Drukuj
Kategoria: Samoobrona
Odsłony: 9077

Na wstępie wyjaśniam, dotyczy to ataku na pięć wsi ;Radomle, Batyń, Janówkę, Stanisławówkę i Zasmyki, co do tej pory funkcjonowało w obiegu w błędnej formie, jakoby zaatkowano Lublatyn a nie Zasmyki.Mam nadzieję, że autorzy powielający błędną informację, po przeczytaniu niniejszego tekstu zrozumieją swój błąd, nie tylko w tej jednej kwestii, ale również w sprawie przebiegu wydarzeń.

Przy całym szacunku dla pomordowanych, moim zamiarem jest przypomnienie o tych co uratowali tysiące Polaków szukających schronienia w "Rzeczypospolitej Zasmyckiej" czyli w Janówce, Radomlu,Stanisławówce i Zasmykach.Mamy tu przykłd bohaterstwa i heroizmu, kiedy tak nie wielu uratowało tak wielu.Czas im oddać honor w 67-mą rocznicę tych wydarzeń.                                                                                                     Jak podają różne źródła historyczne w końcu 1943 roku na Wołyniu po wsiach prawie nie było już ludności polskiej.

 

Wyjątek stanowiły jedynie silne ośrodki samoobrony w liczbie 15-tu w których zgrupowali się Polacy.Takim miejscem były Zasmyki i sąsiadujące wsie: Janówka,Radomle ,Lublatyn, Stanisławówka i Batyń. Każda miała własny  oddział samoobrony włączony we wspólny system, wspierane oddziałami  partyzanckimi "Jastrzębia" i "Sokoła".Była to  "Rzeczpospolita Zasmycka", proklamowana przez proboszcza Zasmyk, ks. M. Żukowski, w płomiennym kazaniu 1 września 1943 r. na pogrzebie Stasia Romankiewicza, śmiertelnie rannego w pierwszej zwycięskiej bitwie z banderowcami w Gruszówce.12 listopada 1943 r. oddziały "Jastrzębia" i "Sokoła",operujące w rejonie bazy samoobrony w Zasmykach, zdobyły po walkach z UPA miasteczko Kupiczów, które tym samym weszło w skład ośrodka samoobrony. Jurij Stelmaszczuk "Rudyj". dowódca Północno - zachodniego OW "Turiw", pisał do "Rubana": "(...)Druże Ruban! Przekazuję do waszej wiadomości, że w czerwcu 1943r.przedstawiciel centralnego Prowodu- dowódca UPA - "Piwnycz" "Kłym Sawur"przekazał mi tajną dyrektywę w sprawie całkowitej-powszechnej,fizycznej likwidacji ludności polskiej. Decyzję taką podjął prawdopodobnie osobiście przywódca OUN-B na Wołyniu Dmytro Kljaczkiwskyj "Kłym Sawur", ewentualnie razem ze swoimi najbliższymi współpracownikami Wasylem Iwachowem ps. "Som", "Sonar", Iwanem Łytwynczukiem ps. "Dubowyj", Petro Olijnykiem ps. "Enej". Z całą pewnością wszystkie te osoby oraz Jurij Stelmaszczuk "Rudyj" odpowiadają za kierowanie akcjami przeciwko polskiej ludności. Wskazuje na to np. podział strukturalny OUN-UPA z lipca 1943 r. na Wołyniu. Wołyń był w tym czasie podzielony na Okręgi Wojskowe UPA (OW UPA). I. Łytwyńczuk "Dubowyj" dowodził OW UPA "Zahrawa" obejmującym północne tereny obwodu rówieńskiego oraz południowe tereny Polesia. P. Olijnyk "Enej" kierował OW UPA "Bohun" położonym na południowym Wołyniu (Rówieńskie, Dubieńskie, Krzemienieckie, rejon Ostroga). J. Stelmaszczuk "Rudyj" stał na czele OW UPA "Turiw" obejmującym zachodnie tereny Wołynia (Łuckie, Kowelskie, Włodzimierskie, Horochowskie) D. Kljaczkiwśkyj "Kłym Sawur" dowodził całą UPA i jednocześnie bezpośrednio UPA na Wołyniu. -*Jurij Stelmaszczuk "Rudyj". dowódca Północno - zachodniego OW "Turiw", pisał do "Rubana":  Dla wykonania tej dyrektywy proszę rzetelnie przygotować się do akcji przeciw Polakom i wyznaczam odpowiedzialnych: w rejonach nadbużańskich -kurinnego"Łysoho", na rejony turzyski, owadnowski, oździutycki i pozostałe -"Sosenka"; na okręg kowelski- "Hołobenka".
Sława Ukraini.
Dowódca grupy UPA "Turiw" - "Rudyj",
24 czerwca 1943 r.Stawka
".   *                           Od tego momentu UPA kilkakrotnie próbowała zniszczyć Zasmyki. Za pierwszym razem w końcu sierpnia, ale polska samoobrona wyprzedziła atak.Ponowna próba na początku września,  ale niespodziewany atak Niemców na pozycje ukraińskie ,również pokrzyżował im plany.Z niepokojem "Rudy" obserwował rosnących w siłę Polaków.Powstające nowe oddziały partyzanckie obok samoobrony poszczególnych wsi, powstrzymały wykonanie "dyrektywy Kłyma Sawura".Długo "Rudy" czekał  prowadząc rozpoznanie polskich sił i ich lokalizację.W grudniu 1943 roku oddziały polskie były już w sile batalionu piechoty i z powodu ostrej zimy znalazły się w Kupiczowie.Tu partyzanci  wśród ludności cywilnej mieli spędzić Święta Bożego Narodzenia.Tuż przed wigilią do Kupiczowa dotarł też oddział "Łuna" dowodzony przez  "Olgierda".Takiej okazji banderowcy nie mogli przepuścić. Opracowano szczegółowy plan napadu, praktycznie przewidujący   wiele różnych sytuacji. Ściągnięto artylerię ,ciężką i lekką broń maszynową  do tego kilkanaście sotni o łącznym stanie osobowym ponad dwa tysiące.Główne siły UPA zgrupowono w  Zadybach i Horuszy.To nie był zwykły napad to akcja militarna w ramach  "krwawego świętowania" mająca raz na zawsze zniszczyć ośrodek partyzancki w Zasmykach.
W tym miejscu oddam głos świadkom tamtych wydarzeń;

Kazimierz Doliński ps."Szerszeń" żołnierz samoobrony Janówki wspomina;"24.12.1943r. gdy zaczęła robić się szarówka, siadłem z rodzicami do kolacji i opłatka.Po tradycyjnej kolacji sprawdziłem karabin, krótki mauzer-radomka, posiadana amunicja do kieszeni i poszedłem na placówkę.Pamiętam, noc robiła się widna i mroźna.Śnieg pod stopami śpiewał.Wyznaczono mnie na pierwszą oddaloną o około 200m. wartę. Drugi posterunek był przy domu.Reszta mogła spać na słomie posłanej na podłodze.Noc przebiegła spokojnie."                                                                                    Józef Turowski żołnierz oddziału "Jastrzębia" ps."Ziuk" zapisał;"Ale oto o świcie 25 grudnia 1943r. rozrywajace się pociski artleryjskie spowodowały ogólny alarm.Wygladało na to, że miasteczko będzie atakowane.Na przedpolu z kilku kierunków widoczne były furmanki podwożące upowców, którzy jednak nie kwapili się do natarcia.Jak się później okazało był to atak pozorowany, w zupełnie innym bowiem miejscu sprawili banderowcy Polakom "krwawe świętowanie".  Około godz.8-ej rano do kolonii Radomle pod Kowlem zbliżały się furmanki ze słomą, powożone przez woźniców w mundurach niemieckich.Miejscowe patrole samoobrony, nie chcąc wchodzić w konflikt z Niemcami ,szybko ukryły broń i pośpiesznie rozeszły się do domów.Gdy jednak furmanki znalazły   się między zabudowaniami, spod słomy wyskoczyli uzbrojeni banderowcy, którzy otaczając poszczególne zabudowania rozpoczęli swoje krwawe żniwo.Wśród krzyków i lamentów ludność rzuciła się do ucieczki.Żołnierze samoobrony zrozumieli podstęp, chwycili za broń, rozpoczęli walkę, osłaniając uciekających.Tymczasem napływało coraz więcej upowców, którzy swoją przewagą wypierali żołnierzy samoobrony, dochodząc wkrótce do sąsiedniej Janówki
Leon Karłowicz ps."Rydz" żołnierz z oddziału "Jastrzębia" w oparciu o wspomnienia uczestników i uciekinierów napisał;"Nadchodzących Ukraińców dostrzegła najpierw ludność Batynia, wsi wystawionej na pierwszy ogień morderców, jako że Batyń leżał najdalej na zachód skąd nadciągała horda.Wszyscy biegli w kierunku Janówki, prosto przez zamarznięte jezioro Romankiewicza.Lód był dostatecznie gruby i można było bez obawy biec nawet większą gromadą.
A z tyłu Ukraińcy strzelali zawzięcie.Co raz to ktoś padał-zabity,lub ranny.Zabitych zostawiano, rannych usiłowano zabrać z sobą, by nie dostali się w ręce oprawców."
Jan Józef Donajski ps."Brudny" dowódca samoobrony Radomla wspomina:" [... ].
słychać już niemieckie rozmowy i ruch zbliżających się. Było jeszcze zupełnie ciemno. Stach zabrał natychmiast obie grupy i wycofał się do lasu. Ja zostałem na obserwacji. Po pewnym czasie od zachodu, od zabudowań Frejera, padły pierwsze strzały. Zapłonęły pierwsze zabudowania Radomla. Atakowali Ukraińcy. Ta pomyłka, a może celowa dezinformacja, okazała się tragiczna w skutkach.
Skuteczną, bohaterską obronę podjął jako pierwszy mieszkający na skraju wsi Wacek Solecki, który kupionym za słoninę karabinem ratował życie swoje i rodziny. Broniły się i inne pojedyncze domy. Z bratem Antonim też zajęliśmy stanowiska obok naszych budynków przy sadzawce. Dołączyli do nas /Zawadzcy ojciec i syn uciekinierzy z innych zagrożonych okolic tymczasowo mieszkający w Radomlu/*, Malinowski z Lublatyna, a z nim młody chłopak, jeszcze dziecko. Zmieniliśmy stanowisko w kierunku południowym, gdzie /od strony zabudowań Cedera zajętych przez rodzinę Majewskich/* pokazali się Ukraińcy na koniach...
Ryszard Romankiewicz razem z rodziną przebywał w Janówce, uciekinier z Radowicz ,zapamiętał;
" Rano, ok. godz.ósmej rozległy się strzały.Wybiegliśmy z domu na dwór i ujrzeliśmy uciekających ludzi z Batynia na Janówce ( moja rodzina przebywała u mojego stryja
na Janówce).Ojciec mój kazał mi pobiec na placówkę samoobrony, która mieściła się ok. 500 m.za wsią Janówka i powiadomić o napadzie.Biegłem wzdłuż linii natarcia ukraińskiego, nie zdając sobie z tego sprawy , miałem przecież wtedy zaledwie 10 lat.Miałem szczęście,że moja ciocia i wujek, w których domu mieściła się placówka samoobrony, zauważyli mnie i poczekali aż dobiegnę, by wspólnie uciekać w innym kierunku.Gdyby wtedy nie zaczekali na mnie, wracałbym z powrotem tą samą trasą do domu i niechybnie Ukraińcy by mnie zabili.(...) Zziajany , ledwie zdołałem wsiąść na wóz.Cała ludność Janówki i jej nowi przybysze-wcześniejsi uciekinierzy, uciekali do Zasmyk.Widziałem wśród uciekających rannych i niezupełnie ubranych jeszcze ludzi."
Bogumił Szarwiło członek samoobrony Janówki  ps."Dąb" opowiadał;

.W wigilię Bożego Narodzenia 1943 roku, przyszło na nocną wartę sześciu partyzantów, Stefan Frankowski, Stasiek Grochowski,Bonek i Stasiek Sakowicze,Czesiek Lenkowski i młody chłopak, którego nazwiska nie pamiętam.Wartę na dworze pełnili na zmiany po dwóch, reszta spała na snopkach słomy w pobliżu pieca w którym cały czas się paliło.Byliśmy prawie pewni, że do ataku dojdzie właśnie tej nocy.Było bardzo mroźno i chłopcy marzli, ale wartę pełnili rzetelnie.Spaliśmy w ubraniach, żeby nie dać się       zaskoczyć, dlatego rano o siódmej w moment  wszyscy byli gotowi do wymarszu do domu na świąteczne śniadanie.Oni odchodzili a ja patrzyłem się na mgłę która otaczała nas dookoła.Za chwilę nadszedł Józek Kwiecień, który miał poranną wartę.Ja krzątałem się w obejściu,a on głośno tupiąc nogami wszedł do domu .Zadałem karmę zwierzętom w stajni i wróciłem do domu.  Kwiecień stał koło pieca i grzał dłonie, ale ziąb powiedział i wyszedł na dwór.Nie upłynęła minuta jak wpadł z krzykiem "Niemcy idą "!.Wybiegłem jak stałem, bez czapki i płaszcza, który dopiero co zdążyłem zdjąć.Przebiegłem kilka metrów we wskazanym kierunku i zobaczyłem gęstą tyralierę biało ubranych postaci wyłaniających się z mgły.Szli z bronią w rękach,równym krokiem,szeroką ławą tworząc
wrażenie, że są wszędzie , w gęstej mgle.Stałem zaskoczony, co tu w święta robią Niemcy,   przeleciało mi przez głowę? Gromkie "Uraaa...." wyjaśniło sprawę, to "rezuny" zrozumiałem i biegiem wróciłem  do domu ,po karabin.  Krzyknąłem tylko do Józka, strzelaj trzy razy na alarm i pobiegłem zająć stanowisko do obrony".
Kazimierz Doliński_"Szerszeń"
"Gdy wybiegłem na ulicę, słyszałem gwizd pocisków.Ojciec zaprzęgał konie do sań, a mama ładowała tobołki.Pobiegłem na głos strzałów , które padały z przodu i z Zasmyk.Z początku myślałem, że ta tyraliera to idąca pomoc z Zasmyk.Szybko okazało się, że to banderowcy idący drogą z Piórkowicz.Ich strzały padały nam z tyłu.Druga grupa banderowców z CKM-em szła drogą jeziorną.Chcieli zamknąć drogę wycofania się.Obok mnie był Grochowski Stanisław, Mazur-"Jaskółka" i jeszcze kilku,ale kto nie pamiętam . Naszym zadaniem było zatrzymać skrzydło banderowców idących z Piórkowicz. Co się nam udało." .
Bogumił Szarwiło-"Dąb"
"Wycofaliśmy się za budynki Grochowskiego, pierścień zaczął się zaciskać.Cekaemy  i erkaemy dosłownie szalały, zachłystując się seriami.Do tego wtórowały im  działka 45mm dokonując znacznego spustoszenia.Koło dziewiątej przybyły posiłki z Zasmyk, kilka par sań, co pozwoliło zagęścić linię obrony.Mimo to płonęło już pół wsi i nie było wyjścia musieliśmy wycofać się na sam skraj.Dopiero za wsią w olszynkach ponownie utworzyliśmy w miarę zwartą linię obrony między Janówką a Zasmykami.Pamiętam obok mnie leżał, Mazur, dalej  Krawczak Janek, Markowski "Sosna" partyzant z odzysku,miedzy nami młody Dunajski z Radomla [ładował magazynki ], Władek Sakowicz,Czesiek Lenkowiak,Franek Kwiatkowski ze Stanisławówki, Grodzki, Stefan Frankowski, Gienek Kurzydłowski i Józek Burczak.W pewnym momencie zaczęły się dziwne ruchy po stronie przeciwnika.Na  skrzydle, w kierunku na Stanisławówkę, powstało jakieś większe zgrupowanie, które wykorzystaliśmy kierując całą siłę ognia, co spowodowało spore spustoszenie w szeregach Ukraińców.Automat który oddał mi Bonek z powodu odniesionej rany, siał spustoszenie w szeregach przeciwnika.Jednocześnie  atak z ich drugiego skrzydła zatrzymał się i zaczęli się się cofać.Jak później się okazało zostali  z tyłu zaatakowani przez oddział partyzancki z Zielonej ,o którym wcześniej mieliśmy nie najlepsze zdanie.Wykorzystaliśmy to i ruszyliśmy do kontrataku,a było to koło  południa i pędziliśmy ich do wieczora."
Kazimierz Doliński-"Szerszeń"
"Wycofałem się prawie ostatni z Janówki do Stanisławówki.Było to czwarte gospodarstwo, oddalone od Janówki 100m.Tam spotkałem broniących się, szwagra Grodzkiego,Brzózkę i Frankowskiego Stefana.Stanowiska zajęliśmy za kopcami ziemniaków.Został tam ranny Grodzki, pocisk uderzył go w ramię i zatrzymał się miedzy sercem a żebrami.Nas trzech to było za mało do dalszej obrony tych pozycji.Przez łąki wycofaliśmy się do lasu rosnącego obok drogi Białoszewo-Zasmyki.Tam zebrał się cały pluton z Janówki z d-cą por.Paszkowskim.  Około 12-tej ruszyliśmy od   czoła do ataku, a z boku na całej długości Zasmyk ruszył atak z Zasmyk.  Banderowcy zaczęli szybko się cofać, wszystko paląc. Spalili połowę Janówki.Część od jeziora zajęły Zasmyki, a banderowcy uciekali polem.Moja walka skończyła się  w zabudowaniach Mazura nad jeziorem.Ja leżałem za szczapami drewna w które rąbnął pocisk, kartacz wystrzelony od strony wiatraka.Obudziłem się w szpitalu w Zasmykach u gospodarza Brzózki.Z opowiadań wiem, że pomoc z Kupiczowa nadeszła gdy nasi już byli za jeziorem.Na łąkach za Batyniem ustrzelili konie od sań Popa.Pop miał za zadanie odprawić mszę w kościele w Zasmykach."
Monika Śladewska-przebwająca w tym czasie w Zasmykach, wspomina ;
Oddział samoobrony stacjonujący w Zasmykach natychmiast posunął w kierunku padających strzałów.Za uciekającymi nieustannie padały strzały i ginęli już partyzanci pod pierwszymi domami Janówki. [..... ]Po pierwszej gwałtownej strzelaninie nikt nie był w stanie opanować paniki w Zasmykach.[................ ] W tych dramatycznych chwilach jeden z partyzantów, mieszkaniec Zasmyk Antoni Warduliński,ze sprawnością
byłego ułana ocenił grozę sytuacji i w sekundzie na naszym podwórku zarzucił siodło, dosiadł konia i galopem ruszył w kierunku Kupiczowa w celu wezwania pomocy.[.... ]Zasmyki zostały otoczone także od południa, atakowane były z trzech stron.Główny atak przypuszczono od lasu zadybskiego.Warduliński jako goniec pędził na koniu w pozycji leżącej, nie zwarzając na padające za nim strzały, trasę 12-13 km przebył w ciągu kilkunastu minut.Po szczęśliwym dotarciu do Kupiczowa i powrocie do Zasmyk koń, na którym jechał padł.Wielu mieszkańców napadniętych kolonii uczestniczyło w pasterce, wiec ci byli przynajmniej odpowiednio ubrani, jak na tę porę roku, lecz ogarniał ich niepokój o los swoich rodzin, pozostawili wszystko w obrębie ognia i strzałów, stad przejmujący lament. Wielu zdesperowanych, nie zważając na gwiżdżące kule,wracało, a raczej czołgało się do swoich domów, miedzy innymi moi kuzyni, Czechowski z córką Danutą i Grodzki-uciekinier, który okresowo mieszkał u Czechowskich w Janówce, a w domu została jego żona z dwójką małych dzieci.[........ ]W Janówce, Radomlu i Stanisławówce płonęły gospodarstwa wraz z inwentarzem.Krążył samolot niemiecki, ostrzeliwując teren.Nad nami przeleciał z hukiem i pomknął na lubitowskie lotnisko.Na pomoc broniącym się żołnierzom w koloniach przybyły z pomocą placówki z Zielonej i z Kupiczowa.Kompania por."Kani" jadąca z Kupiczowa została ostrzelana przez upowców pod Lityniem, wywiązała się walka.W tej sytuacji z Kupiczowa wyruszył następny oddział-"Łuny".Ukraińcy z Litynia wycofali się.Wzmocnione polskie siły uderzyły w banderowski front, przełamano okrążenie.Ukraińskie natarcie załamało się, nastąpił chaotyczny odwrót we wszystkich kierunkach

Tadeusz Donajski ps "Orlik",członek samoobrony Radomla w pamiętniku zapisał;"W walce miejscowemu plutonowi samoobrony szybko zdekompletowanemu przybyły posiłki z okolicznych wsi Lublatyna i Janówki. Bitwa trwała cały dzień, oddział naszego kuzyna, (wnuka siostry dziadka) Malinowskiego cały zginął (13 ludzi). Z naszego plutonu zginęło lub zostało rannych połowa obrońców. Najwięcej zginęło ludności cywilnej, ponad 100 osób. W jednym tylko domu spalono żywcem 28 osób. Ukraińców padło ponad 100 na miejscu a śnieg na drodze ich odwrotu z Radomla do rzeki Turii, był cały czerwony od krwi transportowanych rannych banderowców. (.......)
Walczyliśmy do momentu wycofania się i ucieczki Ukraińców za rzekę Turię. Na rzece tej zdobyliśmy jeszcze działko 45mm, które nam potem służyło w innych akcjach do czasu zużycia zdobytej amunicji."
Jan Józef Donajski ps."Brudny"
Gdy przyszła pomoc (...) Ukraińcy zaczęli się wycofywać. Szliśmy za nimi aż do Turii. Most na Turii był pod naszym ostrzałem. Część Ukraińców przeprawiała się po lodzie. Pojawiło się działo ciągnięte przez konie. Ukraińcy usiłowali z nim przejechać przez most. Leżący obok mnie Bielecki strzelił celnie zabijając konia... Działo pozostało na moście... Przebiegała tędy linia kolejowa Kowel Turzysk... ... nadjeżdżał pociąg pancerny. Niemcy z pociągu otworzyli silny ogień do Ukraińców, Polacy zdążyli się na czas wycofać.
W Radomlu było wiele ofiar. Trupy zwożono początkowo do domu moich rodziców, było ich jednak za dużo, więc następne składano w stodole. Spalone zostały budynki: Soleckich, Wielgata, Falickich, Kowalewskich, moje wraz z materiałem na budowę. Zginęli Dominik Kowalewski, Wielgat , Konstanty Dunajski mój ojciec i dużo innych. W tym czasie w Radomlu przebywało wielu uciekinierów z innych wsi, też padli ofiarą Ukraińców.
Bogumił Szarwiło ps."Dąb"
(...) doszły jeszcze posiłki z Kupiczowa popędziliśmy ich jak stado baranów, do rzeki Turii i za nią .W czasie naszej kontry na niebie pojawił się niemiecki samolot,chyba filmował płonące budynki,ale byli tacy co twierdzili, że jednak użył działek pokładowych. Dwunastu chłopaków z samoobrony z Radomla obsadziło most na rzece i tym sposobem odcięli drogę odwrotu, co zmusiło Ukraińców do ucieczki "w pław".Tam zdobyli jedno z ukraińskich działek. Wielu banderowców utonęło pod łamiącym się lodem, inni zginęli od ognia jaki otworzyli z drugiej strony Niemcy.Dopiero wieczorem wróciliśmy do na pół spalonej Janówki, gdzie dopalały się resztki dorobku wielu naszych bliskich i sąsiadów.Nasz dom ocalał, może dlatego, że stał na uboczu za wsią.Na drugi dzień trzeba było zmierzyć się z rzeczywistością jaka pozostała po tej bitwie.Zginęło siedmiu partyzantów,Stanisław Grochowski,Stefan Dulba, Bolesław Gissyng,reszty nie znałem. Zginął również brat żony, Antoni Romankiewicz właściwie po bitwie, w trakcie przelotu niemieckiego samolotu i nie wykluczone, że był celem dla pilota.Czterech było rannych,Bonek Sakowicz, Antoni Kwiatkowski i dwóch młodych chłopaków.Przy okazji warto powiedzieć, że Kwiatkowskiego ranili w nogę i nie miał jak uciekać, to schował się do stajni pod żłób i leżąc strzelał do każdego Ukraińca, który tam zajrzał, kilku z nich tam pozostało.Z osób cywilnych na Janówce zginęły dwie kobiety i dwoje dzieci uciekinierzy z Wierbicza,oraz Kutta z Batynia.Najwięcej osób zginęło w Rodomlu, a to z powodu zaskoczenia w domach i w trakcie ucieczki przez górkę, jaką musieli pokonać zmierzając do Janówki.Wszyscy mówili, że z samoobrony Lublatyna która przyszła z pomocą samoobronie Radomla zginęło piętnastu partyzantów z dowódcą Malinowskim na czele, bo po nich Ukraińcy musieli przejść nie mając innej drogi odwrotu.Głośno było o bohaterskiej obronie Wacka Soleckiego z Radomla który z siostrami skutecznie się bronił we własnym domu, aż do naszej odsieczy. Atakujących nas Ukraińców było prawdopodobnie koło dwóch tysięcy, w tym ponad dziesięć sotni przeszkolonych żołnierzy, nie wykluczone że przez Niemców, na to wskazywało zarówno uzbrojenie jak i mundury. To były święta których nie można zapomnieć. 48 trumien z Janówki i Radomla spoczęło dzień po świętach w zamarzniętej wołyńskiej ziemi.
Józef Turowski żołnierz oddziału "Jastrzębia" ps."Ziuk" ;"Na drugi dzień po wypadkach w rejonie Zasmyk oddział "Jastrzębia"wyruszył w teren (.....)
Po południu ze śpiewem Marsz Polonia wjechał do Zasmyk, gdzie zatrzymał w tamtejszej szkole w obawie przed atakiem upowców na Nowy rok.Ataku jednak nie było.W pierwszym dniu Nowego Roku został uroczyście odczytany rozkaz awansowy.Awans otrzymało wielu podoficerów, wielu żołnierzy awansowano do stopnia starszego strzelca."
Wiesław Donajski syn Jana Józefa Donajskiego
ps."Brudny" znalazł ostatnio w zapiskach ojca notatkę:" (..) na msz y św. w kościele w Zasmykach ksiądz ogłosił, że po mszy przed kościołem odbędzie się wręczenie  odznaczeń. Paszkowskiego młodszego Joannę Zamościńską i mnie odznaczono Krzyżami Zasługi .Brakowało medali otrzymaliśmy tylko legitymacje.Po wojnie taka ligitymacja mogła być przyczyną duzych kłopotów, w moim domu UB wielokrotnie przeprowadzało rewizje.Legitymacja leżała ukryta w strzechę domu teścia w Ludwinowie na lubelszczyźnie.Po kilku latach zostały z niej strzepy, dzieła zniszczenia dokonały myszy."


Leon Karłowicz "Rydz" po latach;"
Wiadomości jakie dotarły do Kupiczowa, mówiły o olbrzymiej liczbie Ukraińców,którzy dokonali napadu.Ciągnęli podobno jak przysłowiowa szarańcza (...)Zachodziłem w głowę, zre sztą nie tylko ja-dlaczego dowództwo naszego zgrupowania, wcale wtedy poważnego, pozostawiło tamte wsie;Batyń,Janówkę, Stanisławówkę, Radomle prawie bez obrony,niemal na łasce losu?Szesnastu chłopców w załodze Radomla, około trzydziestu w Janówce i Stanisławówce, mały oddziałek "Malinowskiego" kwaterujący w okolicy Lublatyna(...)
Dlaczego więc z tamtej, północno zachodniej strony zasmyckiego ośrodka nie kwaterował żaden z większych oddziałów?Domyślam się tylko,że większego niebespieczeństwa mozna było się spodziewać od południa-z Osmiogłowicz ,Świniarzyna,Wołoczka i innych ukraińskich "stolic".Kierunek zaś północny chroniony był ponikąd przez Kowel.Ale przecież Ukraińcyniewatpliwie dysponowali także swoim wywiadem i mogli nieźle orientować się w dyslokacji naszego wojska.Musieli wiedzieć, że od tamtej strony najłatwiej dostaną się nie tylko do Radomla, czy Janówki, lecz zdołają zniszczyć cały teren bedący miejscem schronienia ludności cywilnej, do czego omalże nie doszło."              -        Bogusław Szarwiło 24.12.2010r.
*
Opracowane w oparciu nie tylko o materiały własne ale relacje, zapiski i wspomnienia wielu osób, którym w tym miejscu pragnę gorąco podziękować     ;Kazimierzowi  Dolińskiemu, Ryszardowi Romankiewiczowi,Wiesławowi Donajskiemu i Edmundowi Gosiowi.Muszę tez gorąco podziękować pani Monice Śladewskiej która nie tylko udostępniła mi swoją książkę "Z Kresów Wschodnich Na Zachód" ale wsparła mnie w gorącej rozmowie.Nie mogę podziękować osobiście Józefowi Turowskiemu , bo nie ma go wśród nas, za doskonałą książkę"Pożoga Walki 27 Wołyńskiej Dywizji AK" z której tu również korzystałem.Muszę również wymienić następnego nie obecnego w ród nas Leona Karłowicza i jego ksiązkę "OD Zasmyk do Skrobowa" -źródło wielu informacji.
We wstępie informacje-Archiwum SBU Obwodu Wołyńskiego d.nr.11315 tI,czII, s28
Temat nadal nie jest zamknięty,"Archiwum XW" przyjmuje na "Wolnym Forum" głosy w dyskusji, jak wszystkie informacje pod tematem"Zbrodnia w Janówce"-0003http://forumpokolenia.27wdpak.pl/viewforum.php?f=31