Oprócz pamięci pozostaną słowa spisane we wspomnieniach PDF Drukuj Email
Wpisany przez Bogusław Szarwiło   
piątek, 20 stycznia 2017 23:28

21 stycznia 2017 r. (sobota) odbędzie się ostatnie pożegnanie żołnierza 27 WDP AK i autora książki "Krwawa Łuna": Romana Kucharskiego ps. "Wrzos". Warto w tym miejscu przypomnieć  chociaż kilka słów z jego wspomnień zawartych w/w książce. Prof. dr hab. Władysław Filar  napisał: Książka pt. "Krwawa Łuna" ma charakter wspomnieniowo-pamiętnikarski. Autor na podstawie swoich przeżyć, a także losów najbliższych towarzyszy broni, przedstawia w niej dzieje batalionu. Jako bezpośredni świadek wydarzeń odtworzył to co widział i czuł młody żołnierz oddziału, jak przeżywał radość zwycięstwa, a także gorycz porażki i niepowodzeń, ukazał do jakiego poświęcenia i bohaterstwa był zdolny żołnierz dywizji wołyńskiej. Podane są fakty dotąd mało znane, albo zapomniane. Treść książki przeplatana jest barwnymi opisami życia partyzanckiego oraz szczegółami życia codziennego charakterystycznymi dla wołyńskiej wsi.

Niezwykle plastycznie opisany jest przebieg stoczonych walk i potyczek, choćby dla przykładu: bój pod Oździutyczami, czy walk o utrzymanie Pisarzowej Woli. W książce znalazło się także miejsce na głębszą refleksję i chwilę zadumy, kiedy po boju pod Witonieżem Autor pisze: "Każdy patrzy na leżące szeregiem ciała kilkunastu rozstrzelanych banderowców - przychodzi mu na myśl, że po odejściu oddziału przyjdą tu ich rodzice, siostry, żony - i pyta: ale czy to my jesteśmy winni?" Jest to wierny obraz ówczesnej rzeczywistości, istotne fragmenty epopei wołyńskiej, bohaterskiej, a jednocześnie tragicznej w swojej wymowie. Książka Romana Kucharskiego uzupełnia wiedzę o działaniach I batalionu 24pp., wnosi określone wartości do poznania historii 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK. Roman Kucharski rozpoczyna swoją opowieść słowami: A więc postanowione... Zaciągam się do oddziału partyzanckiego. Idę do lasu. Już nie wystarcza mi dotychczasowa forma walki z okupantem. Patrole, zwiady, podsłuchy, kolportaż prasy podziemnej, zdobywanie i przechowywanie broni, mały sabotaż oraz inne akcje organizowane przez lokalne władze konspiracyjne, wydają mi się znikome w porównaniu z tym, czego musi dokonywać lotny, bojowy oddział partyzancki powstający w Pańskiej Dolinie przy dotychczasowej placówce samoobrony polskiej. Decyzja o zaciągnięciu się do oddziału przyszła mi łatwo, gdyż nie zdawałem sobie w pełni sprawy z jej skutków, z istotnych zmian, jakie muszą nastąpić w mojej sytuacji życiowej. Po wstąpieniu do oddziału stanę się innym człowiekiem, wyłączonym poza nawias społeczności, w której dotychczas w miarę spokojnie przeżyłem dziewiętnaście lat. Od tego dnia będę tylko "Wrzosem", gdyż takiego właśnie pseudonimu używałem w konspiracji. Będę jednym z tysięcy żołnierzy Polski Walczącej, którego zadaniem będzie nie szczędzić krwi w nieustępliwej walce ze znienawidzonym, okrutnym okupantem. Władze konspiracyjne wyraziły zgodę, istną batalię natomiast musiałem stoczyć z rodzicami i najbliższymi krewnymi, których dwie gałęzie połączonych rodzin stanowiły liczny klan. Moje postanowienie wywołało burzę protestów ze wszystkich stron. Byłem jedynym synem rodziców, a w całej rodzinie bardzo lubianym Romciem, nieomal "oczkiem w głowie". Wszyscy uważali, że nie nadaję się do rzemiosła partyzanckiego, jestem za młody, za wątły, za mało wyrobiony i zahartowany, słowem "maminsynek". Gdzie mu tam do partyzantki. A tymczasem ten młody, wątły itd. miał już ponad rok stażu w pracy konspiracyjnej i wiele różnorakich akcji, które by niejednemu dorosłemu zdołały zjeżyć włos na głowie. Byłem już wystarczająco oswojony z niebezpieczeństwem, ryzykiem posiadania broni, którą umiałem się posługiwać - za co bezwarunkowo groziła kara śmierci. (....)  Jest niedziela, ostatni dzień października 1943 roku. Po nabożeństwie wychodzimy jak zwykle z kościoła całą paczką. Po zdawkowej pogawędce odchodzimy z Lusią (Leokadia Szeremeta), żegnani bardzo różnie. Nieliczni, którzy wiedzieli, że za kilka godzin będę już w szeregach oddziału partyzanckiego - żegnają mnie dłuższym, cieplejszym spojrzeniem i mocniejszym uściskiem dłoni. Pozostali zwykłym - "Cześć Romek".....

 

Tym razem Roman Kucharski odszedł na zawsze do swych towarzyszy broni na ostatnią kwaterę. CZEŚĆ JEGO PAMIĘCI.

Poprawiony: piątek, 20 stycznia 2017 23:28
 

Translate Google

Kresowy Serwis Informacyjny

Serwis o Wołyniu

Sonda

Czy polityka Rządu RP w zakresie wyjaśnienia stosunków Polska-Ukraina jest
 

Serwis o Kresach

Pamiętaj o imieninach

Wczoraj : Macieja Marka
Dziś : Cezarego Donata
Jutro : Miroslawa Aleksandra
Pojutrze : Gabriela Anastazji

Statystyki

Użytkowników : 42
Artykułów : 455
Zakładki : 13
Odsłon : 2575723

Zostań sponsorem serwisu

poprzez zamieszczenie w TYM miejscu swojej reklamy.

Zamówienie banneru reklamowego kliknij TU

Szukaj

Kredyt dl Ciebie