Drukuj
Kategoria: Oddziały 27 WDP AK
Odsłony: 4435

Niski, raczej delikatnej budowy, ale również z wąsikami á la Micewski. Był to ppor. Józef Skwarski, znana postać z czasów obrony Kupiczowa. Pierwszy raz spotkałem się z nim w dość oryginalnej scenerii. Jeszcze za czasów partyzanckich Oddział nasz "Łuna" kwaterował na przełomie grudnia i stycznia 1944 właśnie w tym zagubionym na Wołyniu, czeskim miasteczku. Dowódca naszego plutonu, ppor. "Gabriel", nie zważając na śnieg i mróz wyprowadził swoje wojsko w pole, rozproszył w tyralierę i po komendzie "skokami naprzód", przyglądał się, czy rzetelnie atakujemy Kupiczów. Oczywiście, ćwiczenia te odbywały się bez strzelania, bo "ślepaków" nie było, a wiadomo, że amunicję należało oszczędzać. Klęliśmy w "żywy kamień" te tradycyjne zajęcia. Wydawały się nam bez sensu, bo przecież już nie raz zdaliśmy bojowy egzamin, a ostatni właśnie niedaleko, też pod Kupiczowem, gdzie to striłci z UPA nie wytrzymali naszego uderzenia, kiedy chłopcy szli jak huragan. Ale cóż mogliśmy teraz zrobić... Nurkowaliśmy w mroźnym, puszystym śniegu, podrywaliśmy się, krótki bieg i znowu pad w śnieg, który wciskał się złośliwie za kołnierze i do butów. Ręce grabiały, język kołowaciał ze złości. Zbliżamy się tymi ukochanymi przez wojsko skokami do zabudowań, a naprzeciw nas wysypuje się uzbrojona tyraliera z placówki. Ogólna konsternacja. Okazało się, że ppor. "Gabriel" nie zawiadomił kogo należało o zamierzonych ćwiczeniach, a ppor. "Konrad" wyruszył nam na spotkanie, sądząc, że to znowu UPA. Dobrze, że obyło się nasze spotkanie bez wzajemnej strzelaniny. Przy okazji, ppor. "Konrad"(przezywaliśmy go Wołodyjowski), nie omieszkał powiedzieć paru cierpkich słów "Gabrielowi". Mimo, że ppor. "Gabriel" był oficerem ogólnie lubianym, cieszyliśmy się, że "Konrad" utarł mu nosa. Skończyły się ćwiczenia. Drugi raz miałem możność obserwowania ppor. "Konrada" w akcji, gdy z garstką straceńców zmusił do wycofania się atakujący nas pod Jagodzinem pociąg pancerny. (…) Teraz, gdy wszedł do "mojej" sali, od razu go poznałem, chociaż zachowaniem i sposobem bycia nie przypominał już podziwianego, dziarskiego i pełnego fantazji oficera. Był przygaszony, przybity. Z początku składałem to na karb choroby. Po kilku przegadanych wieczorach, zorientowałem się, że źle czuje się w LWP. Po wstąpieniu do wojska, był dowódcą plutonu, później przeniesiono go na niższą funkcję. Ciążyło na nim piętno Akowca. Szykanowało go dowództwo i bojkotowali ludowi oficerowie. (…) Grób ppor. "Konrada" odnalazłem wiele lat po wojnie, na cmentarzu wojskowym pod Kołobrzegiem. Poległ w pierwszym dniu natarcia. Leżał, na czele innych poległych, przy samym mostku, tuż przed zabudowaniami w nierozłącznej przedwojennej garnizonowej rogatywce, z której kiedyś, jeszcze w Kupiczowie podkpiwaliśmy, że go powiększa.

Fragmenty ze wspomnień byłego żołnierza 27 WDP AK  Olgierda Kowalskiego z Łucka

http://www.akowcy.de/