Do wolonatriuszy

Poszukujemy wolontariuszy do prowadzenia na FB tematycznych fanpage. Zgłoszenia ślijcie na adresy z zakładki "Napisz do nas".

Szlak bojowy 27 WDP AK

 

Dołacz do akcji

Logowanie

W ciekawej książce o kresach Jacek Kolbuszewski napisał: „Kresy…słowo to ciągle budzi niezwykłe i silne wzruszenia. Wiążą się z nim wspomnienia osobiste, niesie ze sobą pamięć o wielkich, tragicznych nieraz zdarzeniach”.(Kresy, 2004, s.261). Pamięć ta jest szczególnie wyrazista i intensywna w rocznice tragicznych wydarzeń 19434r., które  z największą siłą i brutalnością wryły się w świadomość. Wspominamy dni i noce paraliżującego lęku i trwogi, przychodzą na pamięć najbliższe i bliskie nam osoby pomordowane okrutnie przez oprawców z OUN-UPA. Przypominamy sobie sytuacje gdy śmierć była obok, gdy dosięgała rodzeństwo, dziadków, sąsiadów, gdy padali oni pod ciosami siekiery, noża, łomu, kolby karabinu lub od kuli. A ciebie los oszczędził bo ukryłeś się albo cios nie był śmiertelny….Wspomnienia tamtych apokaliptycznych wydarzeń, nie dających się wyrazić w przekazie słownym, wyciskają łzy. I tak już będzie po ostatnie chwile życia. Okrutne brzemię tej pamięci ze stygmatem zagłady ciąży każdemu, kto tkwił w kręgu tamtych wydarzeń, kto przeżył ludobójstwo ludności polskiej, zwłaszcza gdy stracił najbliższych. Może i łatwiej byłoby znosić ciężar tragicznej kresowej pamięci, gdyby ludobójstwo i jego sprawcy zostali oficjalnie potępieni, potworne mordy bezbronnej ludności nie były tchórzliwie przemilczane, przez elity parlamenty, rządy, gdyby ofiary ludobójstwa były traktowane jak wszystkie ofiary wojennego i i okupacyjnego terroru. Ciężar pamięci tragedii kresów byłby mniej dokuczliwy i mniej irytujący gdyby ounowska, wierutnie kłamliwa propaganda nie panoszyła się w naszych mediach, gdyby pogrobowcy OUN-UPA nie narzucali uległym redaktorom i wydawcom swojej interpretacji stosunków polsko-ukraińskich na Kresach i nie kreowali hajdamackich nazistów na bohaterów narodowo-wyzwoleńczych walk. W wyniku nachalnej ounowskiej infiltracji i biernej, małodusznej, kapitulanckiej postawy mamy zafałszowane podręczniki historii, leksykony, encyklopedie i wiele innych publikacji. Słowo Kresy, zwłaszcza południowo-wschodnie od południowego Polesia do Karpat, niesie ze sobą również pamięć bezgranicznego bohaterstwa, które przejawiały kresowe samoobrony w obronie życia kilkuset tysięcy polskiej ludności. Żołnierzami samoobrony byli członkowie skazanych na zagładę rodzin, często młodociani, źle uzbrojeni. Broń palną, jeżeli nie miało się własnej, wydobytej z kryjówek, można było, jeżeli dopisało szczęście, kupić za wysoką cenę(złoto, słonina, bimber)u Niemców czy Węgrów albo otrzymać zdobyczną czy po poległym koledze. Jedną z wielu samoobron Wołynia była legendarna samoobrona w polskiej wsi Zasmyki, otoczonej koloniami z przewagą ludności polskiej, odległej 15km na południe od Kowla. Utworzyła ją 13-osobowa grupa młodzieży z Radowicz, przybyła do Zasmyk 13 lipca 1943r. Radowicze- wieś odległa 7km od Zasmyk, zamieszkania głównie przez wieś polską: 95 rodzin, około 500 osób. Część stosunkowo licznej młodzieży miała przeszkolenie paramilitarne w przedwojennym  Związku Strzeleckim, co w eksperymentalnym 1943r. miało decydujący wpływa na jej zwartość, zdyscyplinowanie, odwagę i determinację walki w obronie swoich rodzin. Tylko walka była wówczas szansą na przetrwanie; obojętność, bierność nie dawała szansy na przeżycie. Rok 1943, zwłaszcza czerwiec, lipiec, sierpień były czasem intensywnych masowych mordów. Wołyń obficie spływał polską krwią i płonął. We dnie wzbijały się nad horyzont słupy czarnego dymu, nocami łuny krwawiły niebo. Masowe rzezie które falami szły ze wschodniego Wołynia, w lipcu dotarły do Bugu. Pożoga zbliżała się do Radowicz. W dniach od 10 do 13 lipca osiągnęła apogeum ludobójstwa: OUN-UPA z miejscową czernią mordowała ludność polską w ponad 16o miejscowościach południowo-zachodniego Wołynia. Niedziela 11 lipca była najkrwawszą niedzielą w naszej historii. Hiobowe wieści o potwornych masowych rzeziach, również w kościołach(Poryck, Kisielin, Krymno, Zabłoćce, Chrynów)dotarły szybko do ocalałych jeszcze miejscowości, również Radowicz, wywołując lęk, trwogę, rozpacz zdesperowanej polskiej ludności. Krzepiącym płomykiem nadziei był przyjazd do Radowicz 7 lipca por. Zygmunta Rumla, komendanta BCh na Wołyń i jego oficera do zleceń specjalnych por. Krzysztofa Markiewicza, wysłanych z Kowla przez delegata Rządu. Celem rozmów było wstrzymanie przygotowywanych  masowych rzezi. Oficerowie-parlamentarzyści zatrzymali się u Leśniewskich na konsultacje z miejscową konspiracją, której w tym czasie przewodził Henryk Nadratowski.  „Znicz”, brat Leśniewskiej, opiekujący się jej rodziną, której UPA 10 kwietnia zamordowało ojca Marcelego i dwóch dorosłych synów: Eugeniusza i Antoniego. Po zasięgnięciu informacji o sytuacji w terenie oficerowie udali się do Osiecznika, polskiej wsi, dokąd zawiózł ich sąsiad Leśniewskich Witold Rakowski. Upowcy w sztabie na Wołczaku zażyczyli sobie, by delegaci przyjechali następnego dnia do Kustycz, gdzie powiózł ich Witold Dobrowolski z sąsiedniej Kowalówki. Jeszcze tego dnia tj. 10 V, w sobotę, wszystkich trzech zamordowali upowcy przez rozerwanie końmi. Wyjeżdżając z Radowicz parlamentariusze ustalili, ze „Zniczem”,że jeżeli nie wrócą z rozmów, oznaczać będzie iż sytuacja jest groźna i rodziny polskie pod eskortą miejscowej młodzieży powinny niezwłocznie udać się do Zasmyk i tam zorganizować samoobronę. Na ostateczne podjęcie tej decyzji wpłynęła też wiadomość o mordzie w Kisielińskim kościele, którą przywiózł 12 VII ojciec Filipa Ożarowskiego z Nyr, łącznik Inspektoratu AK Kowel. Pod jej wpływem „Znicz” po namyśle na małej kartce napisał: „Wszyscy zagrożeni Polacy powinni udać się do Zasmyk, tam przystąpimy do organizowania samoobrony. O tym powiadomić natychmiast zagrożoną ludność polską”(Filip Ożarowski, Gdy płonął Wołyń,Chicago 1996, s.85 i nast.). Kartkę otrzymał Stanisław Romankiewicz, który powiadomił o tej szczególnie dramatycznej decyzji swoich łączników. Ryszard Romankiewicz, wówczas kilkuletni wspomina:”….13 VII opuściliśmy swój dom, zostawiając większość dobytku…Na dwie furmanki załadowaliśmy żywność i niezbędną odzież. Zbiórka miała nastąpić o godz. 13.30 na skrzyżowaniu dróg koło Lityńskiego lasu. Nasze wozy przybyły pierwsze. Czekaliśmy na pozostałe, ale nie nadjeżdżały. Pojawiły się dopiero około 15.00. Było nas 8 rodzin. Po krótkiej wymianie zdań mężczyźni podbiegli do swoich wozów, skąd wyciągnęli karabiny i założyli na głowy furażerki z orzełkami. Widok był imponujący, bo oto po kilku latach niewoli ukazali się nam polscy żołnierze z bronią w ręku”(Ryszard Romankiewicz, Niebezpieczni sąsiedzi, w:Moje wojenne dzieciństwo,tom 13, Warszawa 2004). Byli to ppor. Henryk Nadratowski „Znicz”, dowódca grupy, Mieczysław Bednarek „Mantel”, Tadeusz Golik „Gwiazda”, Wacław Rakowski „Wicher”, Stanisław Romankiewicz „Zając”, Mieczysław  Romankiewicz „Sarna”, Antoni Romankiewicz (ojciec), Zygmunt Romankiewicz „Brzoza”, Jan Sobczyk „Buzdygan”, Henryk Sobczyk „Lisek”. Z grupą wymaszerowała również Antonina Leśniewska :Wierna” jej siostra Jadwiga „Kozaczek”  i małoletni brat Zenon „Gałązka”. Wszyscy weszli w  skład zasmyckiej Samoobrony, a następnie w kompanie i bataliony „Gromady”, głównego zgrupowania 27 Dywizji AK. Antoni Romankiewicz posiadał broń krótką , pozostałych dziesięciu kbk Mosin, które porzucili w radowieckim lesie wycofujący się w panice w czerwcu w 1941r. czerwonoarmiści. Znalazła je mieszkanka Radowicz, Maria Molenda i powiadomiła Stanisława Romankiewicza, który je zakonserwował i zakopał z amunicją z dala od zabudowań i w tajemnicy nawet przed rodziną. Wydobył je z bratem dopiero na początku lipca, oczyścił z towotu i przekazał kolegom z konspiracji. Jego odważny czy, przezorność i wyobraźnia miały zbawienny skutek, umożliwiły w decydującym stopniu zorganizowanie samoobrony, która, rozrastając się obroniła przed zagładą dziesiątki tysięcy ludności polskiej. Ubezpieczony tabor ruszył do Zasmyk. Po drodze natknął się na czotę (pluton) ćwiczących rekrutów UPA, na szczęście bez broni. Pojawienie się zbrojnego oddziału polskiego wywołało wśród Ukraińców okolicznych wsi silne wrażenie, zdumienie i lęk. Wystraszeni wyolbrzymiali ten fakt na różne sposoby. Jak podaje R. Romankiewicz w swoich wspomnieniach wójt ukraiński w Turzysku, ogłosił na sesji sołtysom, że Romankiewicze wywieźli do Zasmyk dwa wozy pełne broni ręcznej i maszynowej. Tego rodzaju pogłoski rozsiewali i Polacy, by wywołać większy respekt do słabej wówczas samoobrony. Byłem świadkiem jak J. Sobczyk „Buzdygan” na przepustce 27 VII u swego sąsiada Ukraińca Dmytra Sabczuka opowiadał zebranym wokół niego Ukraińcom o doskonałym uzbrojeniu licznego oddziału samoobrony. O tym, że UPA uwierzyła w ogromną siłę zbrojną polskiego oddziału świadczy zeznanie Jurija Stelmaszczyka „Rudego”, odpowiedzialnego za rzezie ludności polskiej na zachodnim Wołyniu, złożone przed sądem w Kijowie 6 VIII 1945r.: „zadanie(ludobójstwa – F.B.) zostało wykonane we wszystkich rejonach, prócz turzyckiego. „Sosenko” (Porfiryj Antoniuk – F.B.) polecił przeprowadzić „akcje” „Besketowi”, który bał się ruszać Polaków, ponieważ dowiedział się, że w turzyskim rejonie był zorganizowany oddział Polaków o sile 1500 uzbrojonych ludzi, gotowych do sprzeciwu” (Wiktor Poliszczuk, Dowody zbrodni OUN i UPA, Toronto 2000, s. 444.). Zasmycka samoobrona szybko rosła w siłę wchłaniając mężczyzn, z kilku okolicznych gmin zagrożonych lub krwawo specyfikowanych przez OUN-UPA. Tylko z Radowicz dodatkowo wstąpiło do samoobrony 36 mężczyzn w różnym wieku. Wkrótce, bo już 16 VII przybył z Kowla do Zasmyk z kilkuosobową zbrojną grupą legendarny :Jastrząb”, por. Władysław Czermiński, który z miejsca rozpoczął intensywne szkolenie strzeleckie oddziału; 19 sierpnia do Zasmyk przybył cichociemny por. Michał Fijałka „Sokół”, okryty wkrótce legendą wspaniałego dowódcy.  Obaj oficerowie z udziałem „Znicza”, jako oficera logistyki, prowadzili ćwiczenia wojskowe, dokonując przemarszów wokół zasmyckiej bazy, obejmującej już kilka kolonii zapełnionych do ostateczności uciekinierami, pozorując wielką siłę samoobrony, podnoszą na najwyższych warunkach, poziom jej zdolności bojowych i żołnierskie morale. Duże zasługi w kształtowaniu postaw żołnierzy samoobrony  położył również miejscowy proboszcz ks. Michał Żukowski, misjonarz z Podola, utalentowany mówca. Dzięki wysokiej sprawności bojowej i determinacji walki na śmierć i życie, ochotnicza 50-osobowa grupa żołnierzy samoobrony dowodzona przez obu utalentowanych oficerów, odniosła 31 VIII, o świcie, w Gruszówce pod Zasmykami, walne zwycięstwo nad co najmniej dwoma sotniami UPA i tłumem miejscowej czerni, szykującymi się do likwidacji samoobrony i wymordowania zgromadzonej ludności polskiej. OUN-UPA była pewna, że powtórzy swoje zwycięstwo odniesione w Hucie Stefańskiej i okolicznych wsiach, gdzie rozbiła polską samoobronę i wymordowała kilkaset polskich uciekinierów.  Dzięki zwycięstwu wielu polskim rodzinom z Radowicz, w tym i nam z mamą i siostrą(ojciec był już w samoobronie)udało się bez większych przeszkód uciec do Zasmyk. Dla ludności polskiej, wątpiącej już w przetrwanie, zwycięstwo w Gruszówce było źródłem nadziei i otuchy. Niestety w bitwie tej poległ, Stasio Romankiewicz. Jego śmierć przeżyliśmy głęboko. Na pogrzeb 1 września przybyły tłumy uciekinierów i miejscowej ludności. Ks. M. Żukowski wygłosił płomienne kazanie. Oznajmił, że za chwilę uderzy dzwon, ukryty i milczący od 17 września 1939r. Kapłan obwieścił również dla pokrzepienia serc skazanych na zagładę – powstanie skrawka wolnej Polski: Rzeczpospolitą Zasmycką. Gdy uderzył dzwon, tłum  załkał płakały kobiety, dzieci, starcy, żołnierze. A dzwon zanosił w błękitne niebo to skargę najboleśniejszą to brzmiał zwycięsko budząc nadzieję i głosząc hołd bohaterstwu walczących o przetrwanie. Stasio nie był pierwszą  ani ostatnią ofiarą OUN-UPA z radowieckiej jedenastki, właściwie czternastki. 18 VI zostali ujęci przez upowców w polskich mundurach i zamęczeni Mieczysław Bednarek oraz czterech jego towarzyszy z placówki samoobrony w Julianowie koło Turzyska: Jan Kwiatkowski, Jarosz, Sztuciec i Kościński. Tego dnia przyjechaliśmy z ojcem do młyna w Wierzbicznie, widzieliśmy jak bednarowcy wieźli ich na furmankach. Zatrzymali się przy młynie, witani gromkimi okrzykami Ukraińców. Jako następny z radowickiej grupy poległ 3 IX Tadeusz Golik w nieustalonych okolicznościach, podczas dramatycznej ewakuacji ludności polskiej z Osiecznika przez odział samoobrony pod dowództwem „Jastrzębia” i „Sokoła”. Antoni Romankiewicz (ojciec) zginął 25 XII w Janówce w obronie bazy zasmyckiej, zaatakowanej przez duże siły OUN-UPA. Henryk Sobczyk poległ 14 IV 1944r. w bitwie z Wehrmachtem w lasach mosurskich.  Żyje Jan Sobczyk, dwukrotnie ranny w  walkach z Niemcami i w wyniku przypadkowego zbombardowania przez samolot sowiecki obozu koncentracyjnego w Okszowie koło Chełma. Samolot, schwytany w strumień niemieckiego reflektora, ratował się przed zestrzeleniem głębokim nurkowaniem, ale żeby wznieść się i dołączyć do eskadry musiał pozbyć się bomb które zburzyły 3 baraki, zabijając i raniąc kilkunastu więźniów. Żyją również Antonina Leśniewska – Fijałka, żona „Sokoła” i jej brat Zenon. Polegli również inni radowiczanie którzy wstąpili do samoobrony i oddziałów „Sokoła” i „Jastrzębia”. Stanisław Mazurek, Józef Rak zginęli w bitwach z Niemcami w lasach mosurskich; Piotr Szewczyk poległ w lasach Szackich, Bolesław Laszak już w LWP na Wale Pomorskim, Czesław Rakowski 19 IV 1945r.  pod Berlinem, Tadeusz Rakowski 26 IV 1946r. w zasadzce UPA pod Hrubieszowem.  Radowiczanie w batalionach „Jastrzębia” i „Sokoła” przeszli bohaterski szlak bojowy od Zasmyk do Skrobowa, gdzie 27 Dywizja AK została  25 VII 1944r. rozbrojona przez Armię Czerwoną. Największą zasługą oddziałów Dywizji było uratowanie przed zagładą ze strony OUN-UPA.  Kilkaset tysięcy ludności polskiej.  Jej oddziały prowadziły bezustanne walki z  atakującymi bandami UPA, a w 1944r.  – z frontowymi jednostkami Wermachtu.  Wołyniacy, zwłaszcza Ci ratowani przez samoobrony i oddziały AK, zachowują we wdzięcznej pamięci swoich obrońców. Boleją z poczuciem głębokiego upokorzenia, że nasze elity, Prezydent RP, rząd, parlament, historycy, część hierarchii kościelnej, literaci nie zdobyli się na ludzkie uczucia nawet w okrągłe rocznice, na złożenie hołdu bohaterskim żołnierzom, nie uczcili godnie pamięci ofiar OUN-UPA, niejednokrotnie przecież własnych rodziców, braci, sióstr, dziadków, krewnych, okrutnie pomordowanych przez barbarzyńców. Jest to ponury objaw etycznej degrengolady, cynicznej wybiórczej pamięci, dzielenia ofiar na godne czci i pamięci i skazane na zapomnienie. Efektem takich postaw i zachowań  jest drastyczne fałszowanie naszych dziejów kresowych z pogardą dla prawdy historycznej, ludzkiego cierpienia i bohaterstwa.

Feliks BUDZISZ

Kresowy Serwis Informacyjny

Serwis o Wołyniu

Serwis o Kresach

Polecane filmy

Wieczna Chwała Bohaterom

Zostań sponsorem serwisu

poprzez zamieszczenie w TYM miejscu swojej reklamy.

Zamówienie banneru reklamowego kliknij TU

Statystyki

Użytkowników:
6
Artykułów:
467
Odsłon artykułów:
2733523

Odwiedza nas 207 gości oraz 0 użytkowników.

 
Copyright © 2004 r. 27 WDP AK
Wykonano w Agencji Reklamowej Bartexpo