Do wolonatriuszy

Poszukujemy wolontariuszy do prowadzenia na FB tematycznych fanpage. Zgłoszenia ślijcie na adresy z zakładki "Napisz do nas".

Szlak bojowy 27 WDP AK

 

Dołacz do akcji

Logowanie

 Bój obronny pod Holadynem i przejście do lasów szackich

 Po stoczeniu boju pod Sokołem oddziały dywizji, które przebiły się z okrążenia w nocy z 20 na 21 kwietnia 1944 r., zatrzymały się w lesie 4 km na południowy wschód od Smolar Rogowych na odpoczynek. W rejonie tym stacjonowały sowieckie oddziały partyzanckie ze zgrupowania Iwanowa, z którymi w ciągu nocy nawiązał łączność ppor. „Mohort” w celu uzyskania danych o zaminowaniu terenu oraz ustalenia drogi przemarszu oddziałów polskich. O świcie 22 kwietnia oddziały wyruszyły w kierunku Smolar Rogowych. Ponieważ miejscowość ta zajęta była przez oddziały partyzantki sowieckiej, oddziały polskie skierowano do rejonu Smolar Stoleńskich. Tu zarządzono odpoczynek, ubezpieczając się od północy dwoma batalionami: I/45 pp „Gzymsa” i I/43 pp „Korda”. W godzinach popołudniowych 22 kwietnia do rejonu postoju dywizji dołączyły: I/23 pp „Zająca”, I/24 pp „Łuna”, warszawska kompania saperów i część II/23 pp „Lecha”, które przebiły się z okrążenia w nocy z 21 na 22 kwietnia. W depeszy do dowódcy AK z dnia 24 kwietnia 44 r. mjr T. Sztumber-Rychter „Żegota” meldował: „Znajdujemy się na 15 km płd. jeziora Świtaź. Dysponuję siłą około 7 baonów. Szwadrony, tabor nie przerwały się i wróciły z częścią piechoty do lasów mosurskich. Łączności z nimi nie mam. W walce o przejście szlaku komunikacyjnego zdobyto i zniszczono 2 bunkry i 1 czołg. Straty własne w zabitych i zaginionych ok. 80 ludzi. Zamierzam przebić się w kompleks leśny zach. Zabłocie na dłuższy postój. Najgoręcej proszę o przygotowanie zrzutów wg zapotrzebowania: 20 ckm. 10 kb ppanc., 60 tyś. amunicji niemieckiej, 10 tyś. kal. 9 mm, 100 kg plastiku, granaty ppanc., lonty, spłonki, miny ppanc., zapalniki naciskowe i pociągowe, 100 kompletów map 1 : 100000 naszych terenów, 3 prądnice, 1 łącznicę, 10 aparatów telefonicznych, 20 km kabla, komplety chirurgiczne i opatrunkowe, jak największą ilość butów i tłuszczów konserwowych. Stan mundurów i butów po ostatnich walkach i przeprawach w bród -beznadziejny.

Przydział odznaczeń. Placówkę odbiorczą podam po dojściu na miejsce. „śegota”.49 Rozpoznanie terenu nie stwierdziło obecności większych sił niemieckich w tym rejonie. Tylko trakt Luboml - Szack był systematycznie patrolowany. Zamierzano zatem zatrzymać się tu na kilkudniowy odpoczynek. Ale już 23 kwietnia patrol węgierski wychodząc z Szacka przez Smolary Świtaskie, zbliżył się do naszego ubezpieczenia na północnym skraju Smolar Stoleńskich. Po krótkiej wymianie ognia patrol węgierski wycofał się, a do Smolar Świtaskich skierowano I/43 pp „Korda”, w celu ubezpieczenia miejsca postoju dywizji od strony Szacka. Działanie patrolu węgierskiego naprowadziło Niemców na ślad dywizji. Od rana 25 kwietnia rozpoczął się ostrzał artyleryjski miejscowości Smolary Stoleńskie, a jednocześnie piechota węgierska, wsparta czołgami, przypuściła atak na Smolary Świtaskie i Holadyn. Będący na ubezpieczeniu w Smolarach Świtaskich 43 pp „Korda” wycofał się w kierunku Smolar Stoleńskich. Nacierającego nieprzyjaciela od strony Holadyna powstrzymywał I/45 pp „Gzymsa”. Z dowódcą zgrupowania sowieckich oddziałów partyzanckich płk. Iwanowem uzgodniono wspólne działania, po czym oddziały sowieckie niezwłocznie wyruszyły na pomoc oddziałom polskim. Jednak biorąc pod uwagę skrajne wyczerpanie fizyczne żołnierzy walkami w okrążeniu i podczas przebijania się, dowództwo dywizji nie chciało uwikłać oddziały polskie w przedłużające się walki w tym rejonie i zdecydowało wycofać je na południe od Smolar Rogowych. Tu, po naradzie z dowództwem zgrupowania sowieckiej partyzantki, postanowiono przejść do lasów szackich, aby dać odpoczynek polskim oddziałom. Droga miała prowadzić przez Hupały, Pereszpę do Kruszyńca i stamtąd na północ do lasów szackich. Jednocześnie mjr „Kowal” skierował na północ I/43 pp „Korda” w celu rozpoznania terenów położonych między Bugiem i lasami szackimi. 50

W nocy z 25 na 26 kwietnia oddziały dywizji rozpoczęły marsz w kierunku wschodnim. Minęły miejscowość Hupały oraz Pereszpę i zbliżyły się do traktu drogowego Luboml - Szack. Przejście przez trakt ubezpieczały: od strony Zagoran - I/50 pp „Sokoła”, a od strony Szacka - III/50 pp „Trzaska”. Po przekroczeniu traktu kolumna maszerując przez tereny leśne i bagna osiągnęła miejscowość Kruszyniec i w lesie za tą miejscowością zatrzymała się na odpoczynek. W czasie postoju samoloty niemieckie bombardowały rejon lasu, gdyż zauważyły ogniska rozpalone dla przygotowania strawy. 28 kwietnia rano kontynuowano marsz kierując się do lasów szackich. W miejscowości Wilica przekroczono most na Prypeci i zatrzymano się na postój. Następnego dnia podjęto dalszy marsz w kierunku północnym i osiągnięto kompleks lasów szackich. Bataliony wchodzące w skład zgrupowania mjr. „Kowala” rozmieściły się w rejonie skrzyżowania kolejki wąskotorowej z drogą Mielniki - Otdalejka, natomiast I/45 pp „Gzymsa”, warszawska kompania saperów, oddziały kpt. „Gardy” oraz sztab dywizji przeszły do rejonu Otdalejki. W sąsiedztwie oddziałów polskich, w rejonie na południe od wsi Wołczkowo stacjonowały oddziały partyzantki sowieckiej ze zgrupowania „Bujnowa”.51 W tym czasie I/43 pp „Korda” zepchnięty w stronę Bugu przez Węgrów nacierających na Smolary Stoleńskie, skierował się 25 kwietnia przez Olszankę na północ, przekroczył szosę Włodawa - Małoryta, a następnie maszerując przez Wólkę Chrypską i Chrypsk doszedł do miejscowości Huta. Droga prowadziła przez teren wolny od Niemców. Napotkany w tym rejonie silny oddział partyzantki sowieckiej usiłował rozbroić oddział por. „Korda”. Napiętą sytuację rozładował patrol sowiecki powracający z lasów szackich, który potwierdził obecność tam oddziałów 27 WDP AK, współdziałających z wojskami i partyzantką sowiecką. W nocy z 29 na 30 kwietnia oba oddziały przekroczyły kontrolowaną przez Niemców szosę Szack - Małoryta, i przez Orzechowo, Podszumy dotarły do rejonu postoju oddziałów dywizji.52 W lasach szackich postanowiono pozostać dłużej, aby dać odpoczynek zmęczonym oddziałom. Po ponad trzytygodniowych nieustannych walkach żołnierze byli bardzo zmęczeni i mało odporni psychicznie. Dywizja przebiła się z okrążenia tracąc broń ciężką, tabory z żywnością i sprzętem wojskowym oraz szpital polowy. Oddziały odczuwały brak żywności, amunicji oraz środków opatrunkowych i lekarstw. Wszystko to wywierało destruktywny wpływ na postawę żołnierzy. W tych warunkach każda podjęta walka prowadzona była z dużą ostrożnością, „miękko”. Zdawano sobie sprawę z tego, że dla rannego oznaczało to w zasadzie śmierć. Ranni stanowili duże obciążenie, bowiem ze względu na brak szpitala musieli pozostać w oddziałach i być niesieni przez żołnierzy. W tych tak trudnych warunkach dywizja mogła liczyć tylko na własne siły. Po przybyciu do lasów szackich i zajęciu wyznaczonych rejonów mjr „Żegota” meldował dowódcy AK w depeszy z dnia 30 kwietnia 1944 r.: „Znajdujemy się w kompleksie lasów płn. wsch. jezioro Świtaź. Zamierzam odpocząć 5 dni. Zrzuty konieczne. Podaję współrzędne plac. „Nadzieja”: mapa 1: 100 000 2/... 74650 i 45450. Linia frontu w rej[onie] Ratno, Wyżwa Nowa. Nawiązaliśmy kontakt z podjazdem armii reg[ularnej]. Po otrzymaniu zrzutów przejdę za linię frontu i wznowię pertraktacje w sprawie dozbrojenia. śegota.”53 Z przesłanej depeszy wynika, że liczono się wówczas jeszcze z realizacją propozycji strony sowieckiej sformułowanych w czasie spotkania mjr. „Oliwy” z gen. Siergiejewem, dowódcą armii sowieckiej, w dniu 26 marca 1944 r.54 Ale na realizację tych zamierzeń było już za późno. Kontrpropozycje dowództwa AK w tej sprawie, ze względu na toczone przez dywizję w kwietniu ciężkie walki oraz wynikłą nową sytuację, nie zostały przekazane dowództwu sowieckiemu.55 Sytuacja wojskowa w Okręgu AK Wołyń, a szczególnie dalsze losy 27 WDP AK, po jej przebiciu się z okrążenia, były w centrum zainteresowania Komendanta Głównego AK gen. Bora - Komorowskiego. Zadanie dywizji nie zostało zmienione. W rozkazie do Komendanta AK Okręgu Lublin stwierdza się, że po przebiciu się z  okrążenia, „Dalszym zadaniem tych oddziałów będzie wykonywanie w dalszym ciągu akcji B[„Burza”] na wschód od Bugu, tak długo, jak to będzie możliwe.” Jednocześnie Komendant Główny AK przewidywał podporządkowanie oddziałów 27 WDP AK pod rozkazy Komendanta Okręgu AK Lublin, gdyby oddziały te nie miały możliwości pozostawania na Wołyniu, przekroczyły Bug i weszły na teren Okręgu.56 30 kwietnia 1944 r. mjr „Żegota” wydał rozkaz dzienny nr 1, który stanowi niejako podsumowanie dotychczasowych działań oddziałów dywizji w ramach akcji „Burza”. Jednocześnie wzywał do wzmocnienia dyscypliny wojskowej, niezbędnej do realizacji dalszych zadań bojowych. Oto wybrane fragmenty rozkazu: „(...) Oddziały Armii Krajowej Wołyńskich Sił Zbrojnych w styczniu br. otrzymały rozkaz Komendanta Głównego bezwzględnej walki z Niemcami w łączności z wypierającą Niemców armią sowiecką. Ściśle określone zadania bojowe polskie oddziały wołyńskie wykonały w pełni, występując na arenie wojny, jako pierwsze po czterech z górą latach na ziemiach polskich regularne walczące oddziały wojska polskiego. Obok polskiego lotnictwa walczącego z baz angielskich oraz polskich oddziałów walczących we Włoszech, stanęła do walki na własnej ziemi Dywizja Wołyńska. Pierwsze otrzymane zadania zostały wykonane całkowicie. Zginęło wielu towarzyszy broni.(...) O użyteczności ich śmierci i wysiłku żołnierza Dywizji Wołyńskiej świadczy depesza nadesłana z Londynu 26.IV.44 r. „Postawione Wam zadania wykonaliście z pełnym poświęceniem. W imieniu służby dziękuję dowódcom i Oddziałom Okręgu Wołyńskiego.” Obecnie otrzymaliśmy zadania nowe. Jesteśmy w trakcie ich realizacji. (...) Obecnie dywizja nasza ma oderwać się od nieprzyjaciela i poza walką okrzepnąć w siłę przez wypoczynek, wyszkolenie, zaopatrzenie i dozbrojenie. (...) Powodzenie i czas w jaki zostanie ono osiągnięte zależne jest tylko od tego, jak Wy się zachowacie. (...) Każdy rozkaz dowódców Waszych musi być bezwzględnie i dokładnie wykonany. Wszystko jedno czy tyczy walki czy życia na biwaku lub w marszu. (...) walka jaka ewentualnie może być prowadzona musi być twarda. (...) Żądając od Was pełnego zrozumienia treści tego rozkazu, muszę ostrzec, że jednostki słabe czy też pozbawione dobrej woli, niestosujące się do rozkazów będą oddawane pod sąd wojenny, od chwili podania tego rozkazu.”57 Rozkaz powyższy odczytano we wszystkich oddziałach i pododdziałach, przy czym dowódcy wszystkich szczebli do drużynowego włącznie podpisem stwierdzili podanie go do wiadomości każdego żołnierza. Z okazji Konstytucji 3 Maja w batalionach „Gromady” odczytano także rozkaz nr 1 mjr. „Kowala” dowódcy zgrupowania, w którym w imieniu służby dziękował żołnierzom za wytrwanie i spełnienie obowiązku wobec Ojczyzny. Wezwał do wytrwania w służbie dla Polski aż do zwycięstwa.58

 Walki w rejonie Szacka i Mielnik

 Wyjście z okrążenia oddziałów 27 WDP AK i ich przejście do lasów szackich nie było tajemnicą dla Niemców.59 Dywizja znalazła się na bezpośrednim zapleczu frontu między pierwszą linią obrony niemieckiej przebiegającą od Wyżwy Nowej, wzdłuż rz. Wyżewka do Ratna i dalej wzdłuż Prypeci, a drugą linią biegnącą od Szacka przez miejscowości: Piszcza, Ołtusz do Małoryty. Obecność dużej jednostki partyzanckiej w tym rejonie, liczącej prawie 4000 ludzi, nie była wygodna dla Niemców. Od pierwszych dni maja aktywnie działało lotnictwo rozpoznawcze, które patrolowało lasy szackie. Zaobserwowano również ożywioną działalność patroli niemieckich i węgierskich, które wychodząc z Szacka, Zabłocia i Huty Ratneńskiej, penetrowały teren w dzień, zbliżając się do lasów szackich. Polskie patrole wysyłane w teren po żywność miały częste potyczki z patrolami nieprzyjaciela. Wszystko wskazywało na to, iż Niemcy mogą w najbliższym czasie podjąć szerszą akcję przeciwko oddziałom dywizji w lasach szackich.

3 maja 1944 r. do rejonu rozmieszczenia dywizji przybyło zgrupowanie partyzantki sowieckiej płk. Iwanowa liczące pięć szwadronów kawalerii.60 Z informacji płk. Iwanowa wynikało, że na szlakach komunikacyjnych i wokół lasów szackich gromadzą się oddziały węgierskie, oddziały pacyfikacyjne kałmuków w służbie niemieckiej, oddziały frontowe Wehrmachtu, przy czym wśród tych ostatnich znajdują się oddziały specjalne przygotowane do działań w terenie bagnistym. Potwierdzało to przypuszczenia dowództwa dywizji o możliwości podjęcia przez Niemców akcji przeciwko oddziałom partyzanckim. 5 maja 1944 r. o świcie placówka wystawiona z 1 kompanii III/50 pp na skrzyżowaniu dróg Mielniki - Huta i futory Choromy - Mielniki została zaatakowana przez oddział węgierski z kierunku Mielnik. Pod naporem liczniejszego przeciwnika, placówka ostrzeliwując się wycofała się w głąb lasu. Na pomoc cofającej się placówce pośpieszyła reszta 1 kompanii, która śmiałym natarciem powstrzymała Węgrów i wyparła ich na rozległą polanę. Do walki włączyła się 2 kompania III/50 pp, zaskakując zmasowanym ogniem oddział węgierski. Zdecydowany atak na pozycje Węgrów doprowadził do całkowitego rozbicia i rozproszenia przeciwnika. Zdobyto 2 ckm, kilka rkm, moździerz 50 mm, kbk, amunicję do broni węgierskiej.61 Na tym jednak walka nie zakończyła się. Po około 20 minutowym spokoju nowy oddział wojsk węgierskich, wsparty 5 czołgami niemieckimi, wdarł się w ugrupowanie III/50 pp. żołnierze, biorący udział w poprzednim boju, zaskoczeni i rozproszeni po zaroślach, wycofali się na bagna w kierunku północno - wschodnim. Przeciwnik bez przeszkód posuwał się w głąb lasu i niespodziewanie wyszedł na obozowisko I/43 pp. Pod gęstym ogniem broni strzeleckiej i czołgów batalion zajął stanowiska obronne wzdłuż torowiska kolejki wąskotorowej. Na prawo od drogi wiodącej z Mielnik zajęła stanowiska kompania z dawnego II/50 pp „Jastrzębia” (podporządkowana czasowo „Kordowi”), na lewo od niej - 1  kompania I/43 pp. W zaciętej walce uszkodzono i unieruchomiono jeden z atakujących czołgów. Pod naporem piechoty węgierskiej, wspieranej pozostałymi czterema czołgami, batalion wycofał się w stronę ściany lasu, na wschód od kolejki wąskotorowej. Przeciwnik zrezygnował z dalszego natarcia, nie poszedł dalej za polskim batalionem. Pod wieczór oddziały węgierskie i niemieckie wycofały się do Mielnik i Szacka. Straty przeciwnika wyniosły: 72 zabitych i 18 wziętych do niewoli. Straty własne - 10 zabitych i 8 rannych.62 Następnego dnia, tj 6 maja dokonano przegrupowania oddziałów dywizji w głąb lasów szackich. Dowództwo dywizji z I/45 pp, kompanią saperów i kompanią łączności przeszło na cypel lasu w północno - zachodniej części Uroczyska Zachatyn (na wysokości 3 km na wschód od miejscowości Szumy i Podszumy). I/23 pp i II/24 pp ze zgrupowania „Osnowa” zajęły rejon na wschód od dowództwa dywizji na Uroczysku Mieszczaków - Bród (4 km na zachód od miejscowości Turkowo). Bataliony zgrupowania „Gromada”: I/50 pp, III/50 pp, I/43 pp i II/43 pp rozmieściły się w obszarze leśnym na wschód od Uroczyska Zawaliny i na południe od Uroczyska Tarabowiszcze. Zgrupowanie płk. Iwanowa zasadnicze swoje siły rozmieściło na Uroczysku Zawaliny ubezpieczając się od południa, a jeden szwadron zajął stanowiska w pobliŜu dowództwa dywizji. Zgrupowanie partyzantki sowieckiej „Bujnowa” obsadziło rejon chutoru Otdalejki z kierunkiem obrony na Uroczysko Długi Las, leśniczówkę Hutę i Zaświaty. Rejon, do którego przegrupowały się oddziały dywizji, był dogodny do obrony. Na północy rozległe Błoto Horodziatyna zabezpieczało od niespodziewanego ataku przeciwnika z tego kierunku. Od strony Huty Ratneńskiej ubezpieczało zgrupowanie „Osnowa”. Między zgrupowaniem „Osnowa” a zgrupowaniem :Bujnowa” rozciągało się Błoto Zachwoinowo, trudne do przebycia w okresie roztopów wiosennych. Kierunek południowy zamykało zgrupowanie płk. Iwanowa oraz II/43 pp. Na zachód od rejonu rozmieszczenia dywizji rozciągał się teren bagnisty oraz kanał biegnący od jeziora Lucemierz do Błot Horodziatyna. Jedyny możliwy  do przebycia kierunek wzdłuż drogi prowadzącej z Mielnik przez Choromy do Huty Ratneńskiej, zamykał I/50 pp 5      Działania rozpoznawcze

 Sytuacja oddziałów 27 WDP AK w lasach szackich była niezwykle trudna. Obecność w jednym rejonie liczebnie dużych oddziałów partyzanckich dywizji oraz sowieckich oddziałów Bujnowa i Iwanowa spowodowała niezwykle ciężką sytuację aprowizacyjną. Po porażce poniesionej 5 maja 1944 r. w rejonie na wschód od Mielnik, przeciwnik uaktywnił swoje działanie. W dzień zajmował swoimi oddziałami okoliczne miejscowości, utrudniając zdobycie żywności. Wysyłane patrole staczały prawie codziennie walki, ponosiły straty, a uzyskana żywność w małym stopniu pokrywała potrzeby oddziałów dywizji. Sytuację aprowizacyjną pogłębiał także fakt podporządkowania sobie przez sowieckie oddziały partyzanckie miejscowej administracji, która nie uwzględniała potrzeb dywizji, nawet za zapłatą w dolarach. Panował głód a powszechna wszawica i plaga dużych poleskich komarów dopełniały wyjątkowo trudne warunki oddziałów dywizji przebywających w tym kompleksie lasów. Brakowało nie tylko żywności ale także amunicji i środków opatrunkowych. Wszystko to miało wpływ na stan psychiczny żołnierzy, powodowało niezadowolenie, a nawet pewne rozluźnienie dyscypliny. Lotnictwo niemieckie prowadziło ciągłe rozpoznanie rejonu lasów szackich i okolic oraz bombardowało wykryte rejony zajęte przez oddziały. Miejsce postoju oddziałów demaskowały ogniska (w dzień dym, w nocy odblask ognia).W sprawie zachowania się żołnierzy w lasach szackich p.o. szefa sztabu 27 WDP AK kpt. Tadeusz Klimowski „Ostoja” wydał rozkaz, w którym od każdego żołnierza wymagał bezwzględnego wykonywania nawet najdrobniejszego rozkazu w czasie służby, zakazywał hałaśliwych rozmów na biwaku, strzelania bez potrzeby bojowej, ścinania drzew i krzaków w rejonie obozu. Nakazywał także, aby przy każdym ognisku przygotowana była ziemia, którą można byłoby na odgłos warkotu motoru natychmiast zgasić ogień. 63 Okupant prowadził również akcję propagandową. Samoloty zrzucały nad rejonem rozmieszczenia oddziałów dywizji ulotki wzywające żołnierzy do poddania się. W tej sytuacji postanowiono rozśrodkować część oddziałów dywizji do rejonów na wschód i zachód od zajmowanego rejonu. Chodziło tu głównie o poprawę warunków aprowizacyjnych oddziałów. W tym celu dowódca dywizji postawił dla zgrupowania „Gromada” zadanie rozpoznania terenów położonych na wschód i południowy wschód oraz na zachód i południowy zachód, z jednoczesnym nawiązaniem łączności z bazami i oddziałami pozostałymi w lasach zamłyńskich. Zgrupowanie „Osnowa” miało pozostać na miejscu w lasach szackich z zadaniem rozpoznania kierunków północnego i północno-wschodniego, a także być w gotowości do przejęcia ewentualnych zrzutów lotniczych.64 10 maja 1944 r. dowódca zgrupowania „Gromada” wydał rozkaz bojowy, w którym postawił zadania poszczególnym batalionom, wynikające z decyzji podjętej przez dowódcę dywizji.65 I/50 pp „Sokoła” otrzymał rozkaz zajęcia i oczyszczenia lasów na południe od miejscowości Butmer, przejścia po dawnej trasie przemarszu do rejonu lasów smolarskich, a następnie rozpoznać kierunek Wyżwa - Maciejów celem ustalenia sytuacji frontowej oraz możliwości ewentualnego przejścia oddziałów za linię frontu. Realizując powyższe zadanie batalion miał utrzymywać łączność z mjr. „Kowalem” oraz I/43 pp „Korda” wykonującym zadania w sąsiedztwie. Batalion miał nie wdawać się w walkę, a w przypadku silnego natarcia nieprzyjaciela - wycofać się w kierunku północnym, na swoje dawne miejsce postoju. Termin wymarszu batalionu 10-11 maja 1944 r. I/43 pp „Korda” z 2 kompanią II/50 pp „Jastrzębia” otrzymał następujące zadanie: po rozpoznaniu przez I/50 pp lasów na południu od Butmeru, przesuwać się w pobliżu I/50 pp „Sokoła” i wykonać skok do lasów w rejonie miejscowości Smolary Rogowe w celu rozpoznania kierunku północno-zachodniego, obejmując rozpoznaniem miejscowości: Smolary Stoleńskie, Smolary Świtaskie,  Holadyn, Budniki, Grochowiska, Opalin, Huszcza. Następnie rozpoznać kierunek południowy, południowo-zachodni i południowowschodni z miejscowościami: Luboml, Jagodzin, Rymacze, Bereźce, Zamłynie, nawiązać łączność z tamtejszymi bazami i konspiracją oraz z oddziałami dywizji, które pozostały w lasach zamłyńskich. Batalion miał także przygotować trasę przemarszu oddziałów dywizji do rejonu lasów zamłyńskich, zapewniając przewodników na trzech lub więcej marszrutach. Wymarsz batalionu na wykonanie zadania - po otrzymaniu danych z rozpoznania I/50 pp. III/50 pp oraz II/43 pp miały pozostać w dotychczasowych rejonach w lasach szackich, w gotowości do wymarszu za trzy - cztery dni. W końcowej części rozkazu dowódca zgrupowania „Gromada” nakazywał oddziałom unikania związania się walką z nieprzyjacielem. W wypadku silnego naporu przeciwnika zezwalał na zmianę miejsca postoju, zobowiązując do natychmiastowego meldowania o zmianie. Przejście za linię frontu, a także za Bug, mogło nastąpić jako ostateczność wymuszona przez nieprzyjaciela lub na wyraźny rozkaz dowódcy zgrupowania. Po ewentualnym przejściu za front obowiązywał dawny rozkaz zbiórki w rejonie jeziora i miejscowości Police na południowy wschód od Kamienia Koszyrskiego. Miejsce postoju dowódcy „Gromady” - przy III/50 pp. Łączność z oddziałami wykonującymi zadania miała zapewnić dywizyjna kompania łączności przez wysunięte składnice meldunkowe. Zgodnie z powyższym rozkazem wieczorem 10 maja wyruszył z lasów szackich I/50 pp „Sokoła” i w nocy z 10 na 11 maja osiągnął północny skraj lasów kruszynieckich w rejonie koty 165 i skrzyżowania drogi leśnej z kolejką wąskotorową (6 km na południe od miejscowości Butmer). Z tego rejonu dowódca batalionu por. Michał Fijałka „Sokół” wysłał trzy patrole rozpoznawcze: do lasów smolarskich, na południe do rejonu Nudyże-Mielniki i w kierunku na Sukacze, Stara Huta. Maszerujac całością sił w kierunku południowym batalion natknął się we wsi Kryszyniec na silny oddział niemiecki. Dysponując znaczna przewaga ogniową Niemcy nie dali się wyrzucić ze wsi. Po gwałtownej wymianie ognia batalion pod naporem nieprzyjaciela wycofał się wzdłuż drogi leśnej, biegnącej z miejscowości Nudyże-Mielniki na północ, na skraj lasu w rejonie koty 163, gdzie zorganizował obronę. Na pozycje obronne batalionu, z Lubochin przez Dubańsk wyszło nowe natarcie przeciwnika wspierane dwoma czołgami. Po całodziennej walce batalion wycofał się na północ w głąb lasu, gdzie zajął stanowiska obronne. Niemcy nie atakowali nowych pozycji batalionu i o zmroku wycofali się do swoich garnizonów.66 Wysłany patrol do lasów smolarskich stwierdził, że okoliczne wioski przy szosie Luboml - Szack jak Holadyn, Hupały, Własiuki są zajęte przez Niemców. Także patrole wysłane w kierunku południowym na Nudyże-Mielniki i w kierunku południowo - wschodnim na Sukacze, Stara Huta stwierdziły w tych miejscowościach obecność silnych oddziałów niemieckich. Zaobserwowano również, że oddziały niemieckie w dzień wychodzą w teren i obsadzają miejscowości położone na południe od lasów szackich, a na noc wracają do swoich garnizonów. Wzmożony ruch jednostek niemieckich i węgierskich świadczył o postępującej koncentracji sił nieprzyjaciela w tym obszarze. W tej sytuacji I/50 pp wycofał się na północ i 13 maja powrócił do lasów szackich. Mimo niepomyślnych wyników działań rozpoznawczych I/50 pp „Sokoła” w dniach 10-13 maja, dowódca zgrupowania „Gromada” wysłał 14 maja w kierunku południowo - zachodnim wzmocniony patrol w sile plutonu z I/43 pp „Korda” pod dowództwem ppor. Tadeusza Swędrowskiego ps. „Błyskawica”, „Litawor”, z zadaniem rozpoznania trasy przemarszu do rejonu lasów zamłyńskich. Patrol dotarł do szosy Szack - Luboml między miejscowością Zgorany i Kuśnicze. W drodze powrotnej wpadł w zasadzkę szwadronu własowców w rejonie wsi Kruszyniec, ale dzięki przytomności dowódcy patrolu, oddział wyszedł z tego zwycięsko. Błyskawiczny atak na skrzydło szwadronu własowców miał powodzenie. Nieprzyjaciel poniósł dotkliwe straty wynoszące 10 zabitych, 4 wziętych do niewoli, a reszta uległa rozproszeniu. Zdobyto 1 ckm i 1 moździerz.67 14 maja dowódca zgrupowania „Gromada” wysłał również siedmioosobowy patrol składający się z ochotników 2 kompanii I/50 pp do rejonu lasów smolarskich. Zadaniem patrolu było rozpoznanie  marszruty biegnącej po niedawnej trasie przemarszu oddziałów dywizji. Patrol maszerując przez Wilicę o świcie następnego dnia dotarł w pobliże wsi Kruszyniec i po dziennym odpoczynku wyruszył forsownym marszem na zachód. Po przekroczeniu szosy Luboml - Szack patrol ominął wieś Pereszpę i osiągnął rejon lasów smolarskich, gdzie spotkał oddział partyzantki sowieckiej. Po odpoczynku wyruszyli w drogę powrotną, zabierając z sobą grupę około 30 żołnierzy polskich, którzy przy wyjściu z okrążenia ulegli rozproszeniu. Maszerując po tej samej trasie, rano 18 maja patrol powrócił do miejsca postoju I/50 pp. Z uzyskanych informacji wynikało, że wszystkie miejscowości na rozpoznawanej trasie obsadzone są przez znaczne siły nieprzyjaciela.68 O wynikach podejmowanych prób w celu rozśrodkowania oddziałów dywizji mjr „Żegota” meldował w depeszy do komendanta głównego AK: „W czasie próby rozrzucenia naszych oddz.[iałów] doszło w lasach płn. i zach. Krymno do 5 potyczek. Straty własne: 3 zabitych i 1 ranny. Straty npla: 22 zabitych Kozaków, około 30 poległych Niemców, w tym 1 oficer. Zdobyto moździerz, ckm, kb, 4 jeńców. Z zeznań wynika - Dtwo 56 panc.[ernego] korp.[usu] m. Głowno, dtwa dywizji - m. Nudyże i Luboml, sztab armii - Brześć. Numerów dywizji nie stwierdzono. W m. Nudyże dyw.[izja] zmot.[oryzowana], w Lubomlu prawdopodobnie bat. I SD.”69 Przewidując ewentualne wyjście z lasów szackich, dowódca dywizji mjr Sztumberk- Rychter „Żegota” wysłał 12 maja 1944 r. patrol rozpoznawczy w kierunku północno - wschodnim, w celu obserwacji ruchu Niemców na szosie Kowel, Ratno, Brześć. Chodziło o ustalenie, czy nie ma oznak przesuwania się linii frontu na zachód, a także o wybór trasy marszu oddziałów dywizji w kierunku wschodnim. Patrolem dowodził por. Marek Szymański „Czarny” z warszawskiej kompanii saperów, a w skład patrolu wchodził pluton piechoty, sekcja zwiadowców i drużyna żandarmerii. Po wykonaniu zadania patrol 15 maja wrócił do bazy, nie stwierdzając wzmożonego ruchu wojsk nieprzyjaciela. O wynikach rozpoznania dowódca dywizji depeszował do Komendy Głównej AK: „Powrócił patrol wysłany z mego m.p. do traktu Dywin - Ratno dla stwierdzenia linii frontu. Tor Brześć - Kowel i szosę przeszedł łatwo. Niemcy umocnieni wzdłuż Prypeci i Wyżewki. Front silnie zagęszczony. Jednostek npla nie rozpoznano.”70 Prowadzone na szeroką skalę przez wydzielone oddziały 27 WDP AK działania rozpoznawcze potwierdziły posiadane informacje o tym, że obszar na południe od lasów szackich, między Wyżewką i Bugiem nasycony jest jednostkami niemieckimi i węgierskimi. Jednostki te stacjonowały we wszystkich większych miejscowościach, a taktyka ich działania polegała m.in. na zajmowaniu w dzień miejscowości położonych wokół lasów szackich, co ograniczało działanie polskich patroli żywnościowych w tym rejonie. Zauważona postępująca koncentracja jednostek nieprzyjaciela wskazywała na czynione przez niego przygotowania do szeroko zakrojonej akcji na lasy szackie w celu likwidacji stacjonujących tam polskich i sowieckich oddziałów partyzanckich. Potwierdzenie podjętych przez przeciwnika przedsięwzięć znajdujemy w meldunkach niemieckich z tego okresu.71 W początkowym okresie pobytu dywizji w lasach szackich dokonano szereg zmian organizacyjnych w obsadzie dowódczych stanowisk oraz w składzie oddziałów dywizji. Pełnienie obowiązków szefa sztabu dywizji powierzono kpt. Tadeuszowi Klimowskiemu „Ostoi”. Dowódcą dywizyjnej kompanii łączności został ppor. Wincenty Lempart „Wichura”, a dotychczasowego dowódcę ppor. Józefa Figórskiego „Szymona” przeniesiono do sztabu na stanowisko oficera łączności. Do I/45 pp włączono warszawską kompanię saperów, jako 3 kompanię. Kompanię z II/50 pp „Jastrzębia” pod dowództwem por. Hieronima Kity „Wira” podporządkowano I/43 pp „Korda”. Dowództwo II/43 pp objął kpt. Jan Józefczak „Hruby”, a III/50 pp - por. Marek Lachowicz „Bratek”. Do I/23 pp „Zająca” przydzielono kompanię ppor. Szczepana Jasińskiego „Czesława” z II/23 pp „Lecha”. Dowództwo I/24 pp „Łuna” powierzono por. Józefowi Malinowskiemu „Ćwikowi”, przydzielając jednocześnie do batalionu samodzielną kompanię 23 pp pod dowództwem ppor. Jeremiego Witkowskiego „Sokoła II”. Ponieważ kwatermistrzostwo dywizji pozostało w okrążeniu w lasach mosurskich, zaopatrzenie oddziałów przejęły poszczególne bataliony, którym przydzielono odpowiednie środki pieniężne. Bataliony przejęły również zabezpieczenie medyczne. Po utracie szpitala, przy dywizji pozostali tylko lekarze: por. Grzegorz Fedorowski „Gryf”, Jan Matulewicz „Sęp” oraz Edward Krotkiewicz „Sfinks”. Służbę duszpasterską sprawowali księża kapelani: kpt. ks. Antoni Piotrowski „Prawdzic” oraz kpt. ks. Antoni Dąbrowski „Rafał”. W wyniku przeprowadzonej reorganizacji ustalono jednoznacznie zależności i podporządkowania poszczególnych osób funkcyjnych i oddziałów, naruszone po przebiciu się z okrążenia. Oto pełna obsada personalna 27 WDP AK od 12 maja 1944 r. (po reorganizacji):72 Dowództwo dywizji:

Dowódca dywizji (p.o.) - mjr Tadeusz Sztumberk-Rychter „Żegota” Sztab dywizji: Szef sztabu (p.o.) - kpt. Tadeusz Klimowski „Ostoja” Oficer ordynansowy - ppor. Edward Krasucki „Zołza” Oficer operacyjny - vacat Oficer informacji - ppor. Franciszek Krawczak „śeliwo” Oficer łączności - ppor. Józef Figórski „Szymon”

Kwatermistrzostwo - pozostało w okrążeniu w rejonie lasów mosurskich. Zadania kwatermistrzostwa przejęły poszczególne bataliony.

Służba zdrowia - szpital wraz z personelem medycznym i rannymi pozostał w okrążeniu w lasach mosurskich. Z dywizją wyszło z okrążenia trzech lekarzy:

por. Grzegorz Fedorowski „Gryf”, Jan Matulewicz „Sęp” i Edward Krotkiewicz „Sfinks”.

Służba duszpasterska - ks. kpt. Antoni Piotrowski „Prawdzic” i ks. kpt. Antoni Dąbrowski „Rafał”. Samodzielne pododdziały dywizji:

Pluton żandarmerii - dowódca ppor. Franciszek Krawczak „śeliwo”.

 Kompania łączności - dowódca ppor. Wincenty Lempart „Wichura”.

 Oddział dyspozycyjny dowódcy dywizji:

 I batalion 45 pp - dowódca por. Franciszek Pukacki „Gzyms”

 - 1 kompania - dowódca ppor. Feliks Szczepaniak „Słucki”

 - 2 kompania - dowódca ppor. Tadeusz Kordas „Kurzawa”

- 3 kompania (warszawska kompania saperów) - dowódca por. Zdzisław Zołociński „Piotr”.

 Zgrupowanie „Gromada”:

 Dowódca zgrupowania - mjr Jan Szatowski „Kowal”

Adiutant - por. Mścisław Sławomirski „Prawdzic”

I batalion 50 pp - dowódca por. Michał Fijałka „Sokół”

- 1 kompania - dowódca por. Stanisław Kądzielawa „Kania” -

 2 kompania - dowódca por. Zbigniew Ścibor-Rylski „Motyl”

 III batalion 50 pp - dowódca por. Marek Lachowicz „Bratek”

- 1 kompania - dowódca ppor. Marian Moczulski „Jaszczur”

- 2 kompania - dowódca ppor. Stanisław Mróz „Borsuk”

 I batalion 43 pp - dowódca por. Kazimierz Filipowicz „Kord”

 - 1 kompania - dowódca ppor. Ryszard Markiewicz „Mohort”

- 2 kompania - dowódca por. Hieronim Kita „Wir” (kompania z II/50 pp)

 II batalion 43 pp - dowódca kpt. Jan Józefczak „Hruby”

 - 1 kompania - dowódca ppor. Wilhelmi Skomorowski „Wilczur”

- 2 kompania - dowódca por. Kazimierz Lenczewski „Strzemieńczyk”.

Zgrupowanie „Osnowa”:

 Dowódca zgrupowania - kpt. Kazimierz Rzaniak „Garda”

 I batalion 23 pp - dowódca por. Zygmunt Górka-Grabowski „Zając”

- 1 kompania - dowódca ppor. Władysław Cieśliński „Piotruś”

- 2 kompania - dowódca ppor. Bronisław Bydychaj „Czech”

 - 3 kompania - dowódca ppor. Szczepan Jasiński „Czesław” (komp. z II/23 pp)

 I batalion 24 pp „Łuna” - dowódca por. Józef Malinowski „Ćwik”

- adiutant - ppor. Michał Bubiłko „Wilk”

 - 1 kompania - dowódca ppor. Władysław Anuszkiewicz „Samson”

- 2 kompania - dowódca ppor. Jeremi Witkowski „Sokół II”.

  Bój pod Hutą Ratneńską

 Trudności aprowizacyjne oddziałów dywizji pogłębiały się z dnia na dzień. Małe patrole żywnościowe nie były w stanie zdobyć wystarczającej żywności dla oddziałów. Były natomiast narażone na zagarnięcie lub zniszczenie przez nieprzyjaciela, który coraz bardziej ograniczał swobodę ruchu wokół lasów szackich, obsadzając wojskiem okoliczne miejscowości. O trudnej sytuacji oddziałów dywizji mjr „Żegota” meldował dowódcy AK: „Niemcy zablokowali nas w kompleksie leśnym. Chcą nas wygłodzić. Ruszać się stąd nie mam gdzie. Nasze rozpoznania mają stałe potyczki. 17 maja zdobyliśmy ckm i kilkanaście kb, kilkanaście tysięcy amunicji węgierskiej i rosyjskiej, amunicję do granatnika, 6 wozów taboru.”73 Poszukując rozwiązania tego problemu, dowódca zgrupowania „Gromada” zorganizował silny patrol, który byłby w stanie głębiej przeniknąć w przyległy teren w poszukiwaniu żywności, a jednocześnie w razie zagrożenia mógłby się przeciwstawić większemu oddziałowi nieprzyjaciela. Patrol składał się z wydzielonych z poszczególnych kompanii ludzi, i pod dowództwem

por. Stanisława Kędzielawy „Kani” 13 maja wyruszył w kierunku pobliskiej miejscowości Mielniki i rozrzuconych w terenie chutorów. Plonem całonocnej wyprawy było zarekwirowanie kilku owiec i baranów, trochę kiszonej kapusty i kilka bochenków chleba, za co zapłacono gospodarzom dolarami. Nie mogło to oczywiście zaspokoić potrzeb oddziałów na dłuższy czas. Kilka dni po tej wyprawie dowódca dywizji polecił por. Zygmuntowi Górce-Grabowskiemu „Zającowi” podjęcie kolejnej próby zdobycia żywności, tym razem w zajętej przez Niemców Hucie Ratneńskiej. Z żołnierzy 1 kompanii I/23 pp oraz 2 kompanii I/24 pp zorganizowano grupę uderzeniową pod dowództwem por. Górki-Grabowskiego „Zająca”. Wieczorem 18 maja grupa wyruszyła w kierunku północnym osiągając skraj lasu rozciągającego się bezpośrednio przed miejscowością, a następnie maszerując na wschód wyszła na pierwsze zabudowania Huty Ratneńskiej. Nocny atak na załogę niemiecką znajdującą się w zabudowaniach położonych na skraju miejscowości był całkowitym zaskoczeniem. Niemcy zaatakowani jednocześnie ze wszystkich stron stawiali słaby opór. W miarę rozwijania natarcia w głąb miejscowości opór przeciwnika narastał. W ciemnościach nocy nastąpiło wymieszanie się Polaków i Niemców, dochodziło do walki wręcz. Dowódca grupy oceniając, że wytworzyła się niekorzystna dla oddziału sytuacja, i w tych warunkach nie będzie możliwe zdobycie większej ilości żywności, nakazał odwrót. Wycofując się ze wsi w stronę lasu, oddział został ostrzelany z broni maszynowej w rejonie wzgórza 166,2. Było to zaskoczeniem dla polskiego oddziału. Niemcy bowiem obsadzając to niewielkie wzniesienie między wsią i lasem zamykali ogniem ckm drogę odwrotu polskiemu oddziałowi. Podejmowany dwukrotnie atak na stanowiska niemieckie na wzgórzu nie powiódł się. Niemcy utrzymali swoje pozycje i zmusili oddział polski do ominięcia szerokim łukiem bronionego wzgórza. Rano 19 maja oddział powrócił do swojego miejsca postoju. Akcja przeprowadzona na Hutę Ratneńską nie przyniosła oczekiwanego rezultatu. Mjr „Żegota” meldował do Centrali: „W nocy z 18 na 19 maja uderzyłem na Hutę Ratneńską dla zdobycia żywności. żywności nie zdobyto, natomiast ckm, 2 moździerze, 2 rkm, kb. Mam 2 zabitych, w tym jeden oficer, 8 rannych. W obozie  kilka wypadków tyfusu, przy całkowitym braku środków san.[itarnych], nie można opanować wzrostu.”

 Wyjście z okrążenia w lasach szackich

Od połowy maja pierścień niemiecki wokół lasów szackich, w których stacjonowała 27 WDP AK i zgrupowania sowieckich oddziałów partyzanckich, coraz bardziej zacieśniał się. 75 Lotnictwo niemieckie nieustannie prowadziło loty rozpoznawcze nad kompleksem leśnym, ostrzeliwując z broni pokładowej i bombardując zauważone rejony rozmieszczenia oddziałów. 18 maja 1944 r. Niemcy przeprowadzili rozpoznanie siłami batalionu piechoty z kierunku Mielnik wzdłuż drogi prowadzącej do Huty Ratneńskiej. Oddział niemiecki wyszedł na wysunięte pozycje obronne 2 kompanii I/50 pp. Po krótkiej wymianie ognia kompania wycofała się w głąb lasu, ale Niemcy nie kontynuowali dalszego marszu. Z rejonu Szacka przez cały dzień 18 maja Niemcy atakowali także stanowiska obronne oddziałów płk. Iwanowa, a z rejonu Huty Ratneńskiej - oddziały płk. Bujnowa. Oznaczało to rozpoczęcie w najbliższym czasie szerszych działań przeciwko oddziałom partyzanckim znajdujących się w lasach szackich. Wieczorem 18 maja, na odprawie dowódców zgrupowań, ustalono wspólną linię obrony, wyznaczając dla poszczególnych oddziałów nowe odcinki. Kierunek wyprowadzający z Mielnik zamykał jeden szwadron ze zgrupowania płk. Iwanowa. Na lewo od niego zajęły stanowiska obronne II/43 pp i III/50 pp z zadaniem niedopuszczenia do przerwania się przeciwnika z kierunku Szacka i Kropiwnik. Zgrupowanie Bujnowa broniło kierunku wyprowadzającego z Zabłocia, mając na swoim prawym skrzydle jeden szwadron ze zgrupowania Iwanowa. Zgrupowanie „Osnowa” organizowało obronę od strony Huty Ratneńskiej. Odwód stanowiły: I/50 pp i I/43 pp oraz większość sił ze zgrupowania Iwanowa. Przy sztabie dywizji pozostawał I/45 pp. Dzień 19 maja upłynął na przygotowaniu stanowisk obronnych i działaniu nielicznych patroli rozpoznawczych z obu stron. Następnego dnia działanie patroli rozpoznawczych przeciwnika nasiliło się i objęło wszystkie odcinki obrony. Dochodziło do ostrej wymiany ognia, po czym artyleria niemiecka ostrzeliwała pozycje broniących się oddziałów. Lotnictwo niemieckie kilkakrotnie bombardowało i ostrzeliwało z broni pokładowej poszczególne partie lasu. Na przedpolu zaobserwowano działanie patroli niemieckich w ubraniach gumowych, rozpoznających przejścia przez teren bagnisty. Pośpiesznie budowano także dojazdy przez tereny bagienne. Wszystko to świadczyło o przygotowaniach przeciwnika do decydującego uderzenia na zgrupowane oddziały partyzanckie. O świcie 21 maja, wspierane czołgami i ogniem artylerii, ruszyło niemieckie natarcie na lasy szackie jednocześnie z kilku kierunków: od strony Mielnik przeciwnik zaatakował szwadron ze zgrupowania Iwanowa; z Szacka wyszło uderzenie na II/43 pp i III/50 pp; z Kropiwnik nieprzyjaciel uderzył na szwadron ze zgrupowania Iwanowa zajmujący stanowiska na lewo od II/50 pp; z kierunku Zabłocia nieprzyjaciel rozwinął natarcie na stanowiska zgrupowania Bujnowa; z Huty Ratneńskiej Niemcy uderzyli na pozycje obronne I/23 pp i I/24 pp. Walka rozgorzała na całej linii obrony polskich i sowieckich oddziałów, i z upływem czasu przybierała na sile. Już w początkowej fazie walki zaszły nieprzewidziane wydarzenia. Okazało się, że w nocy z 20 na 21 maja zgrupowanie sowieckiej partyzantki Bujnowa opuściło zajmowane stanowiska obronne bez uprzedzenia o tym płk. Iwanowa i dowództwa 27 WDP AK, udając się w nieznanym kierunku. W wytworzoną lukę płk Iwanow skierował dwa swoje szwadrony przedłużając linię obrony na lewym skrzydle III/50 pp. Uderzenia przeciwnika nie wytrzymał szwadron ze zgrupowania Iwanowa broniący kierunku od strony Mielnik. Niemcy, wiążąc szwadron ogniem od czoła, trzema czołgami dokonali obejścia przez mostek na kanale i uderzyli w prawe skrzydło oddziału, rozbijając go całkowicie. W ten sposób na prawym skrzydle obrony wytworzyła się niezwykle groźna sytuacja. Przeciwnik mógł łatwo przeniknąć na tyły broniących się II/43 pp i III/50 pp. Dowódca zgrupowania „Gromady” rozkazał wycofać oba bataliony w głąb lasu na nowe stanowiska. Jednocześnie dla osłony prawego skrzydła obrony skierował I/50 pp i I/43 pp, co pozwoliło opanować zaistniałą niekorzystną sytuację. Na nowe pozycje obronne wycofał się także szwadron ze zgrupowania Iwanowa zajmujący obronę na lewym skrzydle III/50 pp. Na pozycje I/23 pp i 24 pp także wyszło silne natarcie piechoty niemieckiej wspierane ogniem artylerii. Pierwszy napór nieprzyjaciela został powstrzymany. Po kilkugodzinnej walce, pod naporem atakujących czołgów, oddziały „Osnowy” zmuszone zostały do wycofania się w głąb lasu. Przejście oddziałów na nowe stanowiska i skrócenie w ten sposób linii obrony pozwoliło opanować trudną sytuację. Na całej długości poprzednio zajmowanej linii obrony palił się las, tworząc swoistą zasłonę dymną, za którą posuwał się przeciwnik. Ale jego oddziały nie wyszły przed przesuwający się wał dymu i ognia. Zmęczone walką oddziały polskie mogły trochę odpocząć i przygotować się do dalszych działań. Na froncie zapanowała denerwująca cisza, nie pozwalająca przewidzieć zamiary nieprzyjaciela. Po krótkiej przerwie bój rozgorzał od nowa. Niemcy podciągnęli odwody i z nowymi siłami uderzyli na II/43 pp, koncentrując potężny ogień na małym stosunkowo odcinku, bronionym przez 1 kompanię. Do walki włączyła się z lewego skrzydła 2 kompania odrzucając nacierających Niemców. Na innych odcinkach nieprzyjaciel także ponowił atak, wprowadzając do walki czołgi. Wobec zdecydowanej przewagi technicznej i ogniowej przeciwnika oddziały dywizji nie podjęły dalszej walki, i na rozkaz dowódców wycofały się do północnej części lasów szackich. Do tego rejonu przybyły także szwadrony zgrupowania płk. Iwanowa. Nadeszła noc a wraz z nią ustały walki, bowiem Niemcy obawiali się prowadzenia działań nocnych w lesie. W wyniku przeprowadzonej operacji, w której zaangażowano znaczne siły piechoty, artylerii, czołgów i lotnictwa Niemcy zepchnęli oddziały 27 WDP AK i oddziały sowieckie płk. Iwanowa do północnej części lasów na obszar o powierzchni około 4 km kw. Po stoczonych walkach Niemcy nie wycofali się z lasów szackich lecz pozostali na zajętych pozycjach. Z siły niemieckiego uderzenia oraz przebiegu dotychczasowych walk wynikało niezbicie, że następny dzień może przynieść nieuchronną zagładę. Wyjściem z tej sytuacji mogło być tylko przebicie się poza pierścień okrążenia, wykorzystując nadchodzącą noc. Jedyny niezablokowany kierunek prowadził na północny wschód przez Błota Horodziatyna i Błota Zachwoinowo. Niemcy nie zamknęli go, bowiem nie przypuszczali, że tak rozległe i głębokie bagna w okresie roztopów wiosennych są możliwe do przebycia.76 Wieczorem 21 maja, na odprawie u dowódcy 27 WDP AK, w której uczestniczyli: mjr „Kowal”, kpt. „Garda”, kpt. „Ostoja” i płk Iwanow oceniono, że dalsze prowadzenie walki przez tak dużą jednostkę na bezpośrednim zapleczu frontu niemieckiego, przy braku zaopatrzenia, jest niemożliwe. Ponieważ nie było zezwolenia na opuszczenie Wołynia, postanowiono przejść za front na stronę sowiecką, gdzie według uprzednich wstępnych ustaleń dywizja miała być przezbrojona. Zdecydowano przebijać się z okrążenia w kierunku północno-wschodnim do rejonu Dywina, skąd miało nastąpić sforsowanie Prypeci (wzdłuż której biegła linia frontu niemieckosowieckiego), a następnie odskok do rejonu Police położonego na południowy wschód od Kamienia Koszyrskiego. Dywizja miała przebijać się w trzech kolumnach i na trzech kierunkach. Pierwszą z nich stanowiła kolumna sztabowa, którą dowodził mjr „Żegota”, składająca się z I/45 pp, kompanii łączności oraz pododdziałów pomocniczych. Liczyła ona około 930 ludzi i miała przebijać się początkowo w kierunku zachodnim a po wyjściu poza pierścień okrążenia, w kierunku północno-wschodnim. W skład drugiej kolumny pod dowództwem mjr. „Kowala” wchodziły: I/50 pp, III/50 pp, I/43 pp, II/43 pp oraz pododdziały pomocnicze. Kolumna liczyła około 1700 ludzi i miała przebijać się przez Błota Horodziatyna w kierunku północno-wschodnim. Trzecią kolumnę pod dowództwem kpt. „Gardy” tworzyły: I/23 pp, I/24 pp, pododdziały pomocnicze oraz sowiecki oddział partyzancki kpt. Ormianina. W sumie kolumna liczyła około 750 ludzi. W pierwszej fazie kolumna miała przebijać się na południe, a następnie pokonując Błota Zachwoinowo - w kierunku północnowschodnim. Oddziały sowieckie tworzące zgrupowanie płk. Iwanowa miały przebijać się w kierunku zachodnim przez bagna na północ od miejscowości Mielniki. Po zapadnięciu zmroku poszczególne kolumny wyruszyły na wyznaczone dla nich trasy. Kolumna sztabowa mjr. „Żegoty” skierowała się na zachód i pokonując rozległe bagna o świcie 22 maja osiągnęła piaszczysty brzeg w pobliżu wsi Podszumy. Na terenie tym napotkano liczne okopy ciągnące się wzdłuż bagien. Okazało się, że okopy zostały opuszczone przez nieprzyjaciela przed 2-3 godzinami. Po krótkim odpoczynku kolumna ruszyła dalej i mijając wieś Kuniszcze weszła do lasu w pobliżu majątku Orzechowo. Tu zatrzymano się na odpoczynek i całodzienny postój. Kolumna dowodzona przez mjr. „Kowala”, w ugrupowaniu marszowym: I/50 pp, II/43 pp, III/50 pp, I/43 pp i pozostałe pododdziały, doszła lasem do bagiennego rozlewiska Błoto Horodziatyna i skierowała się wzdłuż bagien w kierunku północnowschodnim. Była to najliczniejsza kolumna spośród trzech kolumn dywizji, i wejście tak dużej grupy na rozlewisko wywołało bulgot i szum wody. Zaalarmowało to Niemców będących na stanowiskach wzdłuż brzegów bagna, którzy oświetlając rakietami teren ostrzelali z moździerzy i broni maszynowej maszerującą kolumnę. Ogień niemiecki nie był celny, bowiem mimo oświetlenia rakietami Niemcy nie mogli dojrzeć ludzi wśród kęp traw bagiennych; ogień prowadzili kierując się tylko odgłosami dochodzącymi do nich z bagien. Po kilkugodzinnym marszu kolumna pokonała najtrudniejszy i najdłuższy odcinek bagien oraz płynący przez nie kanał, i pod osłoną wznoszących się bagiennych oparów i mgły, weszła na pokrytą gęstymi zaroślami wyspę w pobliżu wsi Perowy. Dowódca zgrupowania zatrzymał oddziały na całodzienny postój, dając wyczerpanym i przemoczonym żołnierzom czas na wypoczynek. Kolumna pod dowództwem kpt. „Gardy” rozpoczęła początkowo marsz w kierunku wschodnim i po przejściu około 2 km skierowała

się na południe pokonując rozległe bagna, po czym skierowała się znów na wschód. O świcie 22 maja kolumna weszła w kompleks lasów zabłockich i zatrzymała się na dzienny postój za uroczyskiem Kruhłe (około 8 km na południowy wschód od Huty Ratneńskiej i około 10 km na południowy zachód od Zabłocia). W ten sposób w ciągu nocy z 21 na 22 maja 1944 r. oddziały 27 WDP AK wyszły poza pierścień okrążenia, pokonując rozległe bagna nieobsadzone przez nieprzyjaciela. Widocznie uznano, że teren ten w okresie wiosennych roztopów jest nie do przebycia. Wyjście z okrążenia odbyło się bez większych strat. Jedynie ze zgrupowania mjr. „Kowala” na bagnach zginęło kilkunastu rannych. Oddziały zatrzymały się w osiągniętych rejonach na całodzienny odpoczynek w odległości około 7-8 km od poprzedniego rejonu. Odległość powyższą, przechodząc przez bagna i moczary, pokonali nadludzkim wprost wysiłkiem w ciągu 6-7 godzin. Ukryci w lesie i bagiennych zaroślach, usłyszeli o świcie potężną kanonadę dochodzącą z lasów szackich. To Niemcy, prowadząc gwałtowny ogień ze wszystkich rodzajów broni i przy wsparciu lotniczym, rozpoczęli natarcie na rejon opuszczony w nocy przez oddziały dywizji. W ciągu trwającej przeszło dwie godziny nawały ogniowej nie zorientowali się, że atakują w próżnię. O działaniach powyższych i likwidacji kotła meldunki niemieckie podawały nieprawdziwe dane, podnosząc rezultaty przeprowadzonej akcji do rangi zwycięstwa na wielką skalę. 77 Kolumna sztabowa mjr. „Żegoty”, po dziennym odpoczynku w rejonie folwarku Orzechowo, o zmierzchu 22 maja skierowała się na północ. Po minięciu miejscowości Orzechowo napotkano bagna, które pokonywano z wielkim trudem. Marsz w tym bagnistym terenie był bardzo wolny, stąd też świt 23 maja zastał oddział w niewielkiej odległości od poprzedniego rejonu. Osiągnąwszy twardy grunt pośpiesznie ominięto miejscowość Ołtusz i zatrzymano się na postój w pobliskim lesie. Stąd mjr. „Żegota” nadał meldunek do Komendanta Głównego AK następującej treści: „(...) W wyniku operacji Niemców przeciwko nam, po trzydniowych walkach przebiliśmy się trzema kolumnami przez zamykający nas pierścień. Niemcy użyli około dwóch dywizji. Przebijająca się jako czwarta kolumna sow[ieckiego] o[ddziału] p[artyzanckiego] Iwanowa została rozbita w rej[onie] jeziora Orzechowskiego. Moje m.p. przy jednej z kolumn 18 km wschód Małoryta. Wszystkie większe oddziały partyzanckie znajdują się obecnie na terenie K.O. Kwadry. Proszę o kontakty Kwadra i Małoryta bardzo pilnie. Teraz (...) wykonuję próbę przebicia się za front między Piną a Prypecią. Jeżeli się nie uda, zmuszony będę przejść za Bug (...)”.78 Do marszu w kierunku frontu nie doszło. W międzyczasie p.o. dowódcy 27 WDP AK mjr „Żegota” otrzymał od Komendanta Głównego AK następujący rozkaz: „Konopie. Na Wasz 778/KO rozkazuję Wam wycofać się na teren Lnu, nie czekając na przypuszczalną ofensywę sowiecką ani na pomoc w zaopatrzeniu, której w obecnym Waszym położeniu udzielić Wam nie mogę. Na terenie Lnu przeprowadzicie reorganizację i uzupełnienie materiałowe Waszych oddziałów, po czym użyci będziecie zależnie od sytuacji. Na terenie Lnu wejdziecie pod rozkazy Kmdta Lnu, któremu równocześnie wydaję rozkaz przyjęcia Was na swoim terenie i dążenia do ściągnięcia części Waszych oddziałów z rej. Zamłynie. Kmdtowi Lnu podporządkowałem dostępne dlań tereny Konopi. Znicz.”79 W godzinach popołudniowych 23 maja 1944 r. kolumna sztabowa podjęła dalszy marsz, ale już po zmienionej marszrucie, kierując się na zachód. Po przekroczeniu szosy Piszcz - Małoryta droga prowadziła przez Czapelkę i Halówkę do Chmielówki. Tu w pobliskim lesie zatrzymano się na odpoczynek. Pozostałe dwie kolumny nie udało się zawrócić. Wysłane do nich patrole konne nie zdołały je odszukać wśród bagnistych lasów poleskich. 24 maja 1944 r., na zbiórce wszystkich pododdziałów wchodzących w skład kolumny sztabowej, podano do wiadomości, że oddział maszeruje za Bug. Jednocześnie ogłoszono, że ci którzy nie wytrzymują trudów tego marszu mogą odejść. Chętnych do opuszczenia szeregów oddziału było niewielu. Po pozostawieniu broni i oporządzenia udali się oni w kierunku Kowla. Zaraz po zbiórce kolumna wyruszyła w kierunku północnym, do kompleksu lasów miedniańskich i zatrzymała się w obozie opuszczonym przez partyzantów sowieckich. Znajdowały się tam ziemianki zbudowane przez oddział partyzancki kpt. Kotkowa. Cały dzień 25 i połowę 26 maja poświęcono na porządkowanie oddziału i przygotowania do marszu. Zwolniono do domu dalszych 40 ludzi, którzy nie chcieli lub nie mogli podjąć trudów dalszej walki. Z pozostałymi kolumnami w dalszym ciągu nie było łączności. W tej sytuacji mjr „Żegota” zdecydował się nie czekać na pozostałe kolumny lecz przejść kolumną sztabową za Bug i przygotować na terenie Lubelszczyzny warunki dla pozostałych oddziałów dywizji, gdyby nie udało się im przejść przez linię frontu. O swojej decyzji mjr „Żegota” zameldował Komendantowi Głównemu AK: „Rozpoczynam przerzut oddziałów za Bug. Nakazałem koncentrację w lasach zamojskich. Pierwsze oddziały powinny dotrzeć tam około piętnastego czerwca. Staram się połapać resztę oddziałów po czym zamelduję się osobiście w Kongo.”80 Po południu 26 maja kolumna ruszyła forsownym marszem w kierunku Bugu. Przy przechodzeniu toru kolejowego Brześć - Włodawa w rejonie Dubicy natknięto się na oddział niemiecki. Wywiązała się gwałtowna wymiana ognia, w czasie której uciekli przewodnicy. Oddział zrezygnował w tym dniu z przejścia za Bug i przez Dubicę wycofał się do pobliskiego lasu. Wieczorem 27 maja ponowiono próbę przejścia na drugą stronę Bugu. Była to również próba nieudana, bowiem przewodnicy pomylili drogę, i ze względu na stratę czasu zawrócono kolumnę do poprzedniego miejsca postoju. Po nieudanych próbach przejścia za Bug całą kolumną, postanowiono przeprawiać się w dwóch grupach: pierwsza - złożona z 1 kompanii I/45 pp z mjr. „Żegotą” - w rejonie Durycz, druga - w składzie kompania saperów, 2 kompania I/45 pp, oddział łączności i żandarmerii z jeńcami węgierskimi pod dowództwem por. Zdzisława Zołocińskiego „Piotra” - w rejonie Charsy. W lasach miedniańskich miała pozostać wydzielona grupa żołnierzy z kpt. Tadeuszem Klimowskim „Ostoją” z zadaniem nawiązania łączności ze zgrupowaniami mjr. „Kowala” i kpt. „Gardy”. W nocy 29 maja 1944 r. oddział z mjr. „Żegotą” bez przeszkód przekroczył Bug w rejonie Durycze i podjął długi marsz do rejonu wsi Marianka na wysokości Włodawy.81 Druga część kolumny sztabowej pod dowództwem por. Zołocińskiego „Piotra” podjęła próbę przeprawy przez Bug w nocy z 31 maja na 1 czerwca w rejonie wsi Charsy. Po dojściu do rzeki i bezskutecznych poszukiwaniach brodu oddział wycofał się i przeszedł do wsi Huta, gdzie spotkał duży oddział partyzantki sowieckiej ze zgrupowania płk. Iwanowa. Oddział polski zatrzymał się tu na kwaterach, skąd wysyłano patrole poszukujące bezpiecznej przeprawy przez Bug. W tym czasie kolumny mjr. „Kowala” i kpt. „Gardy”, zgodnie z pierwotnymi ustaleniami, maszerowały konsekwentnie na przeprawę przez linię frontu. Kolumna kpt. „Gardy, po wyjściu poza pierścień okrążenia, 22 maja 1944 r. rozpoczęła dalszy marsz, początkowo lasem na północny wschód, a następnie na północ przez rozległe bagna Hrybino. Z wielkim trudem pokonano głębokie rozlewisko klucząc i błądząc w ciemnościach nocy, tracąc cenne godziny. Po wyjściu z bagien kolumna przekroczyła linię kolejki wąskotorowej prowadzącej z Zabłocia do lasów szackich. Tu natknięto się na placówkę niemiecką, która oświetliła teren rakietami i otworzyła ogień w kierunku maszerującej kolumny. Oddziały nie przerwały marszu, nie podjęły też walki, a przyśpieszając marsz starały się wyjść z zasięgu ognia nieprzyjaciela. Wykorzystując dukty leśne forsownym marszem o świcie 23 maja osiągnięto las przylegający do linii kolejowej Kowel - Brześć i zatrzymano się w rejonie gajówki Lipino na odpoczynek. W nocy 23 maja, w ciszy i przy zachowaniu dyscypliny marszu, przekroczono bez walki tory kolejowe i kontynuowano marsz w kierunku północno-wschodnim. O świcie 24 maja zgrupowanie kpt. „Gardy” zatrzymało się na postój w lesie na południowy zachód od jeziora Wielichowo, między uroczyskiem Zahimna a uroczyskiem Wołczy Las. Wieczorem po całodziennym odpoczynku oddział ominął jezioro Wielichowo, pozostawiając go po prawej stronie, i kierując się na wschód przeszedł przez kanał Gniły. Następnie kolumna skierowała się na północny wschód i na skraju wielkich błot Zagóra przekroczyła szosę Kowel - Brześć, nie napotykając nieprzyjaciela. Wczesnym rankiem 25 maja zgrupowanie kpt. „Gardy” osiągnęło miejscowość Popliwce. Tu spotkano oddział sowieckiej partyzantki, od którego uzyskano informacje o nieprzyjacielu i o terenie. Aby nie zdradzić zamiaru przeprawy przez linię frontu, postanowiono zmienić nieco trasę marszu, która dotychczas przebiegała równolegle do linii frontu, i odskoczyć od kanału Turskiego na północ. Dopiero stamtąd podjąć marsz do rejonu przeprawy, prostopadle do biegu Prypeci. Po zapadnięciu zmierzchu kolumna ruszyła na północ, po prawej stronie pozostawiła wieś Kortelisy, przeszła obok jeziora Lubowiel i pokonując bagna bohowickie weszła do bagnistych lasów małoryckich. Rano 26 maja 1944 r. zgrupowanie kpt. „Gardy” osiągnęło rejon wsi Horyca. Po kilku godzinach do pobliskiej wsi Borysówka przybyło zgrupowanie mjr. „Kowala”. Trasa marszu zgrupowania mjr. „Kowala” była zbliżona do drogi, jaką przebyła kolumna kpt. „Gardy”. Wieczorem 22 maja 1944 r. kolumna powyższa wyruszyła z rejonu Perowy. Z olbrzymim wysiłkiem pokonano czterokilometrowy odcinek bagien i około północy osiągnięto brzeg bagien w rejonie wsi Otczyn. Stąd wzdłuż stosunkowo suchego południowego brzegu bagien zwanych Błoto Wyr oddziały skierowały się na wschód i rano 23 maja zatrzymały się na dzienny odpoczynek na skraju dużego kompleksu leśnego, przez który przechodziła linia kolejowa Kowel - Brześć. Wysłane patrole stwierdziły, że linia kolejowa jest dobrze strzeżona przez Niemców. Wzdłuż torów znajdowały się gęsto rozmieszczone bunkry, a niemieckie patrole przed przejazdem każdego pociągu ostrzeliwały las. Po zapadnięciu zmroku podjęto marsz w stronę torów kolejowych. Przekroczenie torów odbyło się bez jednego wystrzału, podczas szalejącej burzy, która zagłuszyła odgłosy przemarszu oddziałów i osłabiła czujność Niemców. Kolumna pośpiesznym marszem podążała teraz w kierunku północno-wschodnim starając się możliwie jak najdalej odskoczyć od torów kolejowych. Następnego dnia napotkano znowu rozległe bagna, po pokonaniu których oddziały weszły do wysokopiennego lasu na południe od wsi Micherowo. Tu zatrzymano się na odpoczynek. W rejonie tym stacjonowało duże zgrupowanie partyzantki sowieckiej pod dowództwem płk. Kapłuna. Była to specjalna jednostka przeznaczona do utrzymywania łączności lotniczej z terenami za linią frontu.82 Od nich uzyskano informacje o położeniu jednostek niemieckich i węgierskich oraz przewodników. Późną nocą 24 maja zarządzono dalszy marsz. W czasie przekraczania szosy biegnącej z Kowla do Brześcia, od strony Kowla nadjechała kolumna samochodów niemieckich. Niemcy widząc przechodzącą kolumnę zatrzymali się w odległości około 400 m , nie podejmując jednak żadnej akcji. Od strony Niemców zajęły stanowiska bojowe obsługi rkm, osłaniając przechodzące przez szosę oddziały polskie. Przemarsz oddziałów trwał na oczach Niemców ponad pół godziny, ale do walki nie doszło. Przeciwnik miał respekt przed tak dużym oddziałem wojska. Po dwugodzinnym intensywnym marszu osiągnięto rejon gajówki Szczygłówka, gdzie zarządzono odpoczynek. Następnego dnia wieczorem oddziały wyruszyły przez Rybino, ominęły bagna obok miejscowości Kortelisy i skierowały się na północ na Leszkowo, Borysówkę. O świcie 26 maja I/50 pp, idący na czele kolumny, został ostrzelany na skraju bagien przez oddział niemiecki. Batalion z marszu uderzył na nieprzyjaciela, a jednocześnie na jego lewym skrzydle wszedł do akcji II/43 pp. Po krótkiej wymianie ognia Niemcy wycofali się w kierunku na Mokrany. Wkrótce kolumna osiągnęła wieś Leszkowo, a następnie Borysówkę, skąd bez walki wycofał się oddział węgierski w kierunku na Dywin. W pobliskiej miejscowości Horyce była już kolumna dowodzona przez kpt. „Gardę,” która przybyła tam kilka godzin wcześniej. Po nawiązaniu kontaktu oba zgrupowania przeszły do rejonu wsi Jaźwiniec, gdzie rozmieściły się po sąsiedzku w lesie.

  Próba przebicia się przez linię frontu na Prypeci

Zgrupowanie „Garda”, przygotowując się do marszu za linię frontu, niezwłocznie wysłało z rejonu Jaźwiniec patrol polsko-sowiecki w kierunku Prypeci w celu powiadomienia wojsk sowieckich o zamierzonym przejściu frontu przez oddziały polskie. O zmroku 26 maja za patrolem wyruszyła kolumna kpt. „Gardy”, którą prowadził przewodnik z oddziału sowieckiego. Zgrupowanie mjr. „Kowala” pozostało w rejonie Jaźwińca i miało wyruszyć w kierunku Prypeci następnej nocy. Kolumna kpt. „Gardy” maszerowała w następującym ugrupowaniu: czoło kolumny stanowił I/23 pp „Zająca”, w środku pododdziały pomocnicze i oddział sowiecki kpt. Ormianina, kolumnę zamykał I/24 pp „Łuna”. Po pokonaniu bagien i trzęsawisk zwanych Krzywym Brodem kolumna minęła wieś Kozowata i zbliżyła się do traktu Ratno - Dywin. W rejonie tym spotkano wysłany wcześniej patrol polsko-sowiecki, który nie mógł za dnia przekroczyć traktu z uwagi na duży ruch patroli niemieckich. Oznaczało to, że wojska sowieckie na Prypeci nie zostały uprzedzone o mającym nastąpić przejściu frontu przez oddziały polskie. Ale o odwrocie już nie mogło być mowy. Pomimo, że ryzyko przejścia było duże, podjęto decyzję kontynuowania marszu i przebijania się przez linię frontu. Po przejściu traktu Ratno - Dywin kolumna maszerowała na południe przez Kryszewo i Orzechowo Wielkie, po lewej stronie minęła jezioro Orzechowskie oraz miejscowość Brodziatyn, i o świcie 27 maja 1944 r. w rejonie jeziora Strybuż wyszła nad Prypeć. W lesie przylegającym do rzeki napotkano puste bunkry niemieckie i zasieki z drutu kolczastego. W ciszy minięto bunkry i oddział wyszedł na rozległą łąkę pociętą rowami melioracyjnymi oraz przegrodzoną zasiekami, oddzielającymi bunkry i okopy niemieckie od lustra wody. W momencie, kiedy żołnierze pokonywali przeszkody na drodze do rzeki, Niemcy niespodziewanie otworzyli z tyłu i boków gwałtowny ogień z broni maszynowej oraz moździerzy i artylerii. Gdy żołnierze dotarli do Prypeci, z drugiego brzegu od strony pozycji wojsk sowieckich, odezwały się serie z broni maszynowej. Strona sowiecka, nie uprzedzona o przejściu oddziałów polskich, widząc intensywny ruch na swoim przedpolu, otworzyła ogień. W ten sposób oddział polski znalazł się na otwartym zupełnie terenie pod potężnym ogniem niemieckiej i sowieckiej linii obrony. Po chwili dezorientacji i zupełnego chaosu, żołnierze skierowali ogień na niemieckie stanowiska. W międzyczasie kilku partyzantów przepłynęło na drugi brzeg Prypeci i po wyjaśnieniu zaistniałej sytuacji strona sowiecka wstrzymała ostrzeliwanie polskiego oddziału, przenosząc jednocześnie ogień swojej artylerii na pozycje niemieckie. Ale sytuacja oddziału polskiego była nadal bardzo poważna. Pod ogniem Niemców żołnierze musieli przejść ponad kilometr wzdłuż Prypeci do kładki, aby przedostać się na drugą stronę rzeki. Odbywało się to w terenie płaskim i odkrytym, nad którym górowały pozycje przeciwnika. Część żołnierzy postanowiła przepłynąć na drugą stronę, lecz nie wszystkim to się udało, bowiem rzeka była szeroka, a trudy poprzednich dni także dały znać o sobie. Większość żołnierzy, pokonując pod ogniem kolejne przeszkody, konsekwentnie podążała do kładki i po niej przedostała się na stronę sowiecką. Tu żołnierzy polskich rozbrojono i skierowano do rejonu rozmieszczenia sowieckiego batalionu odwodowego (około 1,5 km za linią frontu). Ze strefy przyfrontowej oddział udał się (już bez broni) do Maniewicz, skąd transportem samochodowym został przewieziony do Kiwerc.83 Rannych partyzantów przewieziono sanitarkami do sowieckiego szpitala polowego w Maniewiczach, a następnie umieszczono w polskim szpitalu wojskowym niedaleko Przebraża. Podczas przejścia przez Prypeć oddział kpt. „Gardy” poniósł duże straty wynoszące około 40 % stanu. Nad Prypecią zginęło około 120 ludzi, rany odniosło 114 żołnierzy.84 Tymczasem 28 maja powrócił z nad Prypeci patrol wysłany przez mjr. „Kowala”, od którego dowiedziano się o tragedii oddziału kpt. „Gardy”. W tej sytuacji dowódca zgrupowania odstąpił od zamiaru przebijania się przez linię frontu na Prypeci i postanowił przejść do kompleksu leśnego Puszczy Białowieskiej, aby dać odpoczynek wojsku i stamtąd nawiązać łączność z dowództwem dywizji. Po pozostawieniu w pobliżu wsi Doropiejewicze kilkunastu chorych i rannych żołnierzy85, kolumna mjr. „Kowala” wieczorem 29 maja 1944 r. wyruszyła w kierunku zachodnim, minęła wieś Gruszka, przekroczyła szosę Małoryta - Kobryń i przechodząc przez Kobylą Berezę oraz przedpole Wieloryty zatrzymała się w lesie za wsią Przechody. Po dziennym odpoczynku kolumna skierowała się na północny zachód i o świcie 31 maja osiągnęła las na wschód od rzeki Rita w rejonie miejscowości Antonowo, gdzie zarządzono dłuższy odpoczynek, w czasie którego zaopatrzono się w żywność i prowadzono intensywne rozpoznanie możliwości przejścia przez Muchawiec. Okazało się, że wody Muchawca są szeroko rozlane i pokonanie ich bez sprzętu przeprawowego jest niemożliwe. Wszystkie bezpieczne przejścia przez przeszkodę wodną zostały obsadzone przez silne załogi nieprzyjaciela, rozmieszczone na kolejnej linii obrony. Wobec takiego stanu rzeczy postanowiono skierować się na południe i tam szukać kontaktu z dowództwem dywizji lub sąsiednim lubelskim Okręgiem AK. W nocy z 3 na 4 czerwca 1944 r. kolumna wyruszyła w kierunku na Radwanicze, przekroczyła szosę i tor kolejowy Kowel - Brześć i rano 4 czerwca osiągnęła rejon lasu w pobliżu wsi Faustynów. Ponieważ w bliskim sąsiedztwie stwierdzono obecność Niemców, którzy prowadzili tam wyrąb lasu, po krótkim odpoczynku podjęto dalszy marsz w kierunku południowym wzdłuż traktu leśnego Brześć - Miedno, ominięto od wschodniej strony wieś Miedno, a następnie po przekroczeniu traktu prowadzącego do Małoryty skierowano się na południowy wschód, i w odległości 4 km na wschód od miejscowości Rogoźno, zatrzymano się w lesie na dłuższy odpoczynek. Przebywając w rejonie lasów miedniańskich spotkano oddział partyzantki sowieckiej kpt. Kotkowa, od którego dowiedziano się miejscu postoju części kolumny sztabowej mjr. „Żegoty”, dowodzonej przez por. Zdzisława Zołocińskiego „Piotra”, stacjonującej we wsi Huta oraz o miejscu pobytu kpt. Tadeusza Klimowskiego „Ostoji” pełniącego obowiązki szefa sztabu 27 WDP AK. 7 czerwca 1944 r. mjr „Kowal” udał się do wsi Huta, gdzie spotkał się z kpt. „Ostoją”, por. „Piotrem”, por. „Bratkiem” i ppor. „Borsukiem”. Wymieniono wiadomości o sytuacji w rejonie Brześcia i Włodawy oraz podjęto wspólne działania zmierzające do przejścia oddziałów za Bug. W ten sposób dla oddziałów 27 WDP AK zakończył się etap walk na Polesiu, trwający od trzeciej dekady kwietnia do pierwszej dekady czerwca 1944 r. W tym czasie, zamiast oczekiwanego odpoczynku po ciężkich walkach w rejonie Lubomla i Włodzimierza Wołyńskiego, oddziały dywizji nadal prowadziły ciężkie walki z nieprzyjacielem, pokonując dziesiątki kilometrów w trudnym lesisto-bagnistym terenie Polesia.

Przypisy:

49 Konopie nr 762, dn.24.4.44 r.; depesza rd. z Konopi odebr. dn. 27.4., otrzymano dn. 27.4., nr rd. centrali 102. (Archiwum Bibl. UW sygn. 3312). Podane w depeszy straty własne są zaniżone. Dowództwo dywizji nie dysponowało jeszcze w tym czasie pełnymi danymi. Podczas przebijania się poza pierścień okrążenia dywizja poniosła następujące straty: 350 żołnierzy poległych, 160 rannych, 170 dostało się do niewoli i około 1600 uległo rozproszeniu. (J. Turowski, „PoŜoga” - walki 27 Wołyńskiej Dywizji AK, 1990, s. 353 ). 50 J. Turowski, Pożoga - walki 27 Wołyńskiej Dywizji AK, Warszawa 199, s. 354 - 356.

51 J. Turowski, op.cit., s. 356.

 52 M. Fijałka, 27. Wołyńska Dywizja Piechoty AK, Warszawa 1986, s. 123.

53 Konopie nr 762, dn. 30.4.44.; depesza rd. z Konopi odebrana dn. 1.5., otrzymano 1.5., nr. rd centrali 10.. (Archiwum Bibl. UW, sygn. 3312).

 54 Armia Krajowa w dokumentach, t. III, s. 392-394.

 55 Armia Krajowa w dokumentach, t. III, s. 428. W meldunku sytuacyjnym nr 7 dowódcy AK do Centrali z dnia 2 maja 1944 r. m.in. czytamy: „Nasze oddziały na Wołyniu po przebiciu przez pierścień Niemców porządkują się. Na skutek walk i odcięcia nasza kontrpropozycja w sprawie sformowania 27 d.p. nie została doręczona dowództwu sowieckiemu.”

56 Rozkaz KG AK z dn. 27 kwietnia 1944 r., Archiwum KC PZPR - 203/I - 10 oraz Archiwum 27 WDP AK, dokument nr 69, s. 239.

57 Rozkaz dzienny nr 1 p.o. dowódcy 27 WDP AK mjr. „Żegoty” - Tadeusza Sztumberk-Rychtera, z dnia 30 kwietnia 1944 r., Archiwum 27 WDP AK, dokument nr 71, s. 246-248.

 58 Rozkaz nr 1 dowódcy zgrupowania „Gromada” mjr. „Kowala” - Jana Szatowskiego, z dnia 3 maja 1944 r., Archiwum 27 WDP AK, dokument nr 72, s. 249-250.

59 W meldunku Feinlage (Banden) nr 425, Anlage zum Lagebericht Ost nr 3812 von 13.5.44. czytamy: „Według zeznań jeńców polska duża banda w sile 4000-5000 ludzi, pod dowództwem polskiego mjr. „Oliwy”, znajduje się w leśnym rejonie płd. Małoryta (45 km płd-wsch. Brześć). Polska brygada „Oliwa” (?) (Z 140) płd. Małoryta (45 km płd-wsch. Brześć), siła wg zeznań jeńców 4000-5000 ludzi, dowódca polski mjr Oliwa, zastępca major Kowal.” oraz w meldunku Feinlage (Banden) nr 426, Anlage zum Lagebericht Ost nr 3813 von 14.5.44.: „Według stanu z 13.5.44. w rejonie Małoryta potwierdzono obecność brygady „Oliwa” (poprzednio Z 140), otrzymała ona oznaczenie G 33.” (Archiwum WIH, sygn. VII/1/158 cz. II, Armia niemiecka OKH (T-78).

60 M. Fijałka, 27 Wołyńska Dywizja Piechoty AK, Warszawa 1986, s. 126.

61 J. Turowski, op.cit., s. 363; takŜe w: Armia Krajowa w dokumentach, t. III, s. 443: „Na Wołyniu nasze oddziały działają na strefie przyfrontowej. W dniu 5 maja stoczyły całodzienną walkę z 3 baonami niemieckimi wspartymi bronią pancerną. Npl stracił wielu zabitych i 20 jeńców. Zdobyto 2 ckm, granatnik i amunicję. Straty własne małe.”

62 J. Turowski, op.cit., s. 365.

63 Rozkaz nr 11 z dnia 11 maja 1944 r. p.o. szefa sztabu 27 WDP AK kpt. Tadeusza Klimowskiego „Ostoi”, w sprawie zachowania się żołnierzy w lasach szackich. (Archiwum 27 WDP AK, dokument nr 76, s. 261).

64 J. Turowski, op.cit., s. 367. Podjęte decyzje w tej sprawie zostały podane do wiadomości na odprawie oficerów w dniu 9 maja 1944 r.

 65 Rozkaz bojowy z dnia 10 maja 1944 r. mjr. „Kowala” - Jana Szatowskiego, dowódcy zgrupowania „Gromada” 27 WDP AK w sprawie działań oddziałów z lasów szackich w kierunku lasów smolarskich i mosurskich. (Archiwum 27 WDP AK, dokument nr 74, s. 253-25666 M. Fijałka, op.cit., s. 129.

 67 J. Turowski, op.cit., s

68 Dowódcą patrolu był st. szer. „Bieliniak” (NN), a jego zastępcą st. szer. Piotr Borkacki „Kruk” z 2 kompanii I/50 pp „Motyla”. (J. Turowski, op.cit., s. 372-373).

69 Zbiory Archiwum Państwowego w Lublinie.

70 Konopie, nr 791, dn. 15.5.44. (Biblioteka UW, sygn. 3312).

71 Feinlage (Banden) nr 432, Anlage zum Lagebericht Ost nr 4070 von 20.5.44.: „W wyniku naszych przedsięwzięć przeciw bandom w rejonie płn. zach. Kowel i płd. Szack napotykany jest twardy opór pojedynczych band. W skutek dużych zaminowań, poważnych umocnień i przeszkód drogowych nasze natarcie posuwa się tylko wolno do przodu. Próby wyjścia z okrążenia małych grup bandytów mogą mieć miejsce. (Archiwum WIH, sygn. VII/1/158 cz. II, Armia niemiecka OKH T-78).

72 Opracowano na podstawie: J. Turowski, op.cit., s. 371-372.

73 Konopie, nr 796, dn. 19.5.44. (Archiwum bibl. UW, sygn. 3312).

74 Zbiory Archiwum Państwowego w Lublinie.

 75 Potwierdzają to dokumenty niemieckie. W Feinlage (Banden) nr 433, Anlage zum Lagebericht Ost nr 4071 von 21.5.44. czytamy: „Na płn. zach. Kowel pierścień okrążenia bandy coraz bardziej zacieśnia się, stwierdzono więcej prób ucieczek bandytów.” (Archiwum WIH, sygn. VII/1/158 cz. II, Armia niemiecka OKH T-78).

76 PołoŜenie oddziałów 27 WDP AK po walkach w dniu 21 maja 1944 r. przedstawiono w meldunku niemieckim „Feinlage (Banden) nr 434, Anlage zum Lagebericht Ost nr 4072 von 22.5.44.” następująco: „W wyniku naszych przedsięwzięć w rejonie płd. Małoryta (45 km płd. wsch. Brześć) pierścień okrążenia bandy został bardziej zacieśniony. Całość bandy, która w rejonie płn. jez. Krymno (30 km wsch. Włodawa) zgromadziła się ma zamiar prawdopodobnie przerwać się w kierunku płn. zach.” (Archiwum WIH, sygn. VII/1/158 cz. II, Armia niemiecka OKH T-78).

77 W meldunkach niemieckich pisano: „Bandy zamknięte w kotle w rejonie Małoryta (45 km płd. wsch. Brześć) zostały przez atak naszych sił od płd. rozbite. Bandy zamierzają prawdopodobnie w małych grupach przebijać się w kierunku płn. zach.” (Feinlage (Banden) nr 435, Anlage zum Lagebericht Ost nr 4073 von 23.5.44.) oraz: „Podczas naszych przedsięwzięć w rejonie płd. Małoryta (45 km płd. wsch. Brześć) naliczone straty npla wynoszą ok. 290 zabitych i 500 wziętych do niewoli. Obliczenie zdobyczy i broni oraz pojazdów w toku.” (Feinlage (Banden) nr 437, Anlage zum Lagebericht Ost nr 4075 von 25.5.44.). Archiwum WIH, sygn. VII/1/158 cz. II, Armia niemiecka OKH T-78.

78 Meldunek dowódcy 27 WDP AK mjr. „Żegoty” do Komendanta Głównego AK dot. sytuacji dywizji. Rękopis. (Zbiory Archiwum Państwowego w Lublinie).

 79 Rozkaz Komendanta Głównego AK dla dowódcy 27 WDP AK w sprawie wycofania oddziałów z Wołynia. (Zbiory Archiwum Państwowego w Lublinie). Jednocześnie Komendant Główny AK w depeszy do Naczelnego Wodza (Ldz 4582/tjn 44 z 31.5.44 r.) meldował: „Wobec braku żywności i amunicji oraz środków opatrunkowych, a także szerzącego się tyfusu, dalsze pozostawanie oddziałów wołyńskich na bezpośrednim zapleczu frontu niemieckiego niemożliwe. Nakazałem przerzucenie ich na zachód od Bugu.” (Polskie Siły Zbrojne w drugiej wojnie światowej, t. III, Armia Krajowa, Londyn 1950, s. 598).

80 Depesza Konopie, dn. 25.V.44., nr 959/Vk (799). (Zbiory Archiwum Państwowego w Lublinie).

81 Mjr „Żegota” po przybyciu do wsi Marianka udał się do Lublina, a następnie do Warszawy, gdzie zameldował się w Komendzie Głównej AK. W sprawie przejścia przez Bug mjr. „Żegoty” komendant Okręgu AK Lublin meldował KG AK: „(...) w dniu 31.5.44. zameldował się w KO Len Ob. „Żegota” z Konopi. Z jego oddziałów jeden przeprawił się na lewy brzeg Bugu. Pozostałe oddziały w marszu w kierunku przeprawy (...)”. (AZHP 203/III-105, 203/IV-2).

82 Z sowieckim oddziałem partyzanckim płk. Kapłuna już wcześniej spotkał się patrol wysłany z lasów szackich przez dowódcę 27 WDP AK do traktu Dywin - Ratno dla stwierdzenia przebiegu linii frontu. W depeszy nr 791 do Komendanta Głównego AK z dnia 15 maja 1944 r. dowódca dywizji mjr „Żegota” o tym fakcie meldował: „(...) W rej. 35 km płd. Mokrany o.p. czerwony ppłk. Kapłuna, który w dn. 15 lub 16.5 odebrał zrzut angielski. Proszę o sprawdzenie, czy był to nasz, który nie doszedł na Topaz, czy K.O. Brześć.” W dalszej części depeszy znajduje się interesująca informacja o delegacji Armii Ludowej oczekującej na przerzut do Moskwy: „(...) U Kapłuna znajduje się delegacja armii ludowej PPR 4 osoby. Przewodniczący podaje się jako mjr Kruk, wiek około 30, wzrost średni, szczupły, twarz pociągła, blada, wygolona, nos z garbem. (...) Mieli zostać z lotniska Kapłuna przerzuceni do Moskwy. Czekają około trzech tygodni. Nastawienie ich jasne. Zarzucają Rządowi wyczekiwanie, drażni ich specjalnie osoba Naczelnego Wodza. Wspominają z łezką zmarłego Premiera i Naczelnego Wodza. (...) Zamiast granic wschodnich propagują ekspansję na zachód. Współpraca wojskowa naszych o.p. z regularną armią postawiła ich w kropce wytrącając im szereg atutów. Nie mieści się im to w głowie. Sprawa moim zdaniem nadaje się do wykorzystania propagandowego zanim dotrą do Moskwy.” (Biblioteka UW, sygn. 3312).

83 W Kiwercach wszyscy zdolni do służby wojskowej zostali wcieleni do 1 Armii Polskiej, przy czym oddział został rozczłonkowany, a żołnierzy skierowano do różnych jednostek. W szeregach ludowego Wojska Polskiego walczyli oni nad Bugiem, Wisłą, pod Warszawą, na Wale Pomorskim i w Berlinie.

84 J. Turowski, op.cit., s. 402-403. Wśród poległych byli oficerowie: ppor. Władysław Cieśliński „Piotruś”, ppor. Bronisław Bydychaj „Czech”, ppor. Szczepan Jasiński „Czesław”, ppor. Władysław Anuszkiewicz „Samson”. Mimo usilnych poszukiwań nie odnaleziono dowódcy kolumny kpt. Kazimierza Rzaniaka „Gardy”, chociaż widziano go na sowieckiej stronie. Listę rannych sporządził st. sierż. Andrzej Poncyliusz ps. „Gryf”, adiutant por. Zygmunta Górki-Grabowskiego „Zająca”, dowódcy I/23 pp. (Archiwum 27 WDP AK).

85 Przed wymarszem podjęto decyzję o pozostawieniu w bezpiecznym miejscu kilkunastu chorych i rannych Ŝołnierzy. Umieszczono ich w pobliżu miejscowości Doropiejewicze na wysepce położonej wśród niedostępnych bagien pod lekarską opieką kwalifikowanej sanitariuszki Heleny Dąbrowskiej „Flory” z I/43 pp i przydzielonym do jej pomocy pchor. Witoldem Siwadłowskim „Krótkim” z I/50 pp. Dla ochrony szpitala wydzielono grupę żołnierzy z I/43 pp, którymi dowodził szer. Andrzej Kostarski „Ikar”. Większość rannych przeżyło opiekę siostry „Flory” w tych ciężkich warunkach. W uznaniu zasług siostra Helena Dąbrowska „Flora” 3 października 1973 r. została odznaczona „Florence Nightingale” przez międzynarodowy Czerwony Krzyż w Genewie.

 

Kresowy Serwis Informacyjny

Serwis o Wołyniu

Serwis o Kresach

Polecane filmy

Wieczna Chwała Bohaterom

PAMIĘTAJ PAMIETAĆ

Zostań sponsorem serwisu

poprzez zamieszczenie w TYM miejscu swojej reklamy.

Zamówienie banneru reklamowego kliknij TU

Statystyki

Użytkowników:
6
Artykułów:
494
Odsłon artykułów:
2975315

Odwiedza nas 155 gości oraz 0 użytkowników.

 
Copyright © 2004 r. 27 WDP AK
Wykonano w Agencji Reklamowej Bartexpo