Dołacz do akcji

 

Szlak bojowy 27 WDP AK

 

Do wolonatriuszy

Poszukujemy wolontariuszy do prowadzenia na FB tematycznych fanpage. Zgłoszenia ślijcie na adresy z zakładki "Napisz do nas".

Logowanie

O tej bitwie nie znajdziecie państwo zbyt wiele wiadomości ani w literaturze ani w internecie, a była to jedna z ważniejszych walk polskiej samoobrony  z nacjonalistami  OUN-UPA na Wołyniu. Klimecki i Spalski w swoim referacie o samoobronie ludności polskiej na Wołyniu , odnotowali ją jako rozpędzenie zgrupowania ukraińskich chłopów przygotowujących się do napaści na polską wieś Zasmyki w pow. Kowel. Jak do tej pory nikt nie poświęcił temu faktowi więcej uwagi po za J. Turowskim, który będąc jej uczestnikiem, opisał ją w swojej książce „Pożoga”. W tym miejscu rodzi się pytanie dlaczego zmarginalizowano  jedno z bardzo ważnych wydarzeń z historii samoobrony polskiej  Wołynia? Moim zdaniem nikt do tej pory nie zapoznał się zarówno z kulisami tej bitwy jak i późniejszymi konsekwencjami efektownego zwycięstwa Polaków. Na wszelkiego rodzaju spotkaniach, sesjach, gdzie tematem jest samoobrona, referenci , historycy zaczynają i najwięcej rozwodzą się nad samoobroną Przebraża. Nie ma wątpliwości, że była ona największą i najlepiej opisaną, ale nie jedyną i nie reprezentatywną dla Wołynia. Czas uzupełnić wiedzę w tym temacie, oddając honory bohaterskim twórcom i obrońcom wielu innych ośrodków samoobrony ludności polskiej na tamtym terenie. W tym konkretnym przypadku sprawa dotyczy Samoobrony Zasmyk o której wspominają nie tylko jej obrońcy czy uratowani ale i sami Ukraińcy.

Igor Iljuszyn ukraiński historyk: Do najpotężniejszych polskich baz samoobrony można zaliczyć te, które powstały miejscowościach Przebraże (do 1921 - Przebrodź) w regionie łuckim, Huta Stepańska i Huta Stara w regionie kostopolskim, Pańska Dolina w regionie dubieńskim, Zasmyki w regionie kowelskim, Bielin koło Włodzimierza i wiele innych. Zdecydowana większość punktów polskiego oporu nie przetrwała naporu jednostek UPA i została zniszczona.[1]

Nie było by tego zapisu i wielu podobnych gdyby nie zwycięstwo zasmyckiej samoobrony pod Gruszówką,  zwaną również Groszówką i nie wątpliwie ta ostatnia bardziej jest właściwą nazwą, ale to już inna sprawa. Nim przejdziemy do samego przebiegu wspomnianego wydarzenia należy przedstawić sytuację przed nim, zarówno w czasie jak i przestrzeni. W tym miejscu oddam głos  naocznym świadkom tamtego czasu.

Antoni Mariański :Zasmyki do 1939 r. były dużą wsią liczącą około 100 gospodarstw, w tym kilka dużych. W niektórych zabudowaniach mieszkało po dwie, trzy rodziny. Praktycznie wszystkie rodziny zajmowały się rolnictwem , gospodarując na ziemiach średnio urodzajnych. Sama wieś powstała po Powstaniu Styczniowym w okresie zarządzonej przez  carat parcelacji leżących na Wołyniu wielkich majątków ziemskich. (…) Administracyjnie Zasmyki należały do gromady Zasmyki, gminy Lubitów, powiatu kowelskiego. Parafia Matki Bożej Szkaplerznej i św. Andrzeja Boboli została erygowana w 1927 r. Budowa parafialnej świątyni została zakończona tuż przed II wojną światową. Pozostały do wykonania w nim tylko drobne prace wykończeniowe. Na początku lat trzydziestych w Zasmykach wybudowano szkołę, w której działał teatr amatorski. Jej dyrektorem był Władysław Siudak.

- Wokół tych dwóch instytucji kościoła i szkoły toczyło się życie w Zasmykach – mówi Antoni Mariański – Ksiądz i nauczyciel byli dla wszystkich mieszkańców największymi autorytetami.(…) Wieś miała typowo polski charakter – mówi Antoni Mariański. – Tylko dwie rodziny nosiły niepolskie nazwiska, ale utożsamiały się one z Polakami. – Jeden z nich nazywał się Redner, a drugi Plichta. Gdy Związek Sowiecki i hitlerowskie Niemcy przeprowadzały w 1940 r. wymianę ludności, na mocy której Niemcy mieszkający na terytorium ZSRR mogli wyjechać do Rzeszy oni zadeklarowali, że są Polakami. Redner zginał później z rąk niemieckich, a Plichta był tłumaczem, pomagając Polakom z Zasmyk w kontaktach z Niemcami. Zasmyki były wsią dobrze zorganizowaną. Działały w nim Koło Związku Rezerwistów, placówka „Strzelca”, drużyna „Orląt”, Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży Żeńskiej i Męskiej, a także Kółko Rolnicze. To później sprawiło, że w godzinie próby Zasmyki w odróżnieniu od innych miejscowości zdały egzamin, stając się jednym z największych na Wołyniu ośrodków samoobrony polskiej. [2]

 

Monika Śladewska:Nad ranem głośne szczekanie psów poderwało nas na równe nogi. Tego ranka , nie czekając nadejścia  świtu , zbudził nas znajomy Ukrainiec, oznajmił rodzicom, iż wraca z zebrania z Osmiogłowicz ( tak długo te zebrania trwały) i posiada pewną wiadomość o wyroku na nas wydanym. Jeśli dziś nie wyjedziecie , jutro będzie za późno; dodał: […] znajete pane  Śladewski, budut rezat, wtikajte. (…) W Zasmykach z najwyższa uwagą śledzono przebieg wypadków, obserwowano poczynania ukraińskich schutzmanów i nie tylko ich. Doświadczeni wojskowi mężczyźni o niczym innym nie rozmawiali, jak tylko o tym, że trzeba coś robić, nie można lekceważyć, to oczywiste, ze po ucieczce uzbrojonej policji ukraińskiej w lasy, nic nie zdoła zahamować żywiołu. (…) W pierwszych dniach maja z Zasmyk na Ostrów wozem konnym wyjechał brat mamy Zygmunt Śladewski , kierownik szkoły – Władysław Siudak oraz Tadeusz Gryczewski i Antoni Warduliński. Był to ostatni moment sprzyjający odkopaniu broni. (…) W czasie nocy odkopano broń wraz z zapasem amunicji: była dobrze zakonserwowana , w tym czasie okazała się skarbem bezcennym. Sprawdziły się prognozy naszych sąsiadów – legionistów, którzy bezbłędnie przewidzieli, iż trzeba będzie za nią chwycić. ” [3]

Jurij Stelmaszczuk "Rudyj". dowódca Północno - zachodniego OW "Turiw", pisał do "Rubana": "(...)Druże Ruban! Przekazuję do waszej wiadomości, że w czerwcu 1943r.przedstawiciel centralnego Prowodu- dowódca UPA - "Piwnycz" "Kłym Sawur"przekazał mi tajną dyrektywę w sprawie całkowitej-powszechnej,fizycznej likwidacji ludności polskiej. Decyzję taką podjął prawdopodobnie osobiście przywódca OUN-B na Wołyniu Dmytro Kljaczkiwskyj "Kłym Sawur", ewentualnie razem ze swoimi najbliższymi współpracownikami Wasylem Iwachowem ps. "Som", "Sonar", Iwanem Łytwynczukiem ps. "Dubowyj", Petro Olijnykiem ps. "Enej". Z całą pewnością wszystkie te osoby oraz Jurij Stelmaszczuk "Rudyj" odpowiadają za kierowanie akcjami przeciwko polskiej ludności. Wskazuje na to np. podział strukturalny OUN-UPA z lipca 1943 r. na Wołyniu. Wołyń był w tym czasie podzielony na Okręgi Wojskowe UPA (OW UPA). I. Łytwyńczuk "Dubowyj" dowodził OW UPA "Zahrawa" obejmującym północne tereny obwodu rówieńskiego oraz południowe tereny Polesia. P. Olijnyk "Enej" kierował OW UPA "Bohun" położonym na południowym Wołyniu (Rówieńskie, Dubieńskie, Krzemienieckie, rejon Ostroga). J. Stelmaszczuk "Rudyj" stał na czele OW UPA "Turiw" obejmującym zachodnie tereny Wołynia (Łuckie, Kowelskie, Włodzimierskie, Horochowskie) D. Kljaczkiwśkyj "Kłym Sawur" dowodził całą UPA i jednocześnie bezpośrednio UPA na Wołyniu. -*Jurij Stelmaszczuk "Rudyj". dowódca Północno - zachodniego OW "Turiw", pisał do "Rubana":  Dla wykonania tej dyrektywy proszę rzetelnie przygotować się do akcji przeciw Polakom i wyznaczam odpowiedzialnych: w rejonach nadbużańskich -kurinnego"Łysoho", na rejony turzyski, owadnowski, oździutycki i pozostałe -"Sosenka"; na okręg kowelski- "Hołobenka".

Sława Ukraini.

Dowódca grupy UPA "Turiw" - "Rudyj",

24 czerwca 1943 r.Stawka". [4]

Wiadomości o przygotowaniach do ataku na polskie miejscowości docierały do Polaków w bardzo różny sposób. Ostrzegali ukraińscy sąsiedzi i docierały wieści o wcześniejszych napadach przywożone przez uciekinierów lub innych podróżnych. Reakcja na te nowiny była bardzo różna. Jedni zastanawiali się jak przygotować obronę inni twierdzili, że tu na tym terenie tego raczej nie będzie. Wszyscy jednak niepokoili się o przysłowiowe jutro.

Monika Śladewska: 29 czerwca 1943 r. nocą uzbrojona bojówka ukraińska przyszła do byłego komendanta Koła Rezerwistów Zygmunta Śladewskiego i zażądała oddania, w terminie trzech dni broni ukrytej jeszcze w 1939 r. grożąc wymordowaniem i spaleniem całej kolonii w przypadku nie spełnienia żądania. Do Zasmyk ściągano broń i amunicję różnymi sposobami: odkopywano z ziemi. W której przebywała od 1939 r. ,kupowano od Niemców wyjeżdżających na urlopy, najczęściej za „szpek” lub złoto, szukano jej tam gdzie została porzucona ,a miejsce tkwiło w pamięci, więc przekopywano pola. Pamiętam, że pistolet wyciągnięto ze studni. Sprowadzano wszystko, co przedstawiało jakąkolwiek wartość bojową. Znalezioną broń czyszczono, naprawiano i przekazywano w odpowiednie ręce  późniejszym obrońcom.” [3]

Wszystko oczywiście robiono w głębokiej tajemnicy w bardzo wąskich kręgach ludzi zaufanych  i zdecydowanych do przygotowania obrony. Większość mieszkańców Zasmyk i okolicznych wsi starała się na różne sposoby zaopatrzyć się w jakąkolwiek broń palną. Nie bez znaczenia była tu rodzinna tradycja zakorzeniona jeszcze w powstaniu styczniowym o legionistach już nie wspominając.

 

Ryszard Romankiewicz, mieszkaniec Radowicz:  „Na przykładzie własnej rodziny wiem, że tajemnica została nieco rozluźniona w obliczu zbliżającego się niebezpieczeństwa ze strony nacjonalistów ukraińskich. Chodzi tutaj o fakt posiadania broni przez moich starszych braci Stanisława i Mieczysława. Za posiadanie broni za Niemców groziła kara śmierci. Rozstrzeliwano z reguły całe rodziny. Mieszkając we wsi zdominowanej przez Ukraińców należało zachować szczególną czujność. Byliśmy obserwowani. Zdarzały się czasem niespodziewane wizyty Ukraińców, z którymi nie było wcześniej żadnych kontaktów. Jednym z takich był Kostek Terypora, który ośmielił się bez pytania obejść wszystkie nasze pokoje i stawiając przy tym głupie pytania. Wiosną 1943 r. ktoś strzelił od strony sąsiada Onisieja do mojej siostry Ireny. Kula świsnęła jej koło głowy. Świadczy to o tym, że byliśmy obserwowani a mimo to moi bracia zdołali zachować konspirację. W zdobyciu broni, 10 karabinów pomogła rówieśniczka brata Stanisława, Maria Molenda zwana u nas w domu po prostu Molendzianką. Przed wojną była u nas służącą.(…)Za Niemców brat Stanisław pojechał do Marii Molendy żeby jej zaorać kawałek pola i zasiać zboże. W czasie obiadowego obrokowania koni natknął się brat na ciężki snopek zboża. Okazało się, że w środku był karabin. W rozmowie z Marią dowiedział się o miejscu, gdzie jest więcej karabinów. Zebrał więc je wszystkie razem 10 sztuk i przywiózł do domu. Następnie ukrył je zakopując w ziemi, daleko od budynków. Niektóre były zardzewiałe więc należało je oczyścić i zakonserwować. Wszystkie te czynności robili tylko dwaj bracia Stach i Mietek. Pozostała rodzina nic o tym nie wiedziała. Dopiero wiosną 1943 r. kiedy zamordowano trzech Leśniewskich tj. ojca i dwóch synów w tym dotychczasowego dowódcę Eugeniusza Leśniewskiego, tajemnica posiadania broni została rozluźniona i wtajemniczono stryja Zygmunta, który jako starszy kawaler mieszkał z naszą rodziną. Spodziewano się, że podobny mord może i u nas nastąpić. I na pewno wielu Polaków by zginęło gdyby nie przytomność bohaterskiego dowódcy Gienka Leśniewskiego, który w ostatniej chwili zdołał ukryć dokumenty konspiracyjne do wiadra i przesypać je obierkami. Gazetki zaś ukrył w popielniku. Kiedy banda wkroczyła do mieszkania, dokonała rewizji mieszkania i dwukrotnej rewizji osobistej niczego nie znajdując. Gienek posiadał jednak ukryty w trzewiku pistolet, szóstkę. Dzień wcześniej zamienił się z moim bratem Stanisławem na pistolety. Dał bratu dziewiątkę a wziął od brata szóstkę. Tę szóstkę zdobył brat od sąsiada Chwedora, biednego Ukraińca, który na wiosnę nie miał czym pola obsiać, więc zgodził się sprzedać za zboże pistolet. I z tym pistoletem bohaterski Gienek wraz z bratem Antkiem zdołał zabić trzech bandytów i dwóch ranić. Inna wersja mówi, że zabił 5 upowców. Tragedia rozegrała się na polu przed lasem. Zabierając z domu Leśniwskich, bandyci udając Niemców mówili, że wiozą ich do Kowla. Kiedy jednak przed lasem, gdzie drogi rozchodziły się, bandyci skierowali się na drogę wiodącą do lasu, Gienek rozpoczął akcję. W walce zginęli wszyscy trzej Leśniewscy ale nikogo nie wydali i zdołali zadać cios wrogowi. Zginęli nagle i posiadanych tajemnic nikomu nie przekazali. A przecież też mieli ukrytą broń. Opowiadał mi brat Mietek, że siostra Gienka, Antonina wraz z kilkoma partyzantami polskimi bezskutecznie poszukiwała tej broni. Wiem natomiast od swojego rówieśnika sąsiada Ukraińca Bogdana Jewgiena (który niedawno zmarł), że po wojnie Ukraińcy znaleźli na Leśniewskich polu broń. Był tam między innymi karabin maszynowy. Po mordzie na Leśniewskich w naszym domu wzrosła czujność. Broń wykopano i przeniesiono do domu, gdzie stryj Zygmunt urządził specjalną skrytkę do jej przechowywania. Chodziło o to, by w razie potrzeby można było z niej szybko skorzystać. Każdej nocy bracia Mietek i Stach trzymali wartę na zewnątrz domu oczywiście z bronią. W ciągu maja i czerwca widać było łuny pożarów na wschodzie. Pytani o to Ukraińcy dawali lakoniczną odpowiedź „Nimci seło podpałyły”.

Nikt z Polaków nie zdawał sobie sprawy ze zbliżającego się niebezpieczeństwa i jego rozmiarów. Wiem, że brat Stanisław zamierzał pójść do partyzantki w Doninopolu. Rodzice martwili się co powiedzieć sąsiadom Ukraińcom o przyczynie jego zniknięcia. Tymczasem fala mordów zaczęła się przybliżać coraz bardziej na zachód. Napływały wieści niepokojące o pojedynczych mordach jak np. zabójstwo Leona Sakowicza w Swiniarzynie, który wraz ze swoim bratem Stanisławem Sakowiczem skupował zboże po wsiach. W Swiniarzynie wstąpili do pewnego Ukraińca, u którego byli bandyci. Oni to właśnie ich aresztowali, zabrali im wóz, konie a następnie kazali iść obok wozu który kierował się w stronę lasu. W pewnym momencie młodszy, Stach krzyknął do brata swego „Leon uciekaj” i sam skoczył w bok kierując się do lasu. Strzelano do niego ale żadna kula go nie dosięgła, natomiast Leon otrzymał serię na miejscu i padł martwy. Tego rodzaju wypadki zdarzały się coraz częściej. Nie było już wątpliwości kto to robi. Przecież w marcu 1943 r. wszyscy Ukraińcy będący na służbie u Niemców uciekli do lasu by budować „Samostijnuju Ukrainu” mordując Polaków.

Nastał wreszcie dzień 11 VII 1943 – mord zbiorowy ludności polskiej w Kościele w Kisielinie oddalonym od Radowicz ok. 25 km.” [5]

Monika Śladewska:„Przed napadem na kościół w Kisielinie na naszym terenie miało miejsce i inne wydarzenie, mianowicie o jednej godzinie , pewnej nocy podpalono polskie dwory i dworki. W Ostrowiu palił się nowy , obszerny dom pułkownika Gorczyńskiego i płonęły zabudowania gospodarcze.(…)…w Nowym Dworze, stał zabytkowy pałac Pomorskich.(…)Na tle przepięknego ,wielowiekowego świerkowego parku rozjaśniała się łuna , pałac z białego kamienia palił się wolno od środka, ogień obejmował parkiety, drewniane ściany i schody.(…) Na naszych oczach ginęła polskość na Kresach, zapadała się w mrok  historii, zmieniał się krajobraz i straszył. Paliły się dwory położone dalej, było to straszne i niezapomniane widowisko, zapowiadające nieustanne pasmo naszych udręk. Sygnalizowało bezmiar krzywd, jakie miały czekać polskie rodziny kresowe mieszkające na wsi.”[3]

Feliks Budzisz:W dniach od 10 do 13 lipca osiągnęła apogeum ludobójstwa: OUN-UPA z miejscową czernią mordowała ludność polską w ponad 16o miejscowościach południowo-zachodniego Wołynia. Niedziela 11 lipca była najkrwawszą niedzielą w naszej historii. Hiobowe wieści o potwornych masowych rzeziach, również w kościołach(Poryck, Kisielin, Krymno, Zabłoćce, Chrynów)dotarły szybko do ocalałych jeszcze miejscowości, również Radowicz, wywołując lęk, trwogę, rozpacz zdesperowanej polskiej ludności. Krzepiącym płomykiem nadziei był przyjazd do Radowicz 7 lipca por. Zygmunta Rumla, komendanta BCh na Wołyń i jego oficera do zleceń specjalnych por. Krzysztofa Markiewicza, wysłanych z Kowla przez delegata Rządu. Celem rozmów było wstrzymanie przygotowywanych  masowych rzezi. Oficerowie-parlamentarzyści zatrzymali się u Leśniewskich na konsultacje z miejscową konspiracją, której w tym czasie przewodził Henryk Nadratowski.  „Znicz”, brat Leśniewskiej, opiekujący się jej rodziną,..(…) Po zasięgnięciu informacji o sytuacji w terenie oficerowie udali się do Osiecznika, polskiej wsi, dokąd zawiózł ich sąsiad Leśniewskich Witold Rakowski. Upowcy w sztabie na Wołczaku zażyczyli sobie, by delegaci przyjechali następnego dnia do Kustycz, gdzie powiózł ich Witold Dobrowolski z sąsiedniej Kowalówki. Jeszcze tego dnia tj. 10 V, w sobotę, wszystkich trzech zamordowali upowcy przez rozerwanie końmi. Wyjeżdżając z Radowicz parlamentariusze ustalili, ze „Zniczem” ,że jeżeli nie wrócą z rozmów, oznaczać będzie iż sytuacja jest groźna i rodziny polskie pod eskortą miejscowej młodzieży powinny niezwłocznie udać się do Zasmyk i tam zorganizować samoobronę. [6]

Ryszard Romankiewicz:„ Już następnego dnia 12 VII przybył do nas p. Ożarowski z Nyr i doniósł o tym mordzie. Brat Stanisław natychmiast udał się do wsi by spotkać się z kolegami z konspiracji i nowym dowódcą  Nadratowskim,  który po śmierci Leśniewskich zamieszkał u nich, gdyż był rodzonym bratem Leśniewskiej – matki. Na tymże spotkaniu zapadła decyzja o ucieczce następnego dnia tj. 13 VII do Zasmyk z bronią i rodzinami. Po powrocie brata ze spotkania rozpoczęto przygotowania do ucieczki. Robiono to jednak dyskretnie bo sąsiedzi niczego nie zauważyli. Dnia 13 VII opuściliśmy swój dom zostawiając większość dobytku tj. świnie, bydło, drób, meble itp. Na dwie furmanki załadowano żywność i odzież. Zbiórka miała nastąpić na skrzyżowaniu dróg koło lityńskiego lasu o godzinie 13. 30. Nasze wozy przyjechały pierwsze. Czekaliśmy na pozostałe, nie nadjeżdżały. Dopiero około godziny 15. 00 nadjechały. Było nas razem ok. 8 rodzin. Po krótkiej wymianie zdań mężczyźni podbiegli do swoich wozów, skąd wyciągnęli karabiny i założyli na głowy szare furażerki z przypiętymi orzełkami. Widok był imponujący, bo oto po kilku latach niewoli ukazali się nam polscy żołnierze z bronią w ręku o oto ich nazwiska”

1. Sobczyk Jan   kbk

2. Sobczyk Henryk   kbk

3. Golik Tadeusz   kbk

4. Łodej Mieczysław   kbk

5. Bednarek Mieczysław   kbk

6. Rakowski Wacław   kbk

7. Romankiewicz Stanisław   kbk

8. Romankiewicz Mieczysław   kbk

9. Romankiewicz Zygmunt   kbk

10. Romankiewicz Antoni   br. Krótka

11. Nadratowski Henryk   kbk

Chcę ty przy okazji podkreślić, że wszystka broń pochodziła z „arsenału” brata Stanisława. Pobrał ją wcześniej Tadeusz Golik, który przyjechał po nią furmanką. Tylko Mieczysław Bednarek osobiści odebrał karabin od brata rano 13 VII w dniu ucieczki. Dla tego zbrojnego oddziału konspiracja zakończyła się w zasadzie tu pod lityńskim lasem. Teraz wozy ruszyły w kierunku Zasmyk, a nasze zbrojne ramię ubezpieczało nas z przodu i z tyłu. Przejeżdżając przez wieś Piórkowicze wywołaliśmy u Ukraińców zdziwienie i przerażenie. Trzeba było groźbą karabinów zapędzić ludzi do domów torując sobie drogę do Zasmyk. Za Piórkowiczami nasze dwa wozy skręciły na Janówkę, gdzie mieliśmy rodzinę, a pozostałe wraz ze zbrojnym oddziałem udały się do Zasmyk, by tam wywołać zaniepokojenie u ludności polskiej, która obawiała się Niemców. Fakt pojawienia się pierwszego zbrojnego oddziału wywołał przede wszystkim u Ukraińców potężne wrażenie. Zaczęto ten fakt przekazywać sobie z ust do ust, a każdy starał się coś do tego dodać. W końcu Wójt ukraiński w Turzysku, Tomczuk ogłosił sołtysom na sesji, że oni wywieźli do Zasmyk dwa wozy broni ręcznej i maszynowej. Tego rodzaju plotka sprzyjała Polakom, miała olbrzymie znaczenie propagandowe, budziła bowiem respekt Ukraińców wobec Polaków. W ten oto sposób, od pierwszego dnia przybycia radowickiego oddziału do Zasmyk, urosły one w oczach upowców do potężnej twierdzy.”[5]

Antoni Mariański  Pierwszych uzbrojonych członków konspiracji zobaczył latem 1943 r.

- Oddziałek z nich złożony przyszedł do Zasmyk z Radowicz, miejscowości odległej o 10 km – wspomina. – Witano go entuzjastycznie, bo już dochodziły do nas informacje o mordach popełnianych na Polakach przez nacjonalistów ukraińskich. (…)- W okolicach Radowicz uznano, że nie ma co czekać i trzeba się przygotować do odpierania ukraińskich napaści. Powstała tam pierwsza konspiracja pod dowództwem Teofila Nadratowskiego pseudonim „Znicz”, pochodzącego z Osiecznika  wsi k. Radowicz. Skupił on koło siebie kilkunastu ludzi.(…) 10 lipca 1943 r. kilkunastoosobowy oddział z Radowicz pod dowództwem „Znicza” z bronią na ramieniu, w biały dzień przemaszerowały przez duże ukraińskie wsie Tahaczyn i Piórkowicze, wkraczając do Zasmyk entuzjastycznie witany, jak już wspomniałem, przez ich mieszkańców. Stanowił on zaczątek oddziału „Jastrzębia”, a zarazem całej 27 Dywizji Piechoty AK. Wraz z żołnierzami „Znicza” do Zasmyk przybyły ich rodziny i był to początek tworzonej w tej naszej wsi samoobrony. Nie wszystkim mieszkańcom Zasmyk to się podobało. Starsi przerazili się i orzekli – no teraz to Ukraińcy na pewno przyjdą i nas wymordują! – To już będzie koniec! Natomiast młodzież przyjście oddziału z Radowicz przyjęła z entuzjazmem, dosłownie skakała z radości, ja też.

Oddział „Znicza” nie przybył z rodzinami do Zasmyk oczywiście przypadkowo. Ta wieś najbardziej nadawała się na stworzenie ośrodka samoobrony. Była to wieś typowo polska, dobrze zorganizowana. Położenie i topografia Zasmyk stwarzały dobre warunki do jego obrony. Od Kowla oddzielał wieś duży las i trudna do przebycia droga piaszczysta. Była też dobrze chroniona od południa od innych ośrodków ukraińskich takich jak Ośmigowicze, Czerniejów, Oździutyczyn i Świrzyn. Wokół Zasmyk znajdowały się również mniejsze polskie wioski takie jak: Stanisławówka, Janówka, Radomle, Batyń, a także Gruszówka i Stefanówka. Ze strategicznego punktu widzenia Zasmyki na ośrodek samoobrony nadawały się najlepiej.[7]

Feliks Budzisz: Trzeba odnotować, że mieszkańcy Zasmyk przyjęli oddział z nieufnością i lękiem przed zemstą Niemców i Ukraińców, co w tamtych warunkach było zrozumiałe. Jednak dzięki światłej , patriotycznej rodzinie Zamościńskich , a zwłaszcza ich córce Joannie „Bronce”, uczennicy konspiracyjnego gimnazjum, oddział znalazł w tej rodzinie , a niebawem i w innych ,zakwaterowanie i życzliwość .Szczególnie duży wpływ na życzliwe przyjęcie oddziału ,rosnącego z każdym dniem miał ks. proboszcz Michał Żukowski, człowiek o dużej wyobraźni i poczuciu odpowiedzialności za bliźnich. Ten wielki patriota doskonale zdawał sobie sprawę z groźnego niebezpieczeństwa dla ludności polskiej ze strony OUN-UPA i z tego ,że tylko zbrojna siła może uchronić Polaków przed całkowitą zagładą.[6]

 

Przemarsz grupy uzbrojonych Polaków przez wsie ukraińskie i błyskawicznie przekazana plotka o silnie uzbrojonym oddziale polskim który stacjonował  w Zasmykach wywołały reakcję drugiej strony. Dosłownie codziennie przez Zasmyki przejeżdżały furmanki wypełnione uzbrojonymi po zęby upowcami. Polacy nie reagowali, czekając w pogotowiu na groźniejsze gesty, bo wiadomo było, że Ukraińcy różnymi sposobami próbowali rozpoznać siły obronne strony polskiej. Ponieważ ten sposób rozpoznania zawiódł to między14 a 17 lipca 1943r. do Zasmyk przybyła delegacja ukraińska  na „rozhowory” ( rozmowy). Stronę  ukraińską reprezentowali : Pohrebniak „Koszun” (Korsuń), duchowny z Rokietnicy (gm. Lubitów) i nie znany upowiec wyższej rangi. Ze strony polskiej rozmowy prowadzili :ksiądz Żukowski, kierownik szkoły Siudak i  Bronisław Zamościński. Ukraińcy oczywiście deklarowali pokojowe intencje domagając się jednocześnie rozwiązania zbrojnej obrony wsi. Tradycyjnie „gwarantując” ludności polskiej bezpieczeństwo, na co strona polska nie dała się jednak nabrać. Tymczasem do Zasmyk przybył następny oddziałek polski przyprowadzony przez oficera rezerwy który wzmocnił siły samoobrony nie tylko fizycznie ale przede wszystkim psychicznie.

Józef Turowski : Por. Czermiński „Jastrząb” przybył tam z grupą uzbrojonych ludzi nocą 16/17 lipca 1943 r.,zastając sytuację bardzo napiętą. Ludność  Zasmyk spodziewała  się  napadu Ukraińców  każdej nocy, ale przybycie  grupy „Jastrzębia” oraz  kilka dni wcześniej grupy ppor. Henryka Nadratowskiego „Znicza” z Radowicz powitano z nieufnością, bez wiary w możliwość samoobrony, bijąc się prowokować Ukraińców. ”Jastrząb” ze „Zniczem” zdołali jednak przekonać miejscowa ludność, że na pomoc Niemców nie można było liczyć, że zachodziła bezwzględna konieczność zorganizowania obrony własnej, tym bardziej że coraz więcej ludzi, uciekających przed zagładą zaczęło szukać schronienia w Zasmykach. [8]

Michał Fiałka : W składzie oddziału byli kpr. ”Błyskawica” (Józef Piątkowski), strz. ”Dąbek” (Stanisław Piątkowski),kpr. „Orzech” (Antoni Jamrozy), sierż. „Lipiec” (Jan Czajkowski), strz. „Tarzan” (Jan Ważydrąg) i strz. „Październik” (Jan Burzyński). [9]

18 lipca pod wieczór do Zasmyk wjechały dwie furmanki uzbrojonych Ukraińców, którzy zachowywali się w sposób prowokacyjny ale i tym razem Polacy nie reagowali. Trudno ustalić jaki to przyniosło skutek ale pewne było, że upowcy mimo wszystko jeszcze nie byli gotowi do ataku. Polacy z przysłowiowym palcem na spuście broni czekali cierpliwie nadal na rozwój wydarzeń.

J. Turowski : w Zasmykach , nie bez trudności, udało się zawiązać oddział partyzancki i rozwinąć samoobronę cywilną. (…)Zaczęto organizować samoobronę .Do grupy „Jastrzębia” została przyłączona grupa radowicka , tworząc lotny oddział zbrojny AK, z miejscowej ludności zorganizowano cywilna obronę wartowniczą, dla obserwacji okolicy i sygnalizacji o niebezpieczeństwie. „Znicz” został komendantem cywilnym samoobrony organizując pomoc i współżycie wśród rosnącej wciąż liczby ludności. Do oddziału pojedynczo i grupowo kierowana była młodzież ochotnicza z poszczególnych placówek terenowych, dzięki czemu stale powiększał się jego stan osobowy. (…) W początkach formowania się oddziału „Jastrzębia” wstąpili ochotniczo z Zasmyk Leon Karłowicz „Rydz”, Stanisław Śladewski „Olszynka”, Leonard Gisyng „Złotówka” oraz inni) Z Aleksandrówki przybyli bracia Kijowscy, kpr. Antoni Kijowski „Otello” i szer. Edward Kijowski „Mo-Re” oraz wielu innych zgłaszających się ochotniczo, z różnych polskich osiedli. ” [8]

27 lipca Ukraińcy podjęli na nowo rozmowy , proponując prowadzenie ich na wyższym szczeblu. Tym razem po stronie polskiej w rozmowach uczestniczyli:  d-ca. oddziału partyzanckiego  AK por. Władysław Czermiński „Jastrząb” oraz kierownictwo samoobrony. Delegacja ukraińska składała się z siedmiu osób, wyższych ranga upowców oraz duchownego prawosławnego. Upowcy żądali podporzadkowania się oddziału polskiego UPA i wspólnej walki z Niemcami, co wobec dotychczasowych działań UPA ( W Dominpolu, gm. Werba  pow. Włodzimierz Woł.  UPA 11/12 lipiec  otoczyła miejscowość gęstym pierścieniem i wymordowała polskich partyzantów , a następnie wszystkich Polaków  )nie mogło być przez stronę polską przyjęte.  Polacy zagrali na zwłokę i zaproponowali walkę z Niemcami oddzielnie. Podobne rozmowy były prowadzone w dniu następnym w Suszybabie ( gm. Kupiczów) . Strona polska doskonale zdawała sobie sprawę ku czemu zmierzają upowcy, ale czas zdawał się działać na polską korzyść.

J. Turowski: „2 sierpnia 1943 r. przybyli do oddziału „Jastrzębia” spod Turzyska st. szer. Jan Kwiatkowski z kilkoma ochotnikami, oraz grupa z kolonii polskiej Łuczyce: szer.Stanisław Skorupski „Biały”, szer. Stanisław Bekier „Tajfun”, szer. Marian Steblewicz  „Morwicz” oraz szer. Józef Turowski „Ziuk”.(…)Do Zasmyk przybyła również trzydziestoosobowa grupa pochr. „Grońskiego” skierowana tu przez mjr.”Kowala” po nieudanej próbie założenia  samoobrony w rejonie Kamienia  Koszyckiego”. [8]

Por. „Jastrząb” oprócz przedłużania rozmów ze stroną ukraińską prowadził walkę psychologiczną. Od początku sierpnia oddział partyzancki prowadził intensywne szkolenia i demonstracyjne przemarsze w pobliżu wiosek ukraińskich pokazując się w coraz większej liczebności, nawet z fikcyjnym uzbrojeniem. Rozpuszczano również wieści o pokaźnej pomocy przychodzącej do Zasmyk z za Buga. Już w tedy zauważyć można było duże zdolności strategiczne tego oficera, które później przysporzyły mu sławy i chwały.

15 sierpnia dowództwo samoobrony polskiej nadal prowadziło z UPA rozmowy pojednawcze. Ukraińcy zapewniali o pokojowych zamiarach UPA i potrzebie wspólnej walki z Niemcami, nadal żądając rozwiązania  polskiego oddziału zbrojnego lub podporządkowania  go UPA. Nikt oczywiście, ze strony polskiej, temu nie wierzył bo działo się to w czasie ,gdy nie ustawały napady na ludność polską. Podobne rozmowy prowadzone były jeszcze dwukrotnie w następnych dniach. Polacy cały czas grali na zwłokę zbierając siły.

J. Turowski: „ Jak dalece obłudni byli Ukraińcy w rozmowach pojednawczych okazało się w niedługim czasie .Oto wysłany do Julianowa za Turzyskiem patrol polski dnia 18 sierpnia 1943 r. został tam osaczony i ujęty przez oddział UPA. Pojmani partyzanci byli torturowani w okrutny sposób. Ledwie żywych, pokrwawionych i zmasakrowanych, powiązanych drutem kolczastym przewieziono do Suszybaby, gdzie zostali zamęczeni.: st .szer Jan Kwiatkowski „Mak”, szer. Mieczysław Bednarek „Mantel”, szr. Jarosz „Grab”, szer. Sztupiec oraz szer. Kościński. Uratowali się; dowódca patrolu kpr. Tadeusz  Krawiec „Kmicic” oraz Leszek Kędziorek „Szczepcio”.(…) Dnia 18 sierpnia z okolic Hołób przybyli do oddziału :szer. Edmund Gawłowicz „Błysk”, szer .Bolesław Szymański  „Burza”, szer .Jan Bąk „Los”, szer. Jerzy Gderz  „Długi” , szer. Ksawery Skolimowski „Śmiały”, szer. Gdula (młodszy), szer. Świergalski oraz sześciu dalszych.(….) W tym czasie 19 sierpnia 1943r. przybył do Zasmyk drugi oficer por.Michał Fijałka „Sokół”, skierowany tam przez mjr. „Kowala” z zadaniem szkolenia młodego jeszcze wojska. [8]

Obłuda strony ukraińskiej nie miała granic:22 sierpnia 1943 r. w lesie Lityńskim, koło leśniczówki Gruszówka, bojówka ukraińska zamordowała 7 osób jadących furmanką z Radowicz (gm.Turzysk) do zasmyckiego kościoła, w tym Adama Bartoszewskiego, lat 63, jego żonę Weronikę (Rozalię), lat 55; Ludwikę Daszkiewicz, lat 59, oraz cztery osoby o nieustalonych nazwiskach. Zwłoki odnaleziono po 3 tygodniach od mordu. W tym dniu po południu zamordowano następnych 13 mieszkańców Radowicz wracających z kościoła w Zasmykach, m.in. Marię Kiełbasę z synem Marianem (Józefem); Rozalię Kułakowską, lat 49, Stanisława Malinowskiego, lat ok. 50 i jego żonę Anielę, lat ok. 45, Ewę Młynek, lat 13.

23 sierpnia w kolonii Piórkowicze, gdy kilka rodzin powróciło do swoich zagród po żywność, zostali przez upowców zamordowani: Koperska, lat 35, żona Michała, Koperska, żona Karola, lat 40 i ich córka Maria, lat 10, Piotr Kursa, lat 58, Bronisława Szarwiło, lat 36, Matylda Szarwiło, lat 30.

J.Turowski: Po tych wypadkach dowództwo bazy zasmyckiej wystosowało do Ukraińców pismo z ostrym protestem. W odpowiedzi na to 29 sierpnia 1943 r. Ukraińcy wysłali do Zasmyk pismo zawierające ultimatum do złożenia broni z terminem do południa 1 września 1943 r., grożąc w przeciwnym wypadku zniszczeniem osady. Tegoż dnia , późnym wieczorem dotarł do Zasmyk chłop ukraiński z Gruszówki donosząc o przygotowanym napadzie na Zasmyki siłą dwóch sotni UPA oraz kilkuset chłopstwa z wozami na spodziewane łupy, uzbrojonych w siekiery, widły, kosy, łopaty do mordowania ludności polskiej. Jasne było, że tym razem Ukraińcy uderzą na Zasmyki. [8]

Sotnia teoretycznie powinna liczyć 163 osoby ale do lata 1944 r. występowały sotnie liczące nawet 180-200 ludzi. Tak podają różne źródła historyczne w tym wikipedia. Faktem jest, że zgrupowanie pod Gruszówką  dwóch sotni oraz kilkuset chłopów ukraińskich zdecydowanych na mordowanie Polaków i rabunek mienia, był poważnym zagrożeniem dla  mieszkańców Zasmyk. Już wszystko stało się oczywiste, że upowcy zebrali siły w celu zniszczenia Zasmyk w pierwszej kolejności i pozostałych osad polskich. W tym czasie istniały już oddziały samoobrony w Janówce i Radomlu wsiach sąsiadujących z Zasmykami. Powstały one na bazie ogniw konspiracji ZWZ-AK zawiązanych  w 1942 roku. Dowódcami zostali byli żołnierze WP. Oddziały te w sile plutonów uzbrojone w broń różnego pochodzenia współdziałały z samoobroną zasmycką.

J. Turowski: Jasne było, że tym razem Ukraińcy uderzą na Zasmyki. Tu jednak obrona stacjonarna tak rozległej osady była zadaniem bardzo trudnym, tak ze względu na szczupłą liczbę wojska, jak i brak należytych umocnień.(…) W konkretnej sytuacji, pośród wielu dyskutowanych wariantów, obaj oficerowie „Jastrząb” i „Sokół” zdecydowali się na akcję zaczepna, wyprzedzającą działania upowców. Przyjęli taktykę obronną przez atak. Postanowili z zaskoczenia zaatakować siły ukraińskie zgromadzone w Groszówce. Po szczegółowym przeglądzie oddziału, wieczorem 30 sierpnia 1943 r., po uzupełnieniu amunicji, wydzieleniu chorych, oddział w liczbie 50 ludzi, razem z oddziałem pchr. „Grońskiego”, okrężną drogą przez las Lityński ruszył na tyły wroga. Ten uciążliwy marsz trwał całą noc, gdy według wskazań przewodników, o świcie 31 sierpnia 1943 r. oddział przeszedłszy zaroślami opodal niewielkiego jeziora, dokonał nagłego ataku na uśpiony oddział upowców. Zaskoczenie było całkowite. Upowcy nie spodziewali się Polaków atakujących ich ugrupowanie od tyłu, od strony przeciwnej niż Zasmyki. Zaatakowano z bezpośredniej bliskości bronią ręczną i granatami, wypędzając ich z okolic leśniczówki w zarośla. W bezładnej strzelaninie nie stawiali oporu. Po momencie pierwszego zaskoczenia upowcy jednak ochłonęli i częścią swoich sił zajęli stanowiska ogniowe. Wywiązała się ostra walka. W natarciu na stanowiska przeciwnika ranny został szer. Stanisław Romankiewicz „Zając”. Koledzy załadowali go na wóz gospodarski i z braku koni sami ciągnęli go piaszczystą drogą w kierunku natarcia. Na drodze wpadli w zasięg rażenia upowskiego erkaemu. Leżący na wozie szer. „Zając” otrzymał śmiertelną serię. Upowski erkaem, widocznie wcześniej okopany, przyhamował swoim ogniem polskie natarcie. Ześrodkowany ogień kilkunastu ludzi ze strony polskiej był bezskuteczny. Dopiero sierż. Jan czajkowski „Lipiec” wykorzystując grube sosny dotarł z boku na odległość kilkunastu metrów od wrażego erkaemu i długą serią ze stena unieszkodliwił erkaemistę wraz z jego dwoma  pomocnikami. Erkaem radziecki typu Tokariew dostał się w polskie ręce. W tym samym czasie por. „Sokół” skierował trzecią drużynę na skraj lasu po lewej stronie drogi. Jeszcze pod ogniem upowskiego erkaemu poderwało się kilkunastu ludzi, by po kilku skokach wejść w bliski kontakt ogniowy ze stanowiskami nacjonalistów ukraińskich na skraju lasu. Grube sosny stanowiły ochronę, za którą skok po skoku polscy chłopcy zbliżyli się do swoich przeciwników rażąc ich swoim ogniem. Upowcy nie wytrzymali tego systematycznego przybliżania się linii polskiej i w pewnym momencie rzucili się do ucieczki. Ze strony polskiej przyśpieszono tempo natarcia. (…) Po lewej stronie atakowała 4 drużyna st. szer .Edmunda Gawłowicza „Błyska”. Ledwie dotarła ona na skraj niewielkiej polany, została zaatakowana grupą kilkudziesięciu banderowców. Nastąpiła wymiana granatów z obu stron. Od wybuchu granatu ciężko ranny został st. szer. ”Błysk”. Ranny drużynowy, widząc, ze nie wytrzyma ze swoimi ludźmi naporu upowców, wysłał gońca po pomoc do por. „Jastrzębia”. Goniec (Tadeusz Kraiński „Lotos”) ryzykownymi  skokami prześliznął się wśród zarośli, a biegnąc w stronę drogi spotkał grupę żołnierzy z sierż. „Lipcem”, idącą z pomocą zagrożonej druzynie. Śmiałe uderzenie tej grupy zlikwidowało zagrożenie: zdobyto broń i amunicję.(…) Na prawym skrzydle nacierał ze swoją grupą pochr. Tadeusz Korona „Groński”. Rozmach pierwszego uderzenia w pełnym zaskoczeniu rozproszył ochronę taborów i woźniców zdobywając wozy z amunicją, kuchnię polową pełną drobiu przygotowanego na posiłek upowców. Zebrano też wiele ”rolniczego” sprzętu, który miał służyć, tym razem, do mordowania ludności Zasmyk. Stopniowo bój ucichał. Tu i ówdzie ożywiała się jeszcze strzelanina, ale poza zasięgiem oddziału polskiego. To rozproszeni w zaroślach upowcy zwierali się między sobą, sadząc, że spotykają Polaków. W pierwszym boju oddziału „Jastrzębia” zwycięstwo było całkowite. Groźne zgrupowanie banderowców zostało rozbite i rozproszone przy stratach własnych: 1 zabity i 2 rannych żołnierzy. Zdobyto ręczny karabin maszynowy, kilkanaście karabinów i sporo amunicji. Straty przeciwnika wyniosły kilkunastu zabitych i tylu rannych.(…) Uwierzono już w możliwość obrony własnymi siłami. Coraz więcej ludności zaczęło napływać do Zasmyk, coraz więcej młodzieży wstępowało do szeregów partyzanckich.[8]

Bitwa pod Gruszówką zdecydowała nie tylko o losie samych Zasmyk ale wszystkich okolicznych kolonii i ludzi szukających ratunku przed zagładą. Obrona przez atak okazała się w tym przypadku najskuteczniejsza metodą. Pogłoski o sile tej samoobrony powoli stawały się prawdą dzięki dobrym dowódcom i odważnym obrońcom. Wspomnienie tej bitwy przetrwało do dziś w przekazach rodzinnych w bardzo wielu domach w tym i moim. Mimo, że nie żyją już w znacznej większości zarówno uczestnicy tej eskapady to pamięć pozostała. Rozmawiałem z wieloma mieszkańcami tamtych okolic i wszyscy zgodnie twierdzą, że gdyby nie ta wygrana ze strony polskiej nie byłoby komu tego wspominać. Legenda „Jastrzębia” która  wtedy miała swój początek rosła w miarę upływu czasu i poczynań tego wspaniałego żołnierza i doskonałego stratega. Jego imię stało się również bronią dzięki której bardzo wielu bezbronnych uratowało się z wołyńskiej pożogi. Oprócz samoobrony powstawały oddziały partyzanckie a te w przyszłości stały się zalążkiem 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK. Jak z tego wynika ta walka zadecydował o bardzo wielu sprawach. Przedstawiony p/w materiał to tylko szkic zapomnianego wydarzenia.

 

W/w fragmenty pochodzą z wymienionych opracowań, artykułów i książek.

1]   Igor Iljuszyn: poszukiwania pomiędzy „dwiema prawdami”

http://www.istpravda.com.ua/digest/2011/07/13/45611/

2]  Nie było denuncjatorów – Marek A. Koprowski     http://www.kresy.pl/kresopedia,historia,ii-wojna-swiatowa?zobacz/nie-bylo-denuncjatorow

3]  Monika Śladewska: Z Kresów Wschodnich Na Zachód

4]   Archiwum SBU Obwodu Wołyńskiego  d.nr.11315 tI, cz.II, s28

5]    Ryszard Romankiewicz „Moje Radowicze” http://wolyn.org/index.php/wspomnienie-woynia/164-moje-radowicze.html

6]   Feliks Budzisz;  W HOŁDZIE BOHATEROM ZASMYCKIEJ SAMOOBRONY- http://27wdpak.pl/pl/samoobrona/265-w-hodzie-bohaterom-zasmyckiej-samoobrony

7]     Marek A. Koprowski  - Tu zaczęła się dywizja - Za: Kresy.pl

8]    Józef Turowski: Pożoga Walki 27 wołyńskiej dywizji AK

9]     Michał Fijałka: 27 Wołyńska Dywizja Piechoty AK.

Kresowy Serwis Informacyjny

Serwis o Wołyniu

Serwis o Kresach

Polecane filmy

Wieczna Chwała Bohaterom

 

 

Zostań sponsorem serwisu

poprzez zamieszczenie w TYM miejscu swojej reklamy.

Zamówienie banneru reklamowego kliknij TU

Statystyki

Użytkowników:
44
Artykułów:
444
Odsłon artykułów:
2512822

Odwiedza nas 123 gości oraz 0 użytkowników.

 
Copyright © 27 WDP AK
Wykonano w Agencji Reklamowej BARTEXPO z szablonu: Joomla Perfect