Drukuj
Kategoria: Samoobrona
Odsłony: 628

    Mój Ojciec, Stanisław Bednarek, ps. „Król” urodził się  30.04.1918 w Kumowie,pow. Chełm jako syn Piotra (1890) i Weroniki (zd. Leśniewska) w rodzinie rolniczej. Rodzina była dość liczna, składała się z 7 rodzeństwa : Adam (1912 Byteń), Jan (1915 Nowa Dąbrowa), Stanisław (1918 Kumów), Józef, Maria, Mieczysław (1925), Henryk (1932 Radowicze). Dziadek Piotr był niespokojną naturą i zmieniał dość często miejsce zamieszkania. Jeszcze przed I Wojną Światową wyjechał na jakiś czas do pracy w Ameryce. Podczas I Wojny walczył jakiś czas w Legionach Piłsudskiego. Jakiś czas przebywał w rejonie Hołub, Dąbrowy aby ostatecznie wylądować w Radowiczach, pow. Kowel. W Radowiczach należy Tato do STRZELCA, którego placówkę prowadził Adolf Bartoszewski. Strzelcy mieli mundury wojskowe a broń była zmagazynowana w gospodarstwie Nadratowskich. Z okazji świąt państwowych czy kościelnych strzelcy występowali w pełnym umundurowaniu jako asysta wojskowa np. w kościele w Turzysku.

Tata opowiadał, że w niedzielę na ścianie rodzinnego domu wisiały cztery karabiny.  Tutaj zastała rodzinę Bednarków pierwsza okupacja sowiecka. Jako chłopak w wieku poborowym został Stanisław Bednarek powołany przymusowo do Armii Czerwonej, gdzie przebywał w okresie 04. – 06. 1941 roku. Tę przymusową służbę odbywał w karnym batalionie w Kołomyi, gdzie sowieci budowali lotnisko wojskowe. Po uderzeniu Niemców na Związek Sowiecki w czerwcu 1941 dostaje się Tato do niewoli niemieckiej. Udaje się ucieczka z więzienia i we wrześniu 1941 jest już Tato z powrotem w Radowiczach, gdzie zostaje zaprzysiężony i przydzielony do placówki w Turzysku (pseudonim „Król”). Do organizacji podziemnej wciągnął Go starszy brat Jan Bednarek, ps.Kowiński, plutonowy rezerwy WP. O tym jak się organizacja nazywała, dowiedział się Tato dopiero po koncentracji i powstaniu 27 WDP AK. Rok 1943 rozpoczyna się nasilającymi się mordami ukraińskimi na Polakach. W obliczu zagrożenia wyrusza z Radowicz 10. lipca pierwsza grupa młodych ludzi udając się do Zasmyk, gdzie „Jastrząb”- Władysław Czermiński montuje samoobronę.

W składzie tej grupy znajduje się młodszy brat Taty – Mieczysław, ps. Mantel, który później ginie męczeńsko w Suszybabie z rąk ukraińskich oprawców. Tato znajdzie się u „Jastrzębia” nieco później, na tyle jednak wcześnie, że bierze czynny udział w bitwie pod Gruszówką

30.sierpnia 1943r.. Bierze udział w walkach z UPA chroniących polską ludność cywilną

w rejonach działań OP „Jastrzębia”. Walczy w składzie II plutonu pod dowództwem ppor. Józefa Jażdżewskiego „Rybitwa”. W listopadzie 1943 bierze udział w ataku i zdobyciu Kupiczowa w którego załodze zalicza walki w jego obronie przed UPA (13 i 22 listopada oraz

w święta Bożego Narodzenia 1943 – fotografia przy zdobytym czołgu ukraińskim na rynku w Kupiczowie, POŻOGA, J. Turowski, fot.37).

Po koncentracji 27 DW AK w styczniu 1944 ramach akcji „Burza” walczy Tata w składzie 50 p.p., II bat. „Jastrzębia”, I komp. ppor.”Rybitwy”. Za udział w walkach z Niemcami (Stawki, Staweczki, Sztuń, Pustynka) awansowany do stopnia kaprala. Dnia 18 kwietnia bierze Tata udział w starciu z Niemcami w chutorze Dobry Kraj po zabiciu d-cy Dywizji ppłk. „Oliwy”

a także w pogrzebie Dowódcy. Jego wiedza topograficzna o tamtym czasie i miejscu  została wykorzystana wiele lat później, kiedy z grupą byłych żołnierzy jadą na Wołyń w celu ekshumacji i sprowadzenia szczątków „Oliwy” do kraju.  Było to we wrześniu 1989 r.

Krzyż dębowy z grobu gen. Kiwerskiego wówczas przywieziony wraz ze szczątkami „Oliwy”

i dwóch towarzyszących Dowódcy żołnierzy, można zobaczyć dziś w Muzeum Powstania Warszawskiego. Po okrążeniu Dywizji w lasach Mosulskich nastąpiło przebijanie się Dywizji w dniu 20.kwietnia przez tory w okolicy Rymacz-Jagodzina. Batalion „Jastrzebia” był

w straży tylnej i nie przeszedł torów kolejowych, poszedł w rozsypkę. Do 8. maja tułał  się Tato z kilkoma przygodnie spotkanymi żołnierzami po lasach bezskutecznie szukając kontaktu ze swoim oddziałem. Rano 8. maja, w dniu swoich imienin kilkuosobowa grupka

z moim ojcem została otoczona przez Niemców, wzywających do poddania. Niemcy byli wściekli i złapanych partyzantów często rozstrzeliwali na miejscu, traktując ich jak bandytów.

W okopie, gdzie się ta grupka ukrywała zapadła decyzja, żeby się rozerwać granatem i nie wpaść w ręce wściekłych Niemców. Na usilne prośby jedynej kobiety w grupce, sanitariuszki Marii Frejówny (Klara) odstąpili od tego zamiaru, wygrywając życie.  Przebywa Tato w niewoli w Kamionce Strumiłowej, po licznych przesłuchaniach, biciu, głodzie, wymuszaniu terrorem fizycznym i psychicznym zeznań. W jednym z nalotów sowieckich więzienie w Kamionce zostaje częściowo zbombardowane a dokumenty więźniów uległy zniszczeniu.

Można było teraz zmienić status „bandyty” na inny, mniej represjonowany. Z nową legendą może wychodzić Tata już do pracy poza teren więzienia, co daje możliwość ucieczki.

Nie wiem, jak i kiedy dostał się Tato na Chełmszczyznę, jest to już nie do ustalenia. Faktem jest, że w okresie 1944 – 1946 bierze udział w Ruchu Oporu na terenie Podlasia, gdzie znalazło się wielu byłych żołnierzy byłej 27 DW AK. Szczegółów z tego okresu nigdy mi Tato nie ujawnił, ani nazwiska dowódcy, ani nazwy oddziału. Wiem tylko, że dziadek Piotr Bednarek, mieszkający już wówczas w Pliskowie pow. Chełm, został ciężko pobity przez milicjantów i ubowców za swoich synów, którzy przebywali nie w domu lecz w lesie.

Raz tylko pokazał mi Tata gorzelnie w Wierzchowinach mówiąc : „tutaj przeprowadziliśmy

rekwizycję spirytusu na potrzeby oddziału. Doszło wtedy do spotkania oko w oko z patrolem milicji, ale żadna ze stron nie oddała strzału i spotkanie odbyło się bezkrwawo”.

Sytuacja była coraz mniej korzystna dla antykomunistycznego oporu, oddziałom było coraz trudniej utrzymać się w terenie. Ścigani przez komunistyczna władzę żołnierze chronili się często na zachodzie Polski, na tzw. Ziemiach Odzyskanych. Tak też zrobił mój Tata oraz jego starszy brat Janek (Kowiński). Przybył do wioski Kępnica, pow. Nysa, gdzie trafił na trudne warunki życia. Najlepsze, najbogatsze gospodarstwa poniemieckie były już dawno, jeszcze w 1945 roku zasiedlone. Otrzymał więc marne, wyszabrowane 7 hektarowe gospodarstwo rolne,

gdzie trzeba było mozolnie zdobywać każdy sprzęt niezbędny do gospodarowania.

Jesienią 1946 roku sprowadza do Kępnicy moją Mamę (Ewa Piłkowska, sanitariuszka 27 DW AK, ps. Kalina) i w tutejszym kościele zawiera z nią związek małżeński. Mamę poznał Tato jeszcze przed wojną, podczas wojny była Mama sanitariuszką w szpitalu w Kupiczowie.      Do niewoli

węgierskiej dostała się Mama w okrążeniu w Lasach Mosurskich. Następują długie lata ciężkiej pracy na roli. UB zna częściowo życiorys Taty, stąd okresowe wezwania na przesłuchania byłego akowca w miejscowym powiatowym UB.

Lata 80-te zezwoliły już na systematyczne organizowanie Zjazdów Byłych Żołnierzy 27 DW AK- pierwszy odbył się w 1980 r. w W-wie, przy kościele św. St. Kostki-kolejne Zjazdy odbywały się m.i. w Zamościu, Chełmie, Lublinie, Lubartowie, Częstochowie i najczęściej w stolicy. We wszystkich organizowanych Zjazdach brał Tato udział, wciągając w tę działalność swe dzieci i wnuki. W 2000r. otrzymał Tato mianowanie na stopień wojskowy podporucznika, z czego był bardzo dumny. Przeżył 86 lat, pochowany w Kępnicy, pow. Nysa.    

Spisane:     21 . 12. 2018 r.   

Od redakcji KSI:     za rok przypada 75 rocznica powstania i walk 27 Dywizji Piechoty  AK na Wołyniu, z zwanej  później WDP AK. Tym skromnym artykułem W. Bednarka inicjujemy cykl wspomnień potomków żołnierzy o swoich bliskich. Apelujemy: nie pozwólmy zapomnieć o tych których ból, pot i krew przez wiele lat była wymazana z narodowej historii naszego kraju. Przywróćmy pamięć o patriotach z Kresów.   Otwórzmy szuflady, odszukajmy zdjęcia, wyrwijmy z niepamięci