Dołacz do akcji

 

Szlak bojowy 27 WDP AK

 

Do wolonatriuszy

Poszukujemy wolontariuszy do prowadzenia na FB tematycznych fanpage. Zgłoszenia ślijcie na adresy z zakładki "Napisz do nas".

Logowanie

24 kwietnia 1944 roku, kiedy dywizja kwaterowała w Smolarach stoleńskich major "Kowal." dokonał reorganizacji personalnej dowództwa batalionu .W miejsce por. "Trzaski", który został po raz drugi ranny i dostał się do niewoli i został wywieziony przez Węgrów do szpitala w Chełmie, na d-cę batalionu został mianowany por. "Bratek". Batalion por. "Bratka" nadal był bojową i dzielną jednostką. W pierwszych dniach maja uroczyście  obchodziliśmy święto trzeciego maja w lesie szackim. Najgorzej było z żywnością, organizowaliśmy nocne wypady do pobliskich  gospodarstw pomimo, że w pobliżu byli Niemcy. Wybrani po jednym żołnierzu z każdej drużyny ,szliśmy nocą przez leśne drogi w zupełnej ciemności bez słowa rozmowy do podleśnych gospodarstw i tam wydobywaliśmy z kopców kartofle. Staliśmy cichutko nad ciemnym dołem jak nad grobem i pojedynczo w swojej kolejności schodziliśmy do dołu i nabieraliśmy do worków kartofle. Cisza była grobowa tylko słychać było chrobot nabieranych kartofli. Po załadowaniu zadawaliśmy sobie worki na plecy i wyruszyliśmy w drogę powrotną na miejsce postoju. W drodze powrotnej siąpił deszcz. Pomimo zmęczenia cieszyły nasze oczy świecące wśród ciemności ogniki świętojańskie. Był to dla mnie niespotykany widok i nocny leśny urok. Do tego świeciły fioletowym blaskiem spróchniałe pnie. Deszcz przemoczył nasze ubrania ,a kiedy dotarliśmy do obozu usiedliśmy plecami tuląc się do siebie, aby było nam nieco cieplej, bo ognisk nie wolno było palić. Tak dotrwaliśmy do rana,a rano rozpaliliśmy ognisko aby ugotować zdobyte kartofle, które po ugotowaniu w wiadrze zasypywaliśmy otrębami. Taką potrawę nazywaliśmy "psiochą".Po wsypaniu otrębów ,które były zmielone ze zboża na żarnach, utłukliśmy kartofle granatem z drewnianą rączką, który służył nam jako tłuczek do kartofli, po użyciu wycieraliśmy trawą i wsadzaliśmy za pas przy mundurze. W lesie szackim kwaterowała też partyzantka radziecka ,była to brygada pułkownika Bujanowa. Trzeciego maja odbyła się uroczysta msza polowa, którą odprawił ksiądz Dąbrowski. Do lasu szackiego zbliżała się 131-sza dywizja węgierska pod niemieckim dowództwem. 5-go maja nad ranem pełniłem wartę na czujce przy leśnej drodze na skraju lasu szackiego. Około trzydziestu metrów za mną był posterunek alarmowy ,trzech moich, kolegów przy karabinie maszynowym. Noc była cicha i senna a ja walczyłem ze snem aby nie zasnąć. Ucieszyłem się gdy przyszła zmiana warty, szybko udałem się na odpoczynek do obozującej pod szałasami z gałęzi kompani. Nie mogłem zasnąć bo gryzły mnie komary. Nagle od strony placówki gdzie pełniłem wartę usłyszałem serię wystrzału z karabinu maszynowego, co poderwało całą kompanię ze snu. Nałożyliśmy buty na nogi, chwyciliśmy za broń i wybiegliśmy na plac alarmowy. Dowódca kompani por. "Borsuk" wydał rozkaz uformowania tyraliery i ruszyliśmy w kierunku wroga. Między drzewami ukazały się zielone mundury węgierskich żołnierzy ,daliśmy ognia, a Węgrzy w popłochu rzucili się do ucieczki, a my za ich plecami biegliśmy do widocznej już rozległej polany leśnej na,  której roiło się od Węgrów i Niemców. Nieprzyjaciel nie mógł strzelać do nas ,bo musiałby strzelać do swoich uciekających od nas żołnierzy. Obok mnie biegł erkaemista z talerzowym karabinem maszynowym przekrzywił głowę i ział ogniem do nieprzyjaciela, ja pootwierałem wszystkie ładownice na naboje żebym mógł szybko wyciągać z nich piątki naboi i szybko ładowałem do karabinu tak ,że w przeciągu dziesięciu minut wystrzeliłem 85 naboi .Pędząc za Węgrami mijałem rannych i trupy. Pod sosenką stał młody żołnierz węgierski ,trząsł się, trzymał w rękach książeczkę do nabożeństwa i wołał do mnie "pan nyks szysen ich katolisz",poklepałem go przyjaźnie po ramieniu i pobiegłem dalej do przodu. Mój brat "Ryba" był amunicyjnym przy erkaemiście i często musiał podawać erkaemiście talerze z nabojami. Zatrzymałem się przy zabitym Węgrze, który leżał twarzą do ziemi a na plecach miał plecak co mnie skusiło poszukać w nim czy jest w nim coś do zjedzenia , znalazłem w nim tylko paczkę sto sztuk papierosów . Nie byłem palący więc rzuciłem ją dla biegnących obok mnie palących kolegów. Por. "Bratek" przynaglał nas do ataku do przodu tak ,że szybko dotarliśmy na drugą stronę polany. Zbyt szybko zapędziliśmy się w boju nie wiedząc, że drogę odwrotu do głównych sił oddziału odgradzają  nam dwa niemieckie wozy pancerne z osłoną piechoty. Zmuszeni byliśmy przyczaić się w bagnistych krzakach i  chyłkiem oddaliliśmy się od polany dochodząc do leśnej wąskotorowej kolejki, którą po upływie godziny dołączyliśmy do naszego batalionu. Teraz zmęczeni i głodni czekaliśmy na żywność ze zdobytych przez nas taborów konnych furmanek. Mój brat "Ryba", chcąc zabrać ze sobą wszystkie talerze z nabojami do  karabinu maszynowego, wyrzucił z chlebaka bochenek chleba umieszczając w nim talerze i o to miałem do niego żal, bo byłem bardzo głodny. Ku naszej przedwczesnej radości do naszego plutonu przyjechały dwie zdobyte przez nas furmanki. Myśleliśmy, że to żywność ,a w wozach przywieziono nam cztery lekkie moździerze i kilka skrzyń amunicji do nich i na pocieszenie pół woreczka grochu do ugotowania .Zrzedły nam miny i poczuliśmy żal do tych co byli na tyłach, zabrali żywność dla siebie a dali nam broń,która w tych warunkach była tylko ciężarem nie do uniesienia .Prowiant, który był naszym marzeniem spożywają ci, którzy na to nie zasłużyli. W boju w lesie szackim zabiliśmy 138 Węgrów i Niemców i około 200 raniliśmy Nasze straty wyniosły czterech zabitych i ośmiu rannych. Rozpaliliśmy ognisko aby ugotować groch ,a kiedy postawiłem na ogniu wiadro z woda i grochem usłyszałem wołanie "samolot" .Był to sygnał do zgaszenia ogniska .Natychmiast zgasiliśmy ognisko, a za chwilę okazało się ,że to wołał jeden do drugiego, który miał pseudonim "Samolot".Chciałem ponownie rozpalić ognisko, ale za chwilę nadleciały bombowce niemieckie i wokół nas zrobiło się piekło od wybuchu bomb .Nikomu z nas nic się nie stało, tylko z trudem usnęliśmy tak byliśmy głodni.  O świcie zobaczyliśmy wokół nas głębokie leje od bomb i pościnane i postrzępione drzewa .

Trzeci atak Niemców z Własowcami w lesie szackim 7 maja 1944r

Siódmego maja rano ponownie zaatakowali nas  Niemcy  razem z Własowcami. Jako miner otrzymałem rozkaz zaminowania drogi leśnej ,równoległej do naszej linii obronnej. Rozpoczął się bój. Własowcy ruszyli na nasz batalion z okrzykiem "urra" ,lecz nasz zaporowy ogień zmusił ich do wycofania. Przed atakiem zdążyłem zaminować drogę i dołączyć do oddziału . Po wycofaniu się Niemców i Własowców nastąpiła cisza ,po której posypał się na nasze pozycje grad pocisków moździerzowych .Na szczęście pociski wybuchały poza nasza linią obronną. Własowcy strzelali pociskami zapalającymi od których zapaliła się sucha ściółka leśna, którą gasiliśmy gałęziami i czapkami ,a kto miał łopatkę gasił ziemią, Bitwa trwała do  wieczora .O zmroku Własowcy wycofali się z lasu. Nasz batalion  dołączył do punktu zbiorczego dywizji i w nocy wyszliśmy z lasu szackiego maszerując przez rozległe łąki po kolana w wodzie.

Wyjście z okrążenia z lasu szackiego 8-my na 9-ty maja 1944 r.

Wszystkie bataliony zgromadziły się nad rozległym bagnem. Ruszyła czołówka batalionu "Sokoła", szliśmy po bagnie szeroką rozproszoną ławą . Rozproszenie konieczne było na wypadek otwarcia ognia przez Niemców, rozmieszczonych na suchej ziemi wzdłuż wybrzeży bagien.  Początkowo wydawało się nam ,że idziemy po łące zielonej ,ale gdy przeszły setki ludzi, za nami utworzyła się czarna, szeroka droga wodna i pomimo ciemnej nocy wyraźnie odznaczała się od zielonej wodnej trawy. Grunt pod nogami był na tyle w miarę twardy, że nie grzęźliśmy głęboko brodząc po kolana w wodzie. Ciszę nocną przerywały wyjące pociski z hukiem, rozrywające się wokół nas tworząc, czarne słupy błota z rozbłyskiem ognia po środku. Jeden z pocisków eksplodował blisko mnie, odłamki nie raziły nas, bo pociski rozrywały się głęboko w bagnie. Byłem oblany cały rzadkim błotem, długo nie słyszałem bo miałem pełne uszy błota. Do niesienia rannych zostali wybrani silniejsi żołnierze i często musieli stawać na odpoczynek. Zdarzyło się, że niosący rannego chcieli na chwilę postawić nosze w suchym miejscu  i rannego zanurzyli w wodzie .Ranny zaklął ze złości, zdrową ręką chwycił za nosze  zrobił ,wokół siebie nimi młynka ,ale na szczęście niosący rannego w porę uciekli i ranny o tak wielkiej sile musiał sam sobie radzić idąc sam na piechotę. Był to erkaemista "Burza" z naszej drużyny, któremu ruski lekarz obciął rękę po ramię piłką do żelaza. Niemcy otworzyli ogień z karabinów maszynowych, widać było świecące smugi lecących pocisków ponad naszymi głowami. Podczas wystrzelenia rakiety przez Niemców było jasno jak w dzień, w tedy natychmiast siadaliśmy w kucki nad wodą i trwaliśmy tak bez ruchu aż rakieta zgasła. Byli tacy, którzy ze strachu zanurzali się w wodzie, tylko głowy był  im widać z nad wody. Por. "Borsuk"-  dowódca kompani aby wprowadzić Niemców w błąd ,wpadł na pomysł żeby bekiem udawać barany i podawaliśmy  jeden drugiemu "udawać barany" i za chwile jednym chórem zaczęło się beczenie tak udane, że nikt nie mógł wątpić w naturalność tego beczenia, Niemcy rzeczywiście uwierzyli i przestali strzelać do nas. Czytałem książki autorów opisujących ,że było to stado baranów .Tylko autorzy nawet przez chwilę nie zastanowili się ,że w tym czasie podczas takiego głodu  i wojnie ukazanie się na łące jednego barana było by cudem, (to jest kompletna bzdura, bo skąd wzięło by się stado baranów , trzeba być samemu baranem, żeby tak myśleć i o tym pisać.) W ciągu tej nocy pomyłkowo dwa razy przepływaliśmy ten sam kanał wodny. Miałem duże trudności, bo musiałem chronić przed zamoczeniem aparat fotograficzny ,karabin pas z amunicją i radio krótkofalowe na baterie. Zdejmowaliśmy ze siebie mundury i buty ,a związany paskiem tobołek  jedną ręką unosiłem pond głowę, aby nie zamoczyć w wodzie i z trudem przepłynąłem przez kilkunastometrowy kanał na drugi brzeg. Jeden z żołnierzy nosił na sobie długi ciężki barani kożuch, kiedy przepływaliśmy kanał płynął w tym kożuchu i nikt nie zauważył kiedy utonął . Kiedy nastał świt ponownie przeprawialiśmy się przez ten sam kanał, ale na kanale był położony prowizoryczny pomost z belek wykonany przez naszych saperów z przypadkowo znalezionego materiału przy brzegu kanału. Dziewiątego maja nasz batalion zatrzymał się na jednodniowy odpoczynek w niedużym sosnowym młodym lasku obok wsi, z której dobiegały   głosy jej mieszkańców .W następnej byli Niemcy. Słońce przygrzewało i suszyło nam rozwieszone pod drzewami zmoczone ubrania i buty. Po pogodnym niebie przelatywały eskadry bombowców. Ognisk nie wolno było rozpalać, głód ściskał nam żołądki nie mieliśmy  nic do jedzenia .Nasz bardzo miły kolega z drużyny 14 letni blondynek o pseudonimie "Kobza" powiedział nam swoje powiedzonko ! "nie bój nic ,ja coś skombinuję" ,pójdę do wsi i ukradnę kurę .Tego robić w naszej sytuacji nie było wolno, ale nasze "kobziątko" zostawiło karabin ,miał cywilne ubranie i wyruszył do wsi .Po niedługim czasie od strony wsi między sosenkami pojawił się nasz "Kobza" niosąc pod pachą nieżywą kurę. Nasz zaopatrzeniowiec opowiedział nam, że zakradł się do kurnika koło stodoły jak lis, ukręcił kurze łeb i szybko biegł do lasu przez nikogo nie zauważony. Jest kura,ale surowej nie bardzo da się jeść, a ogniska palić nie wolno. I na  to znalazła się rada, uzbieraliśmy suchych gałązek świerkowych zapaliliśmy je tak ażeby nie było dymu i płaszczami machaliśmy na ogień tak, że dymu nie było. Wypatroszoną kurę i oskubaną z piór ugotowaliśmy tak, że nasza drużyna nieco się posiliła.

9-ty na 1O-ty maja przemarsz nocny drogą zaminowaną przez pola i łąki przez partyzantów radzieckich.

Z nastaniem nocy opuściliśmy lasek sosnowy . Omijając wieś, szliśmy polnymi drogami i łąkami, ścieżka po prawej stronie drogi. Szliśmy gęsiego uważając żeby nie wejść na drogę, bo noc była ciemna a na niej mogły być miny. Zachowaliśmy jak najdalej idącą ostrożność. Oprócz batalionu  „Bratka" szły wszystkie bataliony dywizji. Nagle rozległa się potężna eksplozja i piorunujący błysk ognia, okazało  się, że jadący na koniu żołnierz  wjechał  na minę, zginęło wówczas cztery osoby, dwie sanitariuszki i dwóch żołnierzy związanych ze sobą narzeczeństwem oraz żołnierz jadący na koniu. Było też paru rannych odrzuconych podmuchem eksplozji na łąkę, którzy teraz wołali o pomoc. Kolumna zatrzymała się na kilka minut, dalej szliśmy jeszcze bardziej ostrożnie. Po upływie godziny nastąpiła druga eksplozja ,mina wybuchła przy drewnianym mostku i kiedy przechodziliśmy przez mostek ,zobaczyłem opartego o poręcz mostku żołnierza który miał całą twarz czarną od wybuchu miny i ciemną fufajkę z której sterczały białe strzępy waty, czekał na sanitariuszki. Było to niesamowite przeżycie i tragiczny przemarsz, bo zginęło kilku żołnierzy i dwie sanitariuszki,  było też kilku rannych żołnierzy.  Szliśmy spięci nerwowo ze świadomością, że w każdej chwili każdego z nas może spotkać tragedia. Nad ranem doszliśmy do wsi, gdzie otrzymaliśmy posiłek i po wypoczynku w nocy z 22-go na 23-go maja  doszliśmy do torów kolejowych Kowel- Brześć ,obok leśniczówki Micherowo . Nocą z 23-go na 24 maja przeszliśmy przez bagna beresteckie i dalej przeszliśmy szosę Kowel- Brześć, a z 24 na 25 maja maszerowaliśmy przez wsie Rybino i Kosice, które zostały opuszczone przez Węgrów. Z uwagi na coraz trudniejszą sytuację wyżywienia tak licznych zgrupowań oddziałów dywizji , oraz braku amunicji ,nasze dowództwo w porozumieniu z dowództwem radzieckim postanowiło przeprawiać się na tyły frontu przez rzekę Prypeć. Tam mieliśmy uzupełnić broń i po odpoczynku nasza dywizja miała brać z nimi udział w działaniach frontowych przeciwko Niemcom. W tym celu wyruszył batalion "Gardy" i dotarł do Prypeci przy pomocy patrolu  partyzantki radzieckiej. Po dojściu do Prypeci batalionu "Gardy" patrol radziecki  nagle znikł. por. ”Garda" wydał rozkaz przejścia przez Prypeć, a z przeciw ległego brzegu ruskie wojsko otworzyło piekielny ogień do batalionu "Gardy" .Pomimo tego żołnierze "Gardy " płynęli na drugi brzeg ,bo z tyłu nagle zaatakowali Niemcy- strzelając z broni maszynowej i z moździerzy, ci co nie umieli pływać trzymali się powiązanych ze sobą pasków od spodni ,których drugi koniec został przywiązany na drugim brzegu Prypeci. W rezultacie tej tragicznej zdradzieckiej przeprawy zginęła prawie połowa batalionu. W pewnym momencie wojsko radzieckie przestało strzelać .Część batalionu została uratowana .Por. "Gardę" NKWD natychmiast aresztowało ,część żołnierzy została przyjęta do wojska "Berlinga". Kiedy dowództwo naszej dywizji dowiedziało się o tragedii batalionu "Gardy" i o straszliwej zdradzie radzieckiego dowództwa, zwołało na dużej leśnej polanie bataliony i ogłosiło nam, że nastąpiła rezygnacja przejścia dywizji przez Prypeć do wojsk radzieckich, a dywizja ma przejść przez rzekę Bug na Lubelszczyznę. 31 maja por. "Bratek" otrzymał od majora "Kowala" rozkaz udania się za Bug i nawiązania kontaktu z dowództwem AK na Lubelszczyźnie. Jako swoje ubezpieczenie por. "Bratek" wybrał według jego rozeznania najbardziej odpowiednich żołnierzy ze swego batalionu. Ja z moim bratem mieliśmy szczęście, że wyróżnił nas i przyjął do oddziału ochrony  .Wybrano nas piętnastu z plutonu "Jagiełły". Oddział wyruszył rano w kierunku Bugu. Por. "Bratek" miał też zadanie rozpoznania możliwości dojścia do Bugu całej dywizji. Po drodze udzielała nam wskazówek do rozpoznania dalszego marszu partyzantka radziecka, która informowała o miejscach dalszych kontaktów z placówkami radzieckimi, co umożliwiało nam bezkolizyjne bezpieczne dalsze przemarsze między bunkrami niemieckimi przy przejściach przez drogi i tory kolejowe Kowel- Brześć.

Fragment wspomnień  Romana Domańskiego ps.  „Sęp” z Batalionu  por. "Trzaski" udostępniony Bogusławowi Szarwiło

Kresowy Serwis Informacyjny

Serwis o Wołyniu

Serwis o Kresach

Polecane filmy

Wieczna Chwała Bohaterom

 

 

Zostań sponsorem serwisu

poprzez zamieszczenie w TYM miejscu swojej reklamy.

Zamówienie banneru reklamowego kliknij TU

Statystyki

Użytkowników:
6
Artykułów:
439
Odsłon artykułów:
2459257

Odwiedza nas 128 gości oraz 0 użytkowników.

 
Copyright © 27 WDP AK
Wykonano w Agencji Reklamowej BARTEXPO z szablonu: Joomla Perfect