Drukuj
Kategoria: 27WDP AK
Odsłony: 254

Działania o poszerzenie bazy operacyjnej

Mobilizacja i koncentracja oddziałów konspiracyjnych AK na Wołyniu odbywała się w specyficznych warunkach. Zmobilizowane oddziały narażone były nie tylko na atak ze strony jednostek wojsk niemieckich stacjonujących w Kowlu, Włodzimierzu Wołyńskim, Lubomlu i Uściługu, wspomaganych przez oddziały węgierskie obsadzające ważniejsze obiekty na linii kolejowej Włodzimierz-Wołyński-Kowel, zagrożenie występowało również ze strony oddziałów UPA, której duże zgrupowania znajdowały się w wielkich kompleksach lasów świnarzyńskich i mosurskich oraz w lasach położonych na lewym brzegu rz. Stochód. Na terenach zachodniego Wołynia działały oddziały UPA podległe Północno-zachodniemu OW „Turiw”. Na północny wschód od Kowla, w lasach skubińskich, mieścił się sztab OW „Turiw” oraz oddziały UPA, działające w rejonie na północ od linii kolejowej Kowel-Luboml, aż do rz. Bug. Na południu, między Włodzimierzem Wołyńskim i Kisielinem stacjonowały znaczne siły UPA rozmieszczone w warownych miejscowościach: Owadno, Gnojno, Ośmigowicze, Oździutycze, Twerdyń. Duża baza UPA, zwana „Siczą”, mieściła się w kompleksie lasów świnarzyńskich i w przyległych do nich wsiach. Sotnie UPA kwaterowały we wsiach Rzewuszki, Dominopol, Moczułki. Na północ od Włodzimierza Wołyńskiego, w lasach mosurskich i stęzarzyckich znajdowały się uzbrojone oddziały UPA, zagrażające formowanym w tym czasie polskim oddziałom zgrupowania „Osnowa”. Warto również wspomnieć, że w związku ze zbliżającym się frontem wschodnim zarysowały się tendencje do współpracy UPA z Wehrmachtem dotyczącej prowadzenia walki z bolszewikami.

W dokumencie dowództwa niemieckiego XIII A.K. zawierające instrukcję w sprawie stosunku do UPA podane są wskazówki i zasady nawiązywania współpracy. M.in. podaje się, że w wypadku prowadzenia walki przeciwko Armii Czerwonej oraz sowieckim i polskim bandom, można oddziałom UPA przekazywać na ograniczone cele amunicję. 100 Szybkie zbliżanie się frontu wschodniego spowodowało, że dowództwo UPA przesunęło część swoich oddziałów na tereny zachodniego Wołynia. Szczególnie duże zgrupowanie oddziałów UPA znajdowało się po wschodniej stronie rz. Stochód oraz w kompleksie lasów świnarzyńskich. Przebywał tu także tzw. Międzynarodowy Legion (”Inrternacjonalnyj Łehion”) pod dowództwem mjr. Sołomianoho, składający się z Uzbeków i Azjatów - byłych żołnierzy Armii Sowieckiej. Dowódcami sotni w tym Legionie byli: „Czubatyj” i „Adam”.101 Z lasów świnarzyńskich oddziały UPA działały w kierunku północnym i zachodnim przez Wierzbiczno, Ossę, Bobły na przejścia przez rz. Turia w Jagodnie i Zamostach. W ten sposób dowództwo formującej się Wołyńskiej DP AK miało trudności w utrzymaniu bezpiecznej łączności między zgrupowaniem „Gromada” i „Osnowa”. Szczególnie trudna była sytuacja zgrupowania „Osnowa”. Oddziały zgrupowania koncentrujące się na niewielkim obszarze, w małej odległości od garnizonów niemieckich we Włodzimierzu Wołyńskim i Werbie, narażone były na ich bezpośredni atak od południa i wschodu. Od wschodu zagrażały silne oddziały UPA stacjonujące w Gnojnie i Mogilnie, a od północy i zachodu groził im atak z baz UPA rozmieszczonych w kompleksie lasów mosurskich. Oddział partyzancki por. Kazimierza Filipowicza „Korda”, który działał samodzielnie na południowy zachód od Lubomla, narażony był na atak ze strony Niemców stacjonujących w Lubomlu, jak i oddziałów UPA działających z lasów mosurskich i lasów smolarskich. Zagrożenie ze strony ukraińskich nacjonalistów nie ustawało nawet w wypadku opuszczenia danego terenu przez oddziały UPA. Na opuszczonych terenach pozostawiano małe grupy w sile 30-50 ludzi w gotowości do współpracy z niemieckim Wehrmachtem w charakterze szpiegów, dywersantów i przewodników.102

Wszystko to zagrażało oddziałom AK i ograniczało ich bazę operacyjną przygotowaną do działań zaczepnych przeciwko Niemcom. Dwa oddzielne zgrupowania: kowelskie „Gromada” i włodzimierskie „Osnowa”, były wyraźnie rozdzielone przez garnizony niemieckie oraz oddziały UPA działające z rejonu lasów Świnarzyńskich i mosurskich. W celu poszerzenia własnej bazy operacyjnej podjęto szereg akcji zaczepnych przeciwko oddziałom UPA. W wydanym w dniu 16 stycznia 1944 r. rozkazie do dowódców oddziałów partyzanckich komendant Okręgu zalecił prowadzenie walki z nacjonalistycznymi grupami ukraińskimi z całą bezwzględnością, ale kategorycznie zabronił czynienia krzywdy kobiecie i dziecku ukraińskiemu. W rozkazie tym m.in. czytamy: „(...) Zalecam prowadzenie walki z grupami ukraińskimi z całą bezwzględnością i surowymi rygorami, a szczególnie w akcjach odwetowych za rzezie całych polskich rodzin. Dla morderców kobiet i dzieci nie ma litości i pobłażania. Walki tej nie chcieliśmy, pragnąc żyć w sąsiedzkiej zgodzie z ludnością ukraińską Wołynia. Stało się inaczej, nie my winni tej krwi. Wykorzystanie zaskoczenia i niespodziewany napad, szybki i sprawny odskok po walce - to rękojmia powodzenia. Nie odwzajemniajmy się w walce mordami kobiet i dzieci ukraińskich. Najbardziej kategorycznie powtarzam zalecenia i rozkazy dawane ustnie na odprawach inspektorom i dowódcom oddziałów partyzanckich, aby nie dopuszczali w walce lub po jej zakończeniu do czynienia krzywdy kobiecie i dziecku ukraińskiemu. Z całą surowością będę pociągał do odpowiedzialności dowódców i żołnierzy, którzy by posunęli się do takich niegodnych czynów. Wydając te rygory walki - kieruję się nie tylko względami humanitarnymi, lecz najwyższym dobrem utrzymania morale naszych oddziałów, naszego żołnierza. Wysokie cechy żołnierskie łatwo jest utracić w trudnych okolicznościach partyzantki. Oczekuję od dowódców zrozumienia tej sytuacji i właściwego wywarcia swego wpływu. Duszpasterstwo proszę o wpływanie w tym kierunku na żołnierzy. Wierzę, że nie uszczupli to zapału do walki i dążenia do bezwzględnego niszczenia wroga, a nas i nasze dobre imię ochroni na przyszłość od hańby zarzutów, że prowadziliśmy walkę również z kobietami i dziećmi.”103

 B ó j w K r a t a c h .

Na początku 1944 r. zaistniała pilna potrzeba rozpoznania terenów położonych na północ od Włodzimierza Wołyńskiego pod kątem możliwości zorganizowania tam zrzutowiska. Rozpoznanie miał przeprowadzić oddział partyzancki „Łuna” dowodzony przez por. Zygmunta Kulczyckiego „Olgierda”, przy współdziałaniu z oddziałem ppor. Władysława Cieślińskiego „Piotrusia”. Oddział „Łuna” wyruszył z Jezierzan 10 stycznia 1944 r. osłaniany do linii kolejowej Kowel - Włodzimierz Wołyński przez oddział por. Władysława Czermińskiego „Jastrzębia”. W miejscowości Błażenik, udając oddział UPA, podstępem rozbrojono placówkę ukraińską, przeprawiono się przez rz. Turię i o  świcie 11 stycznia 1944 r. osiągnięto małą osadę Krat. Tu oczekiwał już od 10 stycznia 1944 r. oddział „Piotrusia”, który przybył z Marianówki, aby ubezpieczyć i przygotować kwatery dla oddziału „Łuna”. W czasie gdy oddział „Łuna” wypoczywał po wyczerpującym marszu, został niespodziewanie zaatakowany przez silny oddział UPA, którego część wdarła się do wsi. Po wyparciu upowców ze wsi, oba oddziały zajęły stanowiska obronne, odpierając trzy kolejne ataki oddziału UPA, podejmowane coraz to większymi siłami. Po kilkugodzinnej walce oddział UPA wycofał się w kierunku Stawek. Straty w polskich oddziałach wynosiły 4 zabitych i 3 rannych. 104 Wieczorem oddziały polskie zwinęły obronę i nad ranem 12 stycznia 1944 r. przybyły do Marianówki. Oddział „Łuna” zajął kwatery we wsi Smolary, zachowując pełne pogotowie bojowe. Bój stoczony w miejscowości Kraty wskazał na obecność na tym terenie dużych sił UPA, przez co przekreślił możliwości zorganizowania tam zrzutowiska. Wieczorem 12 stycznia 1944 r. oddział „Łuna” wyruszył w powrotną drogę i w połowie następnego dnia zatrzymał się w kolonii Wierzbiczno na dwudniowy odpoczynek. W dniu 15 stycznia 1944 r. oddział powrócił do Jezierzan.

 U d e r z e n i e n a b a z ę U P A w G n o j n i e .

 W dniu 18 stycznia 1944 r. do zgrupowania „Osnowa” dotarła wiadomość o opuszczeniu Włodzimierza Wołyńskiego przez Niemców i koncentracji oddziałów UPA z zamiarem zajęcia miasta. Przebywało tam w tym czasie dużo Polaków-uciekinierów z okolicznych miejscowości. W tej sytuacji por. Sylwester Brokowski „Bogoria”, pełniący obowiązki dowódcy zgrupowania „Osnowa”, zdecydował wykonać uderzenie na Włodzimierz Wołyński. Do wykonania powyższego zadania wyznaczone zostały oddziały „Piotrusia”, „Lecha” i „Jarosława”, każdy w sile kompanii. Wieczorem 18 stycznia 1944 r. oddziały wyruszyły w kierunku Włodzimierza Wołyńskiego i zatrzymały się w odległości około 2 km od koszar przedwojennego 23 pp. W nocy, z niewyjaśnionych powodów „Bogoria” odwołał rozkaz ataku na miasto. Około południa 19 stycznia 1944 r. schwytano jeńców z oddziału UPA, którzy zeznali, że z Gnojna wychodzi właśnie duże zgrupowanie UPA, w celu wykonania uderzenia na bazę samoobrony polskiej w Bielinie. Por. „Bogoria” postanowił uprzedzić atak oddziałów UPA, uderzając niezwłocznie na zgrupowanie UPA w Gnojnie. W miejscowości Ludmiłpol, odległej o 1,5 km od Gnojna doszło do starcia z sotnią UPA, która zaskoczona niespodziewanym atakiem została rozproszona. Ale zaalarmowane zostały główne siły UPA w Gnojnie. Nacierające polskie oddziały napotkały silne umocnienia i dobrze zorganizowaną obronę przeciwnika. Podejmowane próby przełamania obrony oddziałów UPA nie dały rezultatu. W nocy oddziały polskie wycofały się z Gnojna i przez Helenówkę Werbską, Kalinówkę, Stasin i Radowicze powróciły do Bielina i Sielisk. Obie akcje podjęte przez stronę polską, tak na Włodzimierz jak i na Gnojno, nie powiodły się. Było w nich wiele improwizacji. Niedostateczne rozpoznanie sił przeciwnika doprowadziło do tego, że nie uzyskano zaskoczenia, a trzy polskie oddziały, stanowiące siłę trzech niepełnych kompanii, uderzały z marszu na 500 osobowy oddział UPA będący w obronie i dysponujący ciężką bronią maszynową i moździerzami. Oddział UPA z Gnojna, ośmielony odniesionym sukcesem, przeszedł 25 stycznia 1944 r. do działań ofensywnych z zamiarem zniszczenia polskiej bazy samoobrony w Bielinie. Zaatakował Helenówkę, a następnie osiągnął Antonówkę-Borek, Stefanówkę, Andresówkę i Białozowszczyznę, dochodząc do traktu drogowego Włodzimierz Wołyński - Kowel. Pod wieczór do walki przeciwko oddziałowi UPA weszły dwa polskie oddziały: „Lecha” i „Jarosława”. Wykorzystując znajomość terenu, brawurowym natarciem zmusiły przeciwnika do odwrotu. Mimo odparcia ataku oddziału UPA, zwycięstwo nie cieszyło, bowiem duże straty poniosła ludność polska w zajętych przez przeciwnika miejscowościach. Ówczesne dowództwo organizującego się zgrupowania „Osnowa” nie potrafiło zapewnić w pełni bezpieczeństwa zgromadzonej w tym rejonie ludności polskiej.

 A k c j a z a S t o c h o d e m .

Rozpoznanie terenów położonych na wschód od rz. Stochód wykazało, że znajdują się tam znaczne siły UPA, zagrażające zgrupowaniu „Gromada’. Dla przeciwdziałania temu postanowiono przeprowadzić akcję zaczepną za Stochód w kierunku na miejscowość Szczurzyn. Do akcji wydzielono oddziały partyzanckie „Sokoła” i „Jastrzębia” oraz po jednej kompanii z oddziałów „Trzaska”, „Siwego” i „Łuny”. Wieczorem 29 stycznia 1944 r. oddziały przekroczyły rz. Stochód i marszem ubezpieczonym zbliżyły się do wsi Babie. Wywiązała się walka między czołowym oddziałem polskim a oddziałem UPA stacjonującym we wsi, w czasie której ukraińska ludność cywilna nie atakowana ze strony polskiej, w panice opuszczała wieś, kierując się w stronę Szczurzyna. Również oddział UPA wycofał się wkrótce ze wsi. Po opanowaniu wsi Babie, oddziały polskie zaatakowały Szczurzyn. Natarcie polskich oddziałów prowadzone z kilku kierunków przełamało silny opór broniących się oddziałów UPA. Przeciwnik stopniowo wycofał się ze wsi z ludnością cywilną. Na powracające z akcji oddziały polskie, rankiem 30 stycznia 1944 r. duży oddział UPA zorganizował w pobliżu wsi Babie zasadzkę. Zamieszanie wśród polskich oddziałów, powstałe w wyniku zaskoczenia, zostało szybko opanowane. Kontratak oddziału konnego ppor. Jerzego Neumana „Hińczy” z jednoczesnym wyjściem na skrzydło, zmusił oddział UPA do panicznego odwrotu. Oddziały polskie bez przeszkód powróciły na zachodnią stronę Stochodu. Akcja powyższa nie miała dużego znaczenia wojskowego, nie przyczyniła się bowiem do zniszczenia sił UPA znajdujących się bezpośrednio za Stochodem. Napotkane oddziały UPA unikały rozstrzygających walk i szybko wycofywały się z zagrożonych pozycji. Wypad oddziałów polskich za rz. Stochód był raczej demonstracją siły, która w każdej chwili mogła przeciwstawić się terrorowi w stosunku do ludności polskiej. I pod tym względem spełniła swoje zadanie.

A k c j a n a B u d y s z c z e .

Dwa dni po akcji za Stochodem, w dniu 31 stycznia 1944 r. oddział por. Zbigniewa Twardego „Trzaska” przebywający w Lublatynie przeprowadził akcję na oddział UPA stacjonujący w Budyszczach. Po przekroczeniu rzeki Woronki wydzielono pluton do zorganizowania zasadzki od strony Kowla na wycofujące się oddziały UPA. Natarcie głównych sił oddziału polskiego wyparło w walce oddział UPA z Budyszcz, który cofając się w kierunku Kołodeżna znalazł się w zasięgu ognia zorganizowanej zasadzki. Zajęta przez oddział „Trzaska” miejscowość Budyszcze została nagle ostrzelana ogniem artylerii niemieckiej z rejonu Kowla. W tej sytuacji oddział wycofał się ze wsi i rozpoczął marsz w kierunku Lublatyna. Maszerująca kolumna została niespodziewanie zaatakowana przez silny oddział UPA, który ze wsi Woronna przybywał na pomoc oddziałowi z Budyszcz. Do osłony oddziału por. „Trzask” skierował kompanię por. Mikołaja Bałysza „Zagłoby”, która związała przeciwnika ogniem, co pozwoliło uporządkować pozostałą część oddziału. Sytuacja była jednak poważna, ze względu na przeważające siły UPA, spychające polski oddział nad rzekę Woronkę. W pewnym momencie atakujący polskie pozycje oddział UPA przerwał walkę i zaczął się pośpiesznie wycofywać w kierunku na Woronną i Lubitów. To nieprzewidziane zachowanie się oddziału UPA można wytłumaczyć tym, że prawdopodobnie otrzymano informację o podjętej przez Niemców akcji, którzy zaniepokojeni toczącą się walką w tak bliskiej odległości od Kowla, wyszli z garnizonu. Tymczasem oddział „Trzaska” spokojnie powrócił do swego miejsca postoju w Lublatynie.

 U d e r z e n i e n a b a z y U P A w l a s a c h ś w i n a r z y ń s k ic h

 „Sicz” świnarzyńska, rozciągająca się na południe od Kupiczowa, od 1942 r. stanowiła bazę wypadową UPA przeciwko polskiej ludności, samoobronie i oddziałom partyzanckim. W lasach rozbudowano system fortyfikacji obronnych, zbudowano szereg drewnianych budynków oraz magazynów z żywnością i innym sprzętem. Skoncentrowane w bazie oddziały UPA stanowiły znaczne zagrożenie dla zgrupowania „Gromada”, a jednocześnie poważnie ograniczały swobodę manewru oddziałom polskim. W drugiej połowie stycznia 1944 r. do rejonu położonego na północny wschód od miejscowości Olesk przybyło z Polesia kilka tysięczne zgrupowanie partyzantki sowieckiej pod dowództwem P. P. Werszyhory. Zgrupowanie to miało przejść na południe do Galicji, a po drodze uderzyć na świnarzyńską   „Sicz” i rozbić znajdującą się tam szkołę oficerską UPA.105 Po nawiązaniu kontaktów z dowództwem formującej się 27 WDP AK w Zasmykach uzgodniono wspólną akcję na świnarzyńską „Sicz”. Do tej akcji ze strony polskiej wydzielono następujące oddziały: I/50 pp „Sokoła”, II/50 pp „Jastrzębia”, I/24 „Łuny” i II/43 pp „Siwego”, które w przeddzień rozpoczęcia działań przegrupowały się do rejonu Kupiczowa. Całością polskich sił dowodził mjr Jan Szatowski „Kowal”, dowódca zgrupowania „Gromada”. W dniu 2 lutego 1944 r. o świcie, po artyleryjskiej salwie, natarcie rozpoczęły oddziały partyzantki sowieckiej uderzając na „Sicz” z kierunku północno-zachodniego. Zepchnęły one wysunięte na północno-zachodni skraj lasu sotnie UPA, zajęły Rzewuszki i po krótkiej walce opanowały umocniony rejon w miejscowości Wołczak. Jednocześnie oddziały sowieckie działające na kierunku południowo-zachodnim, przekroczyły rz. Turię, zajęły bez walki Dominopol106 i rozwinęły natarcie w kierunku na Wołczak. W tym samym czasie z kierunku północnego uderzyły oddziały polskie. Główne uderzenie szło w kierunku na Świnarzyn, Osiekrów, Moczułki w celu opanowania umocnionych rejonów we wschodniej części lasów świnarzyńskich i zamknięcia oddziałom UPA drogi odwrotu na wschód. Pomocnicze uderzenie oddziałów polskich w kierunku na Wierzbiczno, Ossę oraz w kierunku na Czernijów, Moczułki miało rozciąć ugrupowanie UPA na odizolowane od siebie części. Na głównym kierunku natarcie oddziałów polskich rozwijało się pomyślnie. II/43 pp „Siwego” wychodząc z Kupiczowa z marszu zaatakował przeciwnika w dużej miejscowości Świnarzyn i po jej opanowaniu kontynuował natarcie w kierunku południowym, osiągając wieś Moczułki. I/50 pp „Sokoła” uderzył z rejonu Czernijowa w kierunku na Osiekrów i Makowicze. W krótkim boju wyparł broniące się tam oddziały UPA i rozwijając natarcie w kierunku południowym zajął wieś Popielówkę. 107 Na kierunku pomocniczym II/50 pp „Jastrzębia” forsownym marszem z Suszybaby osiągnął Tuliczów i rozwinął natarcie na Wierzbiczno, zajmując tę miejscowość oraz przyległe do niej kolonie prawie bez walki. Następnie skierował się na południowy zachód i osiągnął opustoszałą wieś Ossę. I/24 pp „Łuna” nocnym marszem z Kupiczowa zbliżył się do skraju lasów na północ od Świnarzyna, i zachowując dużą ostrożność, przesuwał się lasem w kierunku południowo zachodnim. Zaskoczeniem dla oddziału polskiego był brak jakiegokolwiek oporu ze strony przeciwnika. Na swej drodze marszu oddział napotykał opustoszone bunkry i system rozbudowanych rowów strzeleckich, a także kompleks drewnianych budynków. Nie było jednak w nich już przeciwnika, który zagrożony natarciem oddziałów sowieckich z kierunku północno-zachodniego, wycofał się na południe w głąb lasów świnarzyńskich. Około południa batalion osiągnął Rzewuszki, Wołczak i Dominopol.108 Cała akcja zmierzająca do opanowania kompleksu lasów świnarzyńskich została przeprowadzona bez większego oporu ze strony przeciwnika. Działające na poszczególnych kierunkach oddziały polskie i sowieckie, głębokimi klinami wbiły się w system obrony „Siczy”, rozdzieliły od siebie broniące się nieliczne oddziały UPA, które po krótkiej walce pośpiesznie wycofywały się na nowe pozycje. Nie udało się jednak okrążyć i rozbić oddziały UPA. Zepchnięte w głąb lasu, w nocy z 2 na 3 lutego wymknęły się na południe. Okazało się, że dowództwo UPA, uprzedzone o planowej wspólnej operacji polsko - sowieckiej przeciwko „Siczy”, wcześniej wycofało większość swoich oddziałów z rejonu lasów świnarzyńskich, gdyż oceniło, iż nie jest w stanie przeciwstawić się takiej sile. Dla polskich oddziałów zgrupowania „Gromada” akcja powyższa zakończyła się osiągnięciem zamierzonego celu. Opanowano bowiem kompleks lasów świnarzyńskich oraz przyległe miejscowości przez co uzyskano znaczne rozszerzenie bazy operacyjnej i niezbędne zaplecze do prowadzenia przewidywanych walk z Niemcami. Zostało także odsunięte (ale nie zlikwidowane) bezpośrednie zagrożenie ze strony UPA W rękach oddziałów UPA pozostało jeszcze szereg miejscowości-twierdz, położonych poza kompleksem lasów świnarzyńskich, takich jak: Ośmigowicze, Twerdyń, Oździutycze i Kisielin, w dalszym ciągu groźnych dla oddziałów polskich. Przekonano się o tym już za parę dni po akcji na bazy w lasach świnarzyńskich. Dla ubezpieczenia zgrupowania „Gromada” od wschodu i południa mjr „Kowal” przesunął w pierwszych dniach lutego 1944 r. III/50pp „Trzaska” z Lublatyna do rejonu Suszybaba. Dowódca batalionu, realizując otrzymane zadania , postanowił wystawić silną placówkę we wsi Nowy Dwór. W dniu 4 lutego 1944 r. wydzielona z oddziału grupa 25 żołnierzy pod dowództwem por. Mikołaja Bałysza „Zagłoby” osiągnęła wyludnioną wieś Nowy Dwór. O świcie 5 lutego z placówki wyszły dwa patrole dla rozpoznania terenów położonych na południe od wsi. Jeden z patroli został zaatakowany przez oddział UPA i z trudem wycofał się spowrotem do wsi. Wtedy oddział UPA zaatakował załogę placówki, mając zdecydowaną przewagę liczebną i ogniową. Placówce groziło zniszczenie. Wezwany na pomoc zwiad konny z oddziału partyzanckiego „Bomby”, stacjonującego w Nyrach, dysponujący moździerzem uderzył w skrzydło nacierającego oddziału UPA. Jednocześnie do natarcia poderwali się żołnierze placówki. Wspólnymi siłami odrzucono przeciwnika za odnogę Stochodu, który wycofał się w kierunku na Ośmigowicze.109

A k c j a n a O ś m i g o w i c z e .

 Na południe od Kupiczowa, w bliskim sąsiedztwie, pozostały jeszcze znaczne siły UPA, które po akcji oddziałów polskich wycofały się z lasów świnarzyńskich. Rozpoznanie stwierdziło obecność sotni UPA w miejscowości Ośmigowicze. Dowódca zgrupowania mjr „Kowal” postanowił niezwłocznie uderzyć na przeciwnika. Do wykonania powyższego zadania wyznaczył II/50pp „Jastrzębia”, który stacjonował w Ossie, II/43pp „Siwego” stacjonujący w rejonie Litynia oraz 1 kompanię I/45pp, stanowiącą część oddziału „Bomby”, rozmieszczoną w Rzewuszkach. Datę przeprowadzenia akcji ustalono na 16 lutego 1944 r. II/50pp w składzie 1 i 3 kompanii, pod dowództwem „Jastrzębia”, załadowany na 30 saniach, wyruszył do rejonu akcji wieczorem 15 lutego 1944 i o świcie następnego dnia zatrzymał się przed Ośmigowiczami. Atak od zachodniej strony wsi rozpoczęła 1 kompania ppor. Józefa Jażdżewskiego „Rybitwy”, natomiast 3 kompania ppor. ”Mściwoja” pozostała początkowo w odwodzie. Zaalarmowany przeciwnik wycofał się z pierwszych zabudowań i zajął przygotowane zawczasu pozycje obronne. Nacierający oddział osiągnął skraj wsi, ale gęsty ogień prowadzony z wiatraka stojącego na wzgórzu powstrzymał atakujących żołnierzy. W tym momencie od północno-wschodniej strony zaatakował przeciwnika we wsi II/43pp „Siwego”. Oddział ten po całonocnym marszu z Litynia przez Suszybabę i Jezierzany podszedł do zabudowań wsi, gdzie natknął się na placówkę przeciwnika, która zaalarmowała siły główne. W ciężkiej walce, ponosząc duże straty, oddział zmuszony został do wycofania się. Natarcie 1 kompanii I/45pp od strony północno-zachodniej również załamało się. W tej sytuacji, po kilku godzinach walki, oddziały wycofały się z zasięgu ognia przeciwnika i pod wieczór wyruszyły w drogę powrotną 110 Atak na Ośmigowicze był akcją nieudaną. Nie osiągnięto tu zaskoczenia, a prowadzenie natarcia na umocnioną miejscowość w otwartym terenie nie mogło przynieść sukcesu. Brak rzetelnego rozpoznania sił przeciwnika był przyczyną, że oddziały polskie napotkały w Ośmigowiczach nie oddziały UPA lecz silny i dobrze uzbrojony oddział partyzantki sowieckiej ze zgrupowania im. Frunzego, który w dniu 14 lutego 1944 r. wyparł oddziały UPA z tej miejscowości. Była to przykra pomyłka, która przyniosła niepotrzebne straty obu stronom.111

A t a k n a b a z ę U P A w O ź d z i u t y c z a c h .

 W większych miejscowościach położonych między Włodzimierzem Wołyńskim i Łuckiem UPA utworzyła system twierdz, stanowiących oparcie dla oddziałów operujących w środkowej i zachodniej części Wołynia. Jedną z takich twierdz była duża wieś ukraińska Oździutycze, zagrażająca oddziałom zgrupowania „Gromada”. Z tego rejonu od dłuższego czasu dochodziły niepokojące wiadomości o koncentracji tam oddziałów UPA. Z inicjatywy mjr. Stanisława Piaszczyńskiego „Pogroma” podjęto decyzję przeprowadzenia ataku na Oździutycze. Do przeprowadzenia akcji wydzielono trzy bataliony: I batalion 45 pp „Gzymsa”, I batalion 24 pp „Łuna” i III batalion 50 pp „Trzaska”. Na dowódcę całości wyznaczono mjr. „Pogroma”. Plan akcji zakładał wykonanie uderzenia od północnego zachodu siłami I/45 pp „Gzymsa” i I/24 pp „Łuny” oraz od północy siłami III/50 pp „Trzaska”. W tym celu 28 lutego 1944 r. wieczorem I/45 pp „Gzymsa” wyruszył z Rzewuszek wzdłuż prawego brzegu Turii w kierunku na Oździutycze, a z Wołczaka - I/24 pp „Łuna”. Oba bataliony po uciążliwym marszu spotkały się w lesie około 3 km przed Leżachowem. O świcie 29 lutego 1944 r. połączona kolumna, zbliŜając się do Leżachowa, została ostrzelana przez patrol UPA, który następnie wycofał się do Oździutycz, uprzedzając załogę wsi o zbliŜaniu się polskich oddziałów. III/50 pp „Trzaska” wychodząc wieczorem 28 lutego 1944 r. ze wsi Czernijów minął Świnarzyn i, maszerując przez Osiekrów i Moczułki, o świcie 29 lutego osiągnął rejon Klementynowa. Bataliony „Gzymsa” i „Łuny” podchodząc do Oździutycz rozwinęły się do ataku. Do skraju wsi miały do pokonania około kilometrową równinę pokrytą śniegiem. Sama wieś stanowiła zwartą całość z masywnym murowanym młynem i górującą nad terenem wieżą cerkiewną. Wokół wsi rozbudowano system umocnień i rowów strzeleckich osłoniętych zasiekami i innymi przeszkodami. W miarę przybliżania się tyraliery polskich oddziałów ogień przeciwnika nasilał się. Serie broni maszynowej, szczególnie ogień dwóch ckm strzelających z wieży cerkiewnej i młyna, a także ogień moździerzy, szarpał i przytłaczał do ziemi polską tyralierę, zadając oddziałom duże straty. Pod morderczym ogniem, nie mając żadnej osłony, oddziały posuwały się wolno do przodu. Na lewym skrzydle zbliżono się do zasieków, podejmując próbę utorowania drogi do wsi. Jednak pozbawieni odpowiedniego wsparcia ogniowego zmuszeni zostali do wycofania się. Na prawym skrzydle natarcia jeden z plutonów oddziału „Łuny” opanował wiatrak broniony przez przeciwnika. Ale i tu ze względu na narastający ogień, nie udało się pokonać zasieków z drutu kolczastego. Pluton pod osłoną zasłony dymnej (z zapalonego stogu siana) wycofał się z zajętych pozycji. Natarcie oddziałów polskich utknęło na całej linii. W tym czasie nad polem walki pojawiły się trzy samoloty niemieckie, które nadleciały od strony Włodzimierza Wołyńskiego. Zataczając szeroki łuk zaczęły ostrzeliwać z broni pokładowej polską tyralierę widoczną doskonale na równinnym terenie na tle śniegu. Fakt ten przesądził o wynikach walki, polskie oddziały zaczęły wycofywać się w kierunku lasu. Wykorzystując trudną sytuację, w jakiej znalazły się oddziały polskie, przeciwnik podjął pościg, powstrzymany przez batalion „Gzymsa”. Batalion „Trzaska” po osiągnięciu rejonu wyjściowego do natarcia w Klementynowie długo oczekiwał na łączność z mjr. „Pogromem”, stąd też atak na Oździutycze rozpoczął z opóźnieniem. Skutki tego opóźnienia odczuł najbardziej batalion „Łuny”, który nie uzyskawszy w odpowiednim czasie wsparcia na swoim lewym skrzydle nie mógł przełamać obrony przeciwnika. Natarcie batalionu „Trzaska” również zaległo pod silnym ogniem broni maszynowej. Oddział zaatakowany przez samoloty niemieckie, po zapaleniu kilku stogów siana i stodół, wykorzystując zasłonę dymną, wycofał się do pobliskiego lasu, skąd prowadził skuteczny ogień na kontratakującego przeciwnika.112 Tak więc, akcja na bazę UPA w Oździutyczach zakończyła się niepowodzeniem, a oddziały uczestniczące w tej akcji poniosły dotkliwe straty. O niepowodzeniu akcji zadecydował tu nie tylko brak dokładnego rozpoznania i zaskoczenia, tak ważne elementy w tego rodzaju działaniach, ale także warunki terenowe dogodne do zorganizowania obrony przez przeciwnika w oparciu o zwartą wieś, liczebność załogi i jej dobre uzbrojenie oraz atak samolotów niemieckich na nacierające oddziały polskie.

 W a l k i o d d z i a ł ó w „O s n o w y” z U P A .

 Na początku lutego 1944 r. w rejonie „Osnowy” rozmieszczone były liczne placówki UPA zagrażające ludności polskiej oraz formowanym na tym terenie oddziałom dywizji. W niebezpiecznej odległości od polskich placówek samoobrony znajdowały się placówki UPA w Puzowie, Worczynie i Zabłociu. Dochodziło do częstych potyczek z patrolami UPA, które podejmowały działania prowokacyjne przeciwko polskim placówkom samoobrony. W dniu 5 lutego 1944 r. duży oddział UPA ostrzelał dalekim ogniem kolonię Edwardpole bronioną przez niewielki oddział samoobrony. W dowództwie polskim oceniono, że było to rozpoznanie przed akcją zmierzającą do wyparcia polskiej samoobrony z Edwardpola i Karczunku. W kilka dni później, 8 lutego 1944 r. oddział UPA z bazy w Puzowie zaatakował Edwardpole. Placówka samoobrony w Spaszczyźnie nie mogła przyjść z pomocą, bowiem na jej drodze znajdowała się placówka UPA w Worczynie. W tej sytuacji, dowódca „Osnowy” skierował na pomoc 1 kompanię I batalionu 23 pp z Sielisk pod dowództwem ppor. Władysława Cieślińskiego „Piotrusia”, która rozwinęła natarcie na Puzów. Oddział UPA atakujący placówkę polską w Edwadpolu zmuszony został do przerwania ataku i powrotu do Puzowa, aby obronić bazę. Powstało także duże zamieszanie wśród Ukraińców w Worczynie. Wykorzystały to polskie placówki samoobrony w Spaszczyźnie oraz w Wodzinowie i uderzając z dwóch stron wyparły placówkę UPA z Worczyna, która wycofała się w kierunku Puzowa. Oddział UPA nie obronił także swojej bazy w Puzowie. Pod naporem kompanii „Piotrusia” wycofał się do Stęzarzyc. Bój zainicjowany przez oddział UPA zakończył się dla niego porażką. Zostały zlikwidowane dwie groźne placówki UPA, a w zajętych miejscowościach osadzono polskie placówki. Wyparte oddziały UPA obsadziły dużą wieś Stęzarzyce, rozbudowując tam cały system umocnień obronnych. Stacjonowanie w tak bliskiej odległości od rejonu rozmieszczenia „Osnowy” silnej bazy UPA zagrażało bezpieczeństwu oddziałów polskich. Podjęto decyzję wyparcia oddziału UPA ze Stęzarzyc. W nocy 20 lutego 1944 r. w kierunku Stęzarzyc wyruszył II batalion 23 pp „Lecha” i 2 kompania „Czecha” I batalionu 23 pp. Do bezpośredniego natarcia na Stęzarzyce wydzielono dwie kompanie II/23 pp. 5 kompania ppor. Edwarda Kubali „Kostka” nacierała od północy wzdłuż drogi prowadzącej z Mosuru do Stęzarzyc, a 4 kompania ppor. Szczepana Jasińskiego „Czesława” atakowała wieś od wschodu wzdłuż głównej ulicy, wydzielając jeden pluton do osłony akcji od strony Uściługa. Natomiast 2 kompania I/23 pp zajęła stanowiska obronne w lesie na północ od Stęzarzyc, organizując zasadzkę, w przewidywaniu wycofania się oddziałów UPA do lasów mosurskich. Nacierając na wieś polskie oddziały nie uzyskały zaskoczenia, bowiem w porę zostały dostrzeżone przez wysuniętą placówkę UPA. Podjęty z marszu atak dwóch kompanii miał powodzenie, mimo zaciekłej obrony przeciwnika. Tracąc w Stęzarzycach 23 zabitych oddział UPA wycofał się w kierunku Bugu. Oczekująca w zasadzce kompania „Czecha” nie weszła do walki. 113 W zdobytej wsi Stęzarzyce pozostawiono polską placówkę w sile plutonu. W ten sposób baza operacyjna „Osnowy” została znacznie poszerzona.

 B ó j p o d H a j k a m i.

Rejony mobilizacji i koncentracji oddziałów dwóch zgrupowań „Gromady” i „Osnowy” oddzielone były od siebie nie tylko garnizonami i placówkami wojsk niemieckich i węgierskich rozmieszczonych wzdłuż linii kolejowej Kowel - Włodzimierz Wołyński ale także licznymi oddziałami UPA działającymi w tej strefie. Utrudniało to bardzo utrzymywanie stałej łączności między tymi zgrupowaniami. Dla rozpoznania sił UPA w rejonie na zachód od Turii, oddział w składzie trzech plutonów pod dowództwem por. Jerzego Krasowskiego „Lecha” podjął w dniu 5 marca 1944 r. marsz patrolowy w kierunku Pisarzowej Woli i Hajek.114 Po osiągnięciu Pisarzowej Woli i wyjściu w kierunku Hajek, patrol został ostrzelany z broni maszynowej na otwartym  polu przez oddział UPA ukryty w zaroślach i lesie nad Turią. Polski oddział rozwinął się na bagnistych łąkach, a 14-osobowy zwiad konny pod dowództwem plut. Piotra Prostrelczuka „Poraja” w pełnym galopie przebył ostrzeliwaną groblę i uchwycił skraj lasu. Wprowadziło to zamieszanie w szeregach przeciwnika, które natychmiast wykorzystały rozwinięte plutony i w brawurowym ataku opanowały skraj lasu, wypierając z niego oddział UPA. Po uporządkowaniu oddział wyruszył w dalszą drogę w kierunku Hajek. W odległości około 1,5 km od maszerującego oddziału polskiego ujrzano jadącą od strony Hajek długą kolumnę wozów, na których śpieszyła pomoc oddziałowi UPA walczącemu przed chwilą z oddziałem polskim. Plutony, wykorzystując pofałdowany teren, zorganizowały zasadzkę na zbliżającą się kolumnę. Z odległości około 100 m otworzono ogień, który zupełnie zaskoczył przeciwnika. W pierwszym momencie jadący opuścili wozy i ratowali się ucieczką. Po chwili opanowali się i podjęli walkę. Oddział polski wiążąc przeciwnika ogniem od czoła, wykonał manewr na tyły oddziału UPA, który zdezorientowany zaczął wycofywać się w kierunku na Janin Bór. Po osiągnięciu mostu na Turii w Hajkach, polski patrol powrócił bez przeszkód do swojej bazy. Straty oddziału w tej akcji wynosiły 2 zabitych i 5 rannych.115

 U d e r z e n i e n a P r z e k ó r k ę .

W ramach działań zaczepnych mających na celu poszerzenie bazy operacyjnej przed rozpoczęciem walk z Niemcami, wydzielony oddział z I/43 pp pod dowództwem por. Kazimierza Filipowicza „Korda”, zaatakował w dniu 29 lutego 1944 r. zgrupowanie UPA we wsi Przekórka. W akcji tej wzięły udział dwa plutony z kompanii por. Ryszarda Markiewicza „Mohorta” (2 pluton ppor. Jana Lissonia „Cienia” i 4 pluton plut. Karola Dyczki „Piki”) wzmocnione załogami placówek z Jagodzina i Kupracz. Wydzielony oddział liczący około 70 ludzi, wyruszył w nocy 28 lutego z Rymacz, kierując się do wsi Przekórka odległej o około 15 km. Maszerując przez zalesiony teren 4 pluton „Piki” obszedł skrycie Przekórkę od strony wsi Huszcza i jeszcze przed świtem od zachodu zaatakował stacjonujący we wsi oddział UPA. Zaskoczony niespodziewanym atakiem przeciwnik nie potrafił zorganizować skutecznej obrony. Po krótkiej walce zdobyto szkołę, w której mieścił się sztab kurenia UPA. Zaatakowani w nieładzie ratowali się ucieczką w kierunku północno-zachodnim. Podjęty pościg za uciekającym przeciwnikiem w terenie lesistym okazał się mało skuteczny. W tym czasie 2 pluton „Cienia” miał zorganizować zasadzkę na skraju lasu od wschodniej strony wsi Przekórka, na wycofujący się oddział UPA. Do zasadzki nie doszło, bowiem pluton przybył do wyznaczonego rejonu z opóźnieniem, już po zakończeniu akcji w Przekórce.116 Akcja na Przekórkę zakończyła się zatem połowicznym tylko sukcesem. Wprawdzie przez uzyskanie pełnego zaskoczenia wyparto ze wsi znacznie silniejszy oddział UPA, to jednak nie zniszczono go, a pozwolono mu wycofać się w bezpieczny rejon.

 A k c j a n a K o r y t n i c ę i Z a p o l e .

 W połowie lutego 1944 r. postanowiono wzmocnić zgrupowanie dywizji w zachodniej części Wołynia, w obszarze między Turią i Bugiem. W tym celu do rejonu działania I/43 pp „Korda” skierowano I/50 pp „Sokoła”. W dniu 11 lutego 1944 r. batalion opuścił swoje dotychczasowe miejsce postoju w rejonie Świnarzyn, Czernijów i ubezpieczonym marszem przez Ossę, Bobły, Mokrzec, Jagodno, Hajki, Liski, Pisarzową Wolę, Karolówkę przybył do Bielina. Po jednodniowym odpoczynku kontynuował marsz w kierunku na Stawki osiągając w dniu 15 lutego 1 kompanią „Kani” wieś Staweczki, 2 kompanią „Motyla” miejscowość Binduga. Wspólne zadanie I/50 pp i I/43 pp polegało na oczyszczeniu terenu z oddziałów UPA oraz prowadzeniu obserwacji ruchu transportów niemieckich na linii kolejowej Chełm - Luboml - Kowel. W nocy z 8 na 9 marca 1944 r. przy pomocy oddziału ppor. „Małego” przeprawiła się przez Bug kompania warszawska, która przybyła na Wołyń. 117 Została ona zakwaterowana we wsi Binduga. Z uzyskanych informacji wynikało, że w miejscowości Korytnica stacjonuje duży oddział UPA. Postanowiono w dniu 12 marca zaatakować przeciwnika i wyprzeć go ze wsi. W przeprowadzeniu tej akcji wzięły udział: 2 kompania „Motyla” I/50 pp, oddział ppor. „Małego” i kompania warszawska. W nocy z 11 na 12 marca 1944 r. oddziały osiągnęły miejscowość Korytnica i zajęły pozycje wyjściowe. 2 kompania „Motyla” I/50 pp oraz oddział „Małego” miały nacierać na wieś od południa, zaś kompania warszawska zajęła stanowiska od północnego wschodu, urządzając zasadzkę na kierunku spodziewanego wycofywania się oddziału UPA. O świcie na umówiony sygnał kompania „Motyla” i oddział „Małego” zaatakowały wieś. Zaskoczony polskim natarciem oddział UPA, po krótkiej walce, zaczął wycofywać się w stronę Bugu do brodu. Tu jednak napotkał na ogień kompanii warszawskiej. W panice przeciwnik przeprawił się na zachodnią stronę Bugu. Odgłosy walki w Korytnicy postawiły w stan gotowości placówkę niemiecką na zachodnim brzegu Bugu w miejscowości Matcze. Niemcy ostrzelali wschodni brzeg rzeki, na co odpowiedziała ogniem kompania warszawska.118 Cała akcja zakończyła się pomyślnie. Przeciwnik został wyparty ze wsi, zdobyto broń i amunicję oraz kilka zaprzęgów konnych dla kompanii warszawskiej. Przybyli z Warszawy żołnierze przeszli pierwszy chrzest bojowy w polu w warunkach partyzanckich. Kilka dni po akcji na Korytnicę I/50 pp „Sokoła” z I/43 pp „Korda” zaatakował duży oddział UPA w Zapolu odległym o 4 km na północ od Lubomla. Po nocnym marszu, o świcie 18 marca 1944 r. oba oddziały osiągnęły skraj lasu na północny zachód od Zapola i rozwinęły się do natarcia. We wsi spotkało je zaskoczenie - nie było tu już oddziału UPA. Kiedy po trudach nocnego forsownego marszu kompanie odpoczywały, duże zgrupowanie UPA wychodząc od strony lasu zaatakowało niespodziewanie polskie oddziały. Nie udało się im jednak zaskoczyć placówki ubezpieczające postój. Atakowane przez liczniejszego znacznie przeciwnika wycofały się w walce w kierunku zabudowań. Zaalarmowane oddziały polskie zajęły stanowiska obronne na skraju wsi. Nacierające z trzech stron oddziały UPA prowadziły morderczy ogień z broni maszynowej i moździerzy, starając się wyprzeć oddziały polskie ze wsi w kierunku Lubomla, gdzie stacjonował garnizon niemiecki. Sytuacja stawała się coraz trudniejsza, a nad miejscem walki pojawił się rozpoznawczy samolot niemiecki. W każdej chwili można było oczekiwać ataku Niemców z Lubomla. Po powstrzymaniu pierwszego natarcia oddziału UPA, dowódca I/50 pp por. „Sokół’ poderwał swoje kompanie do kontrataku na całej linii obrony. Przeciwnik nie wytrzymał natarcia polskich oddziałów i po krótkiej walce rozpoczął odwrót. Obawiając się ataku ze strony Niemców oddziały polskie zaprzestały pościgu za nieprzyjacielem i rozpoczęły pośpieszny marsz do swoich miejsc postoju.119 Były to najważniejsze walki prowadzone przez 27 WDP AK przeciwko oddziałom UPA. W okresie od 11 stycznia do 18 marca 1944 r. w ramach działań o poszerzenie bazy operacyjnej, oddziały zgrupowań „Gromada” i „Osnowa” przeprowadziły 16 większych akcji bojowych. W poszczególnych akcjach zaangażowano znaczne siły z obu zgrupowań, od jednej kompanii do czterech batalionów. Największe siły użyto w akcji za Stochodem (trzy bataliony), w uderzeniu na bazy UPA w lasach świnarzyńskich (cztery bataliony), w akcji na Ośmigowicze (dwa bataliony i jedna kompania), w ataku na bazę w Oździutyczach (trzy bataliony). Nie wszystkie walki z oddziałami UPA kończyły się sukcesem. Do nieudanych akcji trzeba zaliczyć atak na Gnojno podjęty 19 stycznia 1944 r., bój pod Ośmigowiczami w dniu 16 lutego 1944 r., nieudaną ze wszech miar akcją był niewątpliwie także bój w Oździutyczach w dniu 29 lutego 1944 r. O niepomyślnym dla strony polskiej przebiegu walki zaważyły tu brak dokładnego rozpoznania przeciwnika oraz brak zaskoczenia, tak ważnych elementów taktyki partyzanckiej. Natomiast tam, gdzie działano z zaskoczenia, po uprzednim dokładnym rozpoznaniu przeciwnika, uzyskano zwycięstwo. Przykładem takich akcji może być wyprawa polskich oddziałów za Stochód w dniach 29-30  stycznia 1944 r., atak oddziału „Korda” na zgrupowanie UPA we wsi Przekórka w dniu 29 lutego 1944 r., a także akcja na Korytnicę 12 marca 1944 r. Działania zaczepne podjęte w tak wielkiej skali przeciwko oddziałom UPA przyniosły w sumie oczekiwane rezultaty. Odsunęły zagrożenie ludności polskiej zgromadzonej w zachodniej części Wołynia, stworzone zostały warunki do formowania oddziałów zbrojnych i rozwinięcia ich w nowej strukturze organizacyjnej dywizji, rozszerzono znacznie obszar bazy operacyjnej przez co oddziały uzyskały swobodę manewru i zaplecze do walki z Niemcami.

Powyższy materiał to fragment opracowania w. Filara : DZIAŁANIA 27 WOŁYŃSKIEJ DYWIZJI PIECHOTY ARMII KRAJOWEJ CZĘŚĆ 1

Przypisy:

119  Z autopsji autora, żołnierza 2 kompanii I/50 pp „Sokoła”.

118 J. Turowski, op.cit., s. 211-213.

117 W szeregach 27 WDP AK walczył oddział żołnierzy AK z Warszawy, nazwany kompanią warszawską. Trzon tej kompanii stanowili żołnierze dywersji z grupy por. Romana Kuźnego „Poli”, która należała do oddziałów dywersyjnych AK, dowodzonych przez mjr. dypl. Jana Wojciecha Kiwerskiego „Dyrektora”, przed jego odejściem na Wołyń. Na usilne starania grupy, aby walczyć pod rozkazami swego dawnego dowódcy, wyrażono zgodę na jej przejście na Wołyń. Do grupy dołączono „spalonych” żołnierzy, którzy nie mogli pozostawać w Warszawie, oraz 17 ochotników tzw. „Jerzyków” - żołnierzy Powstańczych Oddziałów Specjalnych płk. Jerzego Strzałkowskiego. Dołączyli także żołnierze z kompanii warszawskiej kpt. „Żegoty” walczącej na Zamojszczyźnie. Dowódcą kompanii został por. Zdzisław Zołociński „Piotr”, a jego zastępcą jeden z najstarszych żołnierzy Kedywu, hubalczyk por. Marek Szymański „Czarny”. Kompania warszawska pozostawała w dyspozycji dowódcy 27 WDP AK, wykonując zadania saperów dywizyjnych. (J. Turowski, op.cit., s. 206-207).

116 J. Turowski, op.cit., s. 202-203.

115 J. Turowski, op.cit., s. 201-202.

114 W skład oddziału patrolowego wchodziły następujące plutony: 1 pluton 5 kompanii II/23 pp (dowódca - plut. Turzeniecki „Turzeniecki”), 2 pluton 4 kompanii II/23 pp (dowódca - sierż. Stanisław Laskowski „Lis”) i 2 pluton 1 kompanii I/23 pp (dowódca - ppor. Ryszard Terpiłowski „Czarny”).

113 J. Turowski, op.cit.,s.178-181.

112 J. Turowski, op.cit., s. 198-201. Straty poniesione przez oddziały polskie wynosiły 20 zabitych i 20 rannych. O boju pod Oździutyczami w dniu 29.02.1944 r. jest wzmianka w meldunku UPA, w którym donoszą, że: „ W nocy 28 na 29.02.1944. przez Moczułki i Leżachów przechodziły dwie kompanie Polaków. Rano podeszli pod chutor Oździutycze. Tam oddział UPA. Polacy uciekli w las, zostawili 10 zabitych na placu boju, niektórych zabitych i rannych zabrali z sobą. Do niewoli wzięto 2 Polaków.” (CAMO FR. F. 3833, op. 1, d. 125, s. 15).

111 W meldunku nr 2430 Saburowa z dnia 23.02.44. podaje się, że „Grupa rozpoznawcza OP „Zakoła” licząca 170 ludzi 16.02.44. prowadziła walkę z polskimi nacjonalistami we wsi Ośmigowicze (42 km zach. Rożyszcze). W wyniku 8-godzinnego boju przeciwnik stracił 245 ludzi zabitych. Straty grupy: 8 zabitych, 9 rannych, 14 przepadło bez wieści”. Inny meldunek potwierdza fakt walki z polskim oddziałem w dniu 16.02.44 r. we wsi Ośmigowicze, ale prowadzoną przez oddział „Konopelki”. (M i D WIH, M.359). Podane w meldunku straty polskich oddziałów są znacznie zawyżone. Straty poniesione przez oddziały polskie w dniu 16.02.44. wynosiły ogółem: 8 zabitych i 15 rannych. Z tego w II/50 pp „Jastrzębia” poległo 4 żołnierzy a 8 było rannych, z II/43 pp „Siwego” poległo 4 żołnierzy i 4 było rannych, z 1 kompanii I/45 pp (oddział „Bomby”) było 3 rannych. (J. Turowski, op.cit., s. 190).

110 J. Turowski, op.cit.,s.185-191.

109 J. Turowski, op.cit., s. 183-185.

108 J. Turowski, op.cit.,s.172-174

 107 Podczas opanowywania Osiekrowa zginął dowódca 2 kompanii I/50 pp por. Jan Łucarz „Jur”.

106 Czota UPA pod dowództwem „Taszkenta”, składająca się z Uzbeków, która ochraniała groblę i most w Dominopolu poddała się bez walki. (Litopys UPA t. 5, S. Nowyćkyj, „U zmahaniach za wolu wołynśkoji zemli”, s. 186.

105 Litopys UPA t. 5, „Wołyń i Polissja”, knyha tretia, wspomnienia: W. Nowak ps. „Kryłatyj”, „PiwnicznoZachidnia okruha Turiw”, s. 131.

104 J. Turowski, op.cit., s. 159-162.

103 Archiwum 27 WDP AK, dokument 46; także: WIH, III/49/120.

102 Sygn. H 3/474, H.Qu., den 25.01.44, w: Listopys UPA t. 6, dokument 32 „V-Mann-Meldung uber nat.[ional] ukr[ainische] Bauden”, s. 111. W dokumencie tym czytamy: „Duża część ukraińskich band zebrana w rejonie Łuck - Dubno - Włodzimierz Wołyński. Pozostawiono tu grupy band w sile 30-50 ludzi w gotowości do współpracy z niemieckim Wehrmachtem, służąc jako szpiedzy i przewodnicy, z zastrzeżeniem uzyskania zgody ich wyższego kierownictwa. Oni za to oczekują na wiadomość odpowiedzialnej strony niemieckiej następującej treści: wspólna walka przeciwko bolszewikom, za wolną Ukrainę i zachowanie ortodoksyjnej cerkwi”.

101 Hryhoryj Steciuk, „Czorni dni Wołyni” (Spohady kołysznioho zwiazkowoho obłasnoho prowodu OUN), Włodzimierz Wołyński, 1992, s. 71.

100 Sygn. XIII A.K. 51545/2, K. Gef. Stand. den 2901.1944 r. (Litopys UPA, t. 6, s. 112-113).