza tej dywizji, którego liczna rodzina również była w szeregach tej formacji, byłem zaskoczony nikłą wiedzą piszących nie tylko te komentarze, ale autorów  artykułów starających się pozytywnie pisać o dywizji. Znam  również przypadek, gdy jeden z byłych żołnierzy dywizji, będąc po 50 latach na Ukrainie podczas spotkania z byłym banderowcem, usłyszał, że Ukraińcy nie atakowali by Polaków gdyby 27 nie przyszła na Wołyń. Cytuję: " a po co ona tu przyszła na naszą ziemię?"

To, że dziś Ukraińcy w pokrętny sposób piszą nową historię, zarzucając Polsce, że okupowała ich ziemię, to się nie dziwię, bo to wynika z ich pokrętnej polityki, ale, że państwo polskie przez lata pozostawiało białe karty narodowej historii to już zgroza. Dlatego nie tylko warto ale i należy wyjaśniać prawdę, 27 WDP AK z nikąd nie przyszła, ona powstała na wykrwawionej ziemi ojców i pradziadów polskich rodzin zamieszkałych na Wołyniu. Nie powstała by gdyby nie samoobrony zahartowane w boju z bandami OUN-UPA, z których wyłoniły się pierwsze oddziały partyzanckie AK. Tu też wyraźnie należy powiedzieć, że głównym zadaniem dywizji była realizacja postawionego zadania przez Polskie Państwo Podziemne  zadań związanych z Akcją "Burza", czyli walka z Niemcami i nie dopuszczeniem do drugiej okupacji sowieckiej ziem II RP. Zostało to już zawarte  w rozkazie z 20 listopada 1943 r. komendanta głównego Armii Krajowej, generała Tadeusza Komorowskiego "Bora” ktory, wydał rozkaz do przeprowadzenia akcji "Burza” na Kresach Wschodnich, dla zaznaczenia polskiej suwerenności . Oczywiście można by czytelnika  w tym miejscu odesłać do bogatej literatury . chociażby prof. Władysława  Filara, który temat dokładnie opisał, ale nie wszyscy sięgną po obszerne opracowania, bo nie zawsze mają na to czas i ochotę. Dlatego postanowiłem zaprezentować to w przystępniejszej formie. Znalazłem bardzo ciekawy tekst dr Dariusza Faszczy zatytułowany:  " Polskie Państwo Podziemne na Wołyniu"  (  http://polska1918-89.pl/pdf/polskie-panstwo-podziemne-na-wolyniu-1939%E2%80%931944,3120.pdf), którego fragmenty będę cytował (kursywą) poniżej, przeplatając własnymi przemyśleniami na bazie wiadomości pozyskanymi od świadków minionego czasu. DR. D. Faszcza pisze między innymi: Wybuch wojny niemiecko-sowieckiej 22 czerwca 1941 r. i zajęcie Wołynia przez oddziały hitlerowskie stworzyły korzystniejsze warunki do rozwoju polskiego ruchu niepodległościowego.( Po  bardzo trudnym okresie sowieckiej okupacji- SB)  W lipcu i sierpniu 1941 r. na teren województwa zostali skierowani emisariusze z zadaniem rozpoznania możliwości organizacyjnych w ośrodkach polskich i odbudowy zniszczonych struktur podziemnych . W lipcu 1941 r. na Wołyń przybyli oficerowie w celu zorganizowania siatki wywiadowczej podległej bezpośrednio Komendzie Głównej ZWZ. Mimo trudnych warunków, do końca roku rozpoczęła ona pracę pod krypt. „W-W” („Wschód – Wołyń”). Na przełomie lipca i sierpnia 1941 r. gen. Rowecki powołał specjalną organizację dywersyjno-sabotażową pod krypt. „Wachlarz”. Zadaniem jej było prowadzenie dywersji na wschód od granic Polski sprzed 1939 r. Na terenie Wołynia zaplanowano rejon wyjściowy do działalności w ramach II Odcinka. Kierowany początkowo przez por. Jana Piwnika „Donata”, a potem przez por. Tadeusza Klimowskiego „Klona” odcinek miał dobrze rozwiniętą sieć organizacyjną, a do stycznia 1943 r. jego żołnierze przeprowadzili osiem udokumentowanych akcji sabotażowych. W lutym 1942 r. Komendant Główny ZWZ skierował na kierunek Dubno – Równe sześciu oficerów pod dowództwem mjr. Brunona Rolke „Aspika” z zadaniem odtworzenia siatki konspiracyjnej na terenie Wołynia i podjął przygotowania do przerzutu drugiej ekipy na kierunek Kowel. Misja ta, mimo powołania do życia w kilku miastach placówek tzw. jedynki, zakończyła się niepowodzeniem. Na początku sierpnia 1942 r. mjr Rolke opuścił rejon dotychczasowego działania, a jego obowiązki tymczasowo przejął szef wydziału I Komendy Okręgu ppor. Józef Guźniczak „Fiedia”. Niestety, we wrześniu 1942 r. w Równem został aresztowany szef wywiadu Okręgu por. Zabłocki „Julian”, który w czasie śledztwa załamał się i wydał nazwiska członków siatki. Rozpoczęły się aresztowania, które objęły około trzydziestu osób, co spowodowało przerwanie działalności Komendy Okręgu. Równolegle z budową struktur wojskowych Delegat Rządu na Kraj prof. Jan Piekałkiewicz podjął decyzję o utworzeniu administracji cywilnej na terenie woj. wołyńskiego przez powołanie Okręgowej Delegatury Rządu RP. Na stanowisko Okręgowego Delegata został mianowany Kazimierz Banach „Jan Linowski”, były prezes Związku Młodzieży Wiejskiej RP „Wici” na Wołyniu, członek naczelnych władz ruchu ludowego, m.in. szef sztabu KG Batalionów Chłopskich. Pierwsze agendy Delegatury rozpoczęły pracę w październiku 1942 r. W listopadzie na Wołyń przybył Banach i rozpoczął razem ze swoimi współpracownikami budowę siatki terenowej. Do końca lutego 1943 r. całość województwa została objęta podziemną administracją cywilną. We wszystkich powiatach utworzono inspektoraty Delegatury. W znacznym stopniu opierały się one na działaczach ruchu ludowego, pracownikach związanych z administracją państwową i samorządową oraz absolwentach szkół rolniczych i Liceum Krzemienieckiego. W składzie Okręgowej Delegatury, której siedzibą został Kowel, działały odpowiadające właściwym resortom Delegatury Rządu na Kraj wydziały: Bezpieczeństwa i Samoobrony, Oświaty i Kultury, Propagandy, Opieki Społecznej oraz Inspektorat Łączności. Wkrótce rozpoczęto wydawanie komunikatów prasowych w języku polskim i ukraińskim oraz pisma „Polska Zwycięży”, którego nakład wynosił 1,5 tys. egzemplarzy. W kwietniu 1943 r. władze cywilne przystąpiły do tworzenia formacji policyjnej – Państwowego Korpus Bezpieczeństwa (PKB), przeznaczonego do zapewnienia bezpieczeństwa ludności zarówno w czasie okupacji, jak i w momencie odrodzenia się państwowości polskiej. Na komendanta PKB został wyznaczony komisarz Józef Nowak „Józef Orłowski”. Według Banacha w szeregach PKB znajdowało się 4 tys. ludzi. (.....) W czerwcu 1942 r. w Warszawie zapadła decyzja przystąpienia do organizowania na Wołyniu sieci placówek ruchu ludowego oraz oddziałów BCh. Zadanie to powierzono Banachowi, który obok pełnienia funkcji Okręgowego Delegata Rządu był jednocześnie pełnomocnikiem Stronnictwa Ludowego na tym terenie. W styczniu 1943 r. utworzony został VIII Wołyński Okręg BCh. Na jego czele stanął wychowanek Liceum Krzemienieckiego i student Uniwersytetu Warszawskiego, por. Zygmunt Rumel „Krzysztof Poręba”. Łączenie przez „Linowskiego” funkcji Delegata i pełnomocnika oraz budowa na wspólnej bazie personalnej sieci Delegatury i oddziałów BCh utrudnia dziś wiarygodną ocenę efektów działania ludowców na Wołyniu. Mimo, że od lat przekopuję wspomnienia mieszkańców Wołynia nie znalazłem jednak żadnych faktów potwierdzających w/w działania w terenie wiejskim. Owszem świadkowie wspominają o zaprzysiężeniu w obecności Rumla, ale nic poza tym. W Łucku próby organizacji podziemnych struktur podjęli również działacze Stronnictwa Narodowego. Początkowo kontakt z centralą w Warszawie był ożywiony, jednak w końcu 1942 r. prawie całkowicie zamarł. Podobnie sytuacja przedstawiała się z działającą na terenie trzech największych miast Wołyńską Chorągwią Związku Harcerstwa Polskiego (krypt. „Ul Gleba”). Bardzo żywą akcję w zakresie opieki społecznej prowadziło natomiast przez cały okres wojny duchowieństwo katolickie oraz związany z nim Katolicki Komitet Pomocy. Latem 1942 r. po raz kolejny podjęto decyzję o odbudowie struktur wojskowych na Wołyniu. W sierpniu 1942 r. Komendant Główny Armii Krajowej podjął decyzję o wydzieleniu Okręgu Wołyńskiego z Obszaru 3 i podporządkowaniu go bezpośrednio Komendzie Głównej w Warszawie. We wrześniu 1942 r. na stanowisko komendanta Okręgu „Wołyń” został wyznaczony ppłk Kazimierz Bąbiński „Krzysztof”, dotychczasowy szef Oddziału III-B (wyszkolenie) w Dowództwie Głównym ZWZ/AK. W skład zespołu mającego podjąć pracę na terenie Okręgu weszli: mjr Antoni Żochowski „Tol”, mjr Stanisław Piaszczyński „Bohun”, kpt. Kazimierz Rzaniak „Garda” oraz kpt. Wojskowej Służby Kobiet Adelajda Połońska „Bożena”. Komenda Główna AK przydzieliła do tej grupy także kilku oficerów spadochroniarzy z Anglii, tzw. cichociemnych, oraz oficerów zdekonspirowanych w GG przez gestapo: kpt. Jana Szatowskiego „Kowala” i por. Leopolda Świklę „Adama”. Jak wynika ze wspomnień, zarówno mojej rodziny jak i innych, pod koniec 1942 r. wielu z nich zostało zaprzysiężonych w konspiracyjnych komórkach AK. Do tych organizacji trafili również i wcześniej zaprzysiężeni do Bch. Oczywiście to było ściśle tajne i nie wszyscy, nawet członkowie rodziny byli wtajemniczeni. W połowie grudnia 1942 r., po krótkim szkoleniu nastąpił przerzut oficerów sztabu Okręgu i dowódców na Wołyń. W marcu 1943 r. do Kowla, gdzie ulokował się sztab Okręgu, udał się awansowany do stopnia pułkownika Bąbiński „Luboń”, „Zrąb”, „Maciej Boryna” i „Józef Orlica”. W trakcie organizacji placówek AK ujawnił się pewien konflikt między Okręgową Delegaturą a Komendą Okręgu. Administracja cywilna, która wcześniej rozpoczęła prace na obszarze Wołynia, dotarła już do wszystkich skupisk ludności polskiej i wciągnęła część wojskowych i młodzieży do szeregów PKB. Niestety według mojej wiedzy nie bardzo pokrywa się to z prawdą. Z kolei „Luboń”, powołując się na rozkaz gen. Władysława Sikorskiego o włączeniu do Armii Krajowej wszystkich przeszkolonych wojskowo mężczyzn, sięgnął do tych samych ośrodków. Mimo wydania przez Komendanta Głównego AK rozkazu regulującego sprawę współpracy między Delegaturą a Komendą Okręgu stale dochodziło na tym tle do spięć i zadrażnień. W tym miejscu warto zauważyć, z perspektywy czasu, że te spięcia w poważny sposób zaważyły na losach ludności polskiej. Wiele decyzji w sprawie obrony zostało powziętych zbyt późno, za co Wołyń zapłacił wysoką cenę. Polacy dali się zaskoczyć i nie byli przygotowani do obrony ze strony wroga którego się nie spodziewali. Wiosną 1943 r. polskie podziemie na Wołyniu stanęło przed bardzo poważnym wyzwaniem. Z coraz większym natężeniem zaczęły mnożyć się napady na ludność cywilną dokonywane przez nacjonalistów ukraińskich. Spośród organizacji politycznych najprężniej na Wołyniu działała frakcja Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów Stepana Bandery (OUN-B). Stosunkowo szybko zbudowała ona siatkę organizacyjną, obejmując wszystkie grupy społeczne. Pod wpływem tego ruchu znalazła się także policja ukraińska w służbie niemieckiej. W pierwszym okresie po wkroczeniu Niemców działalność OUN-B ograniczała się do agitacji, informowania społeczeństwa ukraińskiego o sytuacji politycznej oraz propagowania idei walki o niepodległą Ukrainę. Niebawem jednak, zgodnie z wytycznymi przyjętymi podczas I Konferencji OUN-B we wrześniu 1941 r., rozpoczęto zbiórkę i magazynowanie broni oraz szkolenie kadr na potrzeby walki zbrojnej. Do realizacji tych zadań powołano głęboko zakonspirowany Krajowy Sztab Wojskowy. W 1942 r. sytuacja na Wołyniu uległa wyraźnemu zaostrzeniu. Od lipca do października Niemcy przy udziale ukraińskiej policji wytępili Romów, a następnie dokonali eksterminacji ludności żydowskiej. W stosunku do pozostałych mieszkańców okupant z całą bezwzględnością zaczął egzekwować kontyngenty i przeprowadzać łapanki młodych ludzi na roboty do Niemiec. Wobec opornych stosowano ostre represje. W odpowiedzi na nie OUN-B podjęła akcje odwetowe. Nie bardzo bym się z tym zgodził albowiem nie ma na to zbyt wielu dowodów.W kwietniu 1942 r. w trakcie II Konferencji OUN-B decyzje te przyjęły formę uchwały o nasileniu działalności rewolucyjnej i rozpoczęciu przygotowań do utworzenia powstańczej armii. Zmiana polityki wobec Ukraińców i dopuszczenie niewielkiej liczby Polaków do stanowisk w administracji spotęgowało niezadowolenie oraz spowodowało uaktywnienie działalności zbrojnej różnych ukraińskich organizacji podziemnych. Wzorem lat 1917–1923 w terenie pojawiły się tzw. samodzielne zagony atamańskie. W rejonach północnego Wołynia rozpoczęły działalność także pierwsze grupy bojowe formowane przez delegowanych z Galicji członków OUN Bandery. Z czasem stały się one największym ugrupowaniem wśród zbrojnych formacji ukraińskich na Wołyniu. Sukcesywnie powiększały swoją liczebność; m.in. wchłaniając oddziały innych ugrupowań, nie unikając przy tym podstępu i terroru. Scaleniu oddziałów nacjonalistów ukraińskich przez OUN-B towarzyszył jednocześnie proces budowy Ukraińskiej Powstańczej Armii. Według źródeł niemieckich na Wołyniu pod koniec 1943 r. oddziały UPA liczyły 35–40 tys. uzbrojonych ludzi. Kierownictwo OUN postawiło UPA zadanie obrony ludności przed terrorem i grabieżą ze strony okupanta, a jako najważniejszy cel – wyzwolenie Ukrainy spod okupacji i przygotowania do budowy niezależnego państwa ukraińskiego. Stąd też w pierwszej kolejności jej oddziały rozpoczęły likwidację administracji, folwarków pozostających pod zarządem niemieckim oraz starały się uniemożliwić ściąganie kontyngentów rolnych. Wydarzeniom tym towarzyszyły pierwsze napady i mordy na Polakach. Często miały one charakter porachunków osobistych i były powodowane chęcią zemsty na jednostkach wysługujących się Niemcom. Wiosną 1943 r. nasiliły się ataki na – zazwyczaj bezbronne – wsie i osiedla polskie, które początkowo tłumaczono podjęciem przez ich mieszkańców współpracy z partyzantką sowiecką, ukrywaniem Żydów lub wyrządzeniem komuś jakiejś krzywdy. Sytuacja radykalnie pogorszyła się wiosną 1943 r., kiedy na polecenie władz OUN zdezerterowało ze służby niemieckiej ok. 6 tys. policjantów ukraińskich. Początkowo fala mordów na ludności polskiej objęła powiaty: sarneński, kostopolski, rówieński, zdołbunowski i krzemieniecki. W nocy z 21 na 22 kwietnia 1943 r. w położonej 18 km na zachód od Kostopola Janowej Dolinie doszło do największego mordu w tym czasie – ofiarą Ukraińców padło około sześciuset Polaków. W czerwcu fala terroru przeniosła się na powiaty Dubno i Łuck. W lipcu kolej przyszła na powiaty: Horchów, Włodzimierz i Kowel, aby w końcu sierpnia objąć ostatni powiat – Luboml. Akcjom tym towarzyszyła propaganda głosząca, że „dokąd choć jeden Polak zostanie na ziemi ukraińskiej – dotąd nie będzie wolnej Ukrainy”. Polacy samorzutnie podjęli próby stworzenia lokalnych oddziałów Samoobrony. W tej sprawie głos zabrał Wołyński Delegat Rządu, który 30 kwietnia wydał odezwę „Do społeczeństwa wołyńskiego”. Wzywał on w niej do skupianie się w szeregach Samoobrony. I tu rodzi się pytanie do kogo ta odezwa dotarła? Przeczytałem dziesiątki wspomnień i relacji, przepytałem świadków i niestety nie natrafiłem na nikogo kto by o tym słyszał. Dowodzi to o bardzo słabej łączności między delegaturą a polskimi mieszkańcami. Polskie samoobrony zatem powstawały samorzutnie w środowiskach gdzie zdawano sobie sprawę z narastającego zagrożenia. Uzbrojenie tych oddziałów organizowano własnym sumtem, wykorzystując w pierwszej kolejności broń polską zakopaną po 1939 roku i  sowiecka po 1941. To jednak było znacznie za mało, zatem kupowano ją od Węgrów, a nawet samych Niemców za złoto czy żywność. Według niepełnych danych, w głębokiej konspiracji przed Niemcami i w sposób żywiołowy zorganizowano około stu różnej wielkości ośrodków Samoobrony, chroniącej od kilkunastu osób do kilku tysięcy. Początkowo słabo zorganizowane i najczęściej źle uzbrojone nie mogły skutecznie stawić oporu oddziałom ukraińskim. Z czasem około czterdziestu z nich uległo zagładzie lub zostało ewakuowanych. Ciężka sytuacja była również w miastach. Część uciekinierów Niemcy wywieźli do Rzeszy na przymusowe roboty, pozostali, z powodu ogromnego przeludnienia, biwakowali na placach i ulicach. Położenie komplikowały dodatkowo działania oddziałów UPA, które pod groźbą kary chłosty, a nawet śmierci, zabraniały dostarczania żywności do miast. W takiej sytuacji, 22 kwietnia płk Bąbiński wydał rozkaz, w którym zarządził, aby sieć dowództw terenowych AK użyć do organizacji i dowodzenia oddziałami „Wołyńskiej Samoobrony”, zakazując przy tym stosowania w czasie walki metod, jakich używają „ukraińskie rezuny”. Równocześnie na najbardziej zagrożone tereny północno-wschodniego Wołynia wysłano oficerów, którzy objęli dowództwo w ośrodkach Samoobrony. Kolejnym zarządzeniem z 17 maja 1943 r. Bąbiński nakazał utworzenie Samoobrony w rejonach o przewadze ludności polskiej oraz zbrojnych oddziałów dyspozycyjnych i zorganizowanie systemu alarmowego. Na organizację łączności, transportu, utrzymanie dowódców w terenie i zapomogi dla szczególnie poszkodowanych ofiar spośród ludności cywilnej, w kwietniu 1943 r. komendant Okręgu wydał 25 tys. marek. Mając świadomość niewystarczających sił i środków do ochrony ludności, „Luboń” zwrócił się do KG AK z prośbą o pomoc i dostarczenie na teren Wołynia: broni, amunicji, skierowanie kilkunastu oddziałów partyzanckich i przyznanie dodatkowych środków na cele opieki społecznej. W odpowiedzi na te prośby w sierpniu Okręg otrzymał 5 tys. sztuk amunicji 9 mm i 1 tys. sztuk amunicji karabinowej. W czerwcu 1943 r. nastąpiła reorganizacja sił konspiracyjnych. Znaczna część kadry dowódczej oraz wszystkie siły wiejskie skierowane zostały do organizowania Samoobrony. W konspiracji pozostała tylko część sił Okręgu w ośrodkach miejskich. Dr. D. Faszcza pisze coś z czym niestety nie mogę się zgodzić: Zakres pomocy udzielonej oddziałom Samoobrony przez struktury terenowe AK był znaczny. Wojskowy komendant Przebraża Henryk Cybulski napisał: „W zdobywaniu informacji u Niemców pomagała nam Armia Krajowa, inspektorat łucki. (Pomoc ta była zresztą wszechstronna, inspektor »Adam« i jego zastępca »Czyżyk« [por. Jerzy Aleksandrowicz – D.F.] byli częstymi gośćmi w Przebrażu, służyli nam radą, kiedy umacnialiśmy »bitwy o szyny« inspektorat wydelegował swojego oficera, który szkolił nas w dywersji)”. Owszem faktem jest pomoc dla Przebraża, ale nie bardzo słyszałem ani znalazłem faktów potwierdzających taką pomoc innym ośrodkom polskiej samoobrony. Zdecydowana większość musiała sobie sama radzić. Pod presją coraz częstszych napadów ukraińskich, „w celu podjęcia jednolitej akcji obrony”, 19 lipca 1943 r. Banach i Bąbiński wydali rozkaz o zespoleniu PKB z wojskiem. Równocześnie do składu Komendy Okręgu został włączony zastępca Delegata Okręgowego kpt. Julian Kozłowski „Cichy”. Różnice zdań co do zakresu i sposobu scalenia już na początku doprowadziły do nieporozumień. W efekcie Okręgowy Delegat Rządu wydał rozkaz, w którym wyjaśniał, że: „PKB zachowuje dotychczasową odrębność organizacyjną [...]. W miarę możliwości ma służyć pomocą wojsku, ale [...] wstrzymuję natychmiast przekazywanie członków naszej organizacji i broni do PZP [krypt. wewnętrzny AK: „Polski Związek Powstańczy” – D.F.]”. W swoim kolejnym rozkazie Banach przerzucił odpowiedzialność za brak porozumienia na wojsko, pisząc o niewłaściwym podejściu struktur AK do współpracy z czynnikami Delegatury, ingerencji, dezorganizacji i marnotrawieniu dorobku PKB i nakazał: „Powstrzymać bezwzględnie przekazywanie oddziałów, ludzi i broni z szeregów PKB do PZP. [...] Żadnemu z pracowników Delegatury lub PKB nie wolno przyjmować żadnych funkcji z PZP. [...] Nie honorować i nie przyjmować do wiadomości rozkazów wydanych do PKB lub czynników Delegatury przez PZP, gdyż to nie wypływa z treści rozkazu o zespoleniu ani uprawnień PZP”. Smutne to, bo po wsiach nikt albo prawie nikt nie wiedział o tych przepychankach. Ludzie zastanawiali się jak przetrwać, gdzie kupić broń albo dokąd uciekać. Po mordach na ludności polskiej w powiatach horchowskim, włodzimierskim i kowelskim, 20 lipca 1943 r. ukazał się rozkaz płk. „Lubonia” nakazujący komendantom obwodów utworzenie oddziałów partyzanckich. W krótkim czasie utworzono dziewięć takich oddziałów, które działając w rejonach baz Samoobrony patrolowały teren i wspierały je w walce z oddziałami UPA. W wydanej instrukcji dla tych oddziałów jednoznacznie stwierdzono, że celem ich działania jest obrona ludności polskiej i jej mienia przed zagładą i zniszczeniem. Wszyscy ich członkowie mieli przy tym zdawać sobie sprawę i pamiętać, że nie są one oddziałami karnymi. Mimo prób dialogu z Ukraińcami podejmowanymi przez Delegata Rządu RP oraz odezwy wzywającej do zaprzestania bratobójczych walk skierowanej przez Krajową Reprezentację Polityczną (KRP) do Ukraińców, akcje wymierzone przeciw polskiej ludności nasiliły się. Kulminacja ataków nastąpiła w lipcu 1943 r. Znamienną datą jest tu dzień 11 lipca, kiedy to o świcie oddziały UPA, wspomagane przez ludność ukraińską, dokonały napaści na Polaków w 125 wsiach i koloniach powiatów Horochów, Włodzimierz Wołyński i Kowel. Bąbiński w sprawozdaniu z 28 lipca 1943 r. tak oceniał sytuację: „W terenie panuje zupełny chaos i rozbicie. [...] OUN, która być może miała nadzieję na utrzymanie steru działania – ster ten utraciła częściowo na rzecz Sowietów, częściowo na bieg wypadków, którymi nikt już nie jest w stanie kierować. [...] Odnosi się wrażenie dzikich pól lub pola doświadczalnego, na którym każdy może robić eksperymenty. [...] Na tym tle położenie ludności polskiej przedstawia się nad wyraz ciężko. Stanąłem wobec zagadnienia – jak dać pomoc ludności i utrzymać siły zbrojne w stanie zdatnym do przetrwania i walki. Samoobrona w ujęciu pierwotnym z marca – kwietnia br. już nie wystarcza. Nie można utrzymać nawet dobrze dowodzonych i uzbrojonych umocnionych rejonów, gdyż obaj wrogowie, Niemcy i Sowiety, dążą do rozbicia tych skupisk, powtarzam – obaj, wykorzystując do tego ukraińską masę chłopską. Ciężar rodzin i dobytku znajdującego się w ośrodkach obronnych zmusza do obrony na miejscu, a więc ułatwi w końcu wrogowi rozpoznanie, uśpienie, a w rezultacie krwawą likwidację ośrodka”. Sytuację na Wołyniu skomplikowało pojawienie się latem 1942 r. w rejonach północno-wschodniego Polesia i Wołynia pierwszych większych oddziałów partyzantki sowieckiej. Stały się one wkrótce dotkliwą plagą dla miejscowej ludności. Prowadząc z rzadka akcje przeciw Niemcom, koncentrowały się na rabowaniu folwarków i wsi, traktując polskie osiedla jako bazy zaopatrzeniowe lub miejsce odpoczynku. Na początku dowódcy sowieccy starali się utrzymywać dobre stosunki z oddziałami UPA. W lutym 1943 r doszło jednak między nimi do pierwszych starć. Podejmując walkę z Sowietami, zbrojne podziemie ukraińskie przystąpiło równolegle do zwalczania osób sprzyjających „czerwonej partyzantce”. Mimo że stosunek ludności polskiej do partyzantów sowieckich nie był wszędzie jednakowy, to w oczach kierownictwa OUN najbardziej sprzyjali im Polacy. W wielu miejscowościach, szczególnie na obszarze wołyńskiego Polesia, ludność polska rzeczywiście sympatyzowała z sowieckimi partyzantami, udzielając im pomocy. Szukając ochrony przed atakami oddziałów UPA, zasiliła także szeregi oddziałów partyzanckich, tworząc nawet kilka czysto polskich oddziałów. Polskie bazy Samoobrony także korzystały z pomocy sowieckich partyzantów, ale zdarzały się również przypadki likwidowania polskiej Samoobrony przez nich, o czym pisał w sprawozdaniu „Luboń”. Zwracał on przy tym uwagę na zręczną taktykę, która – poza dywersją na tyłach niemieckich – zmierza „do takiego osłabienia i »obrobienia« terenu, aby w przyszłości sam pod względem politycznym wpadł w ramiona Sowietów. „Obrabianie” to realizowano poprzez intensywną propagandę prosowiecką i antykapitalistyczną. Na organizowanych mityngach i zebraniach atakowano m.in. rząd w Londynie i AK. Do akcji tej wykorzystywano także obficie różnego rodzaju ulotki i afisze. Stosunki między sowieckimi i polskimi oddziałami partyzanckimi początkowo układały się poprawnie i przez dłuższy czas przestrzegano niepisanego paktu o nieagresji. Pierwszym poważnym sygnałem o wrogich zamiarach Sowietów był mord popełniony na dowódcy oddziału partyzanckiego ppor. Janie Rerutko „Drzazdze”. Kolejnym wrogim aktem wobec oddziałów AK było rozbrojenie 20 grudnia 1943 r. grupy partyzantów na czele z kpt. Władysławem Kochańskim „Bombą”. Jedenastu rozstrzelano, a pozostałych sześciu, w tym kpt. Kochańskiego, przewieziono przez linię frontu i osadzono w więzieniu. Skala mordów popełnionych na ludności polskiej na Wołyniu przez ukraińskich nacjonalistów, ich bezwzględność i okrucieństwo niewątpliwie zaskoczyła komendę Okręgu AK i Delegata Rządu. Mimo alarmistycznych meldunków nie dostrzeżono na czas zbliżającego się zagrożenia, stąd też podjęte działania mające na celu ochronę ludności cywilnej okazały się spóźnione. Trzeba przy tym jednak pamiętać, że wołyński Okręg AK był dopiero w fazie organizacji i samodzielnie nie był w stanie zapewnić bezpieczeństwa ludności cywilnej. Podjęte przez komendanta Okręgu i Delegata Rządu próby zwrócenia uwagi na ten problem i pozyskania pomocy z zasobów centralnych zakończyły się niepowodzeniem. Mimo tego niekorzystnego splotu wydarzeń, dzięki wysiłkowi żołnierzy podziemia jesienią 1943 r. udało się własnymi siłami zahamować pochód nacjonalistów ukraińskich i ograniczyć liczbę napadów na Polaków. W obronie ludności cywilnej oddziały AK stoczyły ok. 150 walk, w których poległo ok. 200 żołnierzy. Najważniejszym zadaniem komendanta Okręgu we współdziałaniu z władzami cywilnymi było właściwe przygotowanie oddziałów AK do działań zbrojnych przeciw Niemcom w końcowej fazie wojny i uwolnienie Wołynia od okupanta. W ostatnich dniach grudnia 1943 r. oddziały Armii Czerwonej podjęły działania zmierzające do ostatecznego wyparcia Niemców z Ukrainy. Wojska 1. Frontu Ukraińskiego przekroczyły 4 stycznia granicę II RP, a 12 stycznia zajęły pierwsze większe miasto na Wołyniu – Sarny. W obliczu nowej sytuacji rozpoczął się wzmożony ruch wojsk niemieckich, a Wołyń stał się obszarem przyfrontowym. Wehrmacht przejął ochronę szlaków komunikacyjnych i zakładów pracujących na potrzeby wojska. Rozpoczęła się ewakuacja urzędów cywilnych. Taki rozwój wydarzeń spowodował, że w listopadzie 1943 r. płk. Bąbiński wydał rozkaz dowódcom oddziałów partyzanckich, operującym w wysuniętych na wschód inspektoratach, przejścia do rejonu koncentracji sił Okręgu. Polecenia ujawnienia się komendantów garnizonów i przedstawicieli administracji Polskiego Państwa Podziemnego w wypadku wkroczenia wojsk sowieckich „Luboń” wydał 7 stycznia 1944 r. Celem tej akcji miało być danie atutów politycznych rządowi do działania na forum międzynarodowym oraz skłonienie oddziałów Armii Czerwonej do korzystania z pomocy AK i przez to uznanie przez władze sowieckie polskich struktur administracyjnych i wojskowych na Wołyniu. Na spotkaniu z przedstawicielem Delegatury (14 stycznia 1944 r.) uszczegółowiono zasady współpracy pomiędzy Komendą Okręgu a Delegaturą Rządu. Po otrzymaniu informacji o przygotowaniach do ewakuacji Kowla, 15 stycznia 1944 r. płk Bąbiński wydał rozkaz mobilizacji oddziałów konspiracyjnych Okręgu. Tego samego dnia „Luboń” opuścił miasto i udał się do Kupiczowa, gdzie została założona kwatera polowa. Po krótkiej walce w nocy z 15 na 16 stycznia Kowel opuściła pozostała część sztabu Okręgu wraz z batalionem konspiracyjnym. Na podstawie danych o rozmieszczeniu oddziałów niemieckich i ukraińskich, na rejon koncentracji oddziałów został wybrany obszar w zachodniej części Wołynia. Stanowiły go miejscowości położone wokół polskich ośrodków Samoobrony znajdujących się na południe od Kowla oraz na północ od Włodzimierza Wołyńskiego. Tu, możliwie niepostrzeżenie, mieli przedzierać się żołnierze oddziałów konspiracyjnych i oddziały partyzanckie. Rejon, w którym miały skoncentrować się główne siły, miał stanowić tzw. bazę operacyjną ograniczoną od północy: szlakiem komunikacyjnym Hołoby – Kowel – Dorohusk, od południa: szosą Torczyn – Włodzimierz – Uściług, od zachodu rzeką Bug, a od wschodu rzeką Stochód. Na odprawie w Suszybabie 28 stycznia 1944 r. komendant Okręgu zakomunikował zebranym dowódcom, że „[...] z dniem dzisiejszym z sił będących w jego dyspozycji organizuje 27. Dywizję, która pod tą nazwą wejdzie w skład ogólny Wojska Polskiego, będącego w dyspozycji Naczelnego Wodza”. W ramach Dywizji utworzono dwa zgrupowania pułkowe: północne w rejonie Kowla, krypt. „Gromada”, pod dowództwem mjr. Szatowskiego oraz południowe w rejonie Włodzimierza Wołyńskiego, krypt. „Osnowa”, którego dowodzenie przejął kpt. Rzaniak. W trakcie organizacji oddziałów przybył nowy szef sztabu Okręgu mjr Jan Kiwerski „Oliwa”, który przywiózł nowe instrukcje. Mówiły one, że wobec nieprzyjaznych zachowań Armii Czerwonej należy zmobilizowane jednostki rozformować i przejść ponownie do konspiracji, tym razem przed Sowietami. Bąbiński sprzeciwił się wykonaniu tej dyrektywy, traktując ją w warunkach Wołynia jako absurdalną i niemożliwą do zrealizowania. Uważał przy tym, że była ona wyrazem braku rozeznania KG w sytuacji, w jakiej znajdowali się żołnierze 27. DP. W końcu stycznia do Warszawy udał się „Oliwa”, który zawiózł meldunek komendanta Okręgu w sprawie otrzymanych wytycznych. Tworzenie dużego zgrupowania partyzanckiego na zapleczu frontu nie uszło uwadze Niemców. Oddział Wehrmachtu 19 stycznia zaatakował kolonię Zasmyki, która była uważana przez niemieckie dowództwo za centrum polskiej partyzantki. Przy niewielkich stratach własnych, po kilkugodzinnej walce atak został odparty. W tym miejscu muszę wyjaśnić, że to nie dywizja walczyła z Niemcami ale samoobrona Zasmyk, Janówki i Radomla. Owszem Niemcy zaatakowali Zasmyki, ale prawdopodobnie z inspiracji Ukraińców, którym nie udało się dokonać zniszczenia  polskiej samoobrony 24 grudnia 1943 roku. Dlatego nawet obrońcy początkowo uważali, że ataku dokonali upowcy. Jak wynika z dokumentów dowództwo dywizji zadecydowało, że żaden z oddziałów nie ujawni swojej obecności i nie weźmie udziału w walce. To była potyczka oddziałów samoobrony, ktore dopiero za kilka tygodni zostały wcielone do dywizji. Po tym niepowodzeniu w rejonie zgrupowania „Gromada” Niemcy ograniczyli się jedynie do działań lotnictwa, które wykonywało loty rozpoznawcze i kilkakrotnie bombardowało bazę zaopatrzenia i szpital w Kupiczowie. Podjęto również akcję propagandową – zrzucając ulotki-przepustki, w których namawiano, aby żołnierz polski „zasiadł wspólnie przy ognisku żołnierza niemieckiego jako towarzysz broni do walki z komuną”. O wiele poważniejsze zagrożenie istniało ze strony UPA, stąd też „Luboń” nakazał akcje zaczepne na miejscowości opanowane przez nacjonalistów ukraińskich. W wydanym rozkazie do dowódców oddziałów partyzanckich, w obawie przed możliwością odwetu, płk Bąbiński ponownie nakazał dowódcom prowadzenie walki tylko z „uzbrojonymi grupami ukraińskimi” i – ze względów humanitarnych oraz w obawie o utrzymanie morale oddziałów – zabronił prowadzenia walki z kobietami i dziećmi ukraińskimi. Do 10 lutego 1944 r. oddziały partyzanckie 27. DP AK wykonały cztery duże akcje zbrojne skierowane przeciw Ukraińcom. Tu dopiero można powiedzieć o walkach dywizji z OUN-UPA. To było czyszczenie zarówno zaplecza jak i zabespieczenie ludności cywilnej na czas kiedy oddziały samoobrony zostaną wcielone do dywizji. Wraz z przybyciem do Bindugi nad Bugiem oddziału partyzanckiego ppor. S. Witamborskiego „Małego” (2 lutego 1944 r.), praktycznie zakończył się okres organizacji jednostek Dywizji. W wyniku mobilizacji i koncentracji sił Okręgu, pod bronią w szeregach Dywizji znalazło się ok. 6 tys. żołnierzy. Major „Oliwa” powrócił 5 lutego 1944 r. Przywiózł on rozkaz odwołujący płk. Bąbińskiego do Warszawy. W rozkazie dowodzenie Dywizją powierzono mjr. „Oliwie”. O dokonanej zmianie na stanowisku komendanta Okręgu gen. Bór-Komorowski zameldował Naczelnemu Wodzowi w „Meldunku organizacyjnym nr 240”, gdzie czytamy: „Wołyń. 18 II 44 komendę objął ob. Oliwa, mjr dypl. sap. ob. Lubonia przeniosłem do KG ze względu na trwały jego konflikt z Delegatem Rządu i jego organami w terenie”. W połowie lutego oddziały Dywizji, siłami zgrupowania „Osnowa”, a potem „Gromada”, rozpoczęły gwałtowne i przewlekłe walki z Niemcami. Od tej pory 27. WDP AK przez najbliższe pięć miesięcy walczyła na Wołyniu i Polesiu. W okresie od lutego do czerwca Dywizja stoczyła ponad sto mniejszych i większych potyczek z oddziałami niemieckimi, węgierskimi i ukraińskimi. Od początku kwietnia, we współdziałaniu z oddziałami Armii Czerwonej, prowadziła walki na pierwszej linii frontu. Dwukrotnie została okrążona, najpierw w lasach mosurskich, a potem w lasach szackich. Ostatecznie 27 maja 1944 r. część sił Dywizji przebiła się przez linię frontu, a pozostała jej część w nocy z 9 na 10 czerwca przeprawiła się na lewy brzeg Bugu i przeszła na teren lubelskiego Okręgu AK. W walkach na Wołyniu poległo ponad sześciuset żołnierzy, w tym ich dowódca ppłk Jan Kiwerski. Wysiłek organizacyjny w tworzeniu cywilnych i wojskowych struktur społeczeństwa był imponujący. Mimo strat poniesionych w wyniku terroru sowieckiego, niemieckiego i ukraińskiego mieszkańcy Wołynia w praktyce potwierdzali opinię o swoim patriotyzmie i ofiarności. Można przyjąć, że różnymi formami oporu na Wołyniu w czasie wojny objęto ok. 15 tys. obywateli. Ukoronowaniem tego wysiłku było utworzenie 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty, pierwszej i największej – z wyjątkiem oddziałów biorących udział w Powstaniu Warszawskim – wojskowej formacji AK, która podjęła walkę z oddziałami niemieckimi w ramach akcji „Burza”. I z tym trudno się nie zgodzić, bo to fakt nie do zaprzeczenia. III RP jednak o tym nie bardzo pamięta a w szeregach tej dywizji walczyli i ginęli polscy patrioci pierwszej wody.

Poprawiony: piątek, 10 lutego 2017 22:50
 

Translate Google

Kresowy Serwis Informacyjny

Serwis o Wołyniu

Sonda

Czy polityka Rządu RP w zakresie wyjaśnienia stosunków Polska-Ukraina jest
 

Serwis o Kresach

Pamiętaj o imieninach

Wczoraj : Macieja Marka
Dziś : Cezarego Donata
Jutro : Miroslawa Aleksandra
Pojutrze : Gabriela Anastazji

Statystyki

Użytkowników : 42
Artykułów : 455
Zakładki : 13
Odsłon : 2575749

Zostań sponsorem serwisu

poprzez zamieszczenie w TYM miejscu swojej reklamy.

Zamówienie banneru reklamowego kliknij TU

Szukaj

Kredyt dl Ciebie