Dołacz do akcji

 

Szlak bojowy 27 WDP AK

 

Do wolonatriuszy

Poszukujemy wolontariuszy do prowadzenia na FB tematycznych fanpage. Zgłoszenia ślijcie na adresy z zakładki "Napisz do nas".

Logowanie

- Panie komendancie! – meldował wartownik. Rokitniaki przybyli z Oddziału i chcą z panem pilnie rozmawiać. - Z Oddziału? – powtórzyłem. A co się stało ? – pytałem, tknięty złym przeczuciem. Wartownik odruchem ręki, tylko wskazał na wejście. - Co się stało ? – powtórzyłem pytanie i zerwałem się na równe nogi. - Już niczego nie należy posyłać do Oddziału – rzekł z rezygnacją plut. Hofman. Oddziału już nie ma w Peresiekach, bo odmaszerował do Przebraża – mówił Wołodkiewicz. 

  - No to trudno chłopcy, macie dla mnie jakąś korespondencję ? – pytałem.  - Nie mam żadnego rozkazu ani żadnej korespondencji, bo kpt. Wujek wraz z całym sztabem i przybocznym plutonem, został aresztowany – odpowiedział z bólem i goryczą „Witalis”. - Co ty mówisz, człowieku!.. aresztowany ? Przez kogo ? – pytałem wytrącony z równowagi. - Przez Naumowców – brzmiała smutna odpowiedź. - Co wy mówicie ...przecież nasz dowódca był z tym Oddziałem w bardzo dobrej i przyjacielskiej komitywie.... Czy miała miejsce jakaś awantura ? pytałem niedowierzając kolegom.       - Nie było żadnej awantury – mówił dalej Wołodkiewicz, tylko brak czujności. Nasz dowódca zapomniał, że „Walcząc z wrogiem, należy wystrzegać się przyjaciół” i zanadto ufał sojusznikom.

- Jak to się stało ? – pytałem coraz bardziej zaniepokojony.

- Mamy już pewność, że aresztowania naszego dowódcy dokonano w podstępny i nie licujący z dobrymi obyczajami sposób – mówił Wołodkiewicz.

Po tak nieprzyjemnej informacji spoglądałem nieufnie na przybyłych, intuicyjnie wyczuwając, że z tym faktem niestety należy się pogodzić. „Witalis” naświetlił przebieg zdarzenia, które miało mieć obiecujące perspektywy, a zakończyło się haniebną zdradą.

Wiedzieliśmy, że nasz dowódca współpracuje z sowiecką partyzantką, gdyż w wołyńskich uwarunkowaniach była to rozsądna konieczność. Świadczyły o tym wspólne akcje bojowe, wymiana doświadczeń i utrzymywane stosunki przyjaźni z liniowymi dowódcami sowieckimi, tej miary jak generałowie Kowpak i Szytow. Młodsi oficerowie liniowi tych sztabowców, bywali częstymi gośćmi naszego kapitana, bo łączyło ich nie tylko dobro służby, ale wzajemna ludzka przyjaźń i sympatia do wzorowego oficera sojusznika. Kapitan Wujek zrośnięty z naszą tradycją bojową i wysokim poszanowaniem honoru oficerskiego, nigdy nie przypuszczał, że ci sami sojusznicy i koledzy jego szczerych przyjaciół, dopuszczą się zbrodni równającej się z metodami Dzyngis – Hana ! Wujkowi wschodnie obyczaje nie były dotychczas znane i nie uświadamiał sobie, że kontakt i przyjazne stosunki z liniowymi oficerami, są źle widziane przez towarzyszących im, przybocznych „politruków”, których funkcją jest podejrzewać i karać, niezależnie od dowodów i wielkości winy. Nasz szczery i niedoświadczony w tym względzie dowódca wpadł w sidła własnej łatwowierności i stał się ofiarą podstępu ze strony sojuszniczych oddziałów partyzanckich. Do jego aresztowania użyto celowo naumowców, aby odwrócić podejrzenia od szytowców i kowpakowców, chociaż oskarżenie na Wujka uknuli „politrukowie” tych właśnie oddziałów. Ostatnio wszystkim naszym żołnierzom było wiadome – bo Wujek nie ukrywał się z dobrą wolą sowietów odnośnie dozbrojenia jednostki i otrzymania od szytowców połowy zrzutu samolotowego, że niebawem nastąpi wyposażenie Oddziału w broń sowiecką i zapoznanie naszych oficerów z sowieckimi środkami minerskimi i akcją dywersyjną prowadzoną na kolejach. Jak z tego wynikało, umowa o przekazaniu połowy zrzutu już istniała. Toteż już na trzeci dzień po wymarszu kolegi na Średniak, do Peresiek przyleciał konny goniec i doręczył Wujkowi zaproszenie na przybycie całego sztabu do Zawołocza. Cel spotkania, rzekomo uroczyste przekazanie połowy otrzymanego zrzutu, zapoznanie naszych oficerów z materiałem minerskim i obowiązującym regulaminem postępowania, oraz towarzyskiego zbliżenia obydwu sztabów przy biesiadnym stole. Nasz dowódca, biorąc pod uwagę potrzebę takiej współpracy i towarzyskiego zapoznania się z „przyjaciółmi” – zarządził przygotowanie reprezentacyjnego plutonu przybocznego na najlepszych koniach i pełnego składu oficerów sztabu, przyzwoicie ubranych w wyjściowe mundury. Kapitan dosiadłszy swojej siwki reprezentował się świetnie i ruszył do sąsiadującego Zawołocza jak na paradę. Był to dzień 20 grudnia 1943 roku. Tam na miejscu został powitany jak na warunki partyzanckie, z należytymi honorami wojskowymi i gości zaproszono do pomieszczenia byłej szkoły, sadzając ich za biesiadne stoły. Okazało się, że „politruk” dokonujący rozsadzania gości, między naszych oficerów celowo umieszczał dwóch naumowców. Najstarszy z obecnych „politruk”, otwierając taką niezwykłą odprawę, wzniósł szklankę samogonu do góry, co było sygnałem do rozpoczęcia akcji. Naumowcy wstawszy ze swych siedzeń, zamiast podniesienia swoich napełnionych szklanek, chwycili ramiona naszych oficerów i momentalnie obezwładnili gości. W podobny sposób postąpiono z plutonem przybocznym. Przygotowanymi powrozami, powiązali rozbrojonych i poukładali ich na furmankach, które ruszyły w kierunku wschodnim. Na wschód momentalnie wycofała się cała jednostka Naumowa. Wtedy dopiero Mazurzy Zawołocza dosiadłszy koni, przylecieli zaalarmować Peresiek, o haniebnym podstępie sowietów. Partyzanci, a przeważnie Mazurzy miejscowi znający wschodnie obyczaje, od razu uwierzyli doniesieniom swoich rodaków i wtedy dopiero nastąpiło poruszenie. Partyzanci z pobliskich wsi natychmiast opuścili Oddział udając się do swoich domów, aby tam, wzmocnić Samoobrony przed prawdopodobnymi napadami rezunów. Natomiast wśród partyzantów z dalszych okolic, powstała niesamowita panika. Jedyny oficer pozostały w Oddziale kol. Nauczyciela, kompletnie stracił głowę i nie mógł opanować wzburzenia. Patrząc na ten nieład i brak rutyny, pan Wróblewski z Klesowa, skrzyknął niesfornych i posłużywszy się niezwykłą energią i patriotyzmem, przywrócił jako taki porządek odmaszerowując z pozostałą grupą do Przebraża. Jak się zorientowałem, inżynier Wróblewski poprowadził pluton granatowych, ten z batalionu 202, partyzantów ze Stepańskiej Huty i tamtejszych okolic oraz gospodarczy pluton kobiet. Reszta partyzantów – jak się okazało – odeszła z jednostki. Nawet imiennik inżyniera podchorąży Wróblewski z Klesowa, szedł razem z nami i poprowadził około 40 ludzi, aby dołączyć do Satanowskiego. Wśród nas Rokitniaków też poszukiwał chętnych do służby w jednostce AL. My jednak jak widzicie kolego, odmówiliśmy kategorycznie, bo pragniemy nadal służyć w AK. Nastąpiła ciężka chwila milczenia i zadumy nad przykrą, a nawet groźną sytuacją jaka zawisła nad placówką. Stała się ona teraz jedyną nadzieją Polaków zamieszkałych na naszym terenie. Mimowolnie spojrzałem po zebranych i stwierdziłem, że na ich twarzach malował się niewyobrażalny ból, doznana zniewaga i gorycz obrażonej dumy narodowej. Tak, nie miałem już wątpliwości, okazywana przyjaźń w Peresiekach, już wtedy wydawała się podejrzaną. Był nawet czas, kiedy ostrożnie zwracałem uwagę naszemu dowódcy, ale on wówczas skwitował mnie krótko mówiąc – Jeremicz, te sprawy zostawcie mnie! Teraz moje podejrzenia zostały potwierdzone, jednak metoda zastosowana przez „sojusznika” – uraziła nas wszystkich. To właśnie Witalis takie postępowanie nazwał, wyczynem Dzyngis-Hana, bo takim ono rzeczywiście jest i takim przejdzie do historii. Swoją drogą, dla rozładowania przykrej atmosfery i uzyskania większej wiedzy o tym, nad wyraz nieprzyjemnym wydarzeniu, postawiłem pytanie : czy istnieją jakieś dowody przeciwko Naumowcom, potwierdzające aresztowanie i skandalicznie poniżające potraktowanie naszego dowódcy i zaproszonego sztabu ? Jak informował mnie alarmujący nas mieszkaniec wsi Zawołocze – mówił Witalis – tamtejsi Polacy, od początku wyczuli wrogi stosunek Naumowców do naszej partyzantki. Najbardziej uwidoczniło się to w krytycznym dniu zaproszenia naszego sztabu. Na ten dzień Naumowcy zamówili podwody, a podstawione furmanki, nakazali ukryć przed gośćmi. Przykre następstwa były już wtedy widoczne, ale uprzedzenie gości nie było możliwe. Polscy wieśniacy postanowili więc dokładnie śledzić każdy krok naumowców. Zawołoczanie znali intencje wznoszonego w trakcie przyjęcia toastu: „Za Polskę od morza do morza” i zamiar obezwładnienia naszych przez wykręcenie rąk, związanie i wyniesienie na przygotowane wozy. Nasz dowódca wtedy krzyczał; to podstęp i gwałt! Jesteście w zmowie z banderowcami, ale w tym czasie usta gości były kneblowane, furmanki z aresztowanymi szybko odjechały, a za nimi wycofali się pośpiesznie wszyscy Naumowcy.

Wyszukał i wstawił: B. Szarwiło za:

http://wolyn.freehost.pl/wspomnienia/dytkowski_rokitno5.html

Kresowy Serwis Informacyjny

Serwis o Wołyniu

Serwis o Kresach

Polecane filmy

Wieczna Chwała Bohaterom

 

 

Zostań sponsorem serwisu

poprzez zamieszczenie w TYM miejscu swojej reklamy.

Zamówienie banneru reklamowego kliknij TU

Statystyki

Użytkowników:
6
Artykułów:
439
Odsłon artykułów:
2492703

Odwiedza nas 24 gości oraz 0 użytkowników.

 
Copyright © 27 WDP AK
Wykonano w Agencji Reklamowej BARTEXPO z szablonu: Joomla Perfect