Do wolonatriuszy

Poszukujemy wolontariuszy do prowadzenia na FB tematycznych fanpage. Zgłoszenia ślijcie na adresy z zakładki "Napisz do nas".

Szlak bojowy 27 WDP AK

 

Dołacz do akcji

Logowanie

Środowiska żołnierzy 27 WDP AK liczą ogółem 355 członków zwyczajnych oraz 201 członków  nadzwyczajnych. Statut ŚZŻAK wyraźnie określa, że zwyczajny członek to żołnierz 27 WDP AK, członek konspiracji albo członek Samoobrony.  Członek nadzwyczajny, to żona, syn w/w lub osoba fizyczna wspierająca tą działalność. W wyjątkowych sytuacjach Statut SZŻAK  dopuszcza możliwość zmiany statusu z członka nadzwyczajnego na zwyczajnego jednak wiąże się to z jego konkretną pracą i zasługami na rzecz związku. Decyzje o ew. zmianie statusu członka podejmuje zebranie rozpatrując propozycje osoby zgłaszającej taką zmianę.

Wszelkie odstępstwa od Statutu, prędzej czy później doprowadzają do sytuacji mogącej spowodować rozkład struktur i tak ostatnio dzieje się niestety w OW. Jak gadają świstaki, podobny mechanizm działa w wielu okręgach ŚZŻAK ale to już odrębny temat. Jak działa  mechanizm destrukcji OW postaram się wyjaśnić poprzez "dopiski" do wczorajszego artykułu zamieszczonego w Kurierze Lubelskim. Artykuł uzupełnię o nieopublikowane w nim fakty. Nim do tego dojdę przypomnę stan członków zwyczajnych, członków o statusie członka posiadającego w myśl statutu czynne i bierne prawo wyborcze a więc praktycznie mogącego uczestniczyć we wszystkich głosowaniach, wybierać i być samemu wybieranym. Ten stan wynosi 355. Nie wiem jaki procent tego stanu stanowią członkowie "wprowadzeni" przez jednoosobowe decyzje niektórych prezesów środowisk z pominięciem zapisów Statutu. Tacy ludzie są niezmiernie potrzebni niektórym prezesom bo stanowią większość, a to wystarczające quorum do wszelkich manipulacji środowiskami.

Kurier: Została ich garstka. Stan osobowy zmniejsza się z roku na rok. Według listy "Małego" żyje ich już tylko dwudziestu siedmiu. W niedzielę członkowie Środowiska Żołnierzy 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK w Lublinie będą obchodzić dwudziestolecie istnienia swojego stowarzyszenia. Uroczystości objął swoim patronatem metropolita lubelski arcybiskup Józef Życiński. W obchodach jubileuszowych wezmą także udział przedstawiciele władz miejskich i wojewódzkich, Tomasz Janik konsul generalny RP w Łucku oraz przedstawiciele Zarządu Okręgu Wołyńskiego ŚZŻ AK.

Żołnierze 27 WDP AK z którymi rozmawiałem nie brali udziału w przygotowaniach do tej uroczystości a przecież z ich Listu Otwartego jasno wynika, że to żołnierze sami chcą decydować o swoim środowisku w myśl zasady "nic o na bez nas".  Ukonstytuowanie się środowiska Lubelskiego żołnierzy 27 WDP AK odbyło się w roku 1992 i brak dokumentów z grupy tzw. "rejestrowych" które wskazywałyby na rok 1990.  Czy niedzielna impreza to falstart czy kompletna nieznajomość i manipulowanie historią środowiska? "Wejściówka" na obchody kosztuje 25 PLN

Kurier: Wydawałoby się, że to doskonała okazja aby wysłuchać opowieści żołnierzy słynnej 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK. Poznać z nimi szlak bojowy, jaki wspólnie przemierzali i przekazać ich wspomnienia młodym pokoleniom. Walka, śmierć młodych chłopców, braterstwo broni, przyjaźń, honor i żołnierski etos. Historia sprawiła jednak, że na niedzielnych uroczystościach kombatanci w mundurach wojskowych nie będą patrzeć sobie prosto w oczy. Podczas mszy świętej modlić się będzie zarząd i "ich ludzie" oraz  reszta żołnierzy, którzy uważają, że odebrano im to co stworzyli i budowali przez wiele lat. Możliwe, że z ust jednych padną ostre słowa, a drudzy odpowiedzą tym samym. Jedno jest pewne, tym staruszkom zostało niewiele czasu na dochodzenie swoich racji.

W imieniu Kurii oraz władz wojewódzkich rozmawiałem z kilkoma żołnierzami namawiając, by przynajmniej wzięli udział we mszy świętej ale nie wiem, czy po tym czego doznali w środowisku które sami tworzyli zechcą uczestniczyć w tych uroczystościach.

Kurier: Co oni tu robią?!
Zarzutów, jakie wysuwają względem siebie jest wiele.
- Ten nie żyje bo umarł, ten nie żyje bo umarł, ten też nie żyje bo umarł... Z tej grupy, na zdjęciu, już tylko ja i ten kolega żyjemy. Ale nie o to chodzi. Tu chodzi o nowy zarząd. Nikt nie wie kim jest człowiek, który sam wybrał się na prezesa i wciąga do organizacji swoich ludzi. A nas, prawdziwych żołnierzy, zepchnięto na bok. Pozostała nas garstka starszych osób, które nie mają już nic do powiedzenia - ubolewa Ryszard Łukawski, pseudonim "Mały" i pokazuje kolejne zdjęcie.
To jedna z delikatniejszych wypowiedzi. Inni z kolei sięgają do faktów.
- Ja pytam, co oni robią w środowisku AK?! Wykorzystują estymę, jaką cieszy się dwudziesta siódma dywizja. A przecież etos Armii Krajowej to nie kosz na śmieci! Proszę zobaczyć to zdjęcie. Ubiegłoroczne spotkanie opłatkowe. Eugeniusz Pindych, prezes naszego Środowiska i jednocześnie wieloletni oficer Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, dzieli się opłatkiem z Hubertem Kępskim innym oficerem KBW. Wręczają sobie ordery. To ma być spotkanie opłatkowe naszego środowiska?! To jakaś farsa - oburza się inny żołnierz, który chce pozostać anonimowy.
Co na to przedstawiciele zarządu Środowiska?
- Nie zawracajmy sobie tym głowy. To nasza opozycja, która atakuje nas z powodów osobistych, głównie z niechęci do prezesa. Ich zarzuty są niczym nie uzasadnione.

"Nieuzasadnione zarzuty"

Tak się składa że redakcja posiada kilka takich "nie uzasadnionych" zarzutów więc dołączamy je, by w pełni zobrazować sytuację.

Rok 2003 - Wniosek na przyznanie m.in. E. Pindychowi odznaki "Akcja Burza" nie zostaje rozpatrzony pozytywnie. Dokument podpisany przez ówczesnego  sekretarza Okręgu Wołyńskiego, przy nazwisku Pindych Eugeniusz zawiera zaskakujący wpis - "bark uprawnień kombatanckich" (foto po lewej).

Co to może znaczyć? Sprawa jest jasna. Pindych nie otrzyma odznaki bo nie posiada stosownych uprawnień przysługujących kombatantom, a skoro nie posiada uprawnień kombatantem nie jest. Mimo jasnego sygnału płynącego z OW o wątpliwościach co do kombatanctwa E.Pindycha, udaje mu się wraz z kolegą Małeckim wkręcić do władz środowiska na stanowiska v-ce prezesów. Dziwnym zbiegiem okoliczności, poprzedni v-ce podupadli nagle na zdrowiu zwalniając tym samym miejsce we władzach dla ww.

Rok 2005 - W dniu 15 grudnia, do żołnierzy 27 WDP AK zostaje wysłany list z życzeniami świątecznymi oraz z zaproszeniem na tradycyjne spotkanie opłatkowe mające odbyć się 15 stycznia 2006r (foto po lewej). Wydawałoby się, że jest to normalny i standardowy list gdyby nie jeden, mający kluczowe znaczenie dla późniejszych wydarzeń szczegół. Na dole listu zawarty jest dopisek P.S. - Równocześnie powiadamiamy o zmianie na stanowisku prezesa. Kolega E. Piątek złożył rezygnację w dniu 17. 11.2005 roku i funkcję tę objął dotychczasowy v-ce prezes Kolega  E. Pindych.

List nie jest przez nikogo podpisany, nie jest też opatrzony pieczęcią a więc każdy mógł taki list wysłać. Niestety, ten list stanowi pewną "moc sprawczą", bo prezesura jaką sam sobie sprawił E.Pindych trwa do dnia dzisiejszego. Takie więc są m.in te "nie uzasadnione" zarzuty o których mówi S.Małecki ps. Kostka.

Kurier: Brużdżą nam od momentu wyboru nowego prezesa. Oni chcą przejąć nasze funkcje. Mówiłem żeby nie zapraszać ich na te uroczystości! - mówi Stanisław Małecki, wiceprezes zarządu, pseudonim "Kostka".

Mocne słowa ale czy mają pokrycie w faktach? S.Małecki ps. "Kostka" nie był nie tylko w 27 WDP AK ale nie był prawdopodobnie żadnym żołnierzem ale to zupełnie nie przeszkadza, by w Lubelskim Środowisku Żołnierzy AK awansować aż do stopnia kapitana a swój mundur co chwilę przyozdabiać nowymi odznaczeniami. W końcu E. Pindych załatwił sobie stanowisko prezesa a prezes wszystko może i nic nie stoi już na przeszkodzie ażeby "Kostek"-Małecki stał się narzędziem w rekach E. Pindycha.

DESTRUKCJI moment przełomowy

Kurier:- My nie będziemy  przed nimi klękali na kolanach! Mamy uznanie władz nadrzędnych. Jesteśmy oceniani jako jedno z najlepiej działających Środowisk w kraju - tłumaczy prezes, pseudonim "Słoń".
Zarząd Środowiska chce po swojemu i jak najszybciej zakończyć całą sprawę.
- Cóż, my robimy swoje, ale wszędzie znajdą się ludzie zawistni i podli. Jak to się mówi psy szczekają, a karawana jedzie dalej.

Kiedyś wśród utrwalaczy władzy ludowej krążyło powiedzenie o akowcach: "Zaplute karły reakcji", dziś mamy nowe pojęcie "psy".

Kurier: Zaraz po tych uroczystościach napiszemy wniosek do zarządu okręgu wołyńskiego o skreślenie ich z naszej listy. Czy ma pan zamiar o tym wszystkim pisać?! - pyta z niepokojem "Kostka".
Tak, mamy zamiar o tym napisać, choć wiemy, że historia potrafi być okrutna i niejednego już zniszczyły jej tryby. Teraz uśmiecha się złośliwie, patrząc, jak garstka staruszków walczy o swoje prawa. Patrzy też jak byli bohaterowie próbują rozliczać przeszłość kolegów i jak zamienili karabiny na dokumenty i paragrafy.

Destrukcja i niszczenie dorobku żołnierzy z 27 WDP AK wkracza w decydującą fazę. Stare hasło utrwalaczy władzy ludowej wiecznie żywe:  "A kto nam podskoczy panowie, my jesteśmy czyści bo my komuniści"  


Kurier: Historia Słonia
Jedni, podczas rozmowy, pokazują całą masę dokumentów, chcą natychmiast przedstawić wszystko. Listy otwarte, sprawozdania z działalności zarządu, protokoły komisji rewizyjnych, ekspertyzy grafologiczne i wypisy dokumentów z IPN. Trudno to wszystko ogarnąć.  Inni po prostu opowiadają. Zacznijmy od historii "Słowika" i "Słonia"
- Żebym ja żony nie słuchał, to dawno bym zrobił z tym porządek. Pan poczeka tylko zmierzę sobie ciśnienie. O cholera wysokie! Ale zaraz panu wszystko opowiem - zaczyna rozmowę Eugeniusz Piątek, pseudonim "Słowik".
Wszystko zaczęło się od wspomnień Eugeniusza Pindycha, zamieszczonych na początku lipca 2004 roku w Kurierze Lubelskim.
- Żołnierze wiedzą o tym artykule i wszyscy panu go pokażą. Pindych wspomina tam, że służył pod pseudonimem "Słoń" w pierwszym  batalionie, pięćdziesiątego pułku piechoty pod dowództwem porucznika Michała Fijałki, pseudonim "Sokół". Ale to nieprawda. Niemożliwe żebyśmy się nie pamiętali - tłumaczy "Słowik".

Piątek był wtedy prezesem Środowiska.
- Wspólnie z Gienkiem jeździliśmy na Ukrainę do Kowla i do Zasmyk, bo on doskonale zna język i potrafił wiele załatwić. Podczas podróży on zaczął wspominać czasy AK. Ale nic mi się nie zgadzało, więc pytam go gdzie służyłeś. On na to, że w pierwszym plutonie u "Sokoła". Ja na to - Gienek czego ty wariata rżniesz. Komu ty chcesz wcisnąć ciemnotę. Ja tam służyłem i cię nie pamiętam. Spuścił oczy i nic nie powiedział - wspomina "Słowik".
Jak opowiada Piątek, jako siedemnastoletni wówczas chłopak, uchodził za jednego z najmłodszych żołnierzy w batalionie "Sokoła".
- Pindych jest ode mnie rok młodszy, więc na pewno bym go zapamiętał - dodaje Piątek.
"Słoń" we wspomnieniach opowiada, że ze swoją kolumną natknął się pod Jagodzinem na niemiecki pociąg pancerny i wywiązała się walka.
- Mój batalion pod dowództwem "Sokoła" przeszedł nocą, w pierwszym rzucie dywizji, przez tory kolejowe koło Jagodzina bez walki. To w drugim rzucie dywizji batalion "Jastrzębia" natknął się na, jadący od strony Lubomla, pociąg pancerny i z trudem udało mu się wyjść z zasięgu ognia, jednak ze znacznymi stratami w ludziach. Takich wydarzeń, jak wyrwanie się dywizji z okrążenia się nie zapomina -  opowiada "Słowik".
Co na to Pindych?
- Owszem Oddział "Sokoła" przechodził jako pierwszy. Ale my, jako zaopatrzenie gospodarcze, byliśmy w drugim rzucie i przechodziliśmy z "Jastrzębiem". Tak wygląda cała sprawa - wyjaśnia Eugeniusz Pindych.    
Jest całkiem prawdopodobne, że "Słowik" nie pamięta "Słonia" bo i nie mógł zapamiętać tak charakterystycznego dla ucha młodzieńca pseudonimu z prostego powodu. Nie było takiego. Wg. źródeł znajdujących się w zasobach IPN, E.Pindych miał pseudonim "Jarosz" a nie "Słoń". Dziwne więc jest to, dlaczego E.Pindych nie używa pseudonimu 'Jarosz" W artykule zamieszczonym w Kurierze Lubelskim czytamy: "Słoń w  kolumnie konnej", Słoń to...., słoń tamto...., a gdzie był i co w tamtych czasach robił E.Pindych ps. "Jarosz"? Czy kiedykolwiek się tego dowiemy?

Kurier: Większość żołnierzy nie wierzy we wspomnienia "Słonia", choć dokumenty jakie znajdują się w IPN, potwierdzają, że Pindych w od kwietnia 1943 r. do maja 1944 r. służył w 27 dywizji AK pod dowództwem "Sokoła". W tych dokumentach występuje jednak pod pseudonimem "Jarosz".

Michał Fijałka ps. "Sokół, od lutego 1944 był dowódcą I batalionu 27 Wołyńskiej Dywizji AK, z którą przeszedł jej cały szlak bojowy. 16 stycznia 1944 Komendant Okręgu Kazimierz Bąbiński „Luboń” wydał rozkaz koncentracji sił AK w zachodniej części Wołynia. Na odprawie oficerów w dniu 28 stycznia 1944 r. podjął on decyzję o organizowaniu wojska w ramach dywizji piechoty. Przyjęto wtedy nazwę jednostki nawiązującą do przedwojennej kowelskiej 27 Dywizji Piechoty 25 lipca 1944 w Skrobowie odbyło się spotkanie oficerów dywizji ze stroną sowiecką pod przewodnictwem gen. Bakanowa. Zdumionym Polakom przedstawiono żądanie złożenia broni. W tym czasie oddziały polskie zostały otoczone przez wojsko sowieckie. Wymuszone złożenie broni odbyło się tego samego dnia w Skrobowie, rozformowanie jednostki nastąpiło 26 lipca. Coś tu się nie zgadza. Życiorys E.Pindycha: "od kwietnia 1943 r. do maja 1944 r. służył w 27 dywizji AK pod dowództwem "Sokoła".

Kurier: Żołnierz AK i oficer KBW
Niestety, kolejne zarzuty jakie przedstawiają żołnierze są również skierowane pod adresem Eugeniusza Pindycha.
- Po co pan zbiera te informacje? Po co pan to robi? - pyta kolejny anonimowy żołnierz.
- Bo wczoraj, podczas rozmowy telefonicznej, powiedział pan, że Środowisko żołnierzy AK to nie kosz na śmieci.
- Dobrze. Proszę spojrzeć na to zdjęcie. Na spotkaniu opłatkowym pojawił się Hubert Kępski. Wręczył Pindychowi jakiś medal. Dlaczego tego nie zrobił w swoim Kole byłych żołnierzy i oficerów KBW?! To przecież wieloletni oficer KBW oraz oficer informacji wojskowej. Do naszej organizacji wprowadził go Pindych, również wieloletni oficer KBW a następnie sekretarz PZPR - oburza się żołnierz.
Jak czytamy w jednym z pism, jakie przekazali nam żołnierze "... Eugeniusz Pindych, był żołnierzem i oficerem elitarnej formacji KBW, która walczyła z z żołnierzami Polskiego Państwa Podziemnego i osobami działającymi na rzecz niepodległości i suwerenności kraju. Kierownictwo PZPR traktowało KBW jako polityczną formację wojskową przeznaczoną do działań na wewnętrznym froncie walki klasowej..."

(dop..redakcji) http://27wdpak.btx.pl/pl/srodowisko-lublin/184-uroczystoci-opatkowe-w-rodowisku-lubelskim-27-wdp-ak.html

Kurier: Prezes lubelskich akowców nie widzi w swojej przeszłości nic złego.
- Nie robię z tego żadnej tajemnicy. Takie były czasy. Nie pozostawiono mi decyzji. Zostałem powołany do takiej formacji i tak służyłem - broni się prezes Środowiska.
- To prawda, ale trzeba było się naprawdę starać żeby później dostać się do szkoły oficerskiej KBW. Tam już z łapanki nie brali - oskarża Andrzej Łukawski, syn jednego z żołnierzy i twórca internetowej strony o 27 Dywizji.
W jednej z wojskowych opinii służbowych z tamtych czasów czytamy "... podporucznik Pindych systematycznie podnosi swój poziom ideologiczny poprzez studiowanie literatury marksistowsko - leninowskiej. Wykazuje wysoko wyrobioną czujność klasową... W pracy z żołnierzami popularyzuje osiągnięcia polityczne i gospodarcze Związku Radzieckiego i krajów Demokracji Ludowej..."      
I tak historia zapętla się coraz bardziej. "Słoń" znów odpiera zarzuty.
- Kiedy informacja wojskowa doszukała się, że byłem w AK, szef informacji na naradzie wojskowej powiedział - po co będziemy trzymać tu akowca, niech wypierdala do cywila - opowiada prezes Środowiska.
Dokumenty jakie znaleźliśmy w IPN potwierdzają zwolnienie majora Pindycha z wojska z powodu wypadku na poligonie. W grudniu 1960 r. komisja lekarska orzeka niezdolność do służby wojskowej w czasie pokoju i służby zawodowej.

Decydujący paragraf
Tu musimy zgodzić się z Eugeniuszem Pindychem. Historia nie zawsze daje nam wybór i nie możemy potępiać majora Pindycha z racji służby wojskowej w KBW. Żołnierze jednak powołują się na statut Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej i pełnine przez niego funkcje w PZPR. W jednym z pism komisji rewizyjnej Środowiska czytamy "... Znaczenie decydujące mają bowiem tutaj łącznie pkt 1 i 2 paragraf 13 Statutu. Jeżeli etatowy sekretarz PZPR zostaje wykluczony, nie mogąc być członkiem Związku, to nieetatowy sekretarz PZPR podlega dyskwalifikacji i nie może pełnić w tym Związku funkcji prezesa..."
- Nas obowiązuje ten statut! Poza tym zawód żołnierza wcale nie obligował do przynależności do partii, co najwyżej nie uzyskiwało się szczególnych awansów - zarzuca ananimowy żołnierz.
To tylko drobna część sporu w lubelskim środowisku akowców. Podczas rozmów z żołnierzami usłyszeliśmy wspólne zarzuty o nadużycia finansowe, bezprawne przejecie władzy w Środowisku, działania niezgodne ze statutem, wciąganie nowych członków związanych z KBW i wile innych oskarżeń.

Zapraszamy na niedzielne uroczystości Środowiska lubelskiego.

Wśród wielu telefonów do redakcji serwisu jakie zadzwoniły po ukazaniu się Kuriera Lubelskiego  były dwa, w których rozmówcy zasygnalizowali bliźniaczo podobną do lubelskiej sytuację w ich środowiskach. Podobnie jak w Lublinie panuje "rekrutacja" ludzi o nie wiadomym rodowodzie i nie mających nic wspólnego z 27 WDP AK. Dalej trwa zatwierdzanie "tych" członków przez OW. Sprawą zajmiemy się.

Kresowy Serwis Informacyjny

Serwis o Wołyniu

Serwis o Kresach

Polecane filmy

Wieczna Chwała Bohaterom

PAMIĘTAJ PAMIETAĆ

Zostań sponsorem serwisu

poprzez zamieszczenie w TYM miejscu swojej reklamy.

Zamówienie banneru reklamowego kliknij TU

Statystyki

Użytkowników:
6
Artykułów:
495
Odsłon artykułów:
2993953

Odwiedza nas 122 gości oraz 0 użytkowników.

 
Copyright © 2004 r. 27 WDP AK
Wykonano w Agencji Reklamowej Bartexpo