Dołacz do akcji

 

Szlak bojowy 27 WDP AK

 

Do wolonatriuszy

Poszukujemy wolontariuszy do prowadzenia na FB tematycznych fanpage. Zgłoszenia ślijcie na adresy z zakładki "Napisz do nas".

Logowanie

Józef Turowski "Ziuk".27 Wołyńska Dywizja Piechoty Armii Krajowej powstała w wyniku prac konspiracyjnych pośród patriotycznej i ofiarnej ludności polskiej Wołynia. Działania organizacyjne wznowiono tam po zajęciu Wołynia przez Niemców w czerwcu 1941 roku. Po przejściowej, mało skutecznej podległości Okręgu Wołyńskiego Komendzie Obszaru Nr 3 we Lwowie, w maju 1942 roku został on podporządkowany bezpośrednio Komendzie Głównej AK w Warszawie, która na Komendanta Okręgu powołała pułkownika "Lubonia" -Kazimierza Babińskiego. Przy stosunkowo dużym zapóźnieniu organizacyjnym, dopiero w 1943 roku rozwinął on rozległą sieć terenową AK, zyskując około 8,5 tysiąca ludzi zaprzysiężonych, zakonspirowanych w czterech inspektoratach rejonowych: Kowel, Łuck, Równe, Dubno, oraz jednym samodzielnym obwodzie Sarny. Część brakującej kadry oficerskiej uzupełniono spoza Wołynia. W drugiej połowie 1943 roku operowało na terenie Wołynia 8 samodzielnych oddziałów partyzanckich Armii Krajowej: "Jastrząb", "Sokół", "Kord", "Łuna", "Piotruś", "Bomba", "Strzemię". Spełniały one głównie zadania obronne wobec ludności polskiej przed rzeziami ze strony band nacjonalistów ukraińskich i oddziałów UP A. Zanim oddziały te podjęły skuteczne działania, nim zorganizowały się polskie ośrodki obronne (samoobrona), zginęło na Wołyniu około 60 tysięcy ludności polskiej. 15 stycznia 1944 roku na skutek zbliżania się Frontu Wschodniego nastąpiła mobilizacja wszystkich sił zbrojnych Okręgu AK Wołyń i koncentracja ich w zachodniej części Wołynia (okolice Zasmyk). W ramach odtwarzania polskich sił zbrojnych w Kraju powołano do życia 27 Wołyńską Dywizję Piechoty Armii Krajowej. Celem było podjęcie otwartej walki z cofającymi się Niemcami (według wytycznych akcji "Burza").[1] Wczesnym, mroźnym rankiem dnia 15 stycznia 1944 r. podjęli Niemcy rozpoznanie, jadąc z Lubomla przez Trebejki w stronę Bindugi. Kolumna czterech samochodów pancernych, wypełnionych żołnierzami Wehrmachtu i policji ukraińskiej, niespodziewanie nadjechała od strony Rymacz, zbliżając się do Rakowca. Czujka ubezpieczająca oddział zaskoczona pojawieniem się Niemców strzałami sygnalizowała niebezpieczeństwo. Niemcy jednak, na skutek śliskiej i zaśnieżonej drogi, nie mogli na miejscu zatrzymać samochodów i wjechali na skrzyżowanie dróg, gdzie dopiero wysypywali się z samochodów otwierając ogień do polskich drużyn, zajmujących podczas alarmu stanowiska bojowe. Najwcześniej gotowość bojową uzyskał pluton pchor. Tadeusza Korony „Halicza”, rozwinął śmiałe natarcie przez zaśnieżone pole. Na jego plutonie Niemcy ześrodkowali silny ogień broni maszynowej, zadając mu ciężkie straty sami również ponieśli straty i zaczęli wycofywać się z kierunku, skąd przyjechali, zostawiając na drodze cztery płonące samochody. Widząc to pozostała część oddziału odcięła Niemcom drogę powrotu i zmusiła ich do wycofania się na wschód w stronę Zamłynia i Sztunia, a następnie do Lubomla. (...) Był to pierwszy bój oddziału „Korda” z Niemcami i mimo strat – bój zwycięski, który znacznie podbudował morale żołnierzy. Zdobyto wiele broni i amunicji płacąc za nią ... zabitymi i trzema rannymi żołnierzami. W walce poległ dzielny dowódca plutonu pchor. Tadeusz Korona „Halicz”, „Groński”. Po tej potyczce oddział „Korda” przeniósł się do wsi Binduga.[2]

Antoni Stępkowski „Halicz” ;  Do konspiracji w ramach Armii Krajowej wstąpiłem w jesienią 1942 roku.

 

W początkach 1943 roku, po zorganizowaniu Okręgu Wojskowego w Kowlu, zostałem łącznikiem przy dowództwie Okręgu. W 1943 roku UPA rozpoczęło mordowanie Polaków na Wołyniu. W większych skupiskach ludności polskiej powstawała samoobrona, której zadaniem była obrona ludności polskiej.

 

 

W tym czasie dowództwo Okręgu zorganizowało lotne oddziały partyzanckie mające, w razie potrzeby, wspierać samoobronę. W styczniu 1944 roku cała zorganizowana młodzież poszła do lasu, wstępując do oddziałów powstającej właśnie 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej. Również ja, w towarzystwie dwóch młodszych braci 14 i 16 letniego, udałem się do lasu. Po miesiącu, mój średni brat zginął w walce a wraz z nim dwóch jego kolegów. Silny ostrzał nieprzyjaciela sprawił, że ich zwłok nie można było zabrać z placu boju. W partyzantce byłem łącznikiem przy sztabie dywizji. Jeździłem konno rozwożąc rozkazy do poszczególnych oddziałów. [3]

Jan Jakubiak „Klin”:   W drugiej połowie grudnia 1943 r. rozpoczęła się mała tajna mobilizacja do oddziałów partyzanckich. Około 20 grudnia 1943 r. wieczorem podzieliłem się opłatkiem z rodziną i nocą w grupie około 10 chłopców z przewodnikiem poszedłem do lasu. Trasa wiodła przez wieś Zielona do wsi Zasmyki. Działała tam prężnie samoobrona i powstawały oddziały partyzanckie. Znalazłem się w oddziale partyzanckim „Jastrzębia”. Dowódcami OP byli najczęściej oficerowie rezerwy, a byli też oficerowie „Cichociemni”, którzy szkoleni byli w Anglii. Posiadali spore doświadczenie i umiejętności w sabotażu i dywersji. Ze sztuką wojenną zapoznawali nas podoficerowie, prowadzili z nami intensywne szkolenia. Ja znalazłem się w plutonie artylerii. Zajęcia były wyłącznie teoretyczne. Brak było nie tylko armat, ale nawet i karabinów. Z trudem udawało się dozbroić nowo przybyłych partyzantów. Byliśmy wyposażeni w b. różną broń: t.j. karabiny polskie i niemieckie „Mansor”, karabiny sowieckie, węgierskie, włoskie, francuskie. Były wielkie trudności w zaopatrzenia w amunicję, właściwą do tych karabinów. Ja miałem karabin niemiecki z końca XIX w., pasowała do niego amunicja typu „Mansor”. Pamiętnym dniem w moim życiu partyzanckim był dzień 16. 01. 1944 r.  W tym dniu na polanie przy wsi Suszybaba, w zimowy słoneczny i mroźny dzień, stanął na białym śniegu Ołtarz Polowy. Na przeciw w czworoboku 300 nowych partyzantów, gotowych do złożenia przysięgi wojskowej. Wypowiadane słowa przysięgi wojskowej ścisnęły za gardło, a łzy z oczu popłynęły przy śpiewaniu Mazurka Dąbrowskiego: „Jeszcze Polska nie zginęła....” Tego hymnu, którego nie można nam było śpiewać przez ostatnich kilka lat. Wyzwoliło się we mnie, tak wielkie uczucie radości, że do dziś nie sposób tego zapomnieć. W drugiej połowie stycznia 1944 r. z rejonów wschodnich Wołynia w rejon Kupiczowa przybył oddział partyzancki „Bomby”, zdziesiątkowany i bardzo umęczony. Podstępem został aresztowany przez sowieckie NKWD dowódca oddziału „Bomba”, cichociemny kpt. Władysław Kochański, a ponad 10 osób z jego ochrony osobistej, w haniebny sposób wymordowano. W tych tragicznych okolicznościach dowódcą oddziału został ppor. Feliks Szczepaniak ps. „Słucki”. Oddział przeszedł nie mało, po drodze nękany, był także przez tyfus plamisty. Ostatecznie, gdy z okolic Kostopola wyruszyło 500 ludzi to do Kupiczowa dotarło niewiele ponad 100. Utworzone  w okolicach Kowla oddziały liczyły po 300 i więcej osób. Dowództwo zgrupowania postanowiło wzmocnić OP „Bomby”. Wybierano chętnych, przede wszystkim do zwiadu konnego, do którego i ja się zgłosiłem, tak oto zostałem żołnierzem oddziału „Bomby”. Przydzielono mi konia, był to piękny, dereszowaty arab, ale bez siodła. W służbie kwatermistrzowskiej był zakład siodlarski z małą obsadą ludzi. Powiedziano mi, że jeśli chcę jeździć na siodle, to muszę je sobie sam wykonać. Otrzymałem szkielet (konstrukcję) siodła i pod nadzorem rzemieślnika sam uszyłem po kilku dniach siodło w komplecie. Przydały się umiejętności szewskie, wcześniej nabyte, tak oto przez parę dni byłem rymarzem. W styczniu 1944 r. została powołana 27 Wołyńska DP AK. Uformowano pułki, bataliony, kompanie itd. OP „Bomby” został połączony z OP „Gzymsa” i tak utworzony został batalion, był to pierwszy batalion „Gzymsa” 45 pułku piechoty. Ja zostałem zwiadowcą konnym batalionu „Gzymsa” por. Franciszka Pukackiego ps. „Gzyms” – cichociemny. Dowódcą plutonu, zwiadu konnego baonu „Gzymsa” , był wachmistrz Józef Wajdyk ps. „Czarny”, Miał nasz batalion zadanie specjalne t.j. ochrona sztabu dywizji, po prostu byliśmy w dyspozycji szefa sztabu. Wśród najważniejszych zadań, było rozpoznanie terenu związane z planowanymi akcjami przeciwko upowcom i Niemcom. Często stanowiliśmy szpicę rozpoznawczą przed grupą pododdziałów zmierzających do akcji. Przyjmowaliśmy wtedy ogień obrony nieprzyjaciela do czasu dojścia czołówki, głównych sił naszego wojska. Nieraz stanowiliśmy pododdział ochrony oficera wyjeżdżającego do Warszawy po instrukcje, lub też kogoś, kto udawał się do stolicy, po części zamienne do radiostacji, będącej w dyspozycji sztabu dywizji.  Na patrolowanie i obserwację okolic kwaterowania 27 Wołyńskiej DP AK wyjeżdżałem dosyć często t.j. 2-3 razy, a czasem 4 razy w tygodniu.[4]

Kazimiera Błaszczak-Lewenda  ps „Kicia": Złożyłam  przysięgę wiosną 1943 roku. Byłam na kilku spotkaniach konspiracyjnych dziewcząt gdzie przygotowano nas do obowiązków sanitarnych .W tym okresie zaczęły się masowe rzezie ludności polskiej przez Ukraińców , przeważnie zamieszkałej na wsi. Przez Kowel jako dużą stację kolej ową przewalaj ą się wojska niemieckie uciekające w popłochu. Wszędzie zamęt . Mój zakład pracy zostaje zamieniony na szpital a wszyscy pracownicy zwolnieni. Wreszcie w połowie stycznia 1944 r. pada rozkaz o koncentracji oddziałów partyzanckich . Mnie nie obowiązywał ten rozkaz . Ale ja i jeszcze dwie koleżanki , Maria Ilczuk „Maczek" i Regina Borys „Rena" meldujemy się na placówce we wsi Zasmyki , leżącej 15 km od Kowla , głównej bazie  samoobrony i punktem kontaktowym dla przybywających oddziałów na skutek koncentracji u por. „Znicza" H. Nadratowski. Przybieram pseudonim „Kicia" i tego samego dnia pełnię pierwszy dyżur w szpitalu w mieszczącym się w szkole zasmyckiej . I od dnia 16 stycznia 1944 roku jestem sanitariuszką 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK. Tu muszę się szczerze przyznać , że nie miałam specjalnego przeszkolenia sanitarnego , tylko podstawowe wiadomości udzielania pierwszej pomocy zdobyte w harcerstwie na szkolnych kursach PCK i kilku spotkaniach konspiracyjnych . Nie ujawniałam swojej niewiedzy , tylko pilnie podglądałam co i jak się robi i po kilku dniach dawałam sobie radę. Najtrudniej mi było przełamać samą siebie. Trudno również było przełamać niechęć do wykonywania  tych najbardziej przykrych czynności przy chorych. Zdarzyło się nawet , że asystując dr. „Osiemnastce" ( W. Zagórski ) przy zabiegu wyjmowania maleńkich odłamków kości z rozbitej czaszki , na widok drgającego mózgu zemdlałam . Z czasem ta wrażliwość przeszła . I może to zabrzmi jak oklepany frazes , ale ta myśl , że właśnie w ten sposób mogę pomóc ukochanej Ojczyźnie , dodawała siły , uczyła pokory i łagodności butną , zadziorną dziewczynę , jaką byłam . Pomagało mi w tym wrodzone pogodne usposobienie. Pierwsze uczucie strachu przeżyłam 19 stycznia 1944 roku , kiedy Niemcy znienacka podeszli do Zasmyk i podpalili wieś . Trzeba było w pośpiechu wynosić chorych ze szpitala na dwór przy styczniowym mrozie i z braku transportu lokować na przejeżdżające furmanki już załadowane dobytkiem i rodzinami uciekającymi ze wsi do lasu. Szkoła w Zasmykach nie spłonęła , tak więc punkt sanitarny został uratowany . Po kilkudniowym pobycie we wsi Kupiczów , gdzie mieścił się nasz główny szpital partyzancki , po kilku wykładach doszkalających , wróciłam do Zasmyk . Nie wszyscy chorzy wrócili do szpitala . Zaczęłam chodzić po domach zmieniać opatrunki , stawiać bańki , pomagać walczącym ze świerzbem . A szpital powoli się zapełniał. [5]

Olgierd Kowalski „Czarny”: Od 16- ego stycznia 1944 r do miejscowości opanowanych przez oddziały partyzanckie zaczęła z Kowla napływać młodzież, żołnierze oddziałów konspiracyjnych. Na bazie skoncentrowanych tu oddziałów partyzanckich formowano 27 Wołyńską Dywizję Piechoty. Przybywającą młodzież w zasadzie kierowano do oddziału "Siwego", niemniej jednak do naszej "Łuny" dostało się też kilkunastu chłopaków, którzy uważali to za wyróżnienie, no i byli dumni z tego powodu. Niespodzianie dla mnie nadciągnął z Antonówki oddział pod dowództwem ppr. "Remusa" z którym przybył mój Brat Stefan oraz wielu dobrych kolegów. Oddział ten mianowano drugą kompanią tego samego batalionu. Stefan przybrał ps. "Kot". Moim zdaniem nie powinien był podejmować się partyzanckiej służby. Nie wyzdrowiał jeszcze po wypadku, kiedy na szosie Łuck-Kiwerce potrącił go samochód. Według mnie pobyt w oddziale przekraczał jego siły, nie chciał jednak z tego zrezygnować. Stanąłem do raportu prosząc o przeniesienie Brata do naszej, pierwszej kompanii. Dowództwo odmówiło, uzasadniając to tym, że pozostawienie istniejącego stanu rzeczy przyczynia się do utrzymania większej więzi między kompaniami. Oczywiście wypytałem go o Rodziców. Znosili dzielnie rozłąkę. Przemarsz z Antonówki drugiej Kompanii na koncentrację, podobnie jak poprzednio nasz, nie miał spokojnego przebiegu. Starli się po drodze z banderowcami. Do natarcia Stefan szedł bez broni, rozglądając się, czy któryś z kolegów nie padnie, by ewentualnie przejąć po nim broń. Straszne! W plutonie swoim nie czuł się najlepiej, chociaż był w jednej drużynie z naszym bliskim kolegą Zbyszkiem Slizowskim. Obydwaj do partyzantki przybyli z podręcznikami szkolnymi. Złościli się, że z książek ciągle ubywało kartek. Wykradane były przez palaczy na "skręty". Stefan, jako zapalony fotoamator oprócz aparatu fotograficznego przyniósł zapas filmów. Wiem, że prosił kolegów, by przejęli filmy, gdyby mu coś się stało. Większość żołnierzy w plutonie Stefana stanowili byli policjanci z Torczyna. Od jednego z nich kupiłem, a mówiąc dokładniej wymieniłem za dostarczoną przez Brata amunicję do siódemki, niemiecką kurtkę wojskową. Wydawała mi się bardzo praktyczna w partyzanckim życiu. Można było ją nosić na dwie strony, białą lub zielono-niebieską. Swój elegancki sukienny płaszcz sowieckiego oficera lotnictwa oddałem "Słowikowi". Wyglądał w nim wspaniale. Formowanie dywizji zakłócił najazd Niemców na Zasmyki, którzy natknęli się tam niespodzianie na patrol placówki samoobrony. Wywiązała się strzelanina. Niemcy podpalili kilka budynków. Zaalarmowano nasz oddział. Forsownym marszem pośpieszyliśmy na pomoc. Zajęliśmy stanowiska od strony południowej na kraju jakiegoś lasku. Niemcy w białych maskujących uniformach zbliżali się do nas tyralierą, ciągnąc na płozach szybkostrzelne czterolufowe działko, z którego od czasu do czasu strzelali krótkimi seriami. Trzymając Niemców na muszkach, byliśmy przekonani, iż za moment rozniesiemy ich w pył. "Niestety, nam strzelać nie kazano". Podobno od kul niemieckich zginęli na wiatraku dwaj dezerterzy z armii niemieckiej, którzy przystali do partyzantów. W drugiej połowie stycznia, partyzanckie siły wzmocnił batalion polskiej policji pomocniczej z Maciejowa. Była to dobrze wyszkolona i uzbrojona jednostka, którą rozparcelowano między kilka oddziałów. Do "Łuny" trafiło niewielu. W naszej drużynie znalazł się jeden z nich o ps. "Traktor." Ostatnim oddziałem, który zgłosił się na koncentrację, były resztki oddziału "Bomby", które pod komendą ppor. "Słuckiego" w końcu stycznia dotarły w rejon koncentracji. Po zakończeniu kwarantanny oddział wcielono do batalionu por. "Gzymsa". [6]

To tylko kilka wybranych z bardzo wielu wspomnień byłych żołnierzy 27 WDP  AK.

1]Tekst zaczerpnięty z broszury „27 Wołyńska Dywizja Piechoty Armii Krajowej – Skrót działań” wydanej z okazji XXV Zjazdu Żołnierzy 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej w dniach 29- 30-31 VIII 2005 r. w opracowaniu Józefa Turowskiego "Ziuka". Warszawa 2005.

2]Józef Turowski, „Pożoga: walki 27 Wołyńskiej Dywizji AK”, PWN 1990, str. 163

3]Fragment wspomnień; Antoniego  Stępkowskiego :Nasze Połoniny -[Nr 2/78] Moje wspomnienia z walk o wolność Polski.

4]Fragment : Wspomnień Jana  Jakubiaka   Z KOLONII HIRKI, GM. TURZYSK, POW. KOWEL NA WOŁYNIU 1939 – 1944 które spisał  i opracował  : Sławomir Tomasz Roch, opublikowane na http://wolyn.org/

5]Fragment: Wspomnienia sanitariuszki szpitala polowego 27 Dywizji Wołyńskiej Piechoty Armii Krajowej „Kicia" -Kazimiery Błaszczak-Lewendy

http://smok.hostil.pl/img/Lewenda/wspomnienia/album/Wspomnienia%20sanitariuszki2/KKE%203621.pdf

6]Fragment wspomnień: Olgierda Kowalskiego „Wspomnienia grudzień 1943 - maj 1945”    Część I

Kresowy Serwis Informacyjny

Serwis o Wołyniu

Serwis o Kresach

Polecane filmy

Wieczna Chwała Bohaterom

 

 

Zostań sponsorem serwisu

poprzez zamieszczenie w TYM miejscu swojej reklamy.

Zamówienie banneru reklamowego kliknij TU

Statystyki

Użytkowników:
6
Artykułów:
439
Odsłon artykułów:
2477309

Odwiedza nas 90 gości oraz 0 użytkowników.

 
Copyright © 27 WDP AK
Wykonano w Agencji Reklamowej BARTEXPO z szablonu: Joomla Perfect