Dołacz do akcji

 

Szlak bojowy 27 WDP AK

 

Do wolonatriuszy

Poszukujemy wolontariuszy do prowadzenia na FB tematycznych fanpage. Zgłoszenia ślijcie na adresy z zakładki "Napisz do nas".

Logowanie

Pierwsze placówki samoobrony powstały w powiecie kostopolskim i sarneńskim po wymordowaniu przez UPA kolonii Parośla I. Nasilanie się napadów ukraińskich i rozprzestrzenianie ich na kolejne powiaty spowodowało zawiązywanie samoobron w marcu-kwietniu w: dubieńskim, rówieńskim, zdołbunowskim, krzemienieckim.. Czas trwania placówek był różny: od kilkunastu dni, jednego miesiąca do prawie roku. Najwięcej samodzielnych placówek samoobrony istniało w maju 1943 r. – 56, w miesiącach następnych liczba ich stopniowo spadała – w grudniu 1943 r. było 14. Do lipca 1943 r. w powiatach włodzimierskim, horochowskim, kowelskim i lubomelskim,  gdzie w pierwszym półroczu  napady na Polaków były sporadyczne, nie było żadnych placówek samoobrony. Jednak już po wydarzeniach z pierwszej połowy lipca w w powiecie kowelskim to właśnie:  Zasmyki (gm. Lubitów) z: koloniami Janówka i Radomle w gm. Lubitów, kolonią Lublatyn (gm. Turzysk), wsią Kupiczów (gm. Kupiczów), stały się ośrodkiem samoobrony polskiej, zwane „Rzeczpospolitą Zasmycką” .  Jak do tego doszło? To nie powstało z dnia na dzień. Leon Karłowicz [ Mariański ] : Coraz częściej zaczynało się mówić o konieczności przygotowań do obrony. Tylko jak? Czym? Ktoś musiałby przecież taką obroną kierować, dowodzić, wcześniej zorganizować ją, tymczasem na nic takiego nie zanosiło się. Byli komendanci „Rezerwistów” czy „Strzelców” nie przejawiali żadnej inicjatywy, nie wysuwali nijakich propozycji. Co poza tym powiedzą Niemcy? Ileż to razy czytaliśmy surowe rozporządzenia o zakazie posiadania jakiejkolwiek broni. Nie można było dokonywać podobnych przygotowań w bezwzględnej tajemnicy. Ale czy w takim razie Ukraińcy nie zaskoczą nas w nocy, śpiących i nieprzygotowanych do ucieczki? Któż im  zdoła się przeciwstawić? I dokąd uciekać? Takie i inne pytania nękały nieustannie każdego mieszkańca Zasmyk i okolicznych wsi. Coraz częściej zaczęto wystawiać nocne warty, czuwać na zmianę, zwracać niespokojnie oczy wszędzie , skąd doleciał jakiś podejrzany głos. Monika Śladewska: „Nad ranem głośne szczekanie psów poderwało nas na równe nogi. Tego ranka , nie czekając nadejścia  świtu , zbudził nas znajomy Ukrainiec, oznajmił rodzicom, iż wraca z zebrania z Osmiogłowicz [ tak długo te zebrania trwały] i posiada pewną wiadomość o wyroku na nas wydanym. Jeśli dziś nie wyjedziecie , jutro będzie za późno; dodał: […] znajete pane  Śladewski, budut rezat, wtikajte. […] W Zasmykach z najwyższa uwagą śledzono przebieg wypadków, obserwowano poczynania ukraińskich schutzmanów i nie tylko ich. Doświadczeni wojskowi mężczyźni o niczym innym nie rozmawiali, jak tylko o tym, że trzeba coś robić, nie można lekceważyć, to oczywiste, ze po ucieczce uzbrojonej policji ukraińskiej w lasy, nic nie zdoła zahamować żywiołu. […] W pierwszych dniach maja z Zasmyk na Ostrów wozem konnym wyjechał brat mamy Zygmunt Śladewski , kierownik szkoły – Władysław Siudak oraz Tadeusz Gryczewski i Antoni Warduliński. Był to ostatni moment sprzyjający odkopaniu broni. […] W czasie nocy odkopano broń wraz z zapasem amunicji: była dobrze zakonserwowana , w tym czasie okazała się skarbem bezcennym. Sprawdziły się prognozy naszych sąsiadów – legionistów, którzy bezbłędnie przewidzieli, iż trzeba będzie za nią chwycić. […] 29 czerwca 1943 r. nocą uzbrojona bojówka ukraińska przyszła do byłego komendanta Koła Rezerwistów Zygmunta Śladewskiego i zażądała oddania, w terminie trzech dni broni ukrytej jeszcze w 1939 r. grożąc wymordowaniem i spaleniem całej kolonii w przypadku nie spełnienia żądania. Feliks BudziszW dniach od 10 do 13 lipca osiągnęła apogeum ludobójstwa: OUN-UPA z miejscową czernią mordowała ludność polską w ponad 16o miejscowościach południowo-zachodniego Wołynia. Niedziela 11 lipca była najkrwawszą niedzielą w naszej historii. Hiobowe wieści o potwornych masowych rzeziach, również w kościołach(Poryck, Kisielin, Krymno, Zabłoćce, Chrynów)dotarły szybko do ocalałych jeszcze miejscowości, również Radowicz, wywołując lęk, trwogę, rozpacz zdesperowanej polskiej ludności. Krzepiącym płomykiem nadziei był przyjazd do Radowicz 7 lipca por. Zygmunta Rumla, komendanta BCh na Wołyń i jego oficera do zleceń specjalnych por. Krzysztofa Markiewicza, wysłanych z Kowla przez delegata Rządu. Celem rozmów było wstrzymanie przygotowywanych  masowych rzezi. Oficerowie-parlamentarzyści zatrzymali się u Leśniewskich na konsultacje z miejscową konspiracją, której w tym czasie przewodził Henryk Nadratowski.  „Znicz”, brat Leśniewskiej, opiekujący się jej rodziną,..(…) Po zasięgnięciu informacji o sytuacji w terenie oficerowie udali się do Osiecznika, polskiej wsi, dokąd zawiózł ich sąsiad Leśniewskich Witold Rakowski. Upowcy w sztabie na Wołczaku zażyczyli sobie, by delegaci przyjechali następnego dnia do Kustycz, gdzie powiózł ich Witold Dobrowolski z sąsiedniej Kowalówki. Jeszcze tego dnia tj. 10 V, w sobotę, wszystkich trzech zamordowali upowcy przez rozerwanie końmi. Wyjeżdżając z Radowicz parlamentariusze ustalili, ze „Zniczem” ,że jeżeli nie wrócą z rozmów, oznaczać będzie iż sytuacja jest groźna i rodziny polskie pod eskortą miejscowej młodzieży powinny niezwłocznie udać się do Zasmyk i tam zorganizować samoobronę. L. Karłowicz:  Niektórzy zamyślali o ucieczce do Kowla, lecz powstrzymywała ich nikła nadzieja, że może wszystko się jeszcze uspokoi, „rozejdzie  się po kościach”, jak pocieszali jedni drugich, prawdopodobnie nie bardzo wierząc własnym słowom. A jak pozostawić nie zebranie z pól zboże, dobytek, nadzieję i gwarancję egzystencji do przyszłego roku? A gdzie w Kowlu zamieszkać? Na ulicy? Nie było człowieka, który ująłby całokształt życia wsi w swoje ręce i dał dobrą radę, jak postępować w tych niezwykle trudnych dniach. Jedynym oparciem duchowym był ksiądz Michał Żukowski, proboszcz naszej parafi. Jego niezachwiana wiara w Opatrzność Bożą udzielała się również parafianom i łagodziła nerwowe napięcie. Ale to sprawy do końca nie rozwiązywało. A groźne wieści z południowej i wschodniej części Wołynia płynęły coraz szerszym strumieniem, potwierdzane przez licznych uciekinierów. Tak nadszedł lipiec. Kończyły się ostatnie, spóźnione sianokosy. Woziliśmy tego dnia resztę siana do stodoły. Nałożyliśmy już prawie pełną furę, gdy nagle na drodze prowadzącej od Piórkowicz zobaczyliśmy jadące furmanki i idących obok nich ludzi z karabinami na ramionach. Było ich koło dziesięciu. Popatrzyliśmy z ojcem niespokojnie na siebie. Obu nam przeleciała przez głowę ta sama myśl: „Ukraińcy!”. Ryszard Romankiewicz : Broń wykopano i przeniesiono do domu, gdzie stryj Zygmunt urządził specjalną skrytkę do jej przechowywania. Chodziło o to, by w razie potrzeby można było z niej szybko skorzystać. Każdej nocy bracia Mietek i Stach trzymali wartę na zewnątrz domu oczywiście z bronią. W ciągu maja i czerwca widać było łuny pożarów na wschodzie. Pytani o to Ukraińcy dawali lakoniczną odpowiedź „Nimci seło podpałyły”. Nikt z Polaków nie zdawał sobie sprawy ze zbliżającego się niebezpieczeństwa i jego rozmiarów. Wiem, że brat Stanisław zamierzał pójść do partyzantki w Doninopolu. [ Do oddziału partyzancki Stanisława  Dąbrowskiego który UPA wymordowało w nocy z 10 na 11 lipca – red]  Rodzice martwili się co powiedzieć sąsiadom Ukraińcom o przyczynie jego zniknięcia. Tymczasem fala mordów zaczęła się przybliżać coraz bardziej na zachód. [….] Nastał wreszcie dzień 11 VII 1943 – mord zbiorowy ludności polskiej w Kościele w Kisielinie oddalonym od Radowicz ok. 25 km. Już następnego dnia 12 VII przybył do nas p. Ożarowski z Nyr i doniósł o tym mordzie. Brat Stanisław natychmiast udał się do wsi by spotkać się z kolegami z konspiracji i nowym dowódcą Nadratowskim, który po śmierci Leśniewskich zamieszkał u nich, gdyż był rodzonym bratem Leśniewskiej – matki. Na tymże spotkaniu zapadła decyzja o ucieczce następnego dnia tj. 13 VII do Zasmyk z bronią i rodzinami. Po powrocie brata ze spotkania rozpoczęto przygotowania do ucieczki. Robiono to jednak dyskretnie bo sąsiedzi niczego nie zauważyli. Dnia 13 VII opuściliśmy swój dom zostawiając większość dobytku tj. świnie, bydło, drób, meble itp. Na dwie furmanki załadowano żywność i odzież. Zbiórka miała nastąpić na skrzyżowaniu dróg koło lityńskiego lasu o godzinie 13. 30. Nasze wozy przyjechały pierwsze. Czekaliśmy na pozostałe, nie nadjeżdżały. Dopiero około godziny 15. 00 nadjechały. Było nas razem ok. 8 rodzin. Po krótkiej wymianie zdań mężczyźni podbiegli do swoich wozów, skąd wyciągnęli karabiny i założyli na głowy szare furażerki z przypiętymi orzełkami. Widok był imponujący, bo oto po kilku latach niewoli ukazali się nam polscy żołnierze z bronią w ręku o oto ich nazwiska”

1. Sobczyk Jan   kbk

2. Sobczyk Henryk   kbk

3. Golik Tadeusz   kbk

4. Łodej Mieczysław   kbk

5. Bednarek Mieczysław   kbk

6. Rakowski Wacław   kbk

7. Romankiewicz Stanisław   kbk

8. Romankiewicz Mieczysław   kbk

9. Romankiewicz Zygmunt   kbk

10. Romankiewicz Antoni   br. Krótka

11. Nadratowski Henryk   kbk

Chcę ty przy okazji podkreślić, że wszystka broń pochodziła z „arsenału” brata Stanisława. Pobrał ją wcześniej Tadeusz Golik, który przyjechał po nią furmanką. Tylko Mieczysław Bednarek osobiści odebrał karabin od brata rano 13 VII w dniu ucieczki. Dla tego zbrojnego oddziału konspiracja zakończyła się w zasadzie tu pod lityńskim lasem. Teraz wozy ruszyły w kierunku Zasmyk, a nasze zbrojne ramię ubezpieczało nas z przodu i z tyłu. Przejeżdżając przez wieś Piórkowicze wywołaliśmy u Ukraińcow zdziwienie i przerażenie. Trzeba było groźbą karabinów zapędzić ludzi do domów torując sobie drogę do Zasmyk. Za Piórkowiczami nasze dwa wozy skręciły na Janówkę, gdzie mieliśmy rodzinę, a pozostałe wraz ze zbrojnym oddziałem udały się do Zasmyk…. L. Karłowicz:  Przed wieczorem udałem się na zwiady w stronę kościoła. Spotykani po drodze ludzie o niczym innym nie mówili, tylko o przybyciu niespodziewanych gości z Radowicz, a także z Osiecznika. Wiedziano już nawet, że uzbrojoną grupę młodych chłopców przyprowadził Henryk Nadratowski, pseudonim „Wilkoń” [ później – Znicz- red], i on objął komendę nad ewentualną obroną Zasmyk, jeśli zajdzie potrzeba walki; wśród przybyłych są nasi dobrzy znajomi i kto ma broń, powinien dołączyć do oddziału. Ten fakt jak się później okazało, dał początek powstaniu samoobrony ..[….] W Zasmykach zawrzało. Widok uzbrojonych ludzi, kroczących jawnie i z podniesionymi głowami przez wieś, wydawał się czymś niezwykłym i niesamowitym w czasie wojny. Nic dziwnego, że powitano radowicką gromadę odważnych ochotników z mieszanymi uczuciami. Zaangażowani wcześniej w pracę konspiracyjną widzieli w tym zdarzeniu spełnianie się swoich marzeń, oczekiwań, które prędzej czy później nadejść przecież musiały. Zwłaszcza młodzi, nie mający własnej broni, z zazdrością spoglądali na swych rówieśników z karabinami w ręku, niczym na prawdziwych polskich żołnierzy, którym dane było już stanąć do walki o wolność Polski… […] Inaczej na tę sprawę patrzyli starsi, ostrożniejsi, bardziej doświadczeni. Przedtem mówili często i z przekonaniem o konieczności walki w obronie bezbronnej ludności- starców, kobiet i dzieci.[…] Teraz natomiast, gdy zbrojne wystąpienie stało się faktem, tych samych ludzi zaczął ogarniać niepokój. A czy ta demonstracja otwartych chęci do zbrojnej rozprawy nie sprowokuje Ukraińców do tym pewniejszego i groźniejszego napadu, choćby i z obawy o własne bezpieczeństwo?- zastanawiali się bardziej przezorni gospodarze.- Czy jeśliby taki napad nastąpił, co w tej chwili jest bardzo prawdopodobne niż przedtem, wystarczy sił, którymi dysponujemy? Co to jest tych kilkanaście karabinów?” Antoni Mariański: „..kilkunastoosobowy oddział z Radowicz pod dowództwem „Znicza” z bronią na ramieniu, w biały dzień przemaszerowały przez duże ukraińskie wsie Tahaczyn i Piórkowicze, wkraczając do Zasmyk entuzjastycznie witany, jak już wspomniałem, przez ich mieszkańców. […] Wraz z żołnierzami „Znicza” do Zasmyk przybyły ich rodziny i był to początek tworzonej w tej naszej wsi samoobrony. Nie wszystkim mieszkańcom Zasmyk to się podobało. Starsi przerazili się i orzekli – no teraz to Ukraińcy na pewno przyjdą i nas wymordują! – To już będzie koniec! Natomiast młodzież przyjście oddziału z Radowicz przyjęła z entuzjazmem, dosłownie skakała z radości, ja też.” M. Śladewska: Do Zasmyk ściągano broń i amunicję różnymi sposobami: odkopywano z ziemi. W której przebywała od 1939 r. ,kupowano od Niemców wyjeżdżających na urlopy, najczęściej za „szpek” lub złoto, szukano jej tam gdzie została porzucona ,a miejsce tkwiło w pamięci, więc przekopywano pola. Pamiętam, że pistolet wyciągnięto ze studni. Sprowadzano wszystko, co przedstawiało jakąkolwiek wartość bojową. Znalezioną broń czyszczono, naprawiano i przekazywano w odpowiednie ręce  późniejszym obrońcom.[…] :„Przed napadem na kościół w Kisielinie na naszym terenie miało miejsce i inne wydarzenie, mianowicie o jednej godzinie , pewnej nocy podpalono polskie dwory i dworki. W Ostrowiu palił się nowy , obszerny dom pułkownika Gorczyńskiego i płonęły zabudowania gospodarcze.[…]…w Nowym Dworze, stał zabytkowy pałac Pomorskich.[…] Na tle przepięknego ,wielowiekowego świerkowego parku rozjaśniała się łuna , pałac z białego kamienia palił się wolno od środka, ogień obejmował parkiety, drewniane ściany i schody.[…] Na naszych oczach ginęła polskość na Kresach, zapadała się w mrok  historii, zmieniał się krajobraz i straszył. Paliły się dwory położone dalej, było to straszne i niezapomniane widowisko, zapowiadające nieustanne pasmo naszych udręk. Sygnalizowało bezmiar krzywd, jakie miały czekać polskie rodziny kresowe mieszkające na wsi.” Trzeba powiedzieć, że rzeczywiście  w tym samym czasie północno- zachodnie zgrupowanie UPA, obejmujące swoim działaniem także powiat kowelski, było stosunkowo dobrze uzbrojone i miało opanowaną taktykę prowadzenia ludobójczych akcji. Warto przypomnieć fakt, że w marcu i kwietniu policja ukraińska z pełnym uzbrojeniem zasiliła leśne szeregi UPA. Jurij Stelmaszczuk "Rudyj". dowódca Północno - zachodniego OW "Turiw", pisał do "Rubana": " […] Druże Ruban! Przekazuję do waszej wiadomości, że w czerwcu 1943r.przedstawiciel centralnego Prowodu- dowódca UPA - "Piwnycz" "Kłym Sawur"przekazał mi tajną dyrektywę w sprawie całkowitej-powszechnej ,fizycznej likwidacji ludności polskiej. J. Stelmaszczuk "Rudyj" stał na czele OW UPA "Turiw" obejmującym zachodnie tereny Wołynia (Łuckie, Kowelskie, Włodzimierskie, Horochowskie) D. Kljaczkiwśkyj "Kłym Sawur" dowodził całą UPA i jednocześnie bezpośrednio UPA na Wołyniu. - Jurij Stelmaszczuk "Rudyj". dowódca Północno - zachodniego OW "Turiw", pisał do "Rubana":  Dla wykonania tej dyrektywy proszę rzetelnie przygotować się do akcji przeciw Polakom i wyznaczam odpowiedzialnych: w rejonach nadbużańskich -kurinnego"Łysoho", na rejony turzyski, owadnowski, oździutycki i pozostałe -"Sosenka"; na okręg kowelski- "Hołobenka". Sława Ukraini.  Dowódca grupy UPA "Turiw" - "Rudyj",   24 czerwca 1943 r.Stawka". F. Budzisz: Trzeba odnotować, że mieszkańcy Zasmyk przyjęli oddział z nieufnością i lękiem przed zemstą Niemców i Ukraińców, co w tamtych warunkach było zrozumiałe. Jednak dzięki światłej , patriotycznej rodzinie Zamościńskich , a zwłaszcza ich córce Joannie „Bronce”, uczennicy konspiracyjnego gimnazjum, oddział znalazł w tej rodzinie , a niebawem i w innych ,zakwaterowanie i życzliwość .Szczególnie duży wpływ na życzliwe przyjęcie oddziału ,rosnącego z każdym dniem miał ks. proboszcz Michał Żukowski, człowiek o dużej wyobraźni i poczuciu odpowiedzialności za bliźnich. Ten wielki patriota doskonale zdawał sobie sprawę z groźnego niebezpieczeństwa dla ludności polskiej ze strony OUN-UPA i z tego ,że tylko zbrojna siła może uchronić Polaków przed całkowitą zagładą” A. Mariański: Oddział „Znicza” nie przybył z rodzinami do Zasmyk oczywiście przypadkowo. Ta wieś najbardziej nadawała się na stworzenie ośrodka samoobrony. Była to wieś typowo polska, dobrze zorganizowana. Położenie i topografia Zasmyk stwarzały dobre warunki do jego obrony. Od Kowla oddzielał wieś duży las i trudna do przebycia droga piaszczysta. Była też dobrze chroniona od południa od innych ośrodków ukraińskich takich jak Ośmigowicze, Czerniejów, Oździutyczyn i Świrzyn. Wokół Zasmyk znajdowały się również mniejsze polskie wioski takie jak: Stanisławówka, Janówka, Radomle, Batyń, a także Gruszówka i Stefanówka. Ze strategicznego punktu widzenia Zasmyki na ośrodek samoobrony nadawały się najlepiej. R .Romankiewicz: Fakt pojawienia się pierwszego zbrojnego oddziału wywołał przede wszystkim u Ukraińców potężne wrażenie. Zaczęto ten fakt przekazywać sobie z ust do ust, a każdy starał się coś do tego dodać. W końcu Wójt ukraiński w Turzysku, Tomczuk ogłosił sołtysom na sesji, że oni wywieźli do Zasmyk dwa wozy broni ręcznej i maszynowej. Tego rodzaju plotka sprzyjała Polakom, miała olbrzymie znaczenie propagandowe, budziła bowiem respekt Ukraińców wobec Polaków. W ten oto sposób, od pierwszego dnia przybycia radowickiego oddziału do Zasmyk, urosły one w oczach upowców do potężnej twierdzy…. Dosłownie codziennie przez Zasmyki przejeżdżały furmanki wypełnione uzbrojonymi po zęby bulbowcami [ tak wtedy nazywano upowców]  Ponieważ te prowokacje nie wywołały żadnej reakcji ze strony polskiej, to między14 a 17 lipca 1943r. do Zasmyk przybyła delegacja ukraińska  na „rozhowory” [rozmowy]. Stronę  ukraińską reprezentowali : Pohrebniak „Koszun” (Korsuń), duchowny z Rokietnicy (gm. Lubitów) i nie znany bulbowiec wyższej rangi. Ze strony polskiej do rozmów usiedli::ksiądz Żukowski, kierownik szkoły Siudak i  Bronisław Zamościński. Ukraińcy  deklarując pokojowe intencje domagali się jednocześnie rozwiązania zbrojnej obrony wsi. Oczywiście strona polska bardzo grzecznie odmówiła pozbawienia Zasmyk siły zbrojnej. Tymczasem do Zasmyk przybył następny oddziałek polski, przyprowadzony przez oficera rezerwy Władysława Czermińskiego, który wzmocnił siły samoobrony nie tylko fizycznie ale przede wszystkim psychicznie. Józef Turowski [Spodniewski] : Por. Czermiński „Jastrząb” przybył tam z grupą uzbrojonych ludzi nocą 16/17 lipca 1943 r. ,zastając sytuację bardzo napiętą. Ludność  Zasmyk spodziewała  się  napadu Ukraińców  każdej nocy, ale przybycie  grupy „Jastrzębia” oraz  kilka dni wcześniej grupy ppor. Henryka Nadratowskiego „Znicza” z Radowicz powitano z nieufnością, bez wiary w możliwość samoobrony, bijąc się prowokować Ukraińców. ”Jastrząb” ze „Zniczem” zdołali jednak przekonać miejscowa ludność, że na pomoc Niemców nie można było liczyć, że zachodziła bezwzględna konieczność zorganizowania obrony własnej, tym bardziej że coraz więcej ludzi, uciekających przed zagładą zaczęło szukać schronienia w Zasmykach. Michał Fijałka : W składzie oddziału byli kpr. ”Błyskawica” (Józef Piątkowski), strz. ”Dąbek” (Stanisław Piątkowski),kpr. „Orzech” (Antoni Jamrozy), sierż. „Lipiec” (Jan Czajkowski), strz. „Tarzan” (Jan Ważydrąg) i strz. „Październik” (Jan Burzyński). L. Karłowicz: Dowództwo nad zbrojnym oddziałem samoobrony Zasmyk objął teraz porucznik Władysław Czermiński „Jastrząb”, skierowany tu przez inspektorat Armii Krajowej w Kowlu. […] Pamiętam, że w dzień lub dwa później zobaczyłem „Jastrzębia” po raz pierwszy i od razu nabrałem do niego pełnego zaufania oraz respektu. [….] Po paru dniach i jeszcze jednym „dohoworze”, którego efekt podobny był do poprzedniego, otucha zaczęła wstępować w serca mieszkańców Zasmyk oraz okolicznych polskich wsi. Oddział „Jastrzębia” powoli, lecz systematycznie powiększał się, a codzienne ćwiczenia, przemarsze przez pogranicza ukraińskich wsi, nocne warty z bronią gotową do strzału, dobry nastrój podkomendnych porucznika pozwalały wierzyć, że chyba napastnicy nie zdołają nas zaskoczyć. [….] Mówię „oddziału” ponieważ początkowo w potocznym języku mieszkańców wsi używało się w stosunku do naszych uzbrojonych chłopców wyłącznie tego terminu. „Samoobroną” zaczęło się nazywać zbrojną załogę każdej wsi dopiero po odejściu „oddziału” na miejsce postoju w pobliże ukraińskich siedzib- w Gruszówce, Stefanówce i innych. Bogumił Szarwiło: Gdzieś koło połowy lipca rzeczywiście zaczęło się dużo dziać. Najpierw  na Janówkę przyjechali Romankiewicze z Radowicz, przywożąc zatrważające wieści o wydarzeniach w Kustyczach i Kisielinie. Opowiadali jak w kilka wozów z obstawą zbrojną przejeżdżali przez ukraińskie wsie, w tym przez Piórkowicze. Podobno wszyscy Ukraińcy powychodzili z domów i ze zdumieniem przyglądali się uzbrojonej kawalkadzie. Zaraz w kilka dni po tym fakcie przez Janówkę przemaszerował mały oddziałek z oficerem na czele kierując się na Zasmyki. Jak się później okazało to był porucznik Władysław Czermiński pseudonim „Jastrząb”. Podobno przyszli z Kowla. Nasza grupa konspiracyjna z Janówki również zebrała się bez żadnego rozkazu. Większość już słyszała, że w Zasmykach  w biały dzień odbywają się ćwiczenia wojskowe .Samo nocne czuwanie to za mało powiedział por Tadeusz Paszkowski dowódca naszej grupy zaprzysiężonych w AK. Ktoś inny powiedział, że i w Radomlu, sąsiedniej wsi,  powstaje również coś się dzieje. Tak i u nas powyciągano ze schowków, kto co miał i zaczęto otwarcie prowadzić ćwiczenia na oczach Ukraińców, a nasz dom z racji usytuowania został wyznaczony na placówkę. J. Turowski : …w Zasmykach , nie bez trudności, udało się zawiązać oddział partyzancki i rozwinąć samoobronę cywilną. […] .Do grupy „Jastrzębia” została przyłączona grupa radowicka , tworząc lotny oddział zbrojny AK, z miejscowej ludności zorganizowano cywilna obronę wartowniczą, dla obserwacji okolicy i sygnalizacji o niebezpieczeństwie. „Znicz” został komendantem cywilnym samoobrony organizując pomoc i współżycie wśród rosnącej wciąż liczby ludności. Do oddziału pojedynczo i grupowo kierowana była młodzież ochotnicza z poszczególnych placówek terenowych, dzięki czemu stale powiększał się jego stan osobowy. […]  W początkach formowania się oddziału „Jastrzębia” wstąpili ochotniczo z Zasmyk Leon Karłowicz „Rydz”, Stanisław Śladewski „Olszynka”, Leonard Gisyng „Złotówka” oraz inni. Z Aleksandrówki przybyli bracia Kijowscy, kpr. Antoni Kijowski „Otello” i szer. Edward Kijowski „Mo-Re” oraz wielu innych zgłaszających się ochotniczo, z różnych polskich osiedli. ” L. Karłowicz: 24 lipca tegoż roku […] Ukraińcy prawie jawnie zaczęli się przygotowywać napad na Zasmyki. Uderzenie miało nastąpić od strony południowo –zachodniej- od strony Radowicz, Tahaczyna i Piórkowicz. Na skraju Lityńskiego lasu, na wysokości Abramowca gromadzili zbrojne oddziały.[…] Z różnych stron powiwtu kowelskiego i sąsiednich ściągnęli do tego rejonu co najmniej kilkunastu „striłciw” i lada dzień mieli przypuścić atak.[….] W każdym razie nad Zasmykami i okolicznymi polskimi wsiami zawisło śmiertelne niebezpieczeństwo. Lecz  oto wymienionego wyżej dnia na trakcie wiodącym z Kowla przez Zadyby, Tachaczyn w kierunku Radowicz zobaczyli Ukraińcy zbliżającą się kolumnę niemieckiego wojska. […] Jak się później okazało, była to karna ekspedycja , ściągająca od ludności zaległe kontyngenty zbożowe. […] Nie namyślając się wiele banderowcy otworzyli ogień do zbliżającej się kolumny. Wyćwiczeni w podobnych sytuacjach Niemcy zeskoczyli z wozów, padli na ziemię i rozpoczęła się walka. Hitlerowcy widząc jednak przeważającą siłę nieprzyjaciela, wezwali za pomocą radiostacji posiłki. Po niedługim czasie nadjechały od strony Kowla nowe samochody z wojskiem, nadleciał samolot i teren niedawnej strzelaniny zamienił się nagle w istne piekło. Rozgromieni Ukraińcy rozpierzchli się po lesie, wielu zginęło, wielu odniosło ciężkie rany. Niebezpieczeństwo napadu na Zasmyki zostało nieoczekiwanie na pewien czas zażegnane. Jednak niemiecka ekspedycja, sądząc zapewne, że najbliższa osada musiała być zaangażowana w walce po stronie Ukraińców, uderzyła na wieś. Abramowiec, będący częścią składową Radowicz, zamieszkały prawie całkowicie przez ludność polską, stał się teraz przedmiotem wściekłej akcji pacyfikacyjnej. F. Budzisz: ….  pod Abramowiec podeszła gęsta tyraliera żandarmów, którzy zaczęli strzelać do uciekających, zapalając pociskami zabudowania. Zaskoczeni, przerażeni mieszkańcy szukali ukrycia w zabudowaniach, ogrodach, krzewach, bruzdach, łanach zbóż. Niestety, szczelna tyraliera wyszukiwała ukrytych, mordując każdego. Niektórzy, ukryci w budynkach, spłonęli żywcem. Słupy czarnego dymu złowieszczo wzbijały się w błękitne niebo. Samolot krążył nad pacyfikowanymi wsiami  ostrzeliwując  je z pokładowej broni. Artyleria pociągu pancernego spod Turzyska ostrzeliwała płonące wsie. Pociski z szumem przelatywały nad nami i wybuchały w płonących wsiach. Tę noc, jak i wiele poprzednich, spędziliśmy z rodzicami w ukryciu, tym razem w zbożu. Obudziła nas gwałtowna strzelanina i głośne wybuchy. W trwodze oczekiwaliśmy najgorszego. Abramowiec został starty z powierzchni ziemi. W kolonii zamordowano 25 osób, a 2 zostały ranne. 27 lipca Ukraińcy podjęli na nowo rozmowy , proponując prowadzenie ich na wyższym szczeblu. Tym razem po stronie polskiej w rozmowach uczestniczyli:  d-ca. oddziału partyzanckiego  AK por. Władysław Czermiński „Jastrząb” oraz kierownictwo samoobrony. Delegacja ukraińska składała się z siedmiu osób, wyższych ranga upowców oraz duchownego prawosławnego. Upowcy żądali podporzadkowania się oddziału polskiego UPA i wspólnej walki z Niemcami, co wobec dotychczasowych działań UPA nie mogło być przez stronę polską przyjęte.  Polacy z oczywistych względów grali na zwłokę.. Podobne rozmowy były prowadzone w dniu następnym w Suszybabie ( gm. Kupiczów) . Strona polska doskonale zdawała sobie sprawę ku czemu zmierzają upowcy, ale czas zdawał się działać na polską korzyść, bo siły rosły. Przybywali uciekinierzy i ochotnicy z różnych stron Wołynia. J. Turowski: „2 sierpnia 1943 r. przybyli do oddziału „Jastrzębia” spod Turzyska st. szer. Jan Kwiatkowski z kilkoma ochotnikami, oraz grupa z kolonii polskiej Łuczyce: szer. Stanisław Skorupski „Biały”, szer. Stanisław Bekier „Tajfun”, szer. Marian Steblewicz  „Morwicz” oraz szer. Józef Turowski „Ziuk”.[…] Do Zasmyk przybyła również trzydziestoosobowa grupa pochr. „Grońskiego” skierowana tu przez mjr. ”Kowala” po nieudanej próbie założenia  samoobrony w rejonie Kamienia  Koszyckiego”. Por. „Jastrząb” oprócz przedłużania rozmów ze stroną ukraińską prowadził walkę psychologiczną. Od początku sierpnia oddział partyzancki prowadził intensywne szkolenia i demonstracyjne przemarsze w pobliżu wiosek ukraińskich pokazując się w coraz większej liczebności, nawet z fikcyjnym uzbrojeniem. Rozpuszczano również wieści o pokaźnej pomocy przychodzącej do Zasmyk z za Buga. Już w tedy zauważyć można było duże zdolności strategiczne tego oficera, które w późniejszym czasie jeszcze bardziej się rozwinęły. 15 sierpnia dowództwo samoobrony polskiej nadal prowadziło z UPA rozmowy pojednawcze. Ukraińcy zapewniali o pokojowych zamiarach UPA i potrzebie wspólnej walki z Niemcami, nadal żądając rozwiązania  polskiego oddziału zbrojnego lub podporządkowania  go UPA. Nikt oczywiście, ze strony polskiej, temu nie wierzył bo działo się to w czasie ,gdy nie ustawały napady na ludność polską w wielu innych miejscowościach Wołynia. M. Śladewska: Fakty te sprawiały, że tworzenie samoobrony i oddziału partyzanckiego w Zasmykach nabierało tempa. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że możemy liczyć tylko na siebie i jeżeli się sami nie obronimy, to Ukraińcy w końcu nas również wyrżną. Chętnych do walki było wielu, ale brakowało dla nich broni. Konspiracja kowelska starała się ją zdobywać i przesyłać do Zasmyk. Baza przerzutowa zdobytej w Kowlu broni dla Zasmyk mieściła się w domu Janiny i Walentego Kościelaków. Znałam ich, bo mój ojciec dostarczał im duże ilości rąbanki i innych artykułów żywnościowych, za które oni kupowali od Niemców broń.  Do Zasmyk broń tę przewoziły łączniczki Joanna Zamościńska i Antonina Leśniewska, należące do najodważniejszych dziewcząt. Było to zajęcie bardzo niebezpieczne. Niemcy kontrolowali na rogatkach wszystkie pojazdy wyjeżdżające z Kowla. W Zasmykach tworzono też materialna bazę służby zdrowia. Z Kowla przerzucano do Zasmyk środki opatrunkowe. W sierpniu 1943 r. z Kowla przyjechały do Zasmyk dwie dyplomowane pielęgniarki - Janina Szmagalska i Janina Włodarska, które rozpoczęły organizowanie terenowej służby zdrowia. Jednym z pierwszych sanitariuszy był Edward Kijowski. Opiekował się on punktem sanitarnym, usytuowanym najpierw w mieszkaniu Brzózków, a następnie w szkole. Baza partyzancka w Zasmykach stopniowo krzepła. J. Turowski: „ Jak dalece obłudni byli Ukraińcy w rozmowach pojednawczych okazało się w niedługim czasie .Oto wysłany do Julianowa za Turzyskiem  patrol polski dnia 18 sierpnia 1943 r. został tam osaczony i ujęty przez oddział UPA. Pojmani partyzanci byli torturowani w okrutny sposób. Ledwie żywych, pokrwawionych i zmasakrowanych, powiązanych drutem kolczastym przewieziono do Suszybaby, gdzie zostali zamęczeni.: st .szer Jan Kwiatkowski „Mak”, szer. Mieczysław Bednarek „Mantel”, szr. Jarosz „Grab”, szer. Sztupiec oraz szer. Kościński. Uratowali się; dowódca patrolu kpr. Tadeusz  Krawiec „Kmicic” oraz Leszek Kędziorek „Szczepcio”.(…) Dnia 18 sierpnia z okolic Hołób przybyli do oddziału :szer. Edmund Gawłowicz „Błysk”, szer .Bolesław Szymański  „Burza”, szer .Jan Bąk „Los”, szer. Jerzy Gderz  „Długi” , szer. Ksawery Skolimowski „Śmiały”, szer. Gdula (młodszy), szer. Świergalski oraz sześciu dalszych.(….) W tym czasie 19 sierpnia 1943r. przybył do Zasmyk drugi oficer por .Michał Fijałka „Sokół”, skierowany tam przez mjr. „Kowala” z zadaniem szkolenia młodego jeszcze wojska .”

Obłuda strony ukraińskiej nie miała granic:22 sierpnia 1943 r. w lesie Lityńskim, koło leśniczówki Gruszówka, bojówka ukraińska zamordowała 7 osób jadących furmanką z Radowicz (gm.Turzysk) do zasmyckiego kościoła.  Zwłoki odnaleziono po 3 tygodniach od mordu. W tym dniu po południu zamordowano następnych 13 mieszkańców Radowicz wracających z kościoła w Zasmykach. F. Budzisz: Nie dojechali do kościoła Adam Bartoszewski z żoną Weroniką, którzy chcieli odwiedzić syna Edwarda, będącego od kilku dni w samoobronie oraz sąsiadka Ludwika Daszkiewicz, która pojechała z nimi, by zobaczyć się z synem Henrykiem również członkiem samoobrony. Z kościoła tej niedzieli nie wrócili Aniela i Stanisław Malinowscy, rodzice sześciorga małych dzieci oraz ich sąsiedzi: Rozalia Kułakowska i Maria Kiełbasa z czternastoletnim synem Marianem, a także trzynastoletnia Ewa Młynek. 23 sierpnia w kolonii Piórkowicze, gdy kilka rodzin powróciło do swoich zagród po żywność, zostali przez upowców zamordowani: Koperska, lat 35, żona Michała, Koperska, żona Karola, lat 40 i ich córka Maria, lat 10, Piotr Kursa, lat 58, Bronisława Szarwiło, lat 36, Matylda Szarwiło, lat 30. M. Śladewska; Gdy zaczęłyśmy kopanie, nagle z pobliskiego zagajnika ktoś zaczął do nas strzelać! Instynktownie wpadłyśmy w bruzdy, a później zerwałyśmy się do ucieczki. Patrole UPA stale krążyły w okolicy Zasmyk. Obserwowały je, a także mordowały osoby, które pojedynczo odważyły się pojawić na polu lub trakcie komunikacyjnym. Z nami wozem był taki Siemiński, ale on nie uciekał. Być może nie chciał zostawić koni i banderowcy go złapali. Gdy dotarłyśmy do domy babci, żona Siemińskiego zaczęła strasznie rozpaczać. Mieli pięcioro dzieci i byli uciekinierami z Woronny. […]. Członkowie samoobrony zaraz udali się na pole i przywieźli wkrótce Siemińskiego. Miał odcięta głowę i palce u rąk […] Od kolejnych uciekinierów z Wiktorówki dowiedzieliśmy się, że banderowcy spalili tam 26 gospodarstw, mordując ponad 100 osób. J. Turowski: Po tych wypadkach dowództwo bazy zasmyckiej wystosowało do Ukraińców pismo z ostrym protestem. W odpowiedzi na to 29 sierpnia 1943 r. Ukraińcy wysłali do Zasmyk pismo zawierające ultimatum do złożenia broni z terminem do południa 1 września 1943 r., grożąc w przeciwnym wypadku zniszczeniem osady. Tegoż dnia , późnym wieczorem dotarł do Zasmyk chłop ukraiński z Gruszówki donosząc o przygotowanym napadzie na Zasmyki siłą dwóch sotni UPA oraz kilkuset chłopstwa z wozami na spodziewane łupy, uzbrojonych w siekiery, widły, kosy, łopaty do mordowania ludności polskiej. Warto zwrócić uwagę na fakt, że sotnia teoretycznie powinna liczyć 163 osoby ale do lata 1944 r. występowały sotnie liczące nawet 180-200 ludzi. Tak podają różne źródła historyczne w tym wikipedia. Zatem zgrupowanie pod Gruszówką  dwóch sotni oraz kilkuset chłopów ukraińskich zdecydowanych na mordowanie Polaków i rabunek mienia, był poważnym zagrożeniem dla  mieszkańców Zasmyk. Było  oczywiste, że upowcy zebrali siły w celu zniszczenia Zasmyk w pierwszej kolejności i następnie pozostałych osad polskich, co spraktykowali w innych rejonach Wołynia. J. Turowski: Jasne było, że tym razem Ukraińcy uderzą na Zasmyki. Tu jednak obrona stacjonarna tak rozległej osady była zadaniem bardzo trudnym, tak ze względu na szczupłą liczbę wojska, jak i brak należytych umocnień.[…]  W konkretnej sytuacji, pośród wielu dyskutowanych wariantów, obaj oficerowie „Jastrząb” i „Sokół” zdecydowali się na akcję zaczepna, wyprzedzającą działania upowców. Przyjęli taktykę obronną przez atak. Postanowili z zaskoczenia zaatakować siły ukraińskie zgromadzone w Groszówce. Po szczegółowym przeglądzie oddziału, wieczorem 30 sierpnia 1943 r., po uzupełnieniu amunicji, wydzieleniu chorych, oddział w liczbie 50 ludzi, razem z oddziałem pchr. „Grońskiego”, okrężną drogą przez las Lityński ruszył na tyły wroga. Ten uciążliwy marsz trwał całą noc, gdy według wskazań przewodników, o świcie 31 sierpnia 1943 r. oddział przeszedłszy zaroślami opodal niewielkiego jeziora, dokonał nagłego ataku na uśpiony oddział upowców. Zaskoczenie było całkowite. Upowcy nie spodziewali się Polaków atakujących ich ugrupowanie od tyłu, od strony przeciwnej niż Zasmyki. Zaatakowano z bezpośredniej bliskości bronią ręczną i granatami, wypędzając ich z okolic leśniczówki w zarośla. W bezładnej strzelaninie nie stawiali oporu. Po momencie pierwszego zaskoczenia upowcy jednak ochłonęli i częścią swoich sił zajęli stanowiska ogniowe. Wywiązała się ostra walka L. Karłowicz: Dwaj nasi dowódcy – „Jastrząb” i „Sokół”- nie wypuszczali inicjatywy z rąk.[…] Po kilkunastu minutach ostrej wymiany strzałów w różnych punktach terenu wokół miejsca koncentracji ukraińskiego oddziału, rozproszeni przeciwnicy naszego młodocianego wojska zaczęli milknąć, znikać wśród krzewów i zarośli. Zostawili 20 zabitych oraz wielu rannych, których jęki dochodziły z różnych stron. Niestety nie obeszło się bez strat i po naszej stronie. Padł ugodzony śmiertelną serią pocisków „Zając” – Stanisław Romankiewicz, poważną ranę odniósł „Błysk” – Edmund Gawłowicz, z poharataną dłonią opuszczał pole bitwy „Ziuk” – Józef Spodniewski – Turowski.[…] Pierwszy bój pod Gruszówką przyniósł, poza przepędzeniem banderowców, poważną zdobycz w postaci kilkunastu karabinów, o ile pamiętam – jednego erkaemu, znacznej ilości amunicji, a przede wszystkim umocnił morale naszego oddziału, uspokoił na dłuższy czas mieszkańców polskich wsi, udowodnił, że banderowcy nie są tak straszni, gdy stają przeciwko uzbrojonemu przeciwnikowi. Potrafią pastwić się tylko nad bezbronnymi, kobietami, starcami, dziećmi. Nikt z mieszkańców Zasmyk  ani okolicznych wsi nie wiedział o przygotowaniach do tej akcji. Dla wszystkich było to wielkie zaskoczeniem. Nie wiedzieli też uciekinierzy z innych wsi którzy w tym czasie uciekali do Zasmyk, miejsca w którym podobno była szansa na przeżycie. Feliks Budzisz. - Uciekaliśmy do Zasmyk z duszą na ramieniu Jechaliśmy kłusem leśną, rzadko już uczęszczaną drogą, by umknąć niepostrzeżenie. Trzymając lejce, biegłem z siostrą obok wozu, żeby klaczy na piaszczystej drodze było lżej. Mama leżała na wozie, zwijając się z bólu. Bez przeszkód przyjechaliśmy do Polskiej Kolonii, gdzie stał już rząd furmanek, gotowych do drogi. Szczęściem, na wyczucie, trafiliśmy w samą porę. Byłem rozczarowany, gdy spostrzegłem, że jadą wyłącznie kobiety z dziećmi, bez zapowiadanej zbrojnej obstawy. Wiadomość, że widziano upowców w pobliskich ukraińskich zabudowaniach, wprowadziła nas w nastrój trwogi, graniczącej z paniką. Ruszyliśmy natychmiast kolumną wozów w stronę Zasmyk, ponaglając się do szybszej jazdy, którą bardzo utrudniały uwiązane przy wielu wozach krowy. Po drodze dołączały do nas kolejne furmanki wyładowane manelami i dziećmi. Część kobiet szła obok wozów modląc się na głos.[….] . Niebawem kolumna wozów  wspięła się na rozległe wzniesienie z wyniosłym kopcem, usypanym przez nacjonalistów, na którym ustawiono wysoki prawosławny krzyż - symbol samostijnej Ukrainy, przybrany wyblakłymi już sino- żółtymi barwami i tryzubem. Gdy czoło kolumny znalazło się na wysokości kopca, nagle, jak spod ziemi, wyłoniło się kilku uzbrojonych osobników w niemieckich mundurach. Kolumnę zatrzymano wśród jadących powstało zamieszanie, które zaraz przerodziło się prawie w panikę. Starsze dzieci zeskakiwały z wozów i biegły do tyłu kolumny i w pole. Część wozów zawracał z trudem i jechała polem z powrotem. Słychać było bezładny krzyk kobiet, nawoływanie i płacz dzieci. Po kilku minutach z czoła kolumny przyszła wiadomość, że nie są to upowcy, tylko Litwini służący u Niemców.  Kilku żołnierzy, dobrze pijanych, przeszło się w milczeniu wzdłuż kolumny wozów, bacznie je lustrując. Z czoła dochodziła głośna i niepokojąca wymiana zdań kilku odważniejszych kobiet z oficerem, który również zdradzał nadużycie alkoholu. Wspominał krzywdy, jakich rzekomo mieli doznać Litwini od Polaków. Oficer i żołnierze nie reagowali na prośby kobiet, by pozwolili nam jechać dalej. Oficer oświadczył, że cały tabor będzie musiał udać się do jego dowództwa. Przerażone kobiety desperacko oświadczyły, że nigdzie nie pojadą i w tym momencie czoło kolumny, nie zważając na sprzeciw oficera, ruszyło zdecydowanie do przodu, a za nim reszta wozów. Wreszcie docieramy do gęsto zabudowanej wsi Piórkowicze, położonej półkolem nad jeziorem. Jest to ostatni odcinek drogi do Zasmyk. Jedziemy teraz piaszczystą drogą skrajem jeziora z największym napięciem nerwów, w skupieniu i ciszy. Wozy kołami wrzynają się głęboko w piach, dlatego pchamy je ile sił, byle prędzej wydostać się ze wsi. Napad w tym miejscu nie dawałby szans na uratowanie się: z jednej strony drogi – jezioro, z drugiej - gęsto zabudowana obca wieś. Pot oblewa mi ciało, a strach mobilizuje resztki sił. Wreszcie dojeżdżamy do środka wsi i spostrzegamy coś nieprawdopodobnego: wieś robi wrażenie wymarłej. Jest kompletnie pusta. Wieś widmo! Z radosnym zaskoczeniem i podnieceniem zostawiamy w tyle opustoszałe domostwa. Terasz przed nami wąska, polna droga, z lekka wijąca się wśród pól. W dali stoją z rzadka zabudowania, otoczone kępami starych drzew. Od czoła kolumny idą okrzyki:- Zasmyki! Jesteśmy w Zasmykach! – Mama ociera łzy wielkiej radości i niewysłowionej ulgi - Jesteśmy ocaleni - mówi do nas, pokonując najgłębsze wzruszenie i dokuczliwy ból serca. Radość opanowuje cały tabor. W kępie drzew na skraju wsi stoi z dubeltówką, bosy, może 18-letni wartownik.  Dowiadujemy się od niego, że dziś 31 sierpnia o świcie, zasmycka samoobrona odniosła zdecydowane zwycięstwo nad dużym zgrupowaniem banderowców, szykujących się do zdobycia Zasmyk i wymordowania tam zgromadzonej ludności polskiej, zbiegłej przed rzeziami. Łatwo teraz domyślamy się, dlaczego nie ma z nami obiecanej zbrojnej eksporty  i dlaczego mim o to udało się przebyć niebezpieczną śmiertelną drogę. Upowcy, przerażeni sromotną klęską, uciekli wraz z cywilną ludnością ukraińską  do miejscowości dalej położonych od Zasmyk. Nagła i groźna dla nich wieść lotem błyskawicy obiegła okoliczne wsie, krzyżując w tym dniu bandycie zamiary wobec ludności polskiej. […] Uniknęliśmy najgorszego, podczas gdy wokół szalała śmierć. L. Karłowicz: 1 września  1943 r. […] Tego dnia po południu odbył się pogrzeb „Zająca” – Stanisława Romankiewicza, pierwszego poległego obrońcy zagrożonej placówki. […] Pogrzeb zgromadził liczne tłumy mieszkańców parafii. […] Stawił się cały oddział porucznika „Jastrzębia”.. […] Ksiądz wolno dostojnie wszedł na przygotowane wcześniej podwyższenie i, odczekawszy chwilę, głosem donośnym zaczął mówić: - W obliczu Boga Wszechmogącego, przed trumną tego z was, polskiego żołnierza, który pierwszy oddał życie za wolność nas wszystkich, ogłaszam- tu podniósł o ton wyżej- wolną i niepodległą Rzeczpospolitą Zasmycką! [….] Gdy skończył przemówienie, z drewnianej wieży, stojącej obok kościoła, rozległ się dźwięk dzwonu. Dzwon zdjęty z wieży we wrześniu 1939 roku miał leżeć aż do dnia odzyskania wolności przez nasz kraj. F. Budzisz: Tłum załkał - płakały kobiety, starcy, dzieci, żołnierze. Donośny głos dzwonu niósł się po polach i łąkach do okolicznych wsi. [….].Nie mylił się i tym razem ks. Michał Żukowski; na kilka miesięcy Zasmyki stały się skrawkiem wolnej Polski, chociaż wiele krwi spłynęło wokół, a na zasmyckim cmentarzu przybyły setki mogił i krzyży. Staś Romankiewicz, żołnierz z naszej wsi , był pierwszym z zasmyckiej samoobrony, który poległ w otwartym boju za ten skrawek ziemi. Tak powstał Zasmycki Ośrodek samoobrony Polskiej na Wołyniu. Codziennie tłumy uciekinierów gromadziły się przed kościołem, gdzie docierały najszybciej i najczęściej tragiczne wieści o losach ludności polskiej okolicznych wsi. To był początek funkcjonowania tego ośrodka w tych trudnych czasach. UPA mimo dalszych wysiłków nigdy nie pokonało tego bastionu polskości. Tu powstały jedne z pierwszych oddziałów partyzancki  AK, a w styczniu 1944r. powstawała 27 Wołyńska Dywizja .

Źródła, oprócz przekazu rodzinnego wykorzystano wspomnienia świadków spisane i opublikowane:

Książki:

Leon Karłowicz : Od Zasmyk do Skrobowa.

Monika Śladewska: Z Kresów Wschodnich Na Zachód

Józef Turowski: Pożoga Walki 27 wołyńskiej dywizji AK

Feliks Budzisz z Ziemi Cmentarnej

Michał Fijałka: 27 Wołyńska Dywizja Piechoty AK.

Wspomnienia [ artykuły] :

Ryszard Romankiewicz „Moje Radowicze” - http://wolyn.org/

Feliks Budzisz;  „W Hołdzie Bohaterom Zasmyckiej Samoobrony”- http://27wdpak.pl/, . „Zagłada Abramowca „ -  http://wolyn.org/,  Art. Chwała Wam i Pamięć- w tym numerze KSI w dziale Publikacje.

Marek A. Koprowski „Krwawe Lato 1943” - http://www.kresy.pl/

Marek A. Koprowski „Boże ratuj Zasmyki”- http://www.kresy.pl/

Marek A. Koprowski „Tu zaczęła się dywizja” -  http://www.kresy.pl/ Archiwum SBU Obwodu Wołyńskiego  d.nr.11315 tI, cz.II,

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Kresowy Serwis Informacyjny

Serwis o Wołyniu

Serwis o Kresach

Polecane filmy

Wieczna Chwała Bohaterom

 

 

Zostań sponsorem serwisu

poprzez zamieszczenie w TYM miejscu swojej reklamy.

Zamówienie banneru reklamowego kliknij TU

Statystyki

Użytkowników:
44
Artykułów:
449
Odsłon artykułów:
2535570

Odwiedza nas 100 gości oraz 0 użytkowników.

 
Copyright © 27 WDP AK
Wykonano w Agencji Reklamowej BARTEXPO z szablonu: Joomla Perfect