Dołacz do akcji

 

Szlak bojowy 27 WDP AK

 

Do wolonatriuszy

Poszukujemy wolontariuszy do prowadzenia na FB tematycznych fanpage. Zgłoszenia ślijcie na adresy z zakładki "Napisz do nas".

Logowanie

— Urodziłem się w 1920 r. w biednej wołyńskiej rodzinie Michała i Teofili Laskowskich w Bielinie — wspomina Leon Laskowski. […]

Jak wkroczyli Niemcy i Ukraińcy zaczęli podnosić głowy, nie ukrywając, co zamierzają zrobić z Polakami, w Bielinie powstała konspiracja. Miała ona jednak charakter kadrowy i ja do niej nie należałem. Wstąpiłem do niej w 1943 r., kiedy do placówki samoobrony wstąpili w Bielinie wszyscy młodzi mężczyźni. Taka była konieczność. Inaczej by nas Ukraińcy wymordowali. 11 lipca, gdy uderzyli oni na większość skupisk polskich w powiecie włodzimierskim, chcieli też wyrżnąć dwie polskie kolonie koło Bielina. Z północy i południa otaczały je wsie ukraińskie. Owej krytycznej niedzieli 11 lipca do tych kolonii przyszli Ukraińcy ze wsi z północy i zagnali wszystkich Polaków do stodoły. Gdy ci żegnali się już z życiem, Ukraińcy wszystkich wypuścili i kazali iść zbierać zboże. Ponoć bez tych ze wsi południowych nie chcieli Polaków mordować. Tak przynajmniej wtedy mówiono. Na Bielin wtedy nie uderzono. Była to duża wieś licząca prawie 500 mieszkańców. Zaczęła też do niej napływać ludność z innych polskich wsi z południowej części powiatu włodzimierskiego i tworzyć się baza samoobrony „Bielin”, którą niektórzy nazywali „Rzeczpospolitą Bielińską”. Do naszej samoobrony, oprócz Bielina, należały także kolonia Marianówka Bielińska, wieś Smolarze, kolonie Wodzinek i Wodzinów, osady Kalinówka oraz kolonie Stasin i Sieliski. Dowódcą był starszy ogniomistrz w stanie spoczynku Jan Wyszomirski „Mirek”, członek konspiracji. Broń dostarczano nam z Włodzimierza. Tamtejsze struktury AK wszystko, co zdobyły, kierowały na Bielin. Przez cały dzień i noc trzymaliśmy warty, żeby nie dać się zaskoczyć Ukraińcom. Wszyscy mieszkańcy wsi znajdujących się na terenie naszej bazy udzielali schronienia wszystkim Polakom, którym udało się uciec z miejscowości zagrożonych rzeziami. Dzielili się z nimi pożywieniem czy ubraniami. W domu u Hypsiów urządzono izbę chorych, których leczył Żyd z Włodzimierza, dr Podlipski. W sierpniu 1943 r. Ukraińcy usiłowali rozbić Bielin, ale naszą samoobronę wspomógł oddział żandarmerii polskiej utworzonej we Włodzimierzu i ich atak odparliśmy. Dla większego bezpieczeństwa w Bielinie powstał też jej oddział liczący 15 osób. Stanowił przykrywkę dla naszej samoobrony, a jego obecność ułatwiała posiadanie broni. Od początku z samoobroną bielińską współpracował oddział partyzancki dowodzony przez ppor. Władysława Cieślińskiego „Piotrusia”. Krążył on nieustannie po terenie, rozpoznawał zagrożenia, maszerując przez ukraińskie wioski oddziaływał na ich mieszkańców psychologicznie. Ten sam oddział Ukraińcy brali za kilka znajdujących się stale w okolicy. Dzięki temu samoobrona w Bielinie przetrwała, a zgromadzona w niej ludność uniknęła rzezi. Od stycznia 1944 r. Bielin stał się bazą dla formowania zgrupowania „Osnowa” 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK. We wsi zorganizowano ośrodek mobilizacyjny i zaopatrzenia. Powstały tu młyny, piekarnie, wiatraki, masarnie, magazyny, zakłady szewskie i rusznikarnie. Formowały się poszczególnie kompanie i bataliony, przesuwane następnie do kolejnych miejscowości. Ja ze swoją kompanią ppor. „Piotrusia” zostałem włączony do batalionu por. „Bogorii”. Otrzymałem w niej jako uzbrojenie automatyczny dziesięciostrzałowy karabin. Nikt w kompanii takiego nie miał i wszyscy mi go zazdrościli. Wyróżniałem się z nim wśród żołnierzy. Drugim takim wyróżniającym się żołnierzem był Zygmunt Maguza uzbrojony w rosyjski ręczny karabin maszynowy. Wykonywaliśmy różne zadania. W pierwszym okresie podzieleni na drużyny pełniliśmy funkcję ubezpieczenia terenu przed atakami Niemców i Ukraińców. Chroniliśmy jednocześnie ludność wsi polskich przed niespodziewanymi atakami UPA. Jeździliśmy też do zniszczonych przez Ukraińców miejscowości, w których gdzieś w piwnicach czy na strychach przetrwali Polacy i trzeba ich było ewakuować. Codziennie praktycznie prowadziliśmy utarczki z UPA bądź z Niemcami. Na wysuniętych posterunkach byliśmy stale ostrzeliwani przez UPA. Patrole band macały nas ogniem, chcąc przekonać się, jaką prezentujemy siłę. Nie odstrzeliwaliśmy się im, czekając na atak z bliska, ale ten nigdy nie następował. Nasze dowództwo podejmowało działania przeciwko UPA, ale nie zawsze kończyły się one sukcesem. Próba zlikwidowania bazy UPA w Gnojnie nie powiodła się. Ukraińcy nie dali się zaskoczyć. Naszym oddziałom brakowało jeszcze doświadczenia. Dobrze radzili sobie ci, którzy przed wojną, tak jak ja, należeli do „Strzelca”. Młodzi gubili się na polu walki. Sporo ich ginęło. UPA usiłowało zlikwidować nasze zgrupowanie, uderzając od strony Edwardpola i Karczunku. Udało się nam nie tylko odeprzeć ich atak, ale rozbić ich bazę w Puzowie, poszerzając opanowany przez nas teren. Zlikwidowaliśmy też silny ośrodek UPA w Stężarzycach. W obu tych miejscowościach powstały polskie placówki. Pod Wodzinowem stoczyliśmy bitwę z Niemcami. Początkowo Niemcy w zasadzie się nas nie czepiali. Tylko nasze patrole potykały się z Niemcami. W pewnym momencie jednak skierowali przeciwko nam większe siły. W stronę zajmowanych przez nas pozycji ruszyło kilka kompanii Wehrmachtu z Włodzimierza Wołyńskiego, wspieranych przez oddział żandarmerii z Uściługa i policji ukraińskiej, która nie zdezerterowała do UPA. Pierwszy odpór napastnikom dała samoobrona w Karczunku. Była jednak za słaba, by ich zatrzymać. Dzięki jej oporowi ludność polska zdążyła wycofać się z wioski, choć ukraińscy policjanci zgodnie ze swoim zwyczajem strzelali do uciekających. Gdy nasza kompania na saniach ruszyła w stronę Karczunka, dostała się pod ogień moździerzy. Wybuchło zamieszanie, ale „Piotruś” opanował sytuację, formując obronę. Na wzniesienia podciągnięto cekaemy, które celnie zaczęły kosić Niemców. Trzy plutony poderwały się do ataku. Na pole walki przybyły też kolejne nasze oddziały i Niemcy zaczęli się wycofywać.

W końcu lutego po dużych opadach śniegu, kiedy w zaspach trzeba było brnąć po kolana, Niemcy znów uderzyli i po raz kolejny nasza kompania znalazła się na pierwszej linii ognia. Atak ten oddziały całego zgrupowania odpierały przez cały dzień, wytrzymując uderzenie Niemców, którzy po nastaniu zmroku wycofali się do Włodzimierza. W końcu marca 1944 r., gdy 27 Wołyńska Dywizja Piechoty AK została formalnie powołana, a jej dowódcą został ppłk Jan Wojciech Kiwerski „Oliwa”, dowództwo naszego batalionu przejął od „Bogorii” por. Zygmunt Górka-Grabowski „Zając”, warszawiak, dobry żołnierz. Zanim jeszcze przybył do zgrupowania, Niemcy, gdy zaczynała się bitwa o Kowel, podjęli działania dążące do spacyfikowania zajmowanego przez nas terenu. Stoczyliśmy z nimi bój pod Kapitułką i Stężarzycami. Pod tą ostatnią miejscowością wzięliśmy do niewoli 72 Niemców. Dowództwo niemieckie, chcąc ich odzyskać, dokonało masowych aresztowań we Włodzimierzu Wołyńskim. W sumie wzięli ponad 300 zakładników. Aresztowali również ks. Stanisława Kobyłeckiego, proponując mu podjęcie rozmów o wymianie jeńców na zakładników. Zakończyły się one sukcesem. My wypuściliśmy Niemców, a oni Polaków. Później wraz z czołowymi oddziałami radzieckimi podjęliśmy próbę opanowania Włodzimierza Wołyńskiego, ale niestety Niemcy stawiali bardzo skuteczny opór. Odziały radzieckie, które wdarły się do miasta, dochodząc do dworca kolejowego, zostały przez Niemców wyparte. Również nasze oddziały nie wytrzymały ognia Niemców i też musiały się wycofać. Mój batalion dowodzony przez „Zająca” pozostawał wtedy w odwodzie, ale wkrótce też znaleźliśmy się pod ogniem Niemców. Ci, ruszając do kontrataku, uderzyli na nas w Stężarzycach, gdzie byliśmy okopani nad rozlewiskiem rzeki Stęży. Niemcy nie mogli tu rozwinąć szerokiego natarcia i chcąc się do nas dobrać, musieli przejść groblę, którą skutecznie blokowaliśmy. Odpieraliśmy ich ataki przez osiem dni. Później przerzucono nasz batalion za Turię na stronę zajętą przez Sowietów, ale wróciliśmy w stronę dawnych pozycji, już nie do Stężarzyc, tylko do Lasów Iszowskich. Gdy nasza czołówka znalazła się naprzeciwko Niemców, ci przysłali parlamentariuszy, sugerując, byśmy się poddali. Po godzinie, gdy nie dostali odpowiedzi, ruszyli do ataku. Dostaliśmy się pod silny ogień broni maszynowej i moździerzy, ale dowódca z batalionu „Zając” wsparł naszą kompanię ze skrzydeł dwoma pozostałymi kompaniami. Podjęliśmy kontratak, odpierając Niemców. Dzięki temu z rejonu Bielina, który wcześniej zajmowaliśmy, zdążyliśmy wyprowadzić wielką kolumnę furmanek, w której ewakuowali się jego mieszkańcy, a także ogromna liczba uchodźców, w tym Żydów szukających schronienia przy „partyzantce”. Na tyły wycofał się też szpital zgrupowania.

W tamtych czasach współpracowaliśmy z Sowietami. Obiektywnie trzeba przyznać, że otrzymaliśmy od nich duże ilości amunicji. Zdecydowana większość naszych żołnierzy miała broń sowiecką, do której brakowało nam amunicji. Miało to dla nas duże znaczenie, bo nie mieliśmy już czym strzelać. Po odparciu niemieckiego ataku, tak jak wszystkie oddziały wchodzące w skład Dywizji, dostaliśmy się w kocioł zorganizowany przez Niemców. Nasi dowódcy podjęli decyzję o przebijaniu się na północ przez tory, których ja z kolegami nie zdołaliśmy przejść

Fragment wspomnień: Leona Laskowskiego

Źródło: http://cyfroteka.pl/catalog/ebooki/84378/99621/ff/101//Wolyn._Epopeja_polskich_losow_1_split_001.html

Wyszukał i wstawił B.Szarwiło

Kresowy Serwis Informacyjny

Serwis o Wołyniu

Serwis o Kresach

Polecane filmy

Wieczna Chwała Bohaterom

 

 

Zostań sponsorem serwisu

poprzez zamieszczenie w TYM miejscu swojej reklamy.

Zamówienie banneru reklamowego kliknij TU

Statystyki

Użytkowników:
6
Artykułów:
439
Odsłon artykułów:
2459252

Odwiedza nas 122 gości oraz 0 użytkowników.

 
Copyright © 27 WDP AK
Wykonano w Agencji Reklamowej BARTEXPO z szablonu: Joomla Perfect