Dołacz do akcji

 

Szlak bojowy 27 WDP AK

 

Do wolonatriuszy

Poszukujemy wolontariuszy do prowadzenia na FB tematycznych fanpage. Zgłoszenia ślijcie na adresy z zakładki "Napisz do nas".

Logowanie

W drugiej połowie grudnia 1943 r. rozpoczęła się mała tajna mobilizacja do oddziałów partyzanckich. Około 20 grudnia 1943 r. wieczorem podzieliłem się opłatkiem z rodziną i nocą w grupie około 10 chłopców z przewodnikiem poszedłem do lasu. Trasa wiodła przez wieś Zielona do wsi Zasmyki. Działała tam prężnie samoobrona i powstawały oddziały partyzanckie. Znalazłem się w oddziale partyzackim „Jastrzębia”. Dowódcami OP byli najczęściej oficerowie rezerwy, a byli też oficerowie „Cichociemni”, którzy szkoleni byli w Anglii. Posiadali spore doświadczenie i umiejętności w sabotażu i dywersji. Ze sztuką wojenną zapoznawali nas podoficerowie, prowadzili z nami intensywne szkolenia. Ja znalazłem się w plutonie artylerii. Zajęcia były wyłącznie teoretyczne. Brak było nie tylko armat, ale nawet i karabinów. Z trudem udawało się dozbroić nowo przybyłych partyzantów. Byliśmy wyposażeni w b. różną broń: t.j. karabiny polskie i niemieckie „Mansor”, karabiny sowieckie, węgierskie, włoskie, francuskie. Były wielkie trudności w zaopatrzenia w amunicję, właściwą do tych karabinów. Ja miałem karabin niemiecki z końca XIX w., pasowała do niego amunicja typu „Mansor”. Pamiętnym dniem w moim życiu partyzanckim był dzień 16. 01. 1944 r.  W tym dniu na polanie przy wsi Suszybaba, w zimowy słoneczny i mroźny dzień, stanął na białym śniegu Ołtarz Polowy. Na przeciw w czworoboku 300 nowych partyzantów, gotowych do złożenia przysięgi wojskowej. Wypowiadane słowa przysięgi wojskowej ścisnęły za gardło, a łzy z oczu popłynęły przy śpiewaniu Mazurka Dąbrowskiego: „Jeszcze Polska nie zginęła....” Tego hymnu, którego nie można nam było śpiewać przez ostatnich kilka lat. Wyzwoliło się we mnie, tak wielkie uczucie radości, że do dziś nie sposób tego zapomnieć.

W drugiej połowie stycznia 1944 r. z rejonów wschodnich Wołynia w rejon Kupiczowa przybył oddział partyzacki „Bomby”, zdziesiątkowany i bardzo umęczony. Podstępem został aresztowany przez sowieckie NKWD dowóca oddziału „Bomba”, cichociemny kpt. Władysław Kochański, a ponad 10 osób z jego ochrony osobistej, w haniebny sposób wymordowano. W tych tragicznych okolicznościach dowódcą oddziału został ppor. Feliks Szczepaniak ps. „Słucki”. Oddział przeszedł nie mało, po drodze nękany, był także przez tyfus plamisty. Ostatecznie, gdy z okolic Kostopola wyruszyło 500 ludzi to do Kupiczowa dotarło niewiele ponad 100. Utworzone  w okolicach Kowla oddziały liczyły po 300 i więcej osób. Dowództwo zgrupowania postanowiło wzmocnić OP „Bomby”. Wybierano chętnych, przede wszystkim do zwiadu konnego, do którego i ja się zgłosiłem, tak oto zostałem żołnierzem oddziału „Bomby”. Przydzielono mi konia, był to piękny, dereszowaty arab, ale bez siodła. W służbie kwatermistrzowskiej był zakład siodlarski z małą obsadą ludzi. Powiedziano mi, że jeśli chcę jeździć na siodle, to muszę je sobie sam wykonać. Otrzymałem szkielet (konstrukcję) siodła i pod nadzorem rzemieślnika sam uszyłem po kilku dniach siodło w komplecie. Przydały się umiejętności szewskie, wcześniej nabyte, tak oto przez parę dni byłem rymarzem.

W styczniu 1944 r. została powołana 27 Wołyńska DP AK. Uformowano pułki, bataliony, kmpanie itd. OP „Bomby” został połączony z OP „Gzymsa” i tak utworzony został batalion, był to pierwszy batalion „Gzymsa” 45 pułku piechoty. Ja zostałem zwiadowcą konnym batalionu „Gzymsa” por. Franciszka Pukackiego ps. „Gzyms” – cichociemny. Dowódcą plutonu, zwiadu konnego baonu „Gzymsa” , był wachmistrz Józef Wajdyk ps. „Czarny”, Miał nasz batalion zadanie specjalne t.j. ochrona sztabu dywizji, po prostu byliśmy w dyspozycji szefa sztabu. Wśród najważniejszych zadań, było rozpoznanie terenu związane z planowanymi akcjami przeciwko upowcom i Niemcom. Często stanowiliśmy szpicę rozpoznawczą przed grupą pooddziałów zmierzających do akcji. Przyjmowaliśmy wtedy ogień obrony nieprzyjaciela do czasu dojścia czołówki, głównych sił naszego wojska. Nieraz stanowiliśmy pododdział ochrony oficera wyjeżdżającego do Warszawy po instrukcje, lub też kogoś, kto udawał się do stolicy, po części zamienne do radiostacji, będącej w dyspozycji sztabu dywizji.  Na patrolowanie i obserwację okolic kwaterowania 27 Wołyńskiej DP AK wyjeżdżałem dosyć często t.j. 2-3 razy, a czasem 4 razy w tygodniu. Brałem czynny udział w bitwach z upowcami i Niemcami. Między innymi z UPA pod Ośmigowiczami, Oździutyczami – główne i ciężkie były to walki. Brałem także udział w bitwie przy zdobywaniu stacji kolejowej Turopin, przy której był przejazd łączący drogi z Ossy do Bielina. Załoga ufortyfikowanej stacji kolejowej i przejazdu w Turopinie oraz obrona niemiecka mostu kolejowego na rzece Turii pod Werbą, była mocno uzbrojona i dość liczna. Walki o stację kolejową trwały przez dwa dni. Ostatecznie, stacja Turopin została zdobyta, ale most kolejowy Niemcy utrzymali. Wtedy to, została wyłączona z usług Niemcom linia kolejowa Kowel – Włodzimierz Wołyński. Stało się to faktem, gdy nasze oddziały zdobyły dwie ważne stacje: Turzysk oraz Turopin –Bobły. Na tym odcinku zostały częściowo rozebrane tory i urządzenia kolejowe, a była to już linia przyfrontowa. Był to czas naszej działalności, naszej realizacji na Kresach, na Wołyniu Akcji „Burza”. Opanowywanie Kraju przez nasze wojsko i administrację cywilną, jeszcze przed nadejściem frontu wschodniego. Zadanie to zrealizowaliśmy dobrze, oto wolne były od Niemców i działań UPA południowo – zachodnia część pow. Kowel, południowa część pow. Luboml i północno – zachodnia część pow. Włodzimierz Wołyński.

Batalion „Gzymsa” był zakwaterowany we wsiach Ossa i Rzewuszki (Riewuszki). Ja byłem z kwaterą w Rzewuszkach. W tym czasie patrol naszego zwiadu znalazł w lesie koło Wołczaka dwa dzwony kościelne. Po dokładnych oględzinach rozpoznałem, że są to dzwony z Kościoła w Swojczowie – dzwon duży odlany w latach 30 – tych i dzwon średni. Do czasu przekwaterowania oddziału z Rzewuszek, dzwony stały przy dowództwie I Kompanii. Przed przekwaterowaniem, zapadła decyzja o zabezpieczeniu dzwonów przez zakopanie w ziemi. W zabezpieczeniu, zakopaniu i zamaskowaniu miejsca, brałem udział. Myślę, że te dzwony tam jeszcze leżą.

 

Fragment : WSPOMNIENIA JANA JAKUBIAK   Z KOLONII HIRKI, GM. TURZYSK, POW. KOWEL NA WOŁYNIU 1939 – 1944 spisał  i opracował  : Sławomir Tomasz Roch

Kresowy Serwis Informacyjny

Serwis o Wołyniu

Serwis o Kresach

Polecane filmy

Wieczna Chwała Bohaterom

 

 

Zostań sponsorem serwisu

poprzez zamieszczenie w TYM miejscu swojej reklamy.

Zamówienie banneru reklamowego kliknij TU

Statystyki

Użytkowników:
6
Artykułów:
439
Odsłon artykułów:
2477314

Odwiedza nas 95 gości oraz 0 użytkowników.

 
Copyright © 27 WDP AK
Wykonano w Agencji Reklamowej BARTEXPO z szablonu: Joomla Perfect