Dołacz do akcji

 

Szlak bojowy 27 WDP AK

 

Do wolonatriuszy

Poszukujemy wolontariuszy do prowadzenia na FB tematycznych fanpage. Zgłoszenia ślijcie na adresy z zakładki "Napisz do nas".

Logowanie

Do dzisiaj niewyjaśniona jest sprawa śmierci ppłk. dypl. J. W. Kiwerskiego. Postać lubianego i cenionego żołnierza i oficera, twórcy i pierwszego dowódcy 27 WDP AK obrosła już legendą, tak jak do niedawna legendą były działania tej dywizji . Niewyjaśnione okoliczności śmierci tego oficera AK co to - w potocznym rozumieniu - z sowietami trzymał front wywołuje jeszcze dotąd w niektórych środowiskach sporo emocji. Autor postanowił podjąć próbę ustalenia podstawowych, dostępnych obecnie faktów w tej sprawie, chociaż jest to zadanie nadal dla historyka bardzo trudne. Wydana przed laty przez autora niniejszego artykułu biografia Kiwerskiego zobowiązuje jednak do podjęcia kolejnej takiej próby.

Zacznijmy zatem od źródeł. Moment śmierci można poznać ze wspomnień następujących oficerów: por. Władysława Czermińskiego ps. „Jastrząb” - z tej relacji korzystali autorzy opracowań dziejów 27 WDP AK : Michał Fijałka i Jerzy Turowski ; mjr. Tadeusza Sztumberk-Rychtera , zamieszczonych w jego książce pt. Artylerzysta piechurem - z tej relacji również korzystali M. Fijałka i J. Turowski; por. lekarza Grzegorza Fedorowskiego , z książki pt. Leśne ognie; relacja zgodna ze wspomnieniami szefa sztabu mjr. „Żegoty”; ppor. Wincentego Lemparta ps. „Wichura” - jego relacja została również wykorzystana w powyższych opracowaniach; mjr. Jana Szatowskiego ps. „Kowal” - relacja spisana przez Włodzimierza Siemaszko oraz z relacji żołnierzy batalionu por. „Jastrzębia”. Należy przy tym zauważyć, że relacje por. „Jastrzębia”, mjr. „Żegoty” i ppor. „Wichury” są źródłami bezpośrednimi, natomiast relacja mjr. „Kowala” oraz por. Fedorowskiego relacjami wtórnymi. Poza tym wszystkie relacje obciążone są cechą subiektywności oraz tym, że zostały spisane wiele lat po wojnie, a pamięć ludzka jest często zawodna; pamięta się zwykle sprawy zasadnicze, zaś wiele szczegółów ulega zatarciu lub pominięciu .
Wypada stwierdzić, że wszystkie relacje w dużym przybliżeniu są zgodne co do przebiegu akcji. Relacje por. „Jastrzębia” i ppor. „Wichury” zawarte w Pożodze pióra J. Turowskiego są podobne. Wynika z nich, że chałupę - w której zatrzymał się Oliwa - zaatakował oddział złożony z żołnierzy niemieckich, którzy oddali strzały, gdy dojrzeli osiodłane konie i kręcących się przy nich żołnierzy. W zorganizowanym polskim kontrnatarciu Niemcy stracili około 12 ludzi (?). Zaskoczeni rozmachem ataku nie zdążyli zabrać ze sobą rannego dowódcy. Ranny w nogi nie mógł uciekać i podparty jedną ręką strzelał z pistoletu do zbliżających się Polaków. Uspokoiła go seria ze stena por. „Jastrzębia” . Przytoczmy jego słowa: „Osobiście zabiłem niemieckiego dowódcę patrolu (...) zerwałem nawet jego trupie czaszki, by je przekazać żonie płk. Kiwerskiego" . J. Turowski dodał, że był to oficer SS .
Podobnie podał M. Fijałka - „Por. Jastrząb uderzył natychmiast. Odbił zwłoki dowódcy, zabił wielu Niemców, którzy po krótkiej obronie zbiegli w las. Jastrząb zastrzelił dowódcę patrolu, oficera SS w wyjściowym mundurze" . Tak samo pisał „Żegota” . Również mjr. „Kowal” zgadza się z tym opisem . Różnice zaczynają się dopiero wówczas, gdy dochodzimy do opisów nieprzyjacielskiego oddziału. Niestety J. Turowski, pomimo osobistego udziału w natarciu, tego opisu nie podał. Czyni to natomiast M. Fijałka, u którego czytamy dalej: „Jego ubiór jak i umundurowanie zabitych Niemców było niespotykane w warunkach leśnych, należeli do różnych formacji: gestapo, Wehrmachtu i żandarmerii" . Podnosi ten problem w swojej relacji mjr. „Kowal”: „Po jego rozbiciu (oddziału niemieckiego - przyp. M. K.) stwierdzono, że dowódca oddziału był ubrany w mundur oficera gestapo. Por. Jastrząb osobiście zerwał mu z czapki trupią główkę. Zabici szeregowi tego oddziału byli ubrani w mundury różnych rodzajów wojska niemieckiego jak mundury SS, Wehrmacht, Żandarmeria. Uzbrojenie mieli różnorodne, a m. in. przy zabitych znaleziono 10-strzałowy karabin sowiecki. Napotkane trupy wyglądały na przebierańców. Osobiście nigdy nie spotkałem tak różnorodnego umundurowania we frontowych oddziałach niemieckich. Były to zawsze oddziały jednolicie umundurowane i jednolicie uzbrojone. Rzecz niespotykana by oddziałem frontowym dowodził oficer w mundurze gestapowca. Przy zabitych nie znaleziono żadnych dokumentów i żołnierskich znaków rozpoznawczych, a to było też rzeczą niespotykaną u żołnierzy niemieckich" .
W książce Władysława Kobylańskiego – jednego z żołnierzy akowskiej dywizji - wydanej w Chicago , czytamy: „Przyjrzeliśmy się 5-ciu trupom leżącym tuż przed dopalającą się chatą. Ciekawy i zaskakujący był ich ubiór. Jeden z zabitych miał mundur oficera gestapo. Buty sowieckie, tak zwane harmoszki. Dwóch żołnierzy było ubranych w mundury niemieckiego Wehrmachtu. Spodnie i buty cywilne, hełmy na głowach. Następny w mundurze żandarma niemieckiego. Buty miał w strzępach. Ostatni z zabitych, normalnie ubrany - był Schutzmann niemiecki. Przeszło 3 i pół roku przyglądałem się Niemcom, ale w takich mundurach żołnierzy niemieckich nie widziałem" .
Postarajmy się teraz przy takiej ilości danych rozważyć i odpowiedzieć na pytanie: Czy mógł to zrobić oddział niemiecki? Przypomnijmy: dywizja od czterech dni biła się w całkowitym okrążeniu, w terenie wybitnie lesistym i bagiennym. Od ponad dwóch tygodni toczyła regularne boje z jednostkami niemieckimi prawie wszystkich formacji oraz z ich oddziałami pomocniczymi . Prowadziła walki na silnie rozwiniętym froncie, którego nie była w stanie obsadzić oddziałami w linii ciągłej. Tego typu obronie sprzyjały warunki terenowe. Niosły one jednak również pewne zagrożenie, gdyż oprócz dużych jednostek Niemcy wprowadzili do boju liczne, dobrze uzbrojone patrole, których wiele mogło na skutek intensywnych walk i przy specyfice frontu znaleźć się nawet na tyłach walczących oddziałów polskich. Za taką ewentualnością prze¬mawia silne nasycenie tego terenu patrolami wroga, o których wspominają obydwaj kronikarze dywizji .
Przy rozważaniu tej hipotezy warto jednak sięgnąć do badań podjętych przez profesora Władysława Filara – żołnierza i historyka 27 WDP AK – który zanalizował m.in. archiwalne dokumenty niemieckie przechowywane w Archiwum WIH. Z meldunków Dowództwa Armii Lądowej datowanych na 13 i 14 maja 1944 r. można np. wyczytać: „Według zeznań jeńców, polska duża banda w sile 4000-5000 ludzi, pod dowództwem polskiego mjr. „Oliwy”, znajduje się w leśnym rejonie płd. Małoryta (45 km płd-wsch. Brześć)” [obszar Polesia - przyp. MK]. Niemcy, zazwyczaj doskonale poinformowani, nie mieli więc – jak się wydaje - informacji dotyczących śmierci ppłk. Kiwerskiego. Zatem teza, że polskiego dowódcę wraz z ochroną zaatakował w leśniczówce niemiecki patrol, obarczona jest dużą dozą wątpliwości.
Jest jednak jeszcze jedna możliwość. Możemy hipotetycznie założyć, że żołnierze ci to jeńcy niemieccy, którzy w zamieszaniu bojowym w jakiś sposób uwolnili się z niewoli sowieckiej. Koncepcja ta tłumaczyłaby ich dziwne umundurowanie, różnorodność broni oraz formacji. Należy jednak pamiętać, że zamiana mundurów i obuwia była praktykowana zarówno przez żołnierzy dywizji jak i partyzantów sowieckich.
Wróćmy teraz do relacji. W pracy M. Fijałki czytamy: „Po chwili (od usłyszenia strzelaniny - przyp. M. K.) ujrzano galopującego oficera sowieckiego, który krzyczał: Wasz Gławnyj Komiendant ubit!" . Podobną relację podaje w swej książce W. Kobylański: „Nagle jak spod ziemi pojawił się sowiecki żołnierz na koniu i bardzo głośno krzyczał: Wasz kamandir ubit!” . Inne relacje jednak tego nie potwierdzają. Również nie wspominał tego mjr. „Żegota”. Major „Kowal” zaś tak mówi dalej: „jeden z naszych żołnierzy zeznał pod przysięgą, że gdy biegł z karabinem za uciekającym napastnikiem zobaczył leżącego żołnierza w mundurze niemieckim. Odruchowo zamierzył się, chcąc go przebić bagnetem ten powiedział po rosyjsku: Brat nie ubiwaj, u mienia żena i rebionek. Rozwścieczenie żołnierzy polskich było [jednak] tak wielkie, że każdego napotkanego przeciwnika zabijali. Ani jednego nie wzięto do niewoli!" .
Postarajmy się teraz znaleźć odpowiedź na drugie pytanie: Czy mógł to zrobić oddział sowiecki? By jednak odpowiedzieć na to pytanie, musimy wziąć pod uwagę całość stosunków sowiecko-polskich na Wołyniu.
Wiele relacji mówi o nieprzyjaznym, czy wręcz wrogim stosunku partyzantki sowieckiej, przede wszystkim podległej NKWD i NKGB, do oddziałów polskich podporządkowanych władzom w Londynie. Przyczyn należy szukać w dyspozycjach wydanych - na polecenie Moskwy - przez Ukraiński Sztab Partyzancki zgrupowaniom i oddziałom do rozprawienia się z oddziałami polskimi . Należy tutaj zauważyć, że dyrektywy były wynikiem stanowiska, które zostało opracowane przez najwyższe czynniki polityczne państwa sowieckiego, uważające Ziemie Wschodnie II Rzeczypospolitej, zajęte -w wyniku agresji 17 września 1939 r. - przez Armię Czerwoną, za suwerenne obszary sowieckie znajdujące się pod okupacją hitlerowską, na których mogą obowiązywać tylko prawa i porządki ustalone przez władzę sowiecką. Przypomnijmy, że za podstawę prawną służyły teatralne - jak dzisiaj wiemy - proklamowania przez zgromadzenia narodowe Ukrainy Zachodniej i Białorusi Zachodniej na tych terenach władzy sowieckiej oraz uchwały X sesji Rady Najwyższej ZSRS z listopada 1939 r. o przyłączeniu ich do Ukraińskiej i Białoruskiej republik sowieckich .
Stanowisko takie znalazło odbicie w rozkazach wydanych na wiosnę 1943r. przez Centralny Sztab Ruchu Partyzanckiego , a także w uchwałach komitetów centralnych Komunistycznych Partii (b) Ukrainy, Białorusi i Litwy. Wytyczne obowiązywały sekretarzy podziemnych komitetów obwodowych partii oraz dowódców zgrupowań, brygad i oddziałów partyzanckich.
I tak w rozesłanych do wszystkich podziemnych komitetów obwodowych okólniku „0 wojskowo-politycznych zadaniach pracy w zachodnich obwodach Białorusi" czytamy:
1. Zachodnie obwody sowieckiej Białorusi stanowią integralną część Republiki Białoruskiej. Na zajętym przez Niemców terytorium Białorusi dopuszczalna jest tylko działalność grup, organizacji i oddziałów, które kierują się interesami mas pracujących państwa sowieckiego.
2. Istnienie różnorodnych organizacji kierowanych przez polskie burżuazyjne ośrodki należy traktować jako bezprawne wtrącanie się do spraw naszego kraju;
3. Nasze główne zadanie sprowadza się do tego, aby szerzej rozwinąć sowiecki ruch partyzancki wciągając do niego wszystkie warstwy ludności, w tym Polaków. Nacjonalistyczne oddziały i grupy tworzone przez polskie koła reakcyjne należy izolować od ludności przez tworzenie sowieckich oddziałów i grup składających się z ludzi pracy narodowości polskiej;
4. Wszystkimi sposobami zwalczać oddziały i grupy nacjonalistyczne .
Na terenie Ukrainy dyrektywy najprawdopodobniej zaczęły obowiązywać po naradzie członków podziemnego KC KP (b) Ukrainy, odbytej w dniach 28-29 V 1943 r. we wsi Kartenicze nad rzeką Ubort. Pod kierownictwem sekretarza UKP (b) D. Korotczenki wzięli w niej udział czołowi organizatorzy i dowódcy zgrupowań partyzanckich Sidor Kowpak, Aleksander Saburkow, Aleksiej Fiodorów, Stiepan Malików, Wasilij Bagma, S. Rudniew i inni. Trzeba jednak w tym miejscu, gwoli prawdy historycznej zaznaczyć, że to o czym wspomina wielu partyzantów AK – w wielu wypadkach współpraca pomiędzy partyzantką sowiecką a AK w skomplikowanej sytuacji narodowościowej i politycznej terenów zabużańskich, układała się na dobrym poziomie. Pozwalała nawiązywać częstą współpracę oraz liczyć na pomoc w obronie ludności polskiej przed oddziałami UPA.
Wyjątek stanowiły właśnie oddziały tworzone od podstaw przez oficerów NKWD lub NKGB, które wyżej cytowane uchwały realizowały z dużą dokładnością, nie licząc się zupełnie ze stosunkami panującymi na danym terenie.
Tak więc przypadki porwania kpt. Władysława Kochańskiego ps. „Bomba” przez Michaiła Naumowa czy zamordowanie por. Jana Rerutko ps. „Drzazga” za odmowę podporządkowania się dowództwu sowieckiemu nie było odosobnione. Takich sytuacji było więcej . Dalej trzeba stwierdzić, że napotkane przez sowieckie oddziały frontowe tak dużej i jednolicie dowodzonej jednostki, jaką była 27 WDP AK, stanowiło zapewne zaskoczenie dla wyższych oficerów i Naczelnego Dowództwa Armii Czerwonej . Autor uważa, że 27 WDP AK stała się dla dowództwa sowieckiego probierzem możliwości AK i stworzyła szansę wysondowania reakcji i możliwości rządu londyńskiego i dowództwa AK. Pozwoliła również zapoznać się z systemem działania AK w stosunku do wkraczających na tereny Polski oddziałów sowieckich. Należy sądzić, że metoda wciągnięcia do wspólnej walki, a później rozbrojenie i zlikwidowanie oddziałów AK (np. na Wileńszczyźnie) było testowane właśnie na Wołyniu. Można zatem stwierdzić, że dziwne zachowanie gen. Siergiejewa (?) i aroganckie gen. Gromowa wobec ppłk. „Oliwy” odnosiło się do niego jako dowódcy dużej jednostki, której lepiej żeby nie było, a nie do niego osobiście. Aczkolwiek trzeba przyznać, że ten nieprzyjazny stosunek skupił się właśnie na nim. Zatem możemy założyć, że nieprzejednana postawa ppłk. Kiwerskiego podczas rozmów z dowództwem sowieckim spowodowała chęć zemsty. Nie mieli jednak możliwości rozbroić lub fizycznie zlikwidować dywizji, gdyż operowała na terenach, do których nie dotarły jeszcze w pełni oddziały frontowe. Sowieci stanęli przed dylematem, który - powiedzmy sobie - pomógł im rozwiązać przypadek. Nikt nie mógł przewidzieć, że Kowel stanie się niemiecką twierdzą wokół której rozgorzeją zaciekłe walki. A przecież uderzenie niemieckie o mały włos tylko nie rozbiło akowskiej dywizji.
Wszystkie te przesłanki nie dają jednak jasnej odpowiedzi na pytanie: czy za śmierć „Oliwy” możemy winić stronę sowiecką? Nie rozpraszają również wątpliwości relacje mówiące o dziwnym umundurowaniu atakującej grupy. Także zeznanie świadka, do którego zwrócił się napastnik w języku rosyjskim o darowanie mu życia nie ułatwia jej określenia, gdyż nie ma możliwości jego weryfikacji. Nie zachowano bowiem przy życiu ani jednego z atakujących, aby na podstawie zeznań ustalić przynależność napastników. Możemy jedynie znowu hipotetycznie założyć, że: 1. zrobili to partyzanci sowieccy najprawdopodobniej z grupy gen. Aleksjeja Fiodorowa ; 2. zrobili to jeńcy niemieccy specjalnie w tym celu wypuszczeni na wolność. Obydwa jednak założenia muszą pozostać w sferze hipotezy, gdyż nie znajdujemy na potwierdzenie tego żadnych dowodów.
Jednak wg informacji uzyskanych w połowie lat 90-tych przez ośrodek KARTA, za pośrednictwem „Memoriału" pewnych cech prawdopodobieństwa nabiera hipoteza pierwsza. W trakcie poszukiwań w kijowskim archiwum Ukraińskiego Sztabu Partyzanckiego odnaleziono dokument dotyczący w dużej mierze dowódcy 27 WDP AK z którego wynika, że dywizja była bardzo uważnie obserwowana zarówno przez oficerów z oddziałów frontowych (?) jak i z oddziałów partyzanckich. Adresatem tego dokumentu był Sekretarz Centralnego Komitetu Komunistycznej Partii (bolszewików) Ukrainy N. S. Chruszczow. Czytamy w nim: „9 kwietnia 1944 dowódca połączonych oddziałów partyzanckich Fiodorów poinformował, że w rejonie Włodzimierza Wołyńskiego - Uściługa - Maciejewa - Lubomla (na lewym brzegu Zachodniego Bugu [ ! ]) działa polska dywizja partyzancka pod dowództwem byłego majora polskiego sztabu generalnego Oliwy.
Dywizja Oliwy jest sformowana z polskich oddziałów partyzanckich które do przyjścia jednostek Armii Czerwonej na teren zachodniej obłasti Ukrainy znajdowały się w podziemiu.
Wraz ze zbliżaniem się Armii Czerwonej do Zachodniego Bugu oddziały te otrzymały podobno wytyczne od Sosnkowskiego z Londynu, aby nawiązać kontakt z Armią Czerwoną i wspólnie działać przeciw Niemcom.
Dowództwo polskiej dywizji w osobie Oliwy skontaktowało się z generałem-majorem Armii Czerwonej Siergiejewem (?), na którego zlecenie kontroluje szereg terenów w rejonie swoich działań.
Oliwa i jego sztab są protegowanymi Sosnkowskiego; otrzymują od niego dyrektywy, uzbrojenie, amunicję, środki łączności. Mają swoje lotnisko na którym przyjmują samoloty z Londynu.
Ze Związkiem Patriotów Polskich i polską armią Berlinga nie ma kontaktu. [...] " .
Informacje zawarte w tym dokumencie datowane są na 13 kwietnia 1943 r., a więc na pięć dni przed śmiercią ppłk. „Oliwy”. Mając w pamięci dyrektywę Ukraińskiego Sztabu Partyzanckiego nakazującego likwidację polskich zgrupowań partyzanckich, można założyć, że został wydany rozkaz jego likwidacji. Fakty i okoliczności śmierci „Oliwy” stawiają stronę sowiecką jako potencjalnie możliwych jej sprawców, ale niestety nie mamy żadnej w tym względzie pewności.
Szereg kolejnych wątpliwości co do tej hipotezy zasiewa meldunek Rady Wojennej I Frontu Białoruskiego, skierowany do Naczelnego Głównodowodzącego, o kontaktach jednostek Armii Czerwonej z wojskowymi formacjami Armii Krajowej z dnia 21 maja 1944 r. sygnowany adnotacją „szczególnie ważne” . W meldunku tym, napisanym w ponad miesiąc od śmierci ppłk. Kiwerskiego  znajdujemy opisy poszczególnych działań w ramach wspólnych walk jednostek 69 armii i polskich oddziałów partyzanckich mjr. „Oliwy” prowadzonych z jednostkami niemieckimi, spotkania dowódcy 47 armii z dowódcą polskiej dywizji partyzanckiej mjr. „Oliwą”, na którym uzgodniono wstępne warunki współdziałania oraz ponowny opis walk akowskiej dywizji prowadzonej od 11 kwietnia 1944 r. u boku 7 Korpusu Kaw. Wzmiankowano również o śmierci dowódcy dywizji, który wg meldunku poległ 18 kwietnia 1944 r. w walce z Niemcami. W treści dokumentu zawarta została również ocena polskiej jednostki: „oddziały polskiej dywizji partyzanckiej wykazały się w walkach wysokim wyszkoleniem, dyscypliną, nieugiętością i śmiałym prowadzeniem walki”. Jednocześnie sprawozdawcy stwierdzili, że stosunek polaków do Armii Czerwonej jest przyjacielski, „naszym grupom na tyłach przeciwnika polscy partyzanci pomagali w uzyskiwaniu żywności, naszym rannym żołnierzom zawsze okazywali niezbędną pomoc medyczną”. W treści ww. dokumentów trudno znaleźć wrogie akcenty, które dawałyby podstawę do zlikwidowania polskiego dowódcy. Po analizie tych meldunków zgadzam się w tym wypadku z prof. W. Filarem, że sowieci – co już zauważyłem wyżej - mieli w tym czasie inną strategię ewentualnej rozprawy z 27 WDP AK. W świetle obecnej wiedzy historycznej, wiedząc, że ppłk. „Oliwa” zdecydował się przebijać wraz z jednostkami 54 pułku kaw. gw. przez rzekę Turię na stronę sowiecką, dowódcy sowieccy raczej nie podejmowaliby takiej trudnej do wykonania decyzji, jak wykonanie wyroku śmierci na komendancie polskiego zgrupowania. Przecież, po przejściu przez polskie oddziały frontu, gdzie czekało je rozbrojenie i wcielenie do „armii Berlinga”, dowódca jednostki znalazłby się po prostu w ich rękach.
W prowadzonych tutaj dywagacjach musimy pokusić się o rozważenie jeszcze jednej możliwości, która z biegiem lat nabiera również dużego prawdopodobieństwa. Czy mógł to zrobić oddział ukraiński? Otóż, w książce Ryszarda Torzeckiego pt. Polacy i Ukraińcy czytamy: „Szczególnie bolesną sprawę stanowią przypadki mordów skrytobójczych dokonywanych zarówno przez Ukraińców jak i przez Polaków, wśród nich zamordowanie J. W. Kiwerskiego, dowódcy 27 dywizji wołyńskiej AK.(...)" i zaraz dalej: „ Sprawa zamordowania J. W. Kiwerskiego i Z. Rumia, wciągniętych w zasadzkę jest nadal nie wyjaśniona do końca" . Niestety, autor nie podał źródeł, z których czerpał informację, toteż wydawało się, że jest to informacja błędna, gdyż w tym czasie UPA praktycznie w tym rejonie nie działała, ponieważ: 1. 27 WDP AK swoją działalność rozpoczęła od poszerzenia i oczyszczenia tzw. bazy ; 2. specyfika działań UPA polegała na tym, że wraz z nadejściem frontu Ukraińcy zaprzestali walki i przeszli do głębokiej konspiracji uznając, że UPA „nie ma dostatecznych sił aby walczyć z regularną armią" . Jednak napięte stosunki, jakie w tym rejonie kraju panowały, nie wykluczają i takiej możliwości, że śmierć ppłk. Kiwerskiego nastąpiła z rąk ukraińskich. Tym bardziej, że przy okazji dalszych badań nad problematyką wołyńską podjętą przez wspomnianego już prof. W. Filara udało się uzyskać informacje z ukraińskich materiałów źródłowych o tzw. Międzynarodowym Legionie („Internacjonalnyj Łehion”), współdziałającym z oddziałami UPA stacjonującymi w Siczy świnarzyńskiej . Główny trzon Legionu tworzyli byli żołnierze Armii Czerwonej, zbiegli z różnych cudzoziemskich formacji zbrojnych, utworzonych przez Niemców, takich jak policja, gestapo, oddziały ochronne i szereg oddziałów pomocniczych, a także z jeńców sowieckich zbiegłych z obozów w Chełmie i Włodzimierzu Wołyńskim. W składzie osobowym legionu znajdowała się też duża grupa żołnierzy z azjatyckich republik sowieckich i pewna liczba byłych policjantów ukraińskich. Była to zatem mieszanina uzbrojonych ludzi, ubranych w mundury różnych formacji wojskowych. W czasie intensywnych walk na Wołyniu w marcu i kwietniu 1944 r. oddział ten stacjonował w nadbużańskich miejscowościach na południe od Uściługa. Wtedy dowódca oddziału st. lejtnant „Adam” (były oficer Armii Czerwonej) zadecydował o zerwaniu z banderowskim odłamem OUN i powrocie w rejon Kijowa . Na tę decyzję mogła mieć również wpływ dyrektywa Centralnego Prowidu OUN „O fizycznej likwidacji wszystkich członków UPA narodowości rosyjskiej” , którą przyjęto niejako w trybie prewencji w następstwie nagminnie powtarzającego się przechodzenia nieukraińców, tzw. „schidniaków” na stronę Armii Czerwonej i sowieckich oddziałów partyzanckich.
W tym miejscu warto jest pokusić się o dygresję dotyczącą pracy historyka. Jak ważna jest dociekliwość i konsekwencja, a także dogłębność analizy opracowywanego materiału, dokonywana przez badacza, nie wymaga odrębnego komentarza. W zakresie dochodzenia do obiektywizmu takimi cechami wykazał się prof. W. Filar, dzięki którego konsekwencji i wnikliwym analizom zrobiliśmy ogromny postęp w ustaleniu przyczyn śmierci ppłk. J. W. Kiwerskiego. Po wieloletniej pracy nad źródłami m.in. dobrze znanymi już relacjami, dzisiaj wiemy, że pododdział por. „Jastrzębia”, który odbijał ciało pułkownika, nie stoczył walki z przeciwnikiem, ale zajął po prostu teren, opuszczony chwilę wcześniej przez obie strony potyczki, które pozostawiły w pobliżu zabudowań swoich zabitych. W ferworze sytuacyjnym, dotychczasowi pamiętnikarze (uczestnicy ataku) „widzieli” walkę z „Niemcami”. Według ustaleń W. Filara żaden jednak z naszych żołnierzy nie zabił jakiegokolwiek przeciwnika ! Skąd w takim razie ciała poległych?
Analiza działań ww. ukraińskiej jednostki pod dowództwem „Adama” wskazują, że mogła ona uczestniczyć w tragicznych wydarzeniach 18 kwietnia 1944 r. W pierwszej dekadzie kwietnia 1944 r. oddział ten znalazła się w rejonie Stęzarzyc . Stąd w połowie kwietnia 1944 r. „Adam” ze 150 ludźmi Legionu wyruszył na wschód z zamiarem dotarcia na kijowszczyznę. Trasa przemarszu miała przebiegać przez lasy briańskie, do których można było się dostać przez kompleks lasów mosurskich, a następnie przez południowy obszar Polesia. W tym przypadku można przyjąć hipotezę, że w trakcie przemarszu napotkano grupę sztabową ppłk. „Oliwy”, a wobec zainicjowanego w tym momencie starcia żołnierzy Legionu z patrolem 55 pp Honwedów, Kiwerski (wybiegając z leśniczówki) i dwóch polskich żołnierzy pilnujących koni doznało śmiertelnych postrzałów, gdyż ze względu na zbliżony kolor munduru wzięto ich za Węgrów.
W połowie ostatniej dekady XX w. pojawiło się jeszcze jedno źródło do historii wydarzeń wołyńskich - wspomnienie Filipa Ożarowskiego ps. „Mietlica” zatytułowane: Gdy płonął Wołyń, w którym, w opisie działań patrolu wysłanego po śmierci Kiwerskiego czytamy: „Gdy weszliśmy do lasu, ku wielkiemu mojemu zdziwieniu, napotkaliśmy oddział rzekomej partyzantki sowieckiej. Oto stał w tym miejscu oddział banderowski z Nowego Dworu. Przedtem dowodził tym oddziałem były policjant Mikoła Marcinkowski, teraz wchodził on w skład partyzantki sowieckiej „Fiodorowa”. I dalej: „Maszerując dalej w lesie napotykamy 7-osobowy patrol węgierski. Trzech Węgrów w pierwszej grupie na nasz widok podniosło ręce do góry, a czterech idących w dalszej odległości zaczęło uciekać. Zabrawszy owych trzech Węgrów do niewoli, a wracając tą samą drogą, nie zastaliśmy już oddziału rzekomej partyzantki sowieckiej. Zniknęli jak kamfora” . Biorąc pod uwagę wyżej cyt. słowa nie można wykluczyć, że w czasie postoju w rejonie Stęzarzyc „Adam” nawiązał kontakt z sowieckim oddziałem partyzanckim „Fiodorowa”, który znajdował się niedaleko sztabu polskiej dywizji i w tym dniu podążał by z nim się połączyć. Tłumaczyłoby to bliskość pobytu sowieckiego ugrupowania partyzanckiego od miejsca zdarzenia (wskazywanego przez wszystkich historyków zajmujących się dziejami 27 WDP AK) i określenie się napotkanych partyzantów jako pododdziału „Fiodorowa”.
Nie zmienia to jednak faktu, że zaprezentowany wyżej hipotetyczny przebieg wydarzeń jest najbardziej sensowny z wszystkich prezentowanych tutaj scenariuszy. Wyjaśnia szereg wątpliwości - nasuwających się podczas analizowania złożonych relacji - pozostających jak dotąd bez racjonalnego uzasadnienia. Daje również odpowiedź skąd się wzięły trupy w niemieckich mundurach w pobliżu leśniczówki i dlaczego polegli mieli mundury różnych formacji, bez właściwych dla regularnych jednostek identyfikatorów. Przy takiej interpretacji pojawiają się jednak kolejne pytania. Co np. na tak wysuniętej rubieży (aczkolwiek na kierunku ataku) robili Honwedzi? Dlaczego ppłk. Kiwerski nie miał odpowiedniej ochrony? I wiele, wiele innych.
Po wnikliwej analizie zarówno starych jak i nowych źródeł - jak się na dzień dzisiejszy wydaje - można się coraz bardziej skłaniać do tezy, że śmierć ppłk. „Oliwy” była dziełem przypadku. Z dużym prawdopodobieństwem można pokusić się też o stwierdzenie, że raczej zginął on od kul ukraińskich partyzantów „Adama”, którzy w zamieszaniu bitewnym wzięli go za Węgra, ze względu na kolor munduru, niż, że za jego śmierć odpowiedzialność ponoszą Niemcy, Sowieci czy też Węgrzy.
Niestety, przedstawione rozważania dalej nie dają możliwości rozwikłania tego, nurtującego od ponad 60 lat wielu ludzi, problemu. Kwestia sprawców śmierci dowódcy 27 WDP AK ppłk. J. W. Kiwerskiego i w tej pracy pozostanie przeto otwarta. Autor żywi nadzieję, że rozważania te podsumowały chociaż wieloletnie poszukiwania. Jednocześnie uważa, iż odpowiedzi można jedynie próbować szukać w archiwach znajdujących się poza granicami kraju. Autor ma na myśli archiwum UPA w Monachium, Niemieckie Archiwum Wojskowe, a także zasoby archiwalne znajdujące się na Ukrainie i w stolicy Rosji - Moskwie.
Wobec istnienia, poniekąd słusznego, trendu, który pokazuje, iż u podstaw dobrosąsiedzkiego współistnienia obu narodów Ukraińskiego i Polskiego leży szukanie spraw, które łączą, a nie dzielą autor niniejszego artykułu jest świadomy, że nie nastąpi to bez wyjaśnienia historycznych zadrażnień. Do takich zalicza się również konflikt wołyński z lat ostatniej wojny. Wpisują się w to również dzieje 27 WDP AK i jej słynnego dowódcy. Obiektywne opisanie tych dziejów, chociażby najbardziej tragicznych, jest nie tylko potrzebą chwilowego koniunkturalizmu. Taka potrzeba istnieje gwoli wyjaśnienia prawdy historycznej, bez której nie będzie pojednania obu narodów. Pełne wyjaśnienie przyczyn i sprawców wojennej śmierci ppłk. J. W. Kiwerskiego również, aczkolwiek w drobnym aspekcie, niech temu służy.

_______________________________________________________
1 Jedyny opis walk 27 WDP AK, który funkcjonował w piśmiennictwie historycznym był zamieszczony w PSZ (t. III Armia Krajowa, Londyn 1950). Wydawnictwo to dostępne było dla niewielkiego kręgu osób interesujących się tą tematyką. Taki stan zachował się do 1986 r. kiedy to na półkach księgarskich pojawiła się monografia tej dywizji pióra Michała Fijałki (por. przypis 2) . Druga książka ukazała się dopiero w 1990 r. Jej autorem jest Józef Turowski (por. przypis 3). Do tego momentu w kraju pojawiło się zaledwie kilka artykułów, które zaledwie sygnalizowały temat oraz dwa wspomnienia: lekarza dywizji Grzegorza Fedorowskiego (por. przypis 5) i szefa sztabu Tadeusza Sztumberk-Rychtera (por. przypis 4).
2 M. Kardas, Generał Jan Wojciech Kiwerski „Oliwa”. Dowódca 27 Wołyńskiej Dywizji Armii Krajowej , Łódź 1995.
3 M. Fijałka, 27 Wołyńska Dywizja Piechoty AK, Warszawa 1986.
4 J. Turowski, Pożoga. Walki 27 Wołyńskiej Dywizji AK, Warszawa 1990.
5 T. S z t u m b e r k-R y c h t e r, Artylerzysta piechu¬rem, Warszawa 1966.
6 G. Fedorowski, Leśne ognie, Warszawa 1965.
7 J. Szatowski, Ogólne przyczynki do śmierci ppłk. Oliwy (rkpis), 1988, kserokopia w posiadaniu autora.
8 Przykładem są wspomnienia szefa sztabu 27 WDP AK, T. Sztumberk-Rychtera ps. Żegota. Pisał on. że po śmierci ppłk. Oliwy przejął dowództwo, gdy w rzeczy¬wistości do momentu uregulowania tego problemu rozkazem Komendanta Głównego AK dowodził - wg starszeństwa - mjr J. Szatowski.
9 J. Turowski, op. cit., s. 333.
10 Ibidem.
11 Ibidem
12 M. Fijałka, op. cit., s. 116.
13 T. Sztumberk-Rychter, op. cit., s. 277.
14 J. Szatowski, op. cit., s. 17.
15 M. Fijałka, op. cit., s. 116.
16 J. Szatowski, op. cit., s. 18.
17 W. Kobylański, W szponach trzech wrogów, Chicago 1988. W książce tej autor zamieścił dużo błędnych informacji podając je bez uprzedniej weryfikacji. Niemniej zamieszczony opis momentu śmierci jest w zasadzie zgodny z innymi.
18 W. Kobylański, op. cit., s. 118-119.
19 Te formacje to: Żandarmeria, Waffen-SS, Wehrmacht w tym jednostki piechoty i górskie.
20 Oddziały węgierskie, turkmeńskie, policja ukraińska.
21 J. Turowski, op. cit.; o takim systemie walki wspomina również: W. Filar, Udział 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty w operacji kowelskiej, [w:] Armia Krajowa na Wołyniu, Warszawa 1994, s. 77.
22 W. Filar, Wydarzenia wołyńskie 1939-1944. W poszukiwaniu odpowiedzi na trudne pytania, Toruń 2008.
23 Archiwum WIH, sygn. VII/1/158 cz. II, Armia niemiecka OKH (T-78) Feinlage (Baden) nr 425, Anlage zum Lagebericht Ost nr 3212 von 13.05.44 i Feinlage (Baden) nr 426, Anlage zum Lagebericht Ost nr 3813 von 14.05.44.
24 J. Turowski, op. cit., s. 250-251.
25 M. Fijałka, op. cit., s. 116.
26 W. Kobylański, op. cit., s. 118.
27 J. Szatowski, op. cit., s. 18.
28 H. Piskunowicz,„Burza" na Wołyniu, [w:] Armia Krajowa na Wołyniu, Warszawa 1994, s. 49.
29 Odnośnie zaś Wileńszczyzny - oddzielnych aktów prawnych wydanych jesienią 1939r. i wiosną 1940 r.
30 Wielu oficerów tego Sztabu jak i sztabów utworzonych dla poszczególnych republik było oficerami NKWD. Na pewno przynależeli do tej struktury oficerowie sztabu ukraińskiego, dowódca Teodor Strokacz i jego zastępca J. Starikow.
31 M. Juchniewicz, Polacy w Radzieckim ruchu podziemnym i partyzanckim 1941-1944, Warszawa 1973, s. 299-330.
32 Niestety nie znalazło to - jak na razie -potwierdzenia w dostępnych dokumentach. Istnienie takich dyrektyw jest jednak wysoko prawdopodobne, chociażby przez analogię do "siostrzanej" Republiki Białoruskiej, której KC KP (b) Białorusi na plenum odbytym 22 VI 1943 r. w Moskwie podjął uchwałę "O przedsięwzięciach w zakresie dalszego rozwijania ruchu partyzanckiego w zachodnich obwodach Białorusi", z wynikającym z niej cytowanym okólnikiem.
32 Wystarczy przejrzeć meldunki: AK w dokumentach, t. III, Szczecin 1989. Przedr. z: Londyn: Gryf Printers. Szerzej także: J. Turowski, op. cit.; M. Fijałka, op. cit.
34 Nie można w tym wypadku stwierdzić z całą pewnością czy rozmówcami byli oficerowie liniowi czy NKWD. Pomimo znanego faktu dużego nasycenia oficerami NKWD sztabów wszystkich sowieckich jednostek bojowych.
35 Stało się to przecież w momencie braku jakichkolwiek kontaktów politycznych na linii rząd londyński - Moskwa.
36 Gen. Siergiejew był najprawdopodobniej wysokim rangą oficerem NKWD. Do takiego stwierdzenia skłania fakt braku w Armii Czerwonej dowódcy armii o takim nazwisku. Nasuwa się w tym miejscu porównanie z rozmowami prowadzonymi przez mitycznego gen. Iwanowa z 16 przed¬stawicielami Polskiego Państwa Podziemnego w 1945 r. pod Warszawą. Jest wysoce prawdopodobne, że gen. Siergiejew to gen. Sierow ale i to musi na razie pozostać w sferze hipotez.
37 W okrążeniu znalazł się oddział złożony z czterech batalionów o nieustalonej liczbie partyzantów. Oddział ten działał bez skoordynowania bliższych działań z dowództwem dywizji. Nie można niestety stwierdzić - z braku dostępu do odpowiednich źródeł - jakie było nasycenie oddziałów oficerami NKWD. Informują o tym dopiero późniejsze relacje z terenu Polesia i Lu¬belszczyzny. Por. AAN, 203 XIX - 1, k. 104-110; mpis, Relacja kpt. Ostoi, Stosunki z Sowietami za okres 29 V-9 VI.
38 Taką możliwość autor zaznacza, gdyż pojawiała się w trakcie rozważań prowadzonych w szerszym gronie osób. Jednak jest ona bardzo mało prawdopodobna gdyż nigdzie nie spotkano się z takim przypadkiem. Jeżeli weźmiemy po uwagę stronę psychologiczną, to możemy zauwa¬żyć, że uwolniony żołnierz w pierwszej kolejności będzie myślał o ucieczce, a nie o wykonaniu takiego zadania. Chyba, że będzie to przypadek
39 „Biuletyn Historycznej Agencji Informacyjnej Ośrodka KARTA” 1994, nr 2, s. 6.
40 CAMO RF. F. 233. op. 2307 d. 12. k. 167-170.
41 Dokument podpisali członkowie Rady Wojennej: Rokossowski, Bułganin, Malinin.
42 R. Torzecki, Polacy i Ukraińcy, Sprawa ukraińska w czasie II wojny światowej na terenie II Rzeczypospolitej, Warszawa 1993.
43 R. Torzecki, op. cit., s. 269.
44 Ibidem.
45 Szerzej: J. Turowski, op. cit.; M. Fijałka, op. cit.
46 R. Torzecki, op. cit., s. 256.
47 W. Filar, op. cit., s. 366-368.
48 Dowództwu Legionu oraz wielu żołnierzom (zwłaszcza z Armii Czerwonej) nie odpowiadał bezwzględny terror stosowany wobec ludności na Wołyniu przez bojówki banderowskie i oddziały UPA, gdzie ogromny wpływ w gremiach dowódczych mieli członkowie „Służby Bezpeky” i Wojskowej Polowej Żandarmerii.
49 PA SBU, F. spr. S-9079, t. I, k. 168-169 [w:] Polacy i Ukraińcy pomiędzy dwoma systemami totalitarnymi 1942-1945, cz. I, W. Chudzik (red.), Warszawa-Kijów 2005, s. 443-445.
50 W. Filar, op. cit., s. 370-371.
51 Rejon ten doskonale był znany ludziom Legionu, gdyż w drugiej poł. 1943 r. przez dłuższy czas stanowił on bazę wypadową oddziału.
52 F. Ożarowski, Gdy płonął Wołyń, Lublin 1995.
53 Ibidem, s. 186.

Artykuł został opublikowany [ w ] "Od Zborowa do NATO" Studia z dziejów stosunków polsko-ukraińskich od XVII do XXI wieku, monografia naukowa; historia, pod red. M.Franza, K.Pietkiewicza ,Toruń 2009

Kresowy Serwis Informacyjny

Serwis o Wołyniu

Serwis o Kresach

Polecane filmy

Wieczna Chwała Bohaterom

 

 

Zostań sponsorem serwisu

poprzez zamieszczenie w TYM miejscu swojej reklamy.

Zamówienie banneru reklamowego kliknij TU

Statystyki

Użytkowników:
6
Artykułów:
439
Odsłon artykułów:
2447584

Odwiedza nas 64 gości oraz 0 użytkowników.

 
Copyright © 27 WDP AK
Wykonano w Agencji Reklamowej BARTEXPO z szablonu: Joomla Perfect