Drukuj
Kategoria: Oddziały 27 WDP AK
Odsłony: 6815

Do początku 1943 roku Komenda Główna Armii Krajowej nie przewidywała odtwarzania oddziałów kawalerii. „Układ organizacyjny Armii Krajowej – pisał gen. Tadeusz Bór- -Komorowski – wprowadził jednolity system służby żołnierskiej bez względu na rodzaj broni. Służba czynna w Armii Krajowej obejmowała komendy poszczególnych szczebli ze sztabami oraz plutony specjalne, przeznaczone do użytku podczas okupacji do akcji dywersyjnej, jak i plutony bojowe przeznaczone na alarm. Przywiązanie do tradycji swych pułków macierzystych i umiłowanie barw pułkowych było zbyt silne, by kawalerzyści mogli pogodzić się z myślą służenia w oddziałach, które by nie były oddziałami kawaleryjskimi i które by nie stanowiły kontynuacji ich dawnych pułków. Od początków też konspiracji kawalerzyści przynależni do poszczególnych pułków, grupowali się w zespołach pułkowych, utrzymując wzajemny kontakt. Formując plutony bojowe w ramach Armii Krajowej odtwarzali tym samym oddziały kawaleryjskie, gdyż plutony przez nich tworzone, złożone były z kawalerzystów, a z braku ich z ochotników kawalerzystów. Pluton taki przejmował nazwę i tradycję odnośnego pułku kawalerii... Komenda Główna nie hamowała kawalerzystów w ich inicjatywie pisał dalej gen. Bór i w ich „konspiracji w konspiracji” wychodząc z założenia, że poczynania te nie przynoszą w ogólnym wysiłku szkody, a jedynie korzyść. W ten sposób z wyłącznej inicjatywy samych kawalerzystów powstały w Armii Krajowej oddziały kawalerii”. (…)

W 1944 r. gdy skoncentrowane w zgrupowaniach dywizyjnych lub brygadowych oddziały AK podejmowały sukcesywnie walkę z ustępującymi w ziem polskich siłami niemieckimi, w składzie ich były też jednostki kawalerii. Na Kresach wschodnich były to przeważnie oddziały konne, w Polsce centralnej – głównie piesze.

W ramach Armii Krajowej istniał między innymi : 19 Pułk Ułanów, wystawiony na Wołyniu w sile dywizjonu tzw. „Krwawi Tatarzy” przy 27 WDP AK (dowódca por. Longin Dąbek-Dębicki ps. „Bohun”).(…)

Kawaleria przeszła już do historii. Jej działalność i walki w ramach AK o niepodległość i suwerenność Rzeczypospolitej należą do tradycji polskich sił zbrojnych, a niniejsze opracowanie w skromnym zakresie dokumentuje jej dzieje. [1]

Jerzy Demczuk : W maju i czerwcu 1943 r. następują aresztowania przez gestapo członków Podziemnej Organizacji Polskiej na terenie Włodzimierza Wołyńskiego. Ojciec otrzymał rozkaz wyjazdu z miasta do oddziału partyzanckiego „Piotrusia Małego”. Oddział w wiosce Sielisko. Po różnych zmianach kwaterunku (na skutek powiększenia się stanu osobowego i koni), z chwilą wcielenia go do 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty przeprowadził się do Bielina, który był siedzibą Sztabu Zgrupowania „Osnowy”. W oddziale „Piotrusia Małego” (ppor. Władysław Cieśliński) Ojciec (pseudonim Ryś) zorganizował Zwiad Konny, który w niedługim czasie, na skutek zwiększenia liczby ułanów, a zwłaszcza koni, przekształcił się w Szwadron 19 Pułku Ułanów Wołyńskich, z którym mój Ojciec związał swoje życie przez 22 lata od Pierwszej do Drugiej Wojny Światowej. Jako jednostka ukształtowana organizacyjnie weszła pod koniec stycznia 1944 r. w skład formującej się 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK. Z tą chwilą przydzielono jednostce nowego dowódcę, ppor. „Jarosława” (Longin Dąbek Dębiński).Ojciec w Jednostce pełnił funkcję zastępcy. W krótkim czasie Szwadron uzyskał pełny stan osobowy.

Ppor. „Jarosław” dowodził Szwadronem krótko – do 23.03.1944 r, niecałe dwa miesiące. W drugiej poważnej akcji (szarży Szwadronu) zostaje ciężko ranny. Szwadron ponownie przechodzi pod dowództwo Ojca. Dowodził nim aż do rozwiązania w dniu 5 maja 1944 r. Na początku marca 1944 r. Ojciec zostaje awansowany na chorążego.

Teraz wymienię poważniejsze akcje oraz działalność Szwadronu w ramach Oddziału Partyzanckiego ”Piotrusia Małego”, jak również Szwadronu 19 Pułku Ułanów w ramach 27 wołyńskiej Dywizji Piechoty. Szwadron od chwili powstania jako podstawowe zadania wykonywał zwiady, ochronę społeczeństwa polskiego przed bandami UPA i UON u. Pomagał zbrojnie jednostkom piechoty. Osłaniał przemarsze jednostek polskich i rosyjskich przez tereny ochraniane przez 27 Dywizję Wołyńską. Wykonywał samodzielnie akcje zaczepno-obronne. Utrzymywał łączność z jednostkami rosyjskimi Frontu Ukraińskiego oraz dostarczał tam meldunki o ruchach wojsk niemieckich – zgodnie z porozumieniem naszego i rosyjskiego sztabu. Współpracował z pułkami kawalerii Gwardii Rosyjskiej 54 i 56. Ubezpieczał sztab „Osnowy”, szpitale, rejony zrzutów angielskich.

Teraz akcje. Listopad 1943r. – osłona zbrojna wsi Pisarzowa Wola przed bandą UPA, która miała za zadanie wymordowanie mieszkańców wsi. Skuteczną obronę wykonano wraz z piechurami Oddziału „Piotrusia Małego”. Zginęło 32 bandytów. Zdobyto dużo broni i amunicji. Wśród naszych oddziałów było tylko 5 lekko rannych. W styczniu 1944 r. już jako Szwadron w 27 Wołyńskiej Dywizji piechoty w patrolu bojowym wspólnie z plutonem ”Piotrusia Małego”, otrzymał polecenie oczyszczenia drogi łączącej dowództwo „Osnowy” (rejon włodzimierski), z dowództwem 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty w miejscowości Osa (rejon kowalski).Oba zgrupowania rozdzielała rzeka Turia, przez którą przechodziła droga po jedynym całym moście. Most ten był pod ostrzałem jednostek Ukraińskiej Powstańczej Armii. Akcja udana. Wioskę nadbrzeżną zajęła się piechota. Oddziałem skrytym w lesie, ostrzeliwującym drogę i most z broni ciężkiej i granatnika zajęli się kawalerzyści pod wodzą mojego Ojca. Kawalerzyści objechali odkryty nadbrzeżny teren po lodzie. Wysoki brzeg zasłaniał ich od strony lasu. Spieszeni zaatakowali zaskoczonych Ukraińców. Bój był krótki. Zdobyto broń ciężką, granatnik oraz broń zabitych.

Mimo, że wioska była pod opieką oddziału ukraińskiego, nie zastosowano żadnych represji fizycznych. Ukraińcy otrzymali nakaz opuszczenia wsi wraz z dobytkiem. Wieś zajął oddział samoobrony z pobliskiej wsi polskiej. Za tę akcję Ojciec otrzymał pochwałę przed frontem Szwadronu. Na początku lutego dowództwo naszej Dywizji nawiązało współpracę z dowództwem Frontu Ukraińskiego. W ramach pomocy nasz Szwadron dostał polecenie osłony przemarszu oddziałów rosyjskich przez nasz teren i ubezpieczanie ich przeprawy przez rzekę Bug (były to oddziały partyzanckie, udające się w rejon Zamojszczyzny). Podobnym zadaniem było ubezpieczanie przemarszu „Kompanii Warszawskiej” do siedziby dowództwa Dywizji.

22 lutego1944 Niemcy i oddziały węgierskie zaatakowali nasze zgrupowanie. Bój ten nazwano „Bojem pod Włodzimierzem”.

Tam po raz pierwszy Szwadron wykonał szarżę z flanki na tyły nacierających Niemców i Węgrów. W efekcie pozwoliło to na poderwanie się naszej piechoty, która pod ciężkim ogniem broni maszynowej i granatników zaległa na przedpolu Włodzimierza. Niemcy w panice rzucili się do ucieczki, chowając się w umocnieniach na przedpolu Włodzimierza. Spieszeni kawalerzyści w kontrnatarciu wzięli dwóch Niemców do niewoli. W piechocie straty: 3 zabitych, 2 rannych. W kawalerii jeden poszkodowany – piszący ten życiorys. Ranny w przednią nogę koń padając wyrzucił mnie z siodła. Wylądowałem głową w śniegu, co spowodowało konieczność umieszczenia mnie w szpitalu. Tę szarżę prowadził dowódca Szwadronu, ppor. „Jarosław”. Po lewej stronie, a Ojciec po prawej rozciągniętego w linię Szwadronu. Następnym zadaniem dla Szwadronu (ok. 20 – 21 marca) było przejście przez linię frontu do Sztabu Armii Frontu ukraińskiego. Celem tej akcji było zabezpieczenie osoby Szefa Sztabu naszej Dywizji, majora” Żegoty”, który przekazał różne informacje o działaniu jednostek niemieckich, ich liczebne zwiększenie, szczególnie jednostek pancernych i jednostek ciężkiej artylerii. Również poważnego wzrostu działań lotniczych. Najważniejszym celem było uzgodnienie działań wspólnych naszej Dywizji, jednostek partyzanckich radzieckich oraz jednostek regularnych Armii Radzieckiej (54 i 56 Pułki Kawalerii Gwardii). Przejście przez linię frontu zabezpieczali Rosjanie. Odbyło się to bez żadnych kłopotów. Po dotarciu do Sztabu Frontu (miejscowość Kołodziżno) Ojciec sfrontował Szwadron. Padły komendy. Meldunek złożył generałowi Siergiejewowi. Rosjanie podziwiali prezentację Szwadronu, jego wyszkolenie, wygląd i uzbrojenie. Trzeba przyznać – zajęli się nami bardzo dobrze. Ojciec z majorem „Żegotą” poszli do Sztabu Armii uzgadniać wyżej wymienioną współpracę. Rozmowy przeciągały się, okazało się później, że przyczyną tego przeciągania się był przyjazd Marszałka Rokossowskiego. Powrót też był udany. Najgorsza była pogoda. Zaczął padać deszcz ze śniegiem, co przy dużym wietrze i mrozie powodowało zamarzanie naszych ubiorów i szybkie zmęczenie, bo do przejechania mieliśmy ponad 60 km. Jednak przejechaliśmy szczęśliwie bez żadnych utarczek, bardzo zmęczeni i zmarznięci.

Aktywność bojowa Niemców pod koniec marca bardzo wzrosła. 22 marca na nasze zgrupowanie od strony Włodzimierza i Uściługa uderzyły doborowe oddziały niemieckie, wspomagane przez dużą jednostkę artylerii i bron pancerną.

Podobnie jak w Boju pod Włodzimierzem tak i w tym boju, nazwanym „Bojem pod Kapitułką”, nasze jednostki zwyciężyły, jednak z dużym wysiłkiem. Straciliśmy 7 zabitych i 5 rannych. Jednym z rannych – i to ciężko – był dowódca Szwadronu, ppor. „Jarosław”. W boju tym, tak jak poprzednio, Szwadron 19 Pułku Ułanów odegrał bardzo ważną rolę. Tak jak poprzednio szarżował ze skutkiem na piechotę niemiecką. Jego szybkie poruszanie się w osłoniętym lasem terenie zmyliło artylerzystów niemieckich, którzy zamiast ostrzelać Szwadron, ostrzelali własne wozy pancerne, co spowodowało ich wycofanie się z pola walki.

Dowódcą Szwadronu ponownie został chorąży „Ryś” (Dominik Demczuk), awansowany na ten stopień na początku marca. Do końca marca na naszym odcinku bronionego terytorium panował spokój. Ofensywa niemieckich jednostek zaczęła się na początku kwietnia. Nastąpiło scalenie naszej Dywizji. Linia obrony zmniejszyła się do 60 km. Na dawne tereny zajmowane przez zgrupowanie „Gromada”, weszły jednostki Armii Rosyjskiej, ponieważ Niemcy w swojej ofensywie włączyli duże jednostki pancerne oraz lotnicze. Nastąpiło wycofanie się naszych jednostek z terenów otwartych na tereny bagienno – leśne. Szwadron otrzymał nowe zadanie. Spieszeni kawalerzyści włączyli się do obrony grobli, która była jedyna drogą, prowadzącą do kompleksu leśnego, gdzie przebywały nasze jednostki. Obrona grobli trwała 2 dni. Następne zadania – ochrona miejsca zrzutu, którego dokonały samoloty angielskie, ewakuacja szpitala w głąb lasów Zamłyńskich. Ostatnim bardzo ważnym zadaniem Szwadronu było ubezpieczenie tylne jednostek polsko-rosyjskich w marszu do rzeki Prypeć, gdzie zgodnie z porozumieniem z Rosjanami zgrupowanie miało przejść przez linie frontu na stronę rosyjską. Była to noc z 21 na 22 kwietnia.

Na skutek bardzo trudnych warunków klimatycznych w porze nocnej oraz błędu rosyjskich zwiadowców, nastąpiło przerwanie kolumny. Piechota poszła inną trasą, a kawaleria (Pułki 54 i 56), tabory i nasz Szwadron – inną. Dotarliśmy do wsi Zamłynie, gdzie mieliśmy przekroczyć rzekę Neretwę. Za rzeką były stare bunkry, jak oświadczyli rosyjscy zwiadowcy – puste. Gdy pierwsze oddziały wjechały na łąkę przed rzeką, z bunkrów otworzyli ogień Niemcy z ciężkiej broni maszynowej i granatników, co spowodowało panikę koni pułków rosyjskich, które były na otwartej przestrzeni przed rzeką. Pociski świetlne, wybuchy granatów spotęgowały szybkie i chaotyczne wycofywanie się Rosjan. Nawała koni wpadła na nasz Szwadron, który zatrzymał się pod lasem. Ten chaos spowodował tak duże zamieszanie, że o jakiejkolwiek obronie nie było mowy. Pierwszą ofiarą tej nawały ognia był rosyjski pułkownik Kobylański i jego córka, siedząca przed nim na tym samym koniu. Jednak chorąży Dominik Demczuk „Ryś” nie poddał się tej psychozie strachu. Zebrał żołnierzy z naszego Szwadronu oraz piechurów osłony taborów, przeprawili się przez rzekę i zachodząc bunkry od tyłu, granatami i ogniem broni własnej zlikwidowali załogi bunkrów oraz tych, którzy byli w okolicznych domach wioski. Za ten śmiały atak chorąży Demczuk „Ryś” otrzymał srebrny Krzyż Virtuti Militari 4 klasy oraz Krzyż Walecznych za zwycięskie szarże pod Włodzimierzem.

Wręczenie tych odznaczeń odbyło się w lipcu 1965 r. przez Departament Kadr MON, mimo, że rozkaz nadania wystawiło Ministerstwo Obrony Narodowej w Londynie w 1945 r. Na zaświadczeniu wydanym przez MON widnieje napis „Wydano przez Kompetentne Władze”.

Bój ten dla piszącego ten życiorys był tragiczny. Zostałem uznany za zabitego. Do wspólnego grobu, mogiły polsko – rosyjskiej, osobiście złożył moje ciało mój Ojciec. Nie zdążono zasypać rowu, bo nastąpił atak wojsk niemieckich. Nasze i rosyjskie oddziały wycofały się do lasu. Niemcy nie interesowali się zabitymi bandytami (jak nas nazywali), i dlatego ocalałem. Tę tragiczną pomyłkę należało złożyć na warunki, w jakich rozgrywał się bój. W książce Michała Fijałki i innych publikacjach, we fragmencie o boju pod Zamłyniem figuruje pseudonim „Hańcza” – winno być „Ryś”. Ppor. „Hańcza” był w pierwszej grupie kolumny, która poszła inną trasą. Chaotyczne wycofywanie się pułków rosyjskich rozbiło naszą kolumnę. Rosjanie od razu zmienili trasę marszu zwiększając szybkość – spowodowało to utratę taborów, a z nimi żywności, amunicja itp. W Szwadronie było dużo rannych koni, kilkanaście zabitych. Szwadron wycofał się sprawnie i podążył trasą okrężną w kierunku torów. Jednak droga była już zamknięta przez pociąg pancerny, czołgi i doborowe jednostki niemieckie. Nastąpił ponowny odwrót pod silnym ostrzałem niemieckim. Próby forsowania innych kierunków konno nie zdały egzaminu, ponieważ wraz z kawalerzystami byli też kawalerzyści bez koni i inni żołnierze z osłony taborów i wycofujący się z innych jednostek, którym nie udało się przejść przez tory. Zapadła decyzja – ranne konie zlikwidować i przeznaczyć na pożywienie. Zdrowe konie pozostawić w wioskach, zamieszkałych przez Polaków. Stworzyć oddział pod dowództwem por. „Białego” i przebijać się do rzeki Bug, przejść na drugą stronę, dołączyć do jednostek tam istniejących, zasilając je zbrojnie w walce na terenie Zamojszczyzny.

30 czerwca 1944 powstał Batalion Zbiorczy 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty. Dowódcą jego został por. „Biały”. Chorąży Dominik Demczuk „Ryś” został dowódcą II kompanii (zachowało się zdjęcie, na którym widać chorążego „Rysia” przed szeregiem Batalionu w Szczebrzeszynie). Batalion wraz z innymi jednostkami AK (oddziały miejscowe), AL., BCh i rosyjskimi oddziałami partyzanckimi walczył w okrążeniu oraz stoczył zwycięską walkę z wycofującymi się Niemcami w rejonie Topolcza – Turzyńca. 26 lipca Batalion wkroczył do Szczebrzeszyna, gdzie w dniu 30 lipca został podstępnie rozbrojony przez Rosjan. [2]

[1] Zbigniew Gnat-Wieteska ; „KAWALERIA ARMII KRAJOWEJ”

http://ludowegarwolin.cba.pl/zeszyt14.html#KAWALERIA_ARMII_KRAJOWEJ

[2] Ułan Wołyński nr 26 czerwiec 2006 rok. Jerzy Demczuk

Fragment z  życiorysu  Dominika Demczuka, kawalera dwóch Orderów Virtuti Militari