Drukuj
Kategoria: Samoobrona
Odsłony: 6343

Kilka lat temu znalazłem w internecie  informację o tablicy na kwaterze wojennej cmentarza w Zasmykach gdzie wymieniono 76 żołnierzy 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK poległych w walce i obronie ludności polskiej w latach 1943-1944 i pochowanych na tym cmentarzu. Wielu poległych oznaczono jako NN podając tylko pseudonim. Część napisów bez pełnych danych, oraz wpisy „i 2 żołnierzy”, „i 5 żołnierzy”. Strasznie to przygnębiające, że tyle lat minęło od tamtych tragicznych zdarzeń w których zginęli a my nadal nie znamy ich imion i nazwisk. Poruszył mnie szczególnie taki wpis w tej informacji:  „NN ps. „Gołąb”, (obok ktoś wyrzeźbił Dulba Stefan)”. Ten zapis utkwił mi w głowie, taki wyrzut sumienia i przeświadczenie że długu wdzięczności przez pamięć o ofiarach tamtych czasów nie spłacamy. Kilka dni temu na stronie internetowej 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej znalazłem wspomnienia Bogumiła Szarwiło opisujące obronę Janówki podczas napadu ukraińskiego 25.12.1943 r. W tych wspomnieniach opis bohaterskiej śmierci Stefana Dulby: „Dowódca rozstawił nas nas na grobli na skos do Zasmyk, tworząc bardziej zwartą linię obrony. Ukraińcy wchodzili do wsi i zaczęli podpalać po kolei domy. Ktoś krzyknął "idą nasi z Zasmyk", za górką we mgle pojawiły się sylwetki zmierzające w naszym kierunku. Dulba ruszył na rozpoznanie, z powodu mgły musiał podejść na czterdzieści metrów do zbliżających się osób. Zgodnie z ustalonym hasłem podniósł karabin kolbą do góry, zbliżający się zrobili to samo. Partyzant zamachał rękami na powitanie, ale tu w odpowiedzi padły strzały. Dulba upadł, ale na krótko, bo poniósł się i odpowiedział ogniem, jedna ze zbliżających się sylwetek padła. Seria z automatu ponownie rzuciła partyzanta na śnieg, ale nie na długo, bo znów poderwał się i strzelił zwalając następnego przeciwnika w odpowiedzi grad kul zwalił go na dobre. Usłyszeliśmy jeszcze jeden wystrzał z jego broni oddany już prosto w niebo.....Zginęło siedmiu partyzantów, Stanisław Grochowski, Stefan Dulba, Bolesław Gissyng, reszty nie znałem. Zginął również brat żony, Antoni Romankiewicz...”
Nieznanemu w czasie stawiania tablicy na kwaterze wojennej zasmyckiego cmentarza żołnierzowi  przywrócono tożsamość i dodatkowo uczczono pięknym nekrologiem.