Dołacz do akcji

 

Szlak bojowy 27 WDP AK

 

Do wolonatriuszy

Poszukujemy wolontariuszy do prowadzenia na FB tematycznych fanpage. Zgłoszenia ślijcie na adresy z zakładki "Napisz do nas".

Logowanie

Często, gdy byłem nad szosą, oglądałem stanowiska strzeleckie obrońców Kurdybana przed banderowcami. Mówiło się na nie potocznie okopy. Zdaje się, że co najmniej trzy razy banderowcy atakowali Kurdyban. Tak mówił mój brat, który prawie przez cały czas od opuszczenia Ziniówki był na Kurdybanie. Dom cioci, jak już wspominałem wcześniej, stał na wzniesieniu. Około dwieście metrów w kierunku szosy wzniesienie to lekko się obniżało i wreszcie kończyło prawie urwiskiem. W pewnej części urwiska była nawet kopalnia bodaj piasku. Piszę z wahaniem, bo piasek w tamtych stronach był rzadkością. Może to była glina. Dwadzieścia, trzydzieści metrów niżej od poziomu wzniesienia biegła szosa Dubno – Równe. Za szosą było dalsze obniżenie gruntu, przechodzące w równinę około stu metrów szerokości. Dalej grunt się podnosił, jakby dla równowagi, na wysokość wzniesienia, na którym stał dom cioci. W odległości do dwóch kilometrów od szosy był las, który gdzieś tam daleko łączył się z obszarem leśnym otaczającym od wschodu Ziniówkę. Z tego lasu szły ataki banderowców na Kurdyban.

Kilka okopów było nad samym urwiskiem. Na lewym skrzydle był dołek strzelecki mego ojca. Była też druga linia dołków.

Dom cioci, mimo że drewniany i kryty słomą, stał w miejscu, można powiedzieć, strategicznym. Zbierali się w nim na noc mieszkańcy Kurdybana z pobliskich domów po drugiej stronie szosy. Kobiety z dziećmi szły do schronu. Mężczyźni na zmianę czuwali, a w wypadku ataku banderowców zajmowali przygotowane wcześniej stanowiska strzeleckie. Takich placówek obronnych jak dom cioci było na Kurdybanie kilka.

Opisany „system dołków strzeleckich” zamykało z tyłu pod gruszą stanowisko wujka z ręcznym karabinem maszynowym Diegtiarewa.

Opowiadał więc brat, że kiedy następował atak banderowców, biegli najpierw młodsi mężczyźni z lżejszym uzbrojeniem. Szybko zajmowali stanowiska i rozpoczynała się wymiana ognia. Na końcu - jako najstarszy, już mniej sprawny fizycznie i obciążony ciężkim erkaemem - wybiegał wujek. I kiedy spod gruszy odzywał się jego kulomiot, po stronie banderowców momentalnie zapadała martwa cisza. I brat demonstrował głos strzelającego erkaemu: du, du, du, du, du!

Chłonąłem z wielką przyjemnością opowiadanie o naszych przewagach.

Wujek swój erkaem wymontował z sowieckiego czołgu, który został rozbity na jego polu w czasie działań wojennych niemiecko-sowieckich w roku czterdziestym pierwszym. To się nazywa mieć nosa.

Spotykam się w literaturze dotyczącej tamtych wołyńskich problemów z pytaniem: Co się złożyło na to, że samoobrona Kurdybana utrzymała się do czasu wkroczenia na te tereny Armii Czerwonej? Większe placówki padały. Potężne ośrodki samoobrony toczyły ciężkie boje. A tu utrzymała się mała kolonia, z niewielką załogą obrońców. Nie jestem wojskowym ani z wykształcenia, ani z praktyki. Na zdrowy rozum zadecydowały o tym trzy czynniki: położenie topograficzne, usytuowanie w warunkach wojny niemiecko-sowieckiej, stopień nasilenia terroru banderowców.

Kurdyban nie był otoczony lasami, w których doskonale się czuli banderowcy. Las był tylko od strony północnej i północno-zachodniej, w kierunku Ziniówki. W pozostałych kierunkach były albo szczere, uprawne pola, albo szosa Dubno – Równe. Las był, jak już wspomniano, w odległości do dwóch kilometrów od Kurdybana. Dystans od lasu do kolonii należało pokonać, schodząc najpierw ponad jeden kilometr po zboczu w dół do szosy. Na tej przestrzeni obrońcy, ulokowani po drugiej stronie szosy na wzniesieniu, mieli dobry przegląd sytuacji. Zwłaszcza że banderowcy często popełniali błąd, podpalając jakieś obiekty za sobą. Po dotarciu do szosy napastnicy mogli zająć połowę kolonii wyludnioną na czas nocy. Aby zdobyć drugą połowę Kurdybana należało przekroczyć szosę i pokonać za nią miejscami urwiste wzniesienie.

Drugi czynnik. Kurdyban położony był przy trakcie Lwów - Dubno – Równe – Żytomierz - Kijów. Może strategicznie ważniejszy był trakt Włodzimierz Wołyński - Łuck – Równe – Żytomierz – Kijów. Może też ważniejsza była trasa Luboml – Kowel – Kijów. Ale również przez Kurdyban bardzo często ciągnęły poważne niemieckie transporty wojskowe z zachodu na wschód i odwrotnie. Banderowcy atakujący Kurdyban musieli się liczyć z tym, że przypadkowo mogą wejść w kontakt bojowy z Niemcami. Że w trakcie ataku na Kurdyban może niespodzianie nadjechać jakiś wojskowy transport niemiecki.

Wreszcie czynnik ostatni. Czytając literaturę przedmiotu, dochodzę do wniosku, że natężenie terroru UPA w naszej części powiatu dubieńskiego było stosunkowo mniejsze. Nie wiem, z czego to wynikało. Czy organizacja ta miała jakieś określone plany, w których ten rejon był mniej ważny. Gdzie indziej odbywały się masowe morderstwa, rzezie. U nas były pojedyncze morderstwa. Gdzie indziej były regularne walki między Polakami i upowcami. Kurdyban atakowano chyba małymi siłami. Wystarczyło, aby się odezwały bodaj trzy erkaemy, które między innymi były na wyposażeniu obrońców Kurdybana, a banderowcy szybko się wycofywali.

Ziniówka, można przypuszczać, też była zaatakowana małymi siłami. Banderowcom nie zależało na dokonaniu rzezi jej mieszkańców. Oni chcieli tylko wypędzić Polaków z kolonii. Przecież to były strzały z pocisków zapalających z większej odległości. Chodziło o podpalenie zabudowań. Amerykanów spalono, gospodarza zastrzelono też z pewnej odległości. Znęcania się nie było.

Kusi mnie postawienie tezy, że Ziniówkę zaatakowali banderowcy sąsiedzi, którzy „po znajomości” nie chcieli mordować, tylko przepędzić z niej polską ludność. Być może „wykonali minimum” wobec nacisków nacjonalistycznej organizacji.

W Wielki Czwartek natomiast na Ziniówkę szykowali się przypuszczalnie banderowcy przybysze. A więc obojętni, bezwzględni i okrutni. Może nawet terroryzowali miejscowych Ukraińców. Ta grupa ciągnęła chyba gdzieś dalej. Może do Pańskiej Doliny lub Przebraża. Po drodze chcieli „załatwić” Ziniówkę.

Podobnie było z Kurdybanem. Na nic by się zdały warunki topograficzne Kurdybana i usytuowanie strategiczne w konflikcie niemiecko-sowieckim. Większe ugrupowanie banderowców pokonałoby z łatwością te trudności. Mieliśmy szczęście. W tych okolicznościach wytrwanie samoobrony Kurdybana do nadejścia Armii Czerwonej rzeczywiście należy zaliczyć do sfery cudu.

Jeżeli rzecz się miała inaczej, to jestem dumny. Nie daliśmy się.

Fragment wspomnień : Tadeusza Cieślaka   wyszukał i wstawił: B.Szarwiło

http://wolyn.freehost.pl/wspomnienia/cieslak_w_d.html

 

Kresowy Serwis Informacyjny

Serwis o Wołyniu

Serwis o Kresach

Polecane filmy

Wieczna Chwała Bohaterom

 

 

Zostań sponsorem serwisu

poprzez zamieszczenie w TYM miejscu swojej reklamy.

Zamówienie banneru reklamowego kliknij TU

Statystyki

Użytkowników:
44
Artykułów:
449
Odsłon artykułów:
2535544

Odwiedza nas 67 gości oraz 0 użytkowników.

 
Copyright © 27 WDP AK
Wykonano w Agencji Reklamowej BARTEXPO z szablonu: Joomla Perfect