Do wolonatriuszy

Poszukujemy wolontariuszy do prowadzenia na FB tematycznych fanpage. Zgłoszenia ślijcie na adresy z zakładki "Napisz do nas".

Szlak bojowy 27 WDP AK

 

Dołacz do akcji

Logowanie

Zbliżały się Święta Bożego Narodzenia, a więc Wigilia, to najpiękniejsze słowo, które napełnia serce ciepłym wzruszeniem, przychodzi na myśl najlepsze, najtkliwsze wspomnienie dziecinnych lat – choinka rozjarzona światłami, zapach pieczonego ciasta unoszący się po całym domu, niezapomniany uśmiech matki dzielącej opłatek. Pasterka w kościele, który w Wigilijną noc staje się całkiem inny niż zwykle, bardziej uroczysty roztopiony w gorejącym blasku świec rozkołysany śpiewem kolędy bijącej pod nisko – „Bóg się rodzi…..”

            Różne przychodzą Wigilie  - radosne i smutne - a gdy odchodzi na zawsze ktoś z najbliższych, w wigilijny wieczór najbardziej boli osierocone serce, najdotkliwiej czuje się ból samotności.

            Najbardziej ten ból odczuwali nasi koledzy - żołnierze z Ostrówek, Woli Ostrowieckiej, Jankowiec, Kątów koloni polskiej Czmykos, którzy stracili w sierpniowy poranek swoich najbliższych rodziców, rodzeństwo i całe rodziny. Nie było dla nich uśmiechu matki, nie podzielili się z nią opłatkiem.

W tym dniu, w miejscu postoju oddziału – od rana gospodynie przygotowywały skromniejsze niż zwykle ciasta i inne potrawy dla rodzin i żołnierzy. W kwaterach stanęły stoły z tradycyjnym sianem, nakryte bialutkim lnianym obrusem, broń zawieszono na ścianach. Na stoły wigilijne podano potrawy podobne do tych, choć skromniejsze jakie podawano w rodzinnych domach.

Do żołnierzy i mieszkańców Rakowca w wigilijny wieczór, mimo silnego mrozu i potwornej zamieci śnieżnej przybył ks. Wiktor Kryweńczyk „Przewalski” proboszcz parafii rzymsko-katolickiej w Rymaczach, który nie jedną noc wigilijną spędził w ostrych warunkach na Wyspach Sołowieckich w Związku Radzieckim. Po krótkiej modlitwie i udzieleniu błogosławieństwa zebranym przy wigilijnym stole, łamał się opłatkiem z dowódcami, żołnierzami i mieszkańcami Rakowca. Składając życzenia oczy żołnierzy błyszczały radością, choć niektórym serce ściskała tęsknota za odległym domem rodzinnym, którego już nie ma i najbliższymi, których zabrała okrutna śmierć zadana przez pobratymców często sąsiadów i myśli ich biegły, gdzieś daleko przez zasypane śniegiem pola ziemi wołyńskiej.

W mroźnej ciemności nocy zimowej wesoło migotały światła w okienkach domów wsi polskiej Rakowiec położonej nad Neretwą. Nie wszyscy jednak uczestniczyli przy stole wigilijnym.

W celu zapewnienia bezpieczeństwa oddziału OP - „Bug” i mieszkańców wsi, wystawiono wzmocnione posterunki. W ten wigilijny wieczór w mroźną noc i szalejącą zamieć śnieżną miałem zaszczyt pełnić służbę wartowniczą na skarpie nad Bugiem strz. Władysław Tołysz „Grey”. Poszczególne posterunki odwiedzali por. „Kord”, ppor. „Mohort” wraz z ks. Wiktorem Kryweńczykiem „Przewalskim”. Odnaleźli strz. „Grey” w tej śnieżnej bieli, choć widoczność równała się zeru. Podzielili się opłatkiem, złożyli życzenia i ruszyli do poszukiwania w bieli następnego posterunku. Każdy z nas pełniący służbę na posterunku, był świadomy, że bezpieczeństwo oddziału i mieszkańców, tej zagubionej w leśnych ostępach wsi polskiej, zależy od dobrze pełnionego obowiązku na służbie. A zagrożenie było ogromne, tak ze strony wojsk niemieckich jak i ze strony nacjonalistów ukraińskich z pod znaku OUN - UPA. W takiej chwili nie wolno było poddawać się marzeniom, wybiegać myślą do rodzinnych domów. Trzeba było dobrze nadstawiać uszu, wytężać wzrok, chwytać każdy podejrzany szmer czy cień. Mała nieuwaga mogła kosztować życie.

Z domów dochodziły śpiewy kolęd, a dzwony kościoła w Rymaczach wzywały wiernych na pasterkę. Na tę pasterkę nocy okupacyjnej odjechał saniami z bronią, pluton żołnierzy. Zajeżdżamy saniami przed kościół. Rozkaz – karabiny maszynowe z obsługą na stanowiska, a to z powodu bliskości linii i stacji kolejowej i częstych niemieckich transportów wojskowych udających się na front wschodni. Po zbiórce, pluton krokiem marszowym wchodzi do kościoła p.w. św. Izydora. Żołnierze w sile drużyny zajęli miejsca na chórze. Powstaje ogromne poruszenie wśród wiernych. Nie spodziewali się przybycia żołnierzy na pasterkę. Żołnierz Bolesław Pradoń „Skrzetuski” – po wojnie organista w kościele parafialnym w Iławie zaintonował kolędę „Bóg się rodzi moc truchleje…”. Wierni podejmują tę kolędę, a echo jej – przy otwartych drzwiach kościoła rozchodziło się po zaśnieżonych polach.

Po pasterce żołnierze wracają do miejsca postoju we wsi Rakowiec. Tej nocy nikt z  żołnierzy nie spał, nie spali też mieszkańcy Rakowca i okolicznych wsi polskich.

Fragment wspomnień zapisanych w książce przygotowywanej do publikacji przez autora.

Kresowy Serwis Informacyjny

Serwis o Wołyniu

Serwis o Kresach

Polecane filmy

Wieczna Chwała Bohaterom

PAMIĘTAJ PAMIETAĆ

Zostań sponsorem serwisu

poprzez zamieszczenie w TYM miejscu swojej reklamy.

Zamówienie banneru reklamowego kliknij TU

Statystyki

Użytkowników:
6
Artykułów:
495
Odsłon artykułów:
2993901

Odwiedza nas 64 gości oraz 0 użytkowników.

 
Copyright © 2004 r. 27 WDP AK
Wykonano w Agencji Reklamowej Bartexpo