Do wolonatriuszy

Poszukujemy wolontariuszy do prowadzenia na FB tematycznych fanpage. Zgłoszenia ślijcie na adresy z zakładki "Napisz do nas".

Szlak bojowy 27 WDP AK

 

Dołacz do akcji

Logowanie

Polska samoobrona na Wołyniu – zgrupowania polskiej ludności cywilnej i oddziałów Armii Krajowej w celu obrony przed masowymi mordami Polaków przez ukraińskich nacjonalistów, taką informację  można znaleźć w tym temacie w Wikipedii. Dodać tu należy, że wszystko o czym tam się pisze dotyczy głównie roku 1943.

Podobnie temat zamyka się w znanym referacie; Michała Klimeckiego, Zbigniewa Palskiego, "Samoobrona ludności polskiej na Wołyniu w 1943 roku". Powstanie  z początkiem 1944 r. 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty  AK zamyka temat samoobrony. Dlaczego?  Czy zniknęło zagrożenie ze strony nacjonalistów ukraińskich? Oczywiście, że nie, chociaż faktem jest, że na terenie gdzie działała dywizja dokonano znacznego oczyszczenia terenu. W tym miejscu należy jednak powiedzieć, że  w ramach powszechnej mobilizacji oddziały samoobrony znajdujące się na zachód od frontu , weszły w skład tworzonej dywizji i opuściły swoje wsie. Natomiast na terenach zajętych przez Sowietów , również ogłoszono powszechną mobilizację i po wsiach pozostały dzieci do lat 18-tu i starcy po sześćdziesiątym roku życia. Istniejące oddziały samoobrony zostały przez NKWD rozbrojone i dosłownie zlikwidowane. Zagrożenie i mordy ze strony nacjonalistów ukraińskich nie tylko istniało, ale trwało cały 1944 i  do połowy 1945 roku, praktycznie do czasu tzw. „repatriacji „ Polaków za Bug.  Jedyną szansą na obronę ludności cywilnej Wołynia, pozostały tworzone przez Sowietów , "Istriebitielnyje Bataliony”*. Temat ten nie został jednak do tej pory opisany przez żadnego historyka. To „kukułcze jajo” obchodzone jest z daleka, nie tylko przez historyków, ale również większość piszących „amatorów” wołyńskiej historii. Moim zdaniem zupełnie niesłusznie, zresztą jak wskazują niżej zaprezentowane artykuły, nie tylko ja tak myślę. Zapraszam do zapoznania się z bardzo ciekawymi opracowaniami osób, zajmujących się wydarzeniami wołyńskimi od bardzo dawna. Dlatego nie można odmówić im autentycznego profesjonalizmu w tej materii.

Dymitr Bagiński w swoim opracowaniu pod tytułem; "Istriebitielnyje Bataliony - w służbie NKWD i Polaków" **,  pisze;                                                                                                                                               Druga okupacja sowiecka na Kresach Południowo-Wschodnich nie przyniosła tamtejszym Polakom poprawy losu. Co prawda nasycenie terenu oddziałami wojskowymi ograniczyło chwilowo ludobójstwo OUN i UPA, jednak Sowieci kilka tygodni po zajęciu Kresów zarządzili mobilizację Polaków do Ludowego Wojska Polskiego a z drugiej strony przystąpili do aresztowań polskiego aktywu. Polacy, szczególnie akowcy, stanęli przed wyborem – wyjazd na zachód na wojnę lub na wschód do gułagu. Ogołocenie polskiej mniejszości – i tak już przetrzebionej rzeziami – z mężczyzn zdolnych do noszenia broni, wystawiłoby (i często wystawiało) polskich cywilów na łaskę i niełaskę banderowców. Co prawda w tamtym okresie (od maja 1944r.) twierdzili oni, że ich celem nie jest już mordowanie kobiet i dzieci, ale w praktyce często było inaczej. Sowieci doskonale wyczuli sytuację i wykorzystali polską potrzebę kontynuacji samoobrony przed OUN i UPA. Rozbrajając zwykłe oddziały samoobrony, pozwolili Polakom wstępować do tzw. Istriebitielnych Batalionów.  Istriebitielnyje Bataliony były formalnie rodzajem milicji pomocniczej, w rzeczywistości zalegalizowaną samoobroną. Zdarzało się, że gremialnie przechodzili do nich członkowie dotychczasowych samoobron. Inspektorzy AK wyrażali zgodę na zawiązywanie IB, choć oznaczało to oddanie się ich żołnierzy pod dowództwo sowieckie. IB były podporządkowane NKWD, ale sami ich członkowie enkawudzistami oczywiście nie byli. Nazwa formacji prawdopodobnie pochodzi od rosyjskiego czasownika „istriebit‘” oznaczającego „zniszczyć całkowicie”. Polskie Ministerstwo Pracy i Spraw Socjalnych używa wobec niej określenia „bataliony szturmowe”. Nazwa „batalion” w kontekście IB jest nieco myląca – pojedynczy „batalion” liczył od kilkunastu do kilkudziesięciu osób. IB dowodzili najczęściej oficerowie sowieccy a dowódcami poszczególnych pododdziałów byli Polacy. Istriebitielnyje Bataliony zajmowały się zarówno obroną polskich miejscowości przed UPA jak i zwalczaniem ukraińskiego nacjonalistycznego podziemia. Ochraniały także obiekty państwowe i gospodarcze, utrzymywały ład i porządek publiczny (np. z aresztowaniem „spekulantów” włącznie). W ich skład na terenie Wołynia i Galicji Wschodniej wchodziło (na pocz. 1945) około 23 tys. żołnierzy. Byli to w większości Polacy, którzy w odróżnieniu od Ukraińców nie byli poddani ostracyzmowi (części) własnego środowiska i służyli ofiarnie. 80% członków IB liczyło poniżej 18 roku życia. Żołnierze ci nie byli jednolicie umundurowani, co sprawiało, że oddziały IB często przypominały partyzantkę. Tylko część „istriebków” była skoszarowana, większość kwaterowała w rodzinnych domach. Posiadali broń własną oraz byli dozbrajani przez Wojenkomaty (sowieckie wojskowe komendy uzupełnień). Przemieszczali się na piechotę lub zaprzęgami konnymi.  Oddział IB w Brzeżanach defiluje z okazji zwycięstwa nad Niemcami. Zdjęcie znalezione na jednej ze stron kresowych. Podpis pod zdjęciem głosił, że wszyscy ci żołnierze byli wcześniej w AK.  Do 1 sierpnia 1945 r. IB przeprowadziły na terenie USSR ponad 26 tys. operacji bojowych, a więc średnio prawie 50 dziennie. W akcjach tych zabiły 11 193 i aresztowały aż 173,5 tys. osób, z tego ponad 30 tys. „bandytów i ich pomocników”. Jak widać, działalność IB musiała być dotkliwa dla OUN i UPA, co odzwierciedla następujący fragment jednego z raportów UPA: „Bardzo niebezpiecznym dla nas przeciwnikiem jest polska policja – zna miejsca i ludzi (...) bierze udział w antyukraińskich operacjach milicji bolszewickiej.” Z tego powodu wielu „istriebków”, którzy wpadli w ręce nacjonalistów ukraińskich, zginęło dopiero po torturach. Istnieją przekazy o przejawach brutalności IB wobec ludności ukraińskiej. Polscy „istriebkowie” mieli upokarzać Ukraińców, bić ich, palić zabudowania a nawet dokonywać mordów na pojedynczych cywilach. Trzeba jednak pamiętać o warunkach, w jakich działały IB – walczyły ze skrajnie radykalnym podziemiem, które – mając spore poparcie wśród ludności ukraińskiej – od ponad roku przeprowadzało ludobójstwo na ludności polskiej. Jednak ilość ofiar w stosunku do liczby akcji – jedna osoba zabita na ponad dwie przeprowadzone akcje – świadczy, że IB, w przeciwieństwie do UPA, nie zajmowały się eksterminacją ludności. Nie można więc działalnością IB usprawiedliwiać ponownego wybuchu rzezi na terenach b. woj. tarnopolskiego na przełomie 1944 i 45 r. Generalnie niewiele wiadomo o działalności Istriebitielnych Batalionów. Żaden historyk nie podjął tego tematu. Nikt nie podejmuje się nawet oszacować strat, jakie poniosły IB w walce z OUN i UPA. Dla przykładu IB w Brzeżanach straciło kilkanaście procent składu osobowego a IB w Baworowie (obie miejscowości w b. woj. tarnopolskim) ponad 30%. Po tzw. repatriacji (od połowy 1945 r.) siła IB osłabła. Polaków częściowo zastąpiono Ukraińcami, ci jednak byli podatni na dezercję i współpracę z nacjonalistycznym podziemiem. Członkom IB z reguły nie wystawiano zaświadczeń o odbytej służbie. Do 1996 r. byli „istriebkowie” musieli walczyć o swoje prawa kombatanckie. Dopiero 3 kwietnia 1996 r. Sejm RP uchwalił zmianę ustawy „kombatanckiej” stanowiącą, że za działalność kombatancką uznaje się m.in. „uczestniczenie w tzw. Niszczycielskich Batalionach (Istriebitielnych Batalionach) na dawnych ziemiach polskich w województwach: lwowskim, stanisławowskim, tarnopolskim i wołyńskim w obronie ludności polskiej przed ukraińskimi nacjonalistami w latach 1944-1945.”

Istriebitielnyje Bataliony były jedyną legalną formą samoobrony polskiej na ziemiach zajętych przez ZSRR.

Jeszcze szerzej do tematu podeszła Monik a Śladewska w swoim artykule :” Istriebitielne Bataliony”***, analizując nie tylko całą sytuację, ale wdając się w polemikę z innym autorem prezentującym bardzo  kontrowersyjne poglądy na ten temat.

Akowcy wstępowali do nich nie z chęci kolaboracji, ale położenia kresu ludobójstwu dokonywanemu przez OUN-UPA     Czy można pisać o Istriebitielnych Batalionach bez przypomnienia, chociażby w skrócie, o położeniu polskiej ludności Kresów Południowo-Wschodnich II RP, od momentu wybuchu II wojny światowej? Ten obszar to olbrzymie cmentarzysko, gdzie często w miejscach nieznanych spoczywa minimum 200 tys. Polaków bestialsko zamordowanych przez członków Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) i jej formacje zbrojne. Pominięcie tak ważnego faktu i nieujawnienie sytuacji polityczno-militarnej zaistniałej w okresie, gdy te bataliony powstawały, oraz odpowiednio dobrany tytuł sprawia, że w artykule Piotra Zychowicza "Z wrogiem na wroga" ("Rzeczpospolita" 16-17 stycznia 2010 r.) jest więcej zamierzonego zamętu niż rzetelnego przedstawienia problemu i prawidłowej oceny ludzi w kontekście czasów, czasów zdziczenia absolutnego, w których przyszło im żyć. Tę starą maksymę słusznie przypomniał pan Mieczkowski, przewodniczący organizacji skupiającej weteranów owych batalionów. Wszystko, co wcześniej działo się na ziemiach kresowych, ma ścisły związek z działalnością Istriebitielnych Batalionów, w których znaleźli się młodzi chłopcy, żołnierze AK, harcerze i starsi mężczyźni. Istriebitielne Bataliony to termin rosyjski, w tłumaczeniu na język polski nie posiada jednoznacznej nazwy, najbardziej prawidłowa byłaby Bataliony Szturmowe.  Czy autor, pisząc ten artykuł, wiedział, że w 1944 r. Związek Radziecki był członkiem Wielkiej Koalicji Antyhitlerowskiej i naszym formalnym sprzymierzeńcem,mimo że rządy nie utrzymywały stosunków dyplomatycznych? Pełnomocnik rządu na kraj w konspiracyjnej ulotce, wydanej w końcu 1943 r. pt. "Do ludności ziem granicznych", zwracał się tymi słowami: "Wobec wkraczających wojsk sowieckich obywatele Rzeczypospolitej winni zająć godne i poprawne stanowisko, pomnąc, iż są to sprzymierzeńcy naszych wielkich Aliantów w walce z Niemcami". W tej wojnie były tylko faszystowskie Niemcy z pomocnikami i koalicja antyhitlerowska. Tymczasem terrorystyczno-dywersyjne organizacje ukraińskich nacjonalistów UWO i OUN od początku powstania liczyły na Niemcy, najpierw Republikę Weimarską, a od 1933 r. na Niemcy hitlerowskie. Abwehra szkoliła kadry OUN, zaopatrywała w broń i dokumenty. OUN była subsydiowana przez niemiecki wywiad wojskowy. Zbrojne formacje OUN były militarnym, politycznym i ideologicznym sprzymierzeńcem hitlerowskiej machiny wojennej.   Sytuacja wytworzona przez OUN w czasie wojny była jasna, należało ją przedstawić. Celem OUN było         zbudowanie jednoetnicznego państwa ukraińskiego, jedną z metod zbudowania takiego państwa, przewidzianą w uchwale w 1929 r., było całkowite usunięcie "czużyńców" z ziem ukraińskich. Miało to nastąpić w toku rewolucji narodowej - oczekiwana wojna przyniosłaby niepodległość Ukrainie.    Już we wrześniu 1939 r. bojówki OUN dokonywały napadów na cywilną ludność polską, właścicieli majątków i polskich żołnierzy powracających do domów. Legion ukraińskich nacjonalistów pod dowództwem Suszki wziął udział w agresji Niemiec na Polskę. W agresji Niemiec na ZSRR w 1941 r. udział brały ukraińskie bataliony "Nachtigall" i "Roland". Ukraińska Republika Radziecka była po stronie koalicji antyhitlerowskiej. Tzw. Ukraińska Powstańcza Armia powstała na Wołyniu w październiku 1942 r., jej struktury kształtowały się w 1943 r. Nie była to ani armia, ani partyzantka, nie została przyjęta do Światowej Federacji Kombatantów, faktem jest, że działała metodą partyzancką i w żelaznej dyscyplinie utrzymywała ludność ukraińską. Jej członkowie chcą uchodzić za tych, kim nie byli, są na to dowody niepodważalne, mimo to ich obrońcy kreują ludobójców na bohaterów i przedstawiają jako wzorzec do naśladowania. Już w 1942 r. nacjonaliści ukraińscy podjęli realizację planu zagłady ludności polskiej Wołynia i południowego Polesia, mordując bezbronnych od starca do niemowlęcia. Niszczono zabytki kultury łacińskiej i palono polskie zagrody. Bojówkarze OUN-UPA byli moralnie wspierani i rozgrzeszani przez duchowieństwo Cerkwi greckokatolickiej i prawosławnej. Sytuacja polityczno-społeczna w Małopolsce Wschodniej była nieco inna niż na Wołyniu, Małopolskę WschodniąNiemcy włączyli do GG. Armia Krajowa na tamtym terenie miała dogodniejsze warunki do organizowania się i już w 1942 r. stanowiła znaczącą siłę w strukturach państwa podziemnego.   W Reichskommissariacie Ukraine na Wołyniu sprawy konspiracji były bardziej skomplikowane z powodu terroru niemieckiego i policji ukraińskiej. W Małopolsce Wschodniej w 1943 r. oddziały OUN-Bandery nie podejmowały jeszcze masowych działań antypolskich, nastąpiło to dopiero na początku 1944 r. W styczniu 1944 r. wojska radzieckie przekroczyły polską granicę z 1939 r. i dużym klinem zajęły Wołyń. W nowej sytuacji politycznej część sotni opuściła Wołyń. Szuchewycz, oficer byłego batalionu "Nachtigall", główny dowódca UPA, wydał rozkaz: "W związku z sukcesami bolszewików należy przyśpieszyć likwidację Polaków, w pień wycinać, czysto polskie wsie palić". Fala mordów przesunęła się na Podole, gdzie koncentrowały się główne siły UPA, wspomagane przez policyjne pułki dywizji Waffen SS "Galizien", sformowane w 1943 r. na terenie dystryktu Galizien i przeszkolone do zadań pacyfikacyjnych. Należy podkreślić, że w eksterminacji polskiej ludności kresowej uczestniczyły wszystkie formacje ukraińskich nacjonalistów, łącznie z ukraińską policją pomocniczą. W styczniu 1944 r. na Wołyniu w ramach akcji "Burza" powstała 27. Wołyńska Dywizja AK. Do marca 1944 r. broniła Polaków zgromadzonych w bazach samoobrony w zachodnich powiatach Wołynia. W kwietniu 1944 r. 27. Wołyńska Dywizja AK brała udział w walkach frontowych, wspólnie z wojskami radzieckimi w operacji kowelskiej. W marcu 1944 r. wojska radzieckie okrążyły Tarnopol. Wkrótce ogłoszono mobilizację do Wojska Polskiego. Armia Krajowa na Podolu została rozwiązana, w owym czasie oddziały banderowskie były wzmocnione i dozbrojone przez wojskowe formacje niemieckie w celu dokonywania dywersji na zapleczu frontu. Po przesunięciu się frontu na zachód ludność polska znalazła się w dramatycznej sytuacji, płonęły polskie wsie. Należało podejmować trudne decyzje, aby ratować pozostałych przy życiu Polaków. Władze radzieckie powoływały Istriebitielne Bataliony, podporządkowane lokalnym władzom, początkowo "rejonwojenkomatom", w późniejszym okresie NKWD - odpowiednik Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Zadaniem IB było utrzymanie ładu, w szczególności położenie kresu ludobójstwu dokonywanemu przez OUN-UPA, SB, SKW, zarysowała się możliwość legalnego otrzymania broni i ratowania życia. W tej sytuacji dowództwo sowieckie akceptowało i zalegalizowało istnienie uzbrojonych oddziałów polskiej samoobrony. Dowódcy poszczególnych oddziałów AK kierowali nieletnią młodzież i starszych mężczyzn do IB głównie w celach obronnych. Nie było alternatywy, nie bronić się oznaczało ginąć od noża, siekiery lub w płomieniach ognia. Trzeba w ogóle nie mieć wyobraźni, aby zadać pytanie: "Co by się stało, gdybyście na ten układ nie poszli?". Pan Zychowicz nie zadał sobie trudu, aby sięgnąć do dobrze udokumentowanych prac, lecz zgodnie z nośnymi aktualnie motywami politycznymi wolał powołać się na wybielaczy zbrodniczej organizacji. Czy młodzi dziennikarze nie wiedzą, że w III Rzeczypospolitej skutecznie działają kontynuatorzy ounowskiej tradycji, pozostający w orbicie współczesnego nacjonalizmu ukraińskiego, którzy przy pomocy Polaków zdołali już przekształcić bandy UPA w "partyzantkę", a nawet w "ruch narodowowyzwoleńczy"? Nikt nie zaprzecza, że Ukraińcy mieli prawo walczyć o wolną Ukrainę, ale barbarzyńskie metody przyjęte przez OUN zhańbiły ideę walki o niepodległość. Ukraiński ruch nacjonalistyczny typu faszystowskiego, który rozwinął się na terenie Galicji, a umocnił się na południowych ziemiach II RP, nie był ruchem wyzwoleńczym narodu ukraińskiego. Naród ukraiński odcina się od galicyjskich ekstremistów, obywateli polskich, dał temu wyraz w ostatnich wyborach. Ludobójstwo dokonane przez OUN-UPA w najmniejszym stopniu nie przyczyniło się do uzyskania niepodległości Ukrainy. Tytuł artykułu i podtytuł - pytanie, kim byli żołnierze AK i harcerze, którzy wstąpili do IB, kolaborantami czy bohaterami? - w dwuznacznej sytuacji stawia żyjących obrońców resztek polskiego żywiołu na Kresach Wschodnich. W tym zakresie nie może być niedomówień. O kolaboracji AK z partyzantką i Armią Radziecką w zeszytach historycznych paryskiej "Kultury" w nr. 90. pisał T.A. Olszański, tekst drukowała "Rzeczpospolita" w nr. 4. z 1991 r. pt. "Pamięć o Kresach - tak, ale jaka". Olszański powielił propagandowe twierdzenie Łebeda - zastępcy Bandery, zawarte w książce jego autorstwa. Nie zaprzecza mordom, usiłuje tylko je zminimalizować, winę za nie przerzuca na stronę polską lub bliżej nieokreślone bandy dezerterów, na NKWD i Niemców, a głównie cały problem stara się rozmyć przez uogólnienia. Olszański pisze: "Współpraca AK z partyzantką i armią sowiecką była także kolaboracją z wrogami Polski i na dużo większą skalę niż współpraca UPA z niemieckimi siłami zbrojnymi". Łebed - organizator ludobójstwa miał prawo się bronić, ale kłamstw nie można przyjmować za prawdę. Chwyty propagandowe ukraińskich działaczy nacjonalistycznych są powszechnie znane, dziennikarz nie może się tłumaczyć niewiedzą lub nieświadomością. Gdyby pan Zychowicz zajrzał do dokumentów, a to jest przecież obowiązkiem, odróżniłby regularne formacje NKWD, umundurowane i skoszarowane, od nieregularnych, jakimi przejściowo były IB złożone z Polaków, którzy nie byli umundurowani, nie pobierali żołdu, nie składali przysięgi, przebywali w swoich miejscowościach, nie byli więc funkcjonariuszami NKWD, dzięki legalnemu posiadaniu broni uratowali życie wielu polskim rodzinom. Żołnierze ci brali udział w walkach z ukraińskimi oddziałami ludobójczymi, wielu z nich poległo. Bronili Polaków przed torturami wymyślonymi przez samo piekło, a stosowanymi przez tzw. UPA, z tego tytułu przysługuje im prawo do czci i chwały. Problemu nie okrywa "wstydliwe milczenie", jak pisze pan Zychowicz, lecz czeka on na rzetelne opracowanie przez historyków kierujących się polską racją stanu, dotyczy on około 30 tys. ludzi kresowej samoobrony, działającej od 1944 r. do czasu ekspatriacji Polaków na Ziemie Odzyskane. Szczepan Siekierka, prezes Stowarzyszenia Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów, nie mógł powiedzieć, że Polaków wcielano do Armii Czerwonej, to wymysł autora artykułu. W tym czasie trwała mobilizacja do polskiej armii gen. Zygmunta Berlinga. Ojciec prezesa Siekierki, członkowie jego rodziny i inni Polacy w I i II Armii WP brali udział w szturmie na Berlin lub w zwycięskiej bitwie pod Budziszynem. Odniosłam wrażenie, że autor artykułu w rozmowie z weteranami czekał na potwierdzenie, iż były to jednostki kolaborujące, taką właśnie wersję o polskich oddziałach samoobrony podtrzymują kontynuatorzy ounowskiej propagandy działający w diasporze, na Ukrainie, a także w Polsce. Od dawna wszelkimi siłami dążą do skompromitowania członków IB i żołnierzy KBW, których wojenny los, a może rozkaz po raz drugi skierował do walki z UPA, jeśli ktoś nie był w wojsku, nie rozumie tego. Na skutek podstępnych działań wybielaczy OUN-UPA po 1989 r. tym żołnierzom odebrano uprawnienia kombatanckie. Sprawę rozpatrywał Sąd Najwyższy, na posiedzeniu jawnym w dniu 3 kwietnia 1996 r. mając na uwadze całokształt zebranej dokumentacji, podjął uchwałę przywracającą uprawnienia kombatanckie i honor żołnierza walczącego z najokrutniejszą banderowską formacją II wojny światowej. Paradoksem jest, że we własnej ojczyźnie trzeba było dochodzić praw w drodze postępowania sądowego. Należałoby zadać pytanie: jeśli pan Zychowicz wiedział o wyroku Sądu Najwyższego, dlaczego go podważa? Żołnierze KBW, o których mowa w artykule, i inne jednostki wojskowe oraz MO po wojnie do 1947 r. broniły integralności granic państwa polskiego, mienia ludności polskiej i ukraińskiej, która w ramach umowy wyjeżdżała do USRR. Za sprawą pogrobowców OUN-UPA akcja "Wisła" została przeniesiona do sfery polityki, jest to odrębny temat. Akcja "Wisła" położyła kres ludobójstwu, przywróciła spokój, poparło ją polskie społeczeństwo, została przeprowadzona w interesie narodu i państwa polskiego. Największe zdziwienie wzbudza konstatacja autora artykułu, który pisze, "że ludzie ci (w domyśle polscy żołnierze) broniąc rodzin, w szeregach NKWD jednocześnie przyczynili się do sowietyzacji swoich stron rodzinnych". Kto zrozumie, o co w tym zdaniu chodzi dziennikarzowi "Rzeczpospolitej"?

Na zakończenie wypada zaprezentować stan prawny, tak istotny dla kombatantów ostatniej formy Samoobrony Ludności Polskiej na Wołyniu, a jest on w końcu już określony.

Uczestnictwo w Istriebitielnych Batalionach nie miało – zdaniem NSA – charakteru służby wojskowej, a udział w akcjach tych batalionów był dorywczy w tym sensie, że ich uczestnicy nie tracili na stałe więzi z rodzinami i miejscem zamieszkania. W konsekwencji tego udział w Niszczycielskich Batalionach nie może być uznany za równorzędny ze służbą w wojskach NKWD w rozumieniu art. 1 ust. 2 pkt 4 ustawy, a członek tych Batalionów nie był żołnierzem, co stwierdził już NSA w wyroku z 6 marca 1989 r., II SA/907/88. W samej uchwale stosowany jest termin „działalność kombatancka”. O „pełnieniu służby” nie mówi również Art. 1 podpunkt 2 paragraf 7 ustawy z dnia 24 stycznia 1991 r. wraz z późniejszymi zmianami „O kombatantach oraz niektórych osobach będących ofiarami represji wojennych i okresu powojennego” wraz z późniejszymi zmianami: uczestniczenie w tzw. Niszczycielskich Batalionach ("Istriebitielnych Batalionach") na dawnych ziemiach polskich w województwach: lwowskim, stanisławowskim, tarnopolskim i wołynskim w obronie ludności polskiej przed ukraińskimi nacjonalistami, w latach 1944-1945).****

Prawdą jest, że dość długo to wszystko trwało, ale na dzień dzisiejszy wreszcie mamy jasność w tym temacie. Można powiedzieć, że nadszedł czas aby w historii dopisać  „Epilog Samoobrony Ludności Polskiej na Wołyniu” do wcześniej prezentowanej historii.

* Pod tą nazwą kryją się tzw. Niszczycielskie Bataliony, utworzone przez Armię Czerwoną na terenach tzw. Kresów Wschodnich do walki z partyzantką i bandytami, a także do pełnienia funkcji pomocniczych i wartowniczych (Tomasz Balbus, Polskie „Istriebitielne bataliony” NKWD w latach 1944-1945, [w:] „Biuletyn IPN” 6 (17)/2002, s. 71-71); jednostki te były pod nadzorem NKWD, czego nie wstydzi się  przewodniczący Rady Krajowej Środowiska Żołnierzy Polskich Oddziałów Samoobrony (POS) – Istriebitielnych Batalionów, pułkownik Bolesław Mieczkowski (http://www.kombatantpolski.pl/2006_04_art3.html

** Dymitr Bagiński       http://www.maddogowo.pl/istriebitielnyje_bataliony.html

***Monika Śladewska  http://www.przeglad-tygodnik.pl/pl/artykul/istriebitielne-bataliony

****  (http://aktyprawne.rp.pl/aktyprawne/akty/akt.spr?id=164488

Kresowy Serwis Informacyjny

Serwis o Wołyniu

Serwis o Kresach

Polecane filmy

Wieczna Chwała Bohaterom

Zostań sponsorem serwisu

poprzez zamieszczenie w TYM miejscu swojej reklamy.

Zamówienie banneru reklamowego kliknij TU

Statystyki

Użytkowników:
6
Artykułów:
465
Odsłon artykułów:
2703879

Odwiedza nas 188 gości oraz 0 użytkowników.

 
Copyright © 2004 r. 27 WDP AK
Wykonano w Agencji Reklamowej Bartexpo