Do wolonatriuszy

Poszukujemy wolontariuszy do prowadzenia na FB tematycznych fanpage. Zgłoszenia ślijcie na adresy z zakładki "Napisz do nas".

Szlak bojowy 27 WDP AK

 

Dołacz do akcji

Logowanie

 

W  dniu  19  czerwca  1981  r.  w  Warszawie  w  siedzibie  Instytutu  Historii  PAN  od­

była  się  sesja  naukowa  poświęcona  dziejom  27  Wołyńskiej  Dywizji  Piechoty  Armii  Krajowej.  Zorganizowały  ją:  Instytut  Historii  PAN  i  Instytut  Historii  Uniwersytetu  M.  Curie-Skłodowskiej  w  Lublinie. W  sesji  uczestniczyło ponad stu  byłych  żołnierzy,  podoficerów i  oficerów  dywizji.  Na  sali  między  innymi  byli  obecni:  p.o.  dowódcy  dy­wizji  i  dowódca  zgrupowania  „Gromada”  mjr  Jan  Szatowski  —  „Kowal”;  wdowa  po dowódcy  27 WDP AK  Janie  Kiwerskim Izabela  Kiwerska  z córką;  Zygmunt  Górka-Grabowski  —  „Zając”,  dowódca  I  batalionu  23  pp  AK;  inspektor  rejonu  AK  Chełm — Władysław Zalewski — „Leśnik”, „Nowina” oraz kilku dowódców kompaniiz  poszczególnych  batalionów  dywizji.  Sesja  zgromadziła  też  liczne  grono  historyków.

Obradom  przewodniczył  dyrektor  Instytutu  Historii  PAN  prof,  dr  Czesław  Madajczyk. 

Dobrnęliśmy do rejonu frontu nad rzeką 27 maja 1944 r. o świcie. Znamionowały to okablowania, na które natknęliśmy się u skraju rzadkiego już lasu. Ciągnących się po ziemi przewodów było mnóstwo, stało się więc jasne, że niedaleko znajdują się niemieckie placówki. Zrobiło się niebezpiecznie. Na twarzy naszego ukraińskiego przewodnika dostrzegłem trwogę. Wskazał wprawdzie dokładnie, gdzie stacjonuje Wehrmacht i gdzie jest koryto Prypeci, pokazał też mniej więcej, gdzie przerzucony jest mały, oddalony od nas o kilkaset metrów, nadrzeczny most, lecz od tej chwili zaczął kluczyć, zbaczając nieco z obranego szlaku. Coraz mocniej zauważalne było jego zafrasowanie i strach, które przekładały się na nerwowość. Za nic nie chciał się zbliżyć do niemieckich stanowisk, lecz co gorsza, nie poprowadził naszej kolumny do najważniejszego celu, którym był ów mostek. Wytężałem wzrok, by go dojrzeć, i w szarudze wstającego dnia udało mi się – w oddali majaczył jego niewyraźny kształt. Nagle, zupełnie niedaleko, zaterkotał telefon. Jazgotał głośnym, natarczywym dźwiękiem. Zaskoczony, natychmiast zdałem sobie sprawę, że tuż obok znajdują się nieprzyjacielskie bunkry lub schrony. Instynktownie skierowałem lufę karabinu w stronę dochodzącego odgłosu i już miałem nacisnąć spust, gdy posłyszałem szum z pobliskich krzaków – to nasz ukraiński przewodnik dał nura w gęstwinę rosnących opodal krzewów. Umknął, nim się zreflektowałem. W okamgnieniu podjąłem decyzję, by ruszyć biegiem, lecz nie za uciekającym, a do miejsca, skąd dobiegało dzwonienie. Po chwili dopadłem zbudowanego z drewnianych bali, osadzonego w ziemi bunkra. Kiedy wpadłem do środka, byłem gotowy na najgorsze, igrałem ze śmiercią.

 Bój obronny pod Holadynem i przejście do lasów szackich

 Po stoczeniu boju pod Sokołem oddziały dywizji, które przebiły się z okrążenia w nocy z 20 na 21 kwietnia 1944 r., zatrzymały się w lesie 4 km na południowy wschód od Smolar Rogowych na odpoczynek. W rejonie tym stacjonowały sowieckie oddziały partyzanckie ze zgrupowania Iwanowa, z którymi w ciągu nocy nawiązał łączność ppor. „Mohort” w celu uzyskania danych o zaminowaniu terenu oraz ustalenia drogi przemarszu oddziałów polskich. O świcie 22 kwietnia oddziały wyruszyły w kierunku Smolar Rogowych. Ponieważ miejscowość ta zajęta była przez oddziały partyzantki sowieckiej, oddziały polskie skierowano do rejonu Smolar Stoleńskich. Tu zarządzono odpoczynek, ubezpieczając się od północy dwoma batalionami: I/45 pp „Gzymsa” i I/43 pp „Korda”. W godzinach popołudniowych 22 kwietnia do rejonu postoju dywizji dołączyły: I/23 pp „Zająca”, I/24 pp „Łuna”, warszawska kompania saperów i część II/23 pp „Lecha”, które przebiły się z okrążenia w nocy z 21 na 22 kwietnia. W depeszy do dowódcy AK z dnia 24 kwietnia 44 r. mjr T. Sztumber-Rychter „Żegota” meldował: „Znajdujemy się na 15 km płd. jeziora Świtaź. Dysponuję siłą około 7 baonów. Szwadrony, tabor nie przerwały się i wróciły z częścią piechoty do lasów mosurskich. Łączności z nimi nie mam. W walce o przejście szlaku komunikacyjnego zdobyto i zniszczono 2 bunkry i 1 czołg. Straty własne w zabitych i zaginionych ok. 80 ludzi. Zamierzam przebić się w kompleks leśny zach. Zabłocie na dłuższy postój. Najgoręcej proszę o przygotowanie zrzutów wg zapotrzebowania: 20 ckm. 10 kb ppanc., 60 tyś. amunicji niemieckiej, 10 tyś. kal. 9 mm, 100 kg plastiku, granaty ppanc., lonty, spłonki, miny ppanc., zapalniki naciskowe i pociągowe, 100 kompletów map 1 : 100000 naszych terenów, 3 prądnice, 1 łącznicę, 10 aparatów telefonicznych, 20 km kabla, komplety chirurgiczne i opatrunkowe, jak największą ilość butów i tłuszczów konserwowych. Stan mundurów i butów po ostatnich walkach i przeprawach w bród -beznadziejny.

Czesław Michalski pseudonim „Bączek” urodził się 6 lipca 1930 r. w Kowlu. Był najmłodszym z pięciorga dzieci Franciszka Michalskiego i Bronisławy z domu Muszyńskiej. W listopadzie 1943 r., bardzo wielu młodych ludzi z Kowla, bezpiecznym szlakiem Zielona, Radomle, Janówka, dotarło do Zasmyk. Ponieważ w  kowelskiej konspiracji był brat, siostra i szwagier, młody Czesio, podsłuchał ich  rozmowy o wymarszu grupy do Zasmyk. Wykorzystał tą informację dołączając się do młodych ochotników. Faktycznie w tym czasie w fazie tworzenia znajdował się drugi z oddziałów partyzanckich AK  pow. kowelskiego  pod dowództwem por. Michała Fijałki ps. „Sokół”.

W depeszy z 16 kwietnia 1944 r. dowódca dywizji meldował: „Sowieci odeszli dziś w nocy na wsch. brzeg Turii. Jesteśmy otoczeni w terenie, z którego jest wyjście tylko przez cieśniny. Prawie zupełnie bez amunicji. Proszę o pomoc. Oliwa.”   (Depesza radiowa Konopi nr 747 z 16 kwietnia 1944 r. do Konga i Centrali. (Biblioteka UW, sygn. 3312).)

18 kwietnia w niewyjaśnionych okolicznościach ginie płk "Oliwa" ( Jan Kiwerski ), dowództwo nad dywizją przejmuje mjr "Kowal" ( Jan Szatowski). Wszystkie oddziały dywizji otrzymują rozkaz oderwania się od nieprzyjaciela i przejścia w głąb lasów mosurskich w celu przebicia się za Turię. Jednak w sytuacji, jaka wytworzyła się w rejonie przepraw na Turii, dowództwo dywizji odstąpiło od zamiaru przebijania się w kierunku wschodnim, o czym powiadomiono dowódców oddziałów sowieckich. W nocy z 18 na 19 kwietnia 54 pułk kaw. gw., który również znalazł się razem z dywizją w okrążeniu, podjął próbę przebicia się przez Turię na wschód. Pododdziały pułku zaatakowały Niemców na odcinku między Hajkami i Rudą. Niestety napotkały silną obronę niemiecką, nasyconą bronią pancerną i artylerią, której przełamać pułk nie był w stanie. Nie było również pomocy ze wschodniego brzegu Turii (na którą liczono), gdyż wojska sowieckie zostały zepchnięte na wschód. Ponosząc duże straty w ludziach i sprzęcie, pułk kawalerii sowieckiej wycofał się 19 kwietnia nad ranem do lasów mosurskich, w sąsiedztwo oddziałów polskich.

Kresowy Serwis Informacyjny

Serwis o Wołyniu

Serwis o Kresach

Polecane filmy

Wieczna Chwała Bohaterom

Zostań sponsorem serwisu

poprzez zamieszczenie w TYM miejscu swojej reklamy.

Zamówienie banneru reklamowego kliknij TU

Statystyki

Użytkowników:
6
Artykułów:
487
Odsłon artykułów:
2897517

Odwiedza nas 249 gości oraz 0 użytkowników.

 
Copyright © 2004 r. 27 WDP AK
Wykonano w Agencji Reklamowej Bartexpo