Do wolonatriuszy

Poszukujemy wolontariuszy do prowadzenia na FB tematycznych fanpage. Zgłoszenia ślijcie na adresy z zakładki "Napisz do nas".

Szlak bojowy 27 WDP AK

 

Dołacz do akcji

Logowanie

Atak ukraiński 25 grudnia 1943 roku.

O  napadzie na kolonie Radomle, Janówkę,  Stanisławówkę i Batyń będących częścią zasmyckiego systemu obrony ludności polskiej  jest kilka wzmianek w literaturze wołyńskiej. Nie opisują jednak szczegółów przebiegu tej walki i niewiele w nich informacji o roli samoobrony polskiej napadniętych kolonii.

Wynika z nich jednak, że ciężar walki z napastnikami do godzin południowych czyli do czasu przybycia oddziału por. Stanisława Kędzielawy "Kani" z Kupiczowa spoczywał tylko na  oddziałach samoobrony. Te nieliczne oddziały samoobron lokalnych napadniętych wsi wsparte przez oddziały z Lublatyna i Zielonej pomimo wielu ofiar powstrzymały wielokrotnie liczniejszych i lepiej uzbrojonych napastników.

Ukraiński cel i organizacja napadu.

Celem tego napadu było rozbicie całego zasmyckiego zgrupowania obrony ludności polskiej. Ukraińcy wcześniej podejmowali już takie próby. O tym z jakim rozmachem i jak starannie przygotowali ten atak wnosić można z użytych przez napastników sił, ich uzbrojenia, wielu kierunków uderzenia, z faktu zorganizowania pozorowanego napadu na Kupiczów w czasie tego ataku.  Fakt, że kompania "Kani" jadąca z pomocą z Kupiczowa musiała toczyć walkę z blokującą im drogę grupą Ukraińców w lesie Litńskim również potwierdza, że Ukraińcy działali według przygotowanego starannie planu zabezpieczając się od strony Kupiczowa, gdzie na święta zgromadzono okoliczne oddziały partyzanckie Armii Krajowej.

Ukraińcy przed napadem koncentrowali swoje siły w rejonie Zadyb i Haruszy. W takich akcjach zwykle brało udział kilka sotni wyszkolonych i stosunkowo dobrze uzbrojonych oraz grupy doraźnie zwoływanych z okolicznych ukraińskich wsi mieszkańców zorganizowanych w SKW (Samoobronni Kuszczowi Widdiły). Towarzyszyły im zwykle furmanki do ładowania zagrabionego mienia.

Informacje o dążeniu Ukraińców do rozbicia zasmyckiego zgrupowania znaleźć można w źródłach ukraińskich cytowanych przez Wiktora Poliszczuka w książce "Dowody zbrodni OUN i UPA". Odnoszą się one do planowanego na 8 września 1943 r. napadu, lecz w związku z jego niepowodzeniem to dążenie do rozbicia ośrodka zasmyckiego było aktualne i realizowane 25.12.1943 r.

S. Nowyćkyj uczestnik UPA, pisał: "najbardziej dokuczliwymi gdzieś od lata 1943 r. były ośrodki Zasmyki i Kupiczów. Dwukrotnie oddziały UPA szykowały się do rozbicia tych dwóch ośrodków, ale przygotowania nie zakończyły się sukcesem. We wrześniu 1943 r. gdy już zebrały się oddziały UPA w sile 9 sotni, ażeby wreszcie rozbić Zasmyki i Kupiczów, doszło do walki z Niemcami koło Radowicz (...) Potem d-ca P. Antoniuk "Sosenko" zorganizował naskok na Kupiczów. Jednakże podczas natarcia zepsuł się nasz czołg, który miał rozbić umocnienia przeciwnika. Bez czołgu d-ca P. Antoniuk  nie chciał prowadzić dalszych operacji".

O przygotowaniach natarcia UPA z grupy "Rudego" na dzień 8 września 1943 r. pisze uczestnik tej formacji: "Akcja miała rozpocząć się 8 września 1943 r. Już dzień wcześniej dziewięć sotni UPA stało zamaskowane niedaleko Zasmyk. Natarciem miał kierować dowódca "Rudyj". Ale niespodziewanie do sztabu "Turiw" przybyła inspekcja  ze Sztabu Głównego UPA - dowódca Klaczkiwskyj i Omelko. Rudyj zajęty w sztabie, przekazał dowodzenie swemu zastępcy - dowódcy Wowczakowi (...) Po godzinie 4 - tej po połódniu dowódca Bajda nadesłał do sztabu wiadomość: drogą przesuwa się kolumna niemieckich samochodów". Chyba z tej przyczyny nie doszło do ataku na Zasmyki. W dalszej relacji ten sam autor omawia naradę dowódców co do Zasmyk: "każdy miał inny plan, ale cel sprowadza się do jednego - likwidacja Zasmyk".

 Polska samoobrona

Placówki samoobrony powstawały oddolnie jako próba obrony przed coraz częstszymi mordami dokonywanymi przez Ukraińców na ludności polskiej, od kwietnia 1943 r. proces ten wsparła i objęła kontrolą konspiracja AK. 20 lipca 1943 r. Komendant Okręgu Wołyńskiego AK wydał rozkaz powołania oddziałów partyzanckich, których celem miała być ochrona ludności polskiej przed UPA. Powstało 9 oddziałów: „Bomby”, „Drzazgi", „Gzymsa", „Jastrzębia", „Korda”, „Piotrusia”, „Ryszarda", „Sokoła" i „Strzemienia”. Do Zasmyk przybył 16/17.07.1943 r. por. Władysław Czermiński "Jastrząb" z zadaniem zorganizowania oddziału partyzanckiego dla ochrony ludności polskiej. Por. "Jastrząb" szybko wywiązał się z tego zadania i już 31 sierpnia 1943 r pokazał wartość bojową oddziału rozbijając pod Gruszówką ok 600 osobowe zgrupowanie ukraińskie przygotowujące się do napadu na Zasmyki w dniu 1 września 1943 r. Zasmyckie zgrupowanie obrony ludności polskiej składające się z oddziałów samoobron lokalnych powiązanych systemem powiadamiania i dowodzenia z oddziałami "Jastrzębia i "Sokoła" powiększone od 12 listopada 1943 r. o Kupiczów stanowiło silny system obronny do którego ściągało wielu uciekinierów ze wsi bardziej zagrożonych i tych w których samoobrony zostały rozbite a część ludności wymordowana. Nie wszędzie oddziały samoobrony powstawały. W Budach Ossowskich samoobronę bezskutecznie usiłował zorganizować por. "Jastrząb" Władysław Czermiński. Przeciwstawili się temu mieszkańcy, uważając, że sprowokuje to Ukraińców do napadu. Ukraińcy pomimo dokonanych wcześniej mordów zapewniali mieszkańców, że nic im nie grozi. Wiara w te zapewnienia  skończyła się wymordowaniem w dniu 29 lub 30 sierpnia 1943 r. około 270 Polaków. Ocalałych z tej rzezi nielicznych mieszkańców sprowadził 5 września do Zasmyk oddział "Jastrzębia".

Stosunkowo dobrze zorganizowany system obrony zasmyckiego zgrupowania zawiódł jednak w pierwszym dniu Świąt Bożego Narodzenia 1943 r. gdy Ukraińcy uderzyli przed świtem na Batyń, Radomle, Janówkę i Stanisławówkę. Lokalne samoobrony pomimo zaskoczenia wykonywały powierzone im zadania. Podjęły walkę z wielokrotnie liczniejszymi napastnikami, wysłano gońców do Zasmyk, gdzie niestety nie było w tym czasie oddziału Jastrzębia.  Oddział z Lublatyna wsi sąsiadującej z Radomlem bardzo szybko przybył na pomoc do Radomla. Samoobrona z Zasmyk włączyła się do walki w rejonie Stanisławówki a oddział z Zielonej zaatakował napastników z tyłu z kierunku Zadyb. Zabrakło jednak najważniejszego a mianowicie silnego i sprawnie dowodzonego oddziału partyzanckiego w pobliżu. Dopiero gdy goniec z Zasmyk z niemałym trudem dotarł do Kupiczowa wyruszyła na pomoc napadniętym kompania "Kani". Przyczyny dla których oddziały na okres świąt zgrupowano w Kupiczowie pozostawiając zasmyckie zgrupowanie bez należytego wsparcia nie są jednoznacznie opisane. Można przypuszczać, że mylnie oceniono zagrożenie i spodziewano się ataku raczej od strony południowej. Możliwe, że znaczącą rolę odegrała celowa dezinformacja ze strony Ukrańców. Możliwe jest i takie wyjaśnienie, że dowódcy chcieli by żołnierze wypoczęli w lepszych warunkach wśród gościnnych Czechów w Kupiczowie.

Siły i uzbrojenie obrońców i napastników.

We wspomnieniach członków samoobrony jak i cywilnych mieszkańców znajdują się wzmianki o liczebności Ukraińców i dobrym uzbrojeniu w broń maszynową, działka i granatniki. We wspomnieniach Tadeusza Dunajskiego z Radomla jest informacja, że napastników było ok. 3  batalionów (1800 ludzi) a Bogumił Szarwiło wspominał: "atakujących nas Ukraińców było prawdopodobnie około dwóch tysięcy, w tym ponad dziesięć sotni przeszkolonych żołnierzy". W innych wspomnieniach i opisach mówi się o wielkiej liczbie napastników. Leon Karlowicz pisze: "o wiele bardziej tragiczny okazał się trzeci napad upowców od strony zniszczonego Batynia na Janówkę, Stanisławówkę i Radomle o świcie w dniu Bożego Narodzenia 1943 roku. Samoobrona z Janówki i Radomla jak mogły tak odpierały ataki nadciągających nieprzyjaciół lecz ogromne siły, jakie tym razem zgromadzili banderowcy, zepchnęły Polaków na wschodnie krańce wsi". Do przeprowadzenia ataku 1 września 1943 r. Ukraińcy przygotowali pod Gruszówką ok. 600 ludzi w tym 2 sotnie dobrze zorganizowane. Na 8 września planowali użycie już znacznie większych sił. Relacje członka UPA  mówią o zgromadzeniu w okolicy Zasmyk dziewięciu sotni. Można więc przypuszczać, że do napadu 25.12.1943 r. Ukraińcy przygotowali się staranniej i zgromadzili jeszcze większe siły.

Polskie siły, które stawiły pierwszy opór to oddziały samoobrony w Radomlu  liczące zaledwie ok. 30 żołnierzy, nieco ponad 30 w Janówce i Stanisławówce wsparte oddziałami z Zasmyk, Lublatyna ok. 15 żołnierzy i Zielonej. Nie znam liczebności oddziału samoobrony Zasmyk i Zielonej, sądzę, że również niewiele więcej jak po 30 osób. W walce 25.12.43 r. uczestniczyli zapewne nieliczni żołnierze oddziału "Jastrzębia" i Sokoła" mieszkańcy napadniętych wsi, którzy spędzali święta z rodzinami. Dysproporcja sił była jednak ogromna, również uzbrojenie samoobrony było znacznie gorsze niż napastników i pochodziło z różnych źródeł. Józef Donajski opisał zakupy dla oddziału broni od Niemców, trochę broni pochodziło z 1939 roku z armii polskiej i z 1941 r. z porzuconej przez uciekających przed Niemcami żołnierzy radzieckich. Stan oddziału samoobrony w Zasmykach opisał we wspomnieniach Komendant Okręgu Wołyń  Armii Krajowej płk. Kazimierz Bąbiński "Luboń", który obejrzał ten oddział w drodze z Kowla do Kupiczowa w połowie stycznia 1944 r.: "po drodze zatrzymałem się w Zasmykach, gdzie obejrzałem miejscowy oddział samoobrony. Przedstawiał się bardzo bojowo /moralnie/, ale był słabo uzbrojony".

Przebieg walk w Radomlu, Janówce i Stanisławówce

We wspomnieniach żołnierzy samoobrony Radomla i Janówki pojawia się informacja o tym, że spodziewano się w okresie świąt napadu ze strony Ukraińców. Józef Donajski z samoobrony Radomla napisał: „o możliwości napadu na naszą wieś w święta Bożego Narodzenia ostrzeżeni zostaliśmy przez Ukraińca Piaseckiego. W wigilię więc ogłosiłem służbę dla wszystkich żołnierzy samoobrony. Zaledwie kilka osób miało pozostać z rodzinami. Pozostali podzieleni na dwie grupy pełnili służbę”. Bogumił Szarwiło tak to opisał w swoich wspomnieniach: „Na kilka dni przed świętami, już wiedzieliśmy, że "Rudy" szykuje się do ataku. W Zadybach zbierało się coraz więcej uzbrojonych upowców, chodziły słuchy, że przybyło tam kilka sotni. Nasz dom spełniał rolę placówki samoobrony Janówki. W wigilię Bożego Narodzenia 1943 roku, przyszło na nocną wartę sześciu partyzantów, Stefan Frankowski, Stasiek Grochowski,Bonek i Stasiek Sakowicze,Czesiek Lenkowski i młody chłopak, którego nazwiska nie pamiętam. Wartę na dworze pełnili na zmiany po dwóch, reszta spała na snopkach słomy w pobliżu pieca w którym cały czas się paliło. Byliśmy prawie pewni, że do ataku dojdzie właśnie tej nocy”.

Skoro tak oceniano zagrożenie w samoobronach Radomla i Janówki to można przypuszczać, że informacje o możliwym napadzie dotarły również do dowódców oddziałów "Jastrzębia" i "Sokoła". Trudno więc zrozumieć dlaczego ośrodek zasmycki pozostał bez ich bezpośredniego wsparcia.

Do Radomla napastnicy przyszli od zachodu od strony Zadyb. Na skraju wsi od tej strony mieszkała rodzina Soleckich. Tak opisał ten fragment ukraińskiej napaści Leon Karłowicz na podstawie relacji sióstr Wacława Soleckiego: Wali Cyganowej, Władzi Ruczkowskiej, Moniki Nowickiej i jej męża Staniaława Nowickiego: „ Dom Soleckich w Radomlu stał na brzegu wsi, najbardziej wysuniętym w stronę Zadyb...Poderwawszy się do okien ujrzeli na tle białego śniegu niemieckie mundury. Pierwszy więc odruch  - schować broń! Z Niemcami na razie walczyć było niepodobna, gdyż równałoby się to skazaniu na pewną śmierć ludności całej okolicy. Tak chciał uczynić i Wacek, który wraz z innymi wrócił z nocnego czuwania. Bez namysłu skoczył na strych z karabinem w dłoni, lecz jeszcze nie umieścił broni w przygotowanej wcześniej kryjówce, gdy na dworze dały się słyszeć okrzyki i nawoływanie w języku ukraińskim...” . Józef Donajski we wspomnieniach napisał jakie działania podjęto w wyniku nieprawdziwej informacji: "...wycofać uzbrojonych ludzi ze wsi, ponieważ zbliżają się Niemcy i nie należy podejmować z nimi walki. Podobno słychać już niemieckie rozmowy i ruch zbliżających się. Było jeszcze zupełnie ciemno. Stach zabrał natychmiast obie grupy i wycofał się do lasu. Ja zostałem na obserwacji. Po pewnym czasie od zachodu, od zabudowań Frejera, padły pierwsze strzały. Zapłonęły pierwsze zabudowania Radomla. Atakowali Ukraińcy. Ta pomyłka, a może celowa dezinformacja, okazała się tragiczna w skutkach”. Zabudowania Radomla  rozciągnięte były na ok. 2 km. równolegle do drogi Zadyby -  Białaszów w kierunku zachód – wschód. Zabudowania Donajskich gdzie znajdowała się siedziba placówki samoobrony znajdowały się w środkowo - wschodniej części wsi, w odległości ponad 1 km. od jej zachodniego krańca.

Z relacji żołnierzy samoobrony Janówki wynika, że Ukraińcy zaatakowali od strony Zadyb, Radomla, Batynia  i Piórkowicz. Podobnie jak w Radomlu obrońcy przekonani byli o tym, że do wsi wchodzą Niemcy.

Bogumił Szarwiło wspominał: „Kwiecień stał koło pieca i grzał dłonie, ale ziąb powiedział i wyszedł na dwór. Nie upłynęła minuta jak wpadł z krzykiem "Niemcy idą ". Wybiegłem jak stałem, bez czapki i płaszcza, który dopiero co zdążyłem zdjąć. Przebiegłem kilka metrów we wskazanym kierunku i zobaczyłem gęstą tyralierę biało ubranych postaci wyłaniających się z mgły. Szli z bronią w rękach równym krokiem, szeroką ławą wyłaniając się z gęstej mgły od strony Batynia i Radomla. Stałem zaskoczony, co tu w święta robią Niemcy, przeleciało mi przez głowę? Gromkie "Uraaa...." wyjaśniło sprawę, to "rezuny"

 Z relacji wynika fakt zaskoczenia samoobrony Radomla i Janówki co sugeruje, że uderzenie na obie kolonie nastąpiło niemal w tym samym czasie. W relacjach nikt nie wspomina o tym by słychać było wcześniej w okolicy strzały, które z pewnością zaalarmowały by obrońców.  Janówkę od Radomla dzieliło zaledwie 1,5 km.  Niezwykle istotną rolę szczególnie w Radomlu odegrało mylne przekonanie o tym, że zbliżają się Niemcy i to zdecydowało o wycofaniu ze wsi pełniącego służbę oddziału samoobrony. Obie samoobrony w pierwszym momencie pojawienia się napastników uznały, że to Niemcy. Pojawia się pytanie, czy była jakaś wcześniejsza informacja, która sugerowała obrońcom możliwość pojawienia się w tym rejonie Niemców? Fakt, że samoobrony spodziewając się, jak wynika z relacji, tej nocy napaści ukraińskiej uznają w pierwszej chwili, że to wchodzą do wsi Niemcy, oraz to, że wielu mieszkańców było tego ranka na porannej pasterce w Zasmykach sugeruje, że zagrożenia napaścią ukraińską nie traktowano zbyt poważnie lub uznano że ono minęło.

Dokładny moment rozpoczęcia ataku ukraińskiego trudno ustalić, Józef Donajski podaje, że napad na Radomle rozpoczął się przed godziną szóstą. Tadeusz Dunajski we wspomnieniach pisze, że o szóstej a Ryszard Romankiewicz, że w Janówce walka rozpoczęła się około godziny 8-mej. Józef Turowski napisał, że ok. 8 – mej do kolonii Radomle zbliżały się furmanki ze słomą, powożone przez woźniców w mundurach niemieckich.  Monika Śladewska napisała, że odgłosy strzelaniny usłyszano w Zasmykach podczas mszy, która rozpoczęła się o godzinie 6-tej. Janina Wójcik wspominała: "Ksiądz Żukowski ze względu na bezpieczeństwo nie odprawiał pasterki o północy, tylko przeniósł ją na szóstą rano. Gdy całą rodziną przyszliśmy na to nabożeństwo, usłyszałyśmy jakiś dziwny dźwięk. Nasze pierwsze wrażenie było takie, że ktoś rzuca garście kamieni w nowy dach kościoła przykryty niedawno blachą. Okazało się, że banderowcy napadli na pobliskie polskie kolonie Radomle i Janówkę i zaczęli strzelać seriami i część kul docierała do kościoła". Z pewnością Ukraińcom zależało na zaskoczeniu i podchodzili pod osłoną nocy, uderzając gdy się rozwidniało.

Brak we wspomnieniach uczestników obrony Radomla dokładniejszego opisu przebiegu walki. Ze wspomnień Józefa Donajskiego wynika, że obydwie grupy samoobrony pełniące tej nocy służbę z bronią na wieść o zbliżaniu się domniemanych Niemców wycofały się pod dowództwem Stanisława Kowalewskiego z bronią do lasu. Pozostali członkowie samoobrony pozostający w tym czasie w domach podjęli walkę, zajmując stanowiska przy swoich budynkach. W zachodniej części wsi gdzie Ukraińcy byli najszybciej bronił się samotnie lecz skutecznie Wacław Solecki. Obrona Wacława Soleckiego opisana szczegółowo w relacji Leona Karłowicza pokazuje jak pojedynczy żołnierz strzelając skutecznie powstrzymał napastników do przyjścia odsieczy. Przebieg walki w środkowej części Radomla opisał Józef Donajski:  „Broniły się i inne pojedyncze domy. Z bratem Antonim też zajęliśmy stanowiska obok naszych budynków przy sadzawce. „Dołączył do nas Malinowski z Lublatyna, a z nim młody chłopak, jeszcze dziecko. Przy sadzawce zajęliśmy stanowisko we trzech: Ja, Antonii, kapral z Lublatyna d-ca samoobrony, dołączył uciekinier Zawadzki z synem mieszkający 200m. od nas w opuszczonych przez Niemców budynkach - jest nas 5 osób...  Zmieniliśmy stanowisko w kierunku południowym, gdzie pokazali się Ukraińcy na koniach...Dołączyła do nas reszta oddziału z Lublatyna... było nas już ok. 20... Gdy przyszła pomoc z Zasmyk, Kupiczowa, (z kierunku ) Gruszówki, Ukraińcy zaczęli się wycofywać". Tadeusz Dunajski pisał o tym, że wycofał się na wschód, później dotarł do Zasmyk  i z grupą tamtejszej młodzieży przyszli na pomoc.

Przebieg walki w Janówce opisują relacje Bogumiła Szarwiło, Kazimierza Dolińskiego i Ryszarda Romankiewicza. Kazimierz Doliński pisał: „Pobiegłem na głos strzałów , które padały z przodu i z Zasmyk. Z początku myślałem, że ta tyraliera to idąca pomoc z Zasmyk. Szybko okazało się, że to banderowcy idący drogą z Piórkowicz. Ich strzały padały nam z tyłu. Druga grupa banderowców z CKM-em szła drogą jeziorną. Chcieli zamknąć drogę wycofania się. Obok mnie był Grochowski Stanisław, Mazur-"Jaskółka" i jeszcze kilku,ale kto nie pamiętam . Naszym zadaniem było zatrzymać skrzydło banderowców idących z Piórkowicz. Co się nam udało. Wycofałem się prawie ostatni z Janówki do Stanisławówki. Było to czwarte gospodarstwo, oddalone od Janówki 100m....Nas trzech to było za mało do dalszej obrony tych pozycji. Przez łąki wycofaliśmy się do lasu rosnącego obok drogi Białoszewo - Zasmyki. Tam zebrał się cały pluton z Janówki z d-cą por. Paszkowskim. Około 12-tej ruszyliśmy od czoła do ataku, a z boku na całej długości Zasmyk ruszył atak z Zasmyk. Banderowcy zaczęli szybko się cofać, wszystko paląc. Spalili połowę Janówki. Część od jeziora zajęły Zasmyki, a banderowcy uciekali polem. Moja walka skończyła się w zabudowaniach Mazura nad jeziorem. Ja leżałem za szczapami drewna w które rąbnął pocisk, kartacz wystrzelony od strony wiatraka. Obudziłem się w szpitalu w Zasmykach u gospodarza Brzózki. Z opowiadań wiem, że pomoc z Kupiczowa nadeszła gdy nasi już byli za jeziorem”.

Z relacji Bogumiła Szarwiło:  "....jednocześnie atak z ich drugiego skrzydła zatrzymał się i zaczęli się się cofać. Jak później się okazało zostali z tyłu zaatakowani przez oddział partyzancki z Zielonej, o którym wcześniej mieliśmy nie najlepsze zdanie. Wykorzystaliśmy to i ruszyliśmy do kontrataku, a było to koło południa, jak doszły jeszcze posiłki z Kupiczowa popędziliśmy ich jak stado baranów, do rzeki Turii i za nią”. O uderzeniu na tyły banderowców  oddziału z Zielonej pisał Józef Turowski: "na odgłos toczącej się walki pośpieszyły z pomocą placówki samoobrony z Lublatyna oraz Zielonej, wzniecając nowe ogniska walki. Szczególnie skuteczne okazało się uderzenie z Zielonej pod dowództwem sierż. Józefa Cienkusza "Liścia", który od strony Zadyb zaatakował tyły napastników".

To zamieszanie i ucieczka Ukraińców tak opisane są w relacji sióstr Soleckich, które widziały to ze swego domu w zachodniej części Radomla: "było dobrze po godzinie trzynastej, gdy Wacek nagle, zauważył, że Ukraińcy zaczynają zachowywać się niespokojnie, a wkrótce z wyraźnym strachem spoglądać w kierunku toczącej się bitwy. Po pewnym czasie z wysokości strychu dało się rozpoznać dziwne poruszenie. Jeszcze parę minut i równolegle do Radomla ukazały się biegnące na przełaj i zapadające się w głębokim śniegu bezładne gromady niedawnych triumfatorów. Z tyłu za nimi strzelanina wzmogła się w dwójnasób. Nie ulegało wątpliwości: nadeszła odsiecz i  ryzuny na sam jej widok pierzchają co sił. Polskie oddziały musiały uderzyć również od strony połódniowej, tj. od Piórkowicz, bo uciekający biegli to prosto na zachód, to znowu skręcali gwałtownie w stronę do palącego się Radomla, na północ, by za chwilę pędzić znowu co tchu na zachód w kierunku Zadyb”.

Dla dokładniejszego opisu tej walki ważny jest moment w którym do akcji weszła kompania „Kani” z Kupiczowa. Józef Turowski pisał: "Zygmunt Warduliński dopiero po dwukrotnych próbach przedarł się do Kupiczowa, na zupełnie zgonionym koniu, gdzie złożył meldunek prosząc o pomoc. Natychmiast załadowana do sań kompania por."Kani" i co koń wyskoczy popędziła w stronę Zasmyk. Pod Lityniem zagrodził im drogę oddział UPA. Wywiązała się krótka pełna determinacji walka,w której zepchnięto upowców z trasy, i pędzac dalej zostawiono grupę partyzantów dla wiązania ogniem przeciwnika. Na odgłos strzelaniny pod Lityniem , z Kupiczowa pospiesznie wyszedł oddział "Łuna" na czele z por."Olgierdem" oraz por."Sokołem". W brawurowym natarciu oddziału "Łuny" oddział upowców został rozbity i rozproszony. Tymczasem kompania "Kani" nie szczędząc koni, przez las dotarła do Gruszówki, a następnie do Zasmyk. Zwiad konny w liczbie 20 koni skierowano do Piórkowicz. Około 12-tej, ze śpiewem Nie rzucim ziemi weszła do akcji kompania por."Kani". Jej przeciwnatarcie diametralnie zmieniło sytuację. Banderowcy na wszystkich kierunkach rozpoczęli chaotyczny odwrót. Do kontrataku przeszły również oddziały samoobrony. Rozmach natarcia polskiego wymiótł banderowców ze Stanisławówki, Janówki, wyparł ich całkowicie z okolicznego terenu, zadając duże straty".

Z relacji członków oddziału samoobrony Janówki wynika, że przełom w walce i odwrót Ukraińców nastąpił jeszcze przed przybyciem kompanii „Kani” z Kupiczowa  w chwili wejścia do walki oddziału z Zielonej. W tym momencie ruszył kontratak samoobrony Janówki i Zasmyk. Możliwe, że na dezorganizację w szeregach napastników wpływ miało przebicie się oddziału "Kani" przez zgrupowanie ukraińskie w lesie lityńskim i walka toczona tam przez oddział "Łuny". Taką sugestię znaleźć można we wspomnieniach Olgierda Kowalskiego uczestnika walki pod Lityniem. Niewielkie straty w kompanii "Kani" - jeden ranny, mogą również sugerować, że przybyła ona w rejon Zasmyk gdy napastnicy byli już w odwrocie.

Pościg za wycofującymi się Ukraińcami prowadzony był do rzeki Turii. Brały w nim udział oddziały samoobrony zdobywając na moście jedno z ukraińskich działek. Ukraińcy zostali za Turią ostrzelani przez Niemców w okolicy przebiegającej tam linii kolejowej Kowel - Turzysk. Tak wspominał ten fragment walki Bogumił Szarwiło: "w czasie naszej kontry na niebie pojawił się niemiecki samolot,chyba filmował płonące budynki,ale byli tacy co twierdzili, że jednak użył działek pokładowych. Dwunastu chłopaków z samoobrony z Radomla obsadziło most na rzece i tym sposobem odcięli drogę odwrotu, co zmusiło Ukraińców do ucieczki "w pław".Tam zdobyli jedno z ukraińskich działek. Wielu banderowców utonęło pod łamiącym się lodem, inni zginęli od ognia jaki otworzyli z drugiej strony Niemcy".

Ofiary po stronie polskiej

Straty polskie są różnie opisywane: Tadeusz Dunajski we wspomnieniach podaje, że zginęło 100 osób, Stanisław Żurek w Kalendarium ludobójstwa ukraińskiego dokonanego na ludności polskiej w latach 1939 - 1948 podaje: w kol. Batyń Ukraińcy zamordowali 9 Polaków, w kol. Janówka 43 Polaków, w kol. Lublatyn nie ustaloną liczbę Polaków, w kol. Radomle co najmniej 48 Polaków i w walce poległo 6 Polaków, w Stanisławówce poległo 4 członków Samoobrony. Łącznie w tych koloniach zginęło w/g tego kalendarium 110 Polaków. Bogumił Szarwiło we wspomnieniach podał, że zginęło 48 osób, J. Turowski i W. Siemaszko "Zbrodnie Nacjonalistów Ukraińskich na Ludności Polskiej na Wołyniu" podają , że zginęło 38 osób spośród ludności cywilnej, M. Fijałka podaje, że Ukraińcy zdołali zamordować blisko 50 osób, J. Turowski napisał, że z pośród ludności cywilnej zginęło 48 osób. Antoni Mariański podaje, że zginęło 57 osób. Czerpiąc dane z różnych źródeł podjęto próbę ustalenia imiennej listy ofiar tego napadu. Dotychczas udało się ustalić nazwiska 31 ofiar. W napadniętych koloniach mieszkało w tym czasie wielu uciekinierów z innych bardziej narażonych napadami wsi Wołynia, osób mało znanych rodowitym mieszkańcom. Prawdopodobnie nigdy nie uda się ustalić nazwisk wszystkich ofiar. Nie udało się dotychczas również ustalić ilu w tej walce zginęło żołnierzy oddziału Malinowskiego z Lublatyna. Tadeusz Dunajski we wspomnieniach napisał, że ten oddział cały zginął - 13 ludzi. Bogumił Szarwiło wspomina, że mówiono o 15 członkach tego oddziału, którzy w tej walce zginęli. Nie znane są nazwiska żołnierzy tego oddziału za wyjątkiem jego dowódcy Malinowskiego, oraz oddziału z Zielonej o którym Józef Turowski pisał, że to oddział dowodzony przez  sierż. Józefa Cienkusza "Liścia" a Kazimierz Doliński, że grupa BCH "Korona" z Zielonej. Postawa żołnierzy obu tych oddziałów, którzy przyszli na pomoc walczącym sąsiadom w tak niezwykle trudnej sytuacji zasługuje na najwyższe uznanie i upamiętnienie.

Do godzin południowych cały wysiłek walki spoczywał na członkach samoobron Radomla, Janówki, Stanisławówki i Zasmyk, którym z pomocą przyszły oddziały z Lublatyna i Zielonej. Samoobrony te pomimo praktycznie beznadziejnej sytuacji wynikającej z olbrzymich sił napastników i kilku kierunków ataku wypełniły swoją rolę umożliwiając wielu mieszkańcom ucieczkę i przede wszystkim nie dopuściły napastników do Zasmyk. Pomimo zaskoczenia zachowały zdolność bojową i po kilkugodzinnej nieustannej walce zdolne były do pościgu za uciekającym wrogiem. Warto również pamiętać o tym, że z szeregów samoobrony napadniętych wsi wielu młodych i sprawnych żołnierzy trafiło do oddziałów "Jastrząbia" i "Sokoła", byli w tym czasie ze swoimi oddziałami poza miejscem walki.

Mam nadzieję, że w kolejnych publikacjach w których autorzy opisywać będą ten fragment historii rola jaką odegrały samoobrony z Radomla, Janówki, Stanisławówki, Zasmyk, Lublatyna i Zielonej zostanie bardziej wyeksponowana i doceniona.

Wiesław Donajski

Materiały z jakich korzystałem są umieszczone na stronie http://pokolenia.27wdpak.pl/ w dziale "Forum - Archiwum XW" oraz na stronie http://27wdpak.btx.pl/ w dziale "Samoobrona".

Tam również umieszczono listę poległych i zamordowanych, skład osobowy samoobron Radomla i Janówki, oraz noty biograficzne dowódców.

 

Kresowy Serwis Informacyjny

Serwis o Wołyniu

Serwis o Kresach

Polecane filmy

Wieczna Chwała Bohaterom

Zostań sponsorem serwisu

poprzez zamieszczenie w TYM miejscu swojej reklamy.

Zamówienie banneru reklamowego kliknij TU

Statystyki

Użytkowników:
6
Artykułów:
466
Odsłon artykułów:
2719495

Odwiedza nas 145 gości oraz 0 użytkowników.

 
Copyright © 2004 r. 27 WDP AK
Wykonano w Agencji Reklamowej Bartexpo